PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Duma i uprzedzenie (1995)
Autor Wiadomość
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...


Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 15:05   

bo w książce mozna było spokojnie opisać "wnętrze", odbiegajacej od przecietności Lizzie, a tu trzeba było to wszystko pokazać...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
trifle 


Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 12066
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 15:33   

Ja muszę sobie książkę przypomnieć. Bo póki co, to ja nie wiem, o jakich zmianach mowa :mysle:
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 15:44   

O ile pamiętam podczas czytania listu jest pokazane , jak Wickham uwodzi Georgianę i jak Darcy przyjeżdża w ostatnim momencie , nakrywając ich na wspólnym czułym spacerze ; a sprowadzanie sobie panienek do pokoju w tak szacownej instytucji jak wyższa uczelnia było absolutnie nie do przyjęcia i człowiek przyzwoity tego nie robił .
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
nicol81 


Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 16:41   

Cytat:
bo w książce mozna było spokojnie opisać "wnętrze", odbiegajacej od przecietności Lizzie, a tu trzeba było to wszystko pokazać...

Ale Lizzy nie odbiegała od przeciętności jak to pokazano... :?

trifle napisał/a:
Bo póki co, to ja nie wiem, o jakich zmianach mowa

Jak mówiłam-śpiew w Pemberley, oficer na balu i zamiana ról z Jane.

Tamara napisał/a:
O ile pamiętam podczas czytania listu jest pokazane , jak Wickham uwodzi Georgianę i jak Darcy przyjeżdża w ostatnim momencie , nakrywając ich na wspólnym czułym spacerze

Tak, to jest pokazane (też niezgodne z książką, gdzie Georgiana sama się przyznała!), ale brak jest powrotu Wickhama po wydaniu pieniędzy, domagającego się jednak prebendy...

Tamara napisał/a:
sprowadzanie sobie panienek do pokoju w tak szacownej instytucji jak wyższa uczelnia było absolutnie nie do przyjęcia i człowiek przyzwoity tego nie robił .

Nie do przyjęcia i nieprzyzwoite tak- ale jako przykład absolutnej degeneracji wypada żałośnie :roll:
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...


Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 16:51   

nicol81 napisał/a:
Ale Lizzy nie odbiegała od przeciętności jak to pokazano...

odbiegała - przecietna panna to była taka poprawna i rozsądna Charlotta, układna i ustepliwa Jane, albo głupiutka Lydia. Zadziorna i inteligentna Lizzie, mająca swoje zdanie - była rzadkością...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
nicol81 


Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 18:20   

Miałam na myśli, że nie odbiegała w taki sposób jak pokazano - tzn. nie śpiewała cudownie po włosku :roll: , nie leciał na nią przypadkowy oficer ani nie była bezbłędna...
A "zadziorna" to nie jest moim zdaniem słuszne określenie...

A Jane wcale nie była bardziej przeciętna od Lizzy- redukowanie jej do układnej i ustępliwej jest niesprawiedliwe. Przede wszystkim była idealistyczna i dostrzegająca dobro w innych- a takich ludzi było mało zarówno wtedy jak i teraz.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 19:15   

nicol81 napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Ale dlaczego w tej ekranizacji Lizzy byla większym ideałem niż w innych?

To głównie widać w trzech scenach. Na balu w Netherfield oficer bawiący z Lidią wyraźnie leciał na Lizzy.

No ja Cię proszę :mrgreen: Po pierwsze - chyba nie było to aż tak ewidentne, bo choć serial oglądałam w te i wewte, a ostatnio całkiem niedawno ze trzy razy pod rząd, to nie zauważyłam. A gdyby nawet - przecież Lizzy i Jane uważane były za lokalne piękności - chyba nic dziwnego, że jakiś oficer na którąś z nich leciał? :shock:

nicol81 napisał/a:
Po drugie jej śpiew w Pemberley- zachwycający i po włosku.

Daleko mu było do zachwycającego. W powieści jest napisane, że jej śpiew sprawiał słuchaczom (nie tylko nie obiektywnemu panu Darcy, ale np. gościom Lucasów) wiele przyjemności. Musiała grać i śpiewać na przynajmniej przeciętnym poziomie - jak w scenie z Pemberley, gdzie wyraźnie męczy się w górnymi dźwiękami.

nicol81 napisał/a:
Po trzecie- zamiana z książką kwestii jej i Jane dotyczących ucieczki Wickhama. W książce to Lizzy żałuje, że go nie wydały. Ta ostatnia jest nabardziej wnerwiająca, bo nic nie daje, poza pokazaniem Lizzy w lepszym świetle niż Jane.

W adaptacji wiele razy słowa jednych postaci wkładane są w usta innych. To jest akurat taki drobiazg, że równie dobrze można by dyskutować o kroju sukienek Lizzy ładniej uwydatniających biust niż sukienki Jane i tym podobnych.

Mnie się wydaje, że Lizzy wcale nie pokazano jako chodzącego ideału. Równie ważką sceną jak oficer lecący... itd jest rozmowa Lizzie w ojcem w obecności matki (o oświadczynach Collinsa) podczas której zakłada ona arogancko ręce w geście "odczepcie się ode mnie," czy podnosi głos starając się wymóc na ojcu zakazanie Lydii wyjazdu od Brighton.
Poza tym, brak ekranizacji ostatnich scen powieściowych, podczas których Lizzy i Darcy wyjaśniają sobie wszystkie etapy swojej miłości sprawia, że zostajemy z niezbyt komfortowym wrażeniem, o którym tu kiedyś pisałam - że Lizzy owszem, zakochała się, ale interesownie. Jej zdanie wypowiedziane w Pemberley "a mogłam być panią tego wszystkiego," nie jest załagodzone powieściową refleksją, że gdyby była tutaj panią, to zapewne kosztem zerwania znajomości z wujem i ciotką, którym teraz towarzyszy. Juz po zaręczynach mówi Jane, kiedy ta pyta, że zakochała się, kiedy zobaczyła "piękną posiadłość Pemberley" i znowu - nie ma dalej powieściowego wyjaśnienia, że to żarty - obie dziewczyny śmieją się, jakby rozumiejąc, że to bardzo ważny powód do miłości - wspaniały majątek wybranka.
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...


Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 20:03   

ale Lizzie błyska w tym momencie oczami w sposób sugerująy, ze żartuje :mysle:
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 20:05   

Sofijufka napisał/a:
ale Lizzie błyska w tym momencie oczami w sposób sugerująy, ze żartuje :mysle:

Ale tylko sugerujący :wink: , a słowa "żartowałam" nie padają, nie padają...
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...


Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 20:16   

Justyna Orzelska, jak odpowiada Witoldowi na pytanie, czy wyjdzie za RÓZyca pytaniem, czy mogłaby odrzucic taką łaskę świetego Antoniego [czy jakos podobnie], tez nie wyjasnia mu, ze żartuje...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 21 Mar, 2010 20:25   

Sofi, ja to wiem i wcale nie mam tego niedopowiedzenia za złe Andrew Daviesowi. Ot, zauważyłam przy ostatnim seansie, że ci, którzy mówią, że Lizzie jest interesowna, moga mieć ku temu podstawy. A te przykłady podałam, żeby wykazać, że ocena nicol o wyidealizowaniu Lizzie w wersji z 1995 jest czysto subiektywna i nie ma podstaw w scenariuszu. Podobnie zresztą jak ocena pani Bennet jako karykaturalnej. Dla mnie taka nie jest. Tak właśnie widzę tę matronę, jako kogoś w rodzaju Lydii po latach, kiedy to braki z wychowaniu pogłębiły się, wzrosła pewność siebie "pani na włościach" i nie było nikogo, kto mógłby ja uciszyć i utemperować. Wielokrotnie w powieści mówi sie o tym, że swoim zachowaniem wzbudzała uczucie zażenowania u córek. Alison Staedman zagrała to znakomicie.
Ostatnio zmieniony przez Trzykrotka Pon 22 Mar, 2010 12:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
BeeMeR 


Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 44792
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pon 22 Mar, 2010 09:29   

Trzykrotka napisał/a:
Alison Staedman zagrała to znakomicie.
Och tak - uwielbiam jej panią Bennett :rotfl:
_________________

 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Wto 23 Mar, 2010 19:27   

BeeMeR napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Alison Staedman zagrała to znakomicie.
Och tak - uwielbiam jej panią Bennett :rotfl:

Lepszej nie będzie :oklaski:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
nicol81 


Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Wto 23 Mar, 2010 21:31   

Trzykrotka napisał/a:
ocena nicol o wyidealizowaniu Lizzie w wersji z 1995 jest czysto subiektywna i nie ma podstaw w scenariuszu.

Jak nie ma podstaw w scenariuszu, skoro są dodane i zmienione sceny? Subiektywne może być ocenianie Lizzy jako interesownej. Ale nie np. zamiana kwestii bohaterek. To jest czarno na białym.

Trzykrotka napisał/a:
Wielokrotnie w powieści mówi sie o tym, że swoim zachowaniem wzbudzała uczucie zażenowania u córek.

Ale jej obawy miały racjonalne uzasadnienie- a w tej wersji zrobiono z niej wiariatkę, a z pana B. męczennika :roll:
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 23 Mar, 2010 23:02   

nicol81 napisał/a:

Jak nie ma podstaw w scenariuszu, skoro są dodane i zmienione sceny?

Po to, żeby z dobrego dzieła literackiego stworzyć dobre dzieło ekranowe? Na tym polega adaptowanie. Nie na przenoszeniu powieści na ekran scena po scenie. W rozdziale o scenariuszu z Making Of..., Andrew Davies wyjaśnia nie tylko swoją motywację co do scen dodanych, ale ogólne zasady przenoszenia powieści na ekran.

Trzykrotka napisał/a:

Ale jej obawy miały racjonalne uzasadnienie- a w tej wersji zrobiono z niej wiariatkę, a z pana B. męczennika :roll:

Nie, nie wariatke. Nadpobudliwą, krzykliwą, irytującą matronę. Do wariatki bardzo jej daleko. Natomiast gdyby każdy męczennik miał tak wygodnie ułożone życie, jak ekranowy pan Bennet z 1995, to tylko sobie życzyć żeby też tak mieć. Jego mina pełna pogodnego sarkazmu, kieliszek sherry, książki i zacisze wygodnej biblioteki, ewidentna, gnuśna niechęć do podejmowania wysiłków i nietajona uciecha, jaką czerpał z pokpiwania sobie z żony - jakoś już bardziej pan Bennet 2005 wyglądał mi na niechlujnego desperata zakopanego w jakiejś ciemnej komórce, bez dostępu do grzebienia i lustra.
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Śro 24 Mar, 2010 21:35   

Pani Bennett jest dokładnie taka jak w książce - histeryczna i głupia , eks-trzpiotka :roll:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
nicol81 


Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Śro 24 Mar, 2010 22:12   

Trzykrotka napisał/a:
Po to, żeby z dobrego dzieła literackiego stworzyć dobre dzieło ekranowe? Na tym polega adaptowanie. Nie na przenoszeniu powieści na ekran scena po scenie. W rozdziale o scenariuszu z Making Of..., Andrew Davies wyjaśnia nie tylko swoją motywację co do scen dodanych, ale ogólne zasady przenoszenia powieści na ekran.

To jaką facio miał motywację co do zamiany kwestii Jane i Lizzy?
Przenoszenie powieści na ekran polega na: 1. translacji słowa na obraz, 2. dostosowaniu do możliwości technicznych, 3. skrótach i doborze scen dopasowanym do tematyki, 4. ewentualnie dodanych scenach zastępujących narratora lub myśli bohaterów (co w sumie można podciągnąć pod 1.). Nie na radosnej twórczości Jędrusia...

Trzykrotka napisał/a:
Jego mina pełna pogodnego sarkazmu, kieliszek sherry, książki i zacisze wygodnej biblioteki, ewidentna, gnuśna niechęć do podejmowania wysiłków i nietajona uciecha, jaką czerpał z pokpiwania sobie z żon

Męczeńskie tkwienie nad rachunkami, wymiana spojrzeń przewracających oczami z Lizzy... (która w książce cierpiała, gdy ojciec drwił z matki)
Bennet 2005 ma u mnie krechy za bycie zbyt miłym (przeproszenie Mary? ruszenie sięna bal w Meryton? :roll: )

Tamara napisał/a:
Pani Bennett jest dokładnie taka jak w książce - histeryczna i głupia , eks-trzpiotka

Ale nie tylko to- jest też ofiarą swojego męża. A winą Daviesa jest to, że wszyscy pamiętają panią Bennet jako głupią histeryczkę, a Jane jako głupią, potulną panienkę...
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Śro 24 Mar, 2010 23:35   

nicol81 napisał/a:

To jaką facio miał motywację co do zamiany kwestii Jane i Lizzy?

A, to już musisz jego zapytać :mrgreen: . Nie sądzę, żeby ta zamiana miała kardynalne znaczenie dla jakości dzieła.
nicol81 napisał/a:
Przenoszenie powieści na ekran polega na: 1. translacji słowa na obraz, 2. dostosowaniu do możliwości technicznych, 3. skrótach i doborze scen dopasowanym do tematyki, 4. ewentualnie dodanych scenach zastępujących narratora lub myśli bohaterów (co w sumie można podciągnąć pod 1.). Nie na radosnej twórczości Jędrusia...

Nic podobnego. Polega na przeniesieniu dzieła z jednego medium w drugie, kompletnie różne tak, żeby powstała nowa wartość. Sceny dodane, jeżeli zmieniałyby zasadniczo wymowę powieści, czy charakter bohaterów - potępiłabym, jak wersję MP Rozemy. Ale nie DiU 1995, w której służą temu, co wymieniłam powyżej, czyli stworzeniu dobrego dzieła filmowego.

nicol81 napisał/a:

Męczeńskie tkwienie nad rachunkami, wymiana spojrzeń przewracających oczami z Lizzy... (która w książce cierpiała, gdy ojciec drwił z matki)

Sorki, ale Ty nie wywracasz oczami dostając wyciąg z konta? Ja i owszem. I nie uważam się za męczennicę. Śmiem twierdzić, ze serialowy pan Bennet i serialowa Lizzy świetnie się bawili przewracając do siebie oczami. I powtarzam, jeżeli męczennik ma taki żywot jak schludny, ironiczny leniwie zakopany z towarzystwie ulubionych książek pan Bennet - to ja tez poproszę!

nicol81 napisał/a:
]]
jest też ofiarą swojego męża. A winą Daviesa jest to, że wszyscy pamiętają panią Bennet jako głupią histeryczkę, a Jane jako głupią, potulną panienkę...

TY pamiętasz jak powyżej. JA nie :-D . A więc nie "wszyscy."
Ofiara i męczennik. Nicol, my na pewno oglądałyśmy ten sam serial?
 
 
trifle 


Dołączyła: 29 Maj 2006
Posty: 12066
Wysłany: Śro 24 Mar, 2010 23:59   

Jane też wcale nie pamiętam jako głupią, potulną panienkę. Łagodną, spokojną, uległą może tak. Ale głupia i potulną?

Też się zastanawiałam, czy to ten sam serial był ;)
_________________
Spieszmy się kochać wypłatę, tak szybko odchodzi.
 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 25 Mar, 2010 08:41   

Jane głupiutka, pan Bennet męczennik, pani Bennet ofiara, Lizzy słodki ideał. To na pewno nie jest moje postrzeganie tego serialu.
 
 
BeeMeR 


Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 44792
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Czw 25 Mar, 2010 08:46   

Cytat:
jest też ofiarą swojego męża.
On nie jest poniekąd ofiarą jej? ;)
Oni są oboje siebie warci, i w tym ogromny ich urok - :mrgreen: z jednej strony niby (bo ja to odbieram jako "niby", a nie "serio") się wzajem denerwują grą słówek czy nadmiernym entuzjazmem, a z drugiej czerpią przyjemność z bycia z tą drugą osobą, choć tak ogromnie różną, wymieniają też przecież ciepłe spojrzenia i w gruncie robią też czasem to, co drugiej osobie na pewno się spodoba - np. zawsze podobało mi się to, że pan Bennet drażni się nieco słownie z panią Bennett, ale już odwiedził nowego sąsiada, bo wiedział, że jej będzie na tym ogromnie zależało.
Przynajmniej ja ich tak odbieram - ciepło, ale nie idyllistycznie.
_________________

 
 
Trzykrotka 


Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 21959
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 25 Mar, 2010 09:00   

BeeMeR napisał/a:
Przynajmniej ja ich tak odbieram - ciepło, ale nie idyllistycznie.


Dokładnie tak! Na pewno działali sobie na nerwy, bo byli zbyt różni, ale nie widzę w tym żadnej patologii. Tak jest w 50% przeciętnych rodzin (niestety)!
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...


Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 22164
Skąd: zewsząd
Wysłany: Czw 25 Mar, 2010 19:46   

nicol81 napisał/a:

Ale nie tylko to- jest też ofiarą swojego męża. A winą Daviesa jest to, że wszyscy pamiętają panią Bennet jako głupią histeryczkę,

Znaczy w jakim sensie ofiarą ? Że nie próbował jej przerobić na mądrą kobietę ? Przecież by się nie dało , dysponowała mniej więcej taka samą ilością rozumu co Lidia :roll: A wszyscy pamiętają ją jako histeryczkę przede wszystkim z książki , gdzie urządza histerie i wpada w skrajne nastroje z byle powodu :roll: Zaś Austen wyraźnie pisze , że była głupia , używając nawet tego słowa :mrgreen:
_________________
Nie można uwięzić kogoś, kto mieszka we własnej głowie.
 
 
nicol81 


Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Czw 25 Mar, 2010 22:27   

Tamara napisał/a:
Znaczy w jakim sensie ofiarą ? Że nie próbował jej przerobić na mądrą kobietę ? Przecież by się nie dało , dysponowała mniej więcej taka samą ilością rozumu co Lidia

U Austen jest częsty motyw par, które wpływają na siebie- pozytywnie lub negatywnie. A Lidia była jaka była przez zaniedbanie ojca oraz zły przykład matki i przez poświęcanie jej mało uwagi.

Trzykrotka napisał/a:
Jane głupiutka, pan Bennet męczennik, pani Bennet ofiara, Lizzy słodki ideał. To na pewno nie jest moje postrzeganie tego serialu.

O pani Bennet ofierze mówiłam jako w książce...
 
 
BeeMeR 


Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 44792
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 26 Mar, 2010 08:03   

nicol81 napisał/a:
A Lidia była jaka była przez zaniedbanie ojca oraz zły przykład matki i przez poświęcanie jej mało uwagi.
Oraz - jednakowoż - przez genetycznie wrodzone skłonności. A jak ktoś ma złe skłonności, to czasem się ich nawet przykładem czy nakazem nie wytępi :mysle:
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach tego forum (w domenie forum.northandsouth.info) stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę tego forum. | Forum dostępne było także z domeny spdam.info
Administracją danych związanych z zawartością forum, w tym ewentualnych, dobrowolnie podanych danych osobowych użytkowników, zgromadzonych w bazie danych tego forum, zajmuje się osoba fizyczna Łukasz Głodkowski.