To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści - Nad Niemnem

Marija - Śro 31 Sie, 2011 11:01

Oj ten Kirło, szwarc-charakter-guma-od-majtek :bejsbol:
Anonymous - Śro 31 Sie, 2011 11:07

I to jest niezbity dowód, że wszystkie nieszczescia tego świata biorą się z tego, że człowiek zaczyna za bardzo myśleć "co ludzie pomyślą". Należy pamiętać, że ludzie nie myślą, a czepiać się będa jak swiat światem. A Marta mogła sobie też pójsć po jakiś rozum do głowy, ze cholercia lepiej, żeby się śmiali że wyszła za prawie chłopa, czy jak do końca życia będzie starą panną co prawie wyszła za chłopa.
Paranoja. Wieczna głupota...

Sofijufka - Śro 31 Sie, 2011 11:20

toż przeciez rodzina jej sugerowała ze znajda jej lepszego męża...
Anonymous - Śro 31 Sie, 2011 11:24

Po pierwsze z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjeciu a w jej przypadku na portrecie. Po drugie jak się slucha rodziny to się w zimie w sandałach łazi.
Marija - Śro 31 Sie, 2011 12:39

Może jakby to była najbliższa rodzina, ale kuzyn, jego żona? Kirło? :confused3: Pogadali i zapomnieli, zresztą gdzie ci kandydaci na mężów ubogich kuzynek...
Admete - Śro 31 Sie, 2011 13:26

Justyna trafiłą też na inny czas...Wiele się zmieniło. Zaraz po powstaniu każdy był przybity i wszyscy radzili pewnie Marcie, żeby siedziała między swymi.
Ania Aga - Śro 31 Sie, 2011 15:47

Marija napisał/a:
Pewnie by tak było, o ile w ogóle stykałaby się z krewnymi "z dworu" :roll: . Bo czy ludzie z Bohatyrowicz wypominaliby mezalians, to osobiście wątpię.

A jak było z Ładysiem, który całkiem schamiał poprzez ożenek z chłopką? Nie był akceptowany wśród swoich. Bohatyrowicze uważali się za stojących wyżej od chłopów i u nich również zdarzły się mezalianse.
A czy w naszych demokratycznych czasach nie ma "mezaliansów" i "ludzkiego gadania"?

Tamara - Śro 31 Sie, 2011 19:16

Ale Marta jednak nie wyszłaby ze swojej warstwy , bo Bohatyrowicze to też szlachta , tyle że majątkowo by zjechała i "światowo" :roll:
RaczejRozwazna - Śro 31 Sie, 2011 20:58

O ile pamiętam Bohatyrowicze byli "zdegradowaną" szlachtą. Oni sami czuli się "lepsi" niż chłopi, ale w oczach takich Korczyńskich to nie było róznicy Bohatyrowicz czy zwykły chłop.
Ania Aga - Śro 31 Sie, 2011 21:41

Chciałam raczej zwrócić uwagę na to, że Bohatyrowicze również znali pojęcie "odpowiedniego" i "nieodpowiedniego" ożenku, a nie na sytuację Marty. Nie idealizowałabym także "zaścianku" - tam, jak i wszędzie byli ludzie dobrzy i źli, mądrzy i głupi, to nie była Arkadia.
spin_girl - Czw 01 Wrz, 2011 09:39

lady_kasiek napisał/a:
I to jest niezbity dowód, że wszystkie nieszczescia tego świata biorą się z tego, że człowiek zaczyna za bardzo myśleć "co ludzie pomyślą". Należy pamiętać, że ludzie nie myślą, a czepiać się będa jak swiat światem

zgadzam się w 100% A ludzie, którzy swoje decyzje opierają na tym "co inni powiedzą" zapominają przy tym, że znaczna większość tych "innych" ma głęboko w nosie nasze szczęście, że tak naprawdę walczą o zachowanie status quo i wygodnej dla siebie rzeczywistości. Gdyby Marta wyszła za Anzelma zbliżyłaby Korczyńskich do zaściankowych Bohatyrowiczów, a to by było niewygodne dla tych pierwszych, więc wmówili jej, że byłaby nieszczęśliwa z Anzelmem, mamili obietnicami lepszego ożenku. A kiedy tylko Marta podjęła decyzję po ich myśli, zepchnęli ją na margines i zajęli się swoimi sprawami. Większość ludzi jest do głębi egoistyczna i bez oporów składa szczęście innych na ołtarzu wygody i komformizmu.

RaczejRozwazna - Czw 01 Wrz, 2011 10:11

Ania Aga napisał/a:
Chciałam raczej zwrócić uwagę na to, że Bohatyrowicze również znali pojęcie "odpowiedniego" i "nieodpowiedniego" ożenku, a nie na sytuację Marty. Nie idealizowałabym także "zaścianku" - tam, jak i wszędzie byli ludzie dobrzy i źli, mądrzy i głupi, to nie była Arkadia.


Prawda. Casus Ładysia o tym świadczy.

Hortensja - Czw 01 Wrz, 2011 10:25

RaczejRozwazna napisał/a:
O ile pamiętam Bohatyrowicze byli "zdegradowaną" szlachtą. Oni sami czuli się "lepsi" niż chłopi, ale w oczach takich Korczyńskich to nie było róznicy Bohatyrowicz czy zwykły chłop.


Mysle, ze jednak byla. Mam wrazenie, ze ten trojpodzial- szlachta/zascianek/chlopi byl bardzo silny. Oczywiscie z praktycznego punktu widzenia zascianek zyl podobnie jak chlopi, byli biedni i byla to degradacja jesli chodzi o warunki zycia. Ale ideologicznie to byla to jednak szlachta. Czytalam jakis czas temu "Klejnot" Rodziewiczowny, gdzie ta sytuacja byla bardzo ciekawie pokazana.

RaczejRozwazna - Czw 01 Wrz, 2011 10:46

Pytam bo nie wiem - czy pojęcie "zaścianek" odnosiło się również do szlachty zdegradowanej? Anzelm mówi gdzieś: "teraz szlachectwo ojców zdjęte z nas zostało, ale pamięć o ich czynach trwa" czy jakoś tak...
Tamara - Czw 01 Wrz, 2011 11:09

Zdjęte zostało jakiś czas po powstaniu , w okresie , kiedy Anzelm do Marty uderzał chyba jeszcze dekret nie wyszedł .
Aragonte - Czw 01 Wrz, 2011 11:46

Ja kojarzę tylko dekret uwłaszczeniowy, a to dotyczyło chyba tylko zwykłych chłopów, a nie Bohatyrowiczów :mysle: Jednak nie znam zbyt dobrze historii, mogę mieć jakieś luki. O jakim dekrecie piszesz?
Ogółem mój odbiór był taki, że Bohatyrowicze utracili status szlachty długo wcześniej, nie po powstaniu styczniowym, tylko grubo wcześniej (powiedzmy, w XVIII wieku). Nawet relację Marty tak odbierałam - że już wtedy, kiedy Andrzej działał, Bohatyrowicze byli jednak uznawani za chłopów, tyle że, jak rozumiem, oni mieli na własność ziemię, którą uprawiali, a zwykli chłopi - nie.

asiek - Czw 01 Wrz, 2011 12:03

spin_girl napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
I to jest niezbity dowód, że wszystkie nieszczescia tego świata biorą się z tego, że człowiek zaczyna za bardzo myśleć "co ludzie pomyślą". Należy pamiętać, że ludzie nie myślą, a czepiać się będa jak swiat światem

zgadzam się w 100% A ludzie, którzy swoje decyzje opierają na tym "co inni powiedzą" zapominają przy tym, że znaczna większość tych "innych" ma głęboko w nosie nasze szczęście, że tak naprawdę walczą o zachowanie status quo i wygodnej dla siebie rzeczywistości. Gdyby Marta wyszła za Anzelma zbliżyłaby Korczyńskich do zaściankowych Bohatyrowiczów, a to by było niewygodne dla tych pierwszych, więc wmówili jej, że byłaby nieszczęśliwa z Anzelmem, mamili obietnicami lepszego ożenku. A kiedy tylko Marta podjęła decyzję po ich myśli, zepchnęli ją na margines i zajęli się swoimi sprawami. Większość ludzi jest do głębi egoistyczna i bez oporów składa szczęście innych na ołtarzu wygody i komformizmu.

Prawdą jest też, że życie bez akceptacji tych, na których nam zależy jest bardzo trudne... To nie jest łatwy wybór i łatwa droga. Często brak zrozumienia ze strony najbliższych kładzie się cieniem na całe życie. Trzeba mieć silny i asertywny charakter, aby udźwignąć taki ciężar. Widać Marta nie była na to gotowa. Wielu ludziom, a zwłaszcza kobietom wydaje się, że miłość do wybranka wystarczy, aby stawić czoła przeciwnościom losu, ale 90 % przypadkach, to nieprawda. Nie mamy pewności, że związek Marty i Anzlema okazłaby się szczęśliwy. Skoro Marcie tak bardzo zależało na opinii otoczenia, to należy przypuszczać, bardzo odczuwałaby ostracyzm, a to rzutowałoby na jej relacje z mężem.

Anonymous - Czw 01 Wrz, 2011 12:12

asiek napisał/a:
Prawdą jest też, że życie bez akceptacji tych, na których nam zależy jest bardzo trudne...

Aśku ok. Zgadzam się w pelni. Ale po pierwsze to muszą być osoby na których nam zależy a nie jakiś pierwszy lepszy Kowalski połączony z nami wiezami krwi. Po drugie, jeśli ktoś jest nam bliski i kochamy go, a on nas to też powinien chcieć naszego szczęścia a nie wpływać na to, że się unieszczęśliwiamy.

asiek - Czw 01 Wrz, 2011 12:20

lady_kasiek napisał/a:
Zgadzam się w pelni. Ale po pierwsze to muszą być osoby na których nam zależy a nie jakiś pierwszy lepszy Kowalski połączony z nami wiezami krwi.

Ale z tego co pamiętam /powieść czytałam bardzo dawno temu/ Marta nie miała bliższej rodziny niż kuzynostwo. Dla niej ich opinia była ważna.

lady_kasiek napisał/a:
Po drugie, jeśli ktoś jest nam bliski i kochamy go, a on nas to też powinien chcieć naszego szczęścia a nie wpływać na to, że się unieszczęśliwiamy.

Kaśku, zgadzam się, tak powinno być w zdrowej, kochającej się i szanującej rodzinie, ale Marta nie miała szczęścia znależć się w takim otoczeniu.

Tamara - Czw 01 Wrz, 2011 12:24

Aragonte napisał/a:
Ja kojarzę tylko dekret uwłaszczeniowy, a to dotyczyło chyba tylko zwykłych chłopów, a nie Bohatyrowiczów :mysle: Jednak nie znam zbyt dobrze historii, mogę mieć jakieś luki. O jakim dekrecie piszesz?
Ogółem mój odbiór był taki, że Bohatyrowicze utracili status szlachty długo wcześniej, nie po powstaniu styczniowym, tylko grubo wcześniej (powiedzmy, w XVIII wieku). Nawet relację Marty tak odbierałam - że już wtedy, kiedy Andrzej działał, Bohatyrowicze byli jednak uznawani za chłopów, tyle że, jak rozumiem, oni mieli na własność ziemię, którą uprawiali, a zwykli chłopi - nie.

Mnie się coś kojarzy , że było takie coś , że szlachta dla potwierdzenia szlachectwa musiała przedstawić stosowne dokumenty , jeżeli tego nie zrobili - tracili szlachectwo . Było to chyba jakiś carski dekret , na pewno bardzo rygorystycznie przestrzegany w okresie popowstaniowym . W kilku miejscach o tym czytałam , o gromadzeniu dokumentów potwierdzających szlachectwo , metryk członków rodu itp w celu przedstawienia w stosownym urzędzie dla potwierdzenia szlachectwa . Bohatyrowicze z całą pewnością niczego takiego przedstawić nie mogli , więc zostali szlachectwa pozbawieni . W XVIII wieku nie mieli jak utracić szlachectwa - o ile wiem za czasów Rzeczypospolitej tylko jednostki dotykała infamia . Dopiero po rozbiorach zaczęto wymagać udowodnienia , że jest się szlachtą .

Anonymous - Czw 01 Wrz, 2011 12:29

asiek napisał/a:
Dla niej ich opinia była ważna.

I to jest beznadziejne. Ważna powinna być opinia, ale bliskich. Chociażby Benedykta, Marta sama mówila, że Benedykt jej nie wyśmiewał. Moja Siostra jest mi bliska, ale szczerze mówiąc jej beznadziejne opinie obchodzą mnie tyle co i nic. Aktualna moja sympatia wydaje jej się sztuczna i niepoważna, tzn. facet, ze niby się tak zachowuje. Ale skoro ona ma taki beznadziejny gust, to juz nie moja wina, po pierwsze niech pilnuje mojego Szwagra a po drugie odczepi się od mojego życia.

Kocham moją rodzinę, chociaż czasami mam ochotę wybic ich co do nogi, ale nie będą układali mi zycia, bo to poźniej ja będe się ewentualnie męczyć do końca życia. Szkoda, że taka rozsądna Marta nie doszła do takiego wniosku.

Aragonte - Czw 01 Wrz, 2011 12:38

Tamara napisał/a:
Mnie się coś kojarzy , że było takie coś , że szlachta dla potwierdzenia szlachectwa musiała przedstawić stosowne dokumenty , jeżeli tego nie zrobili - tracili szlachectwo . Było to chyba jakiś carski dekret , na pewno bardzo rygorystycznie przestrzegany w okresie popowstaniowym . W kilku miejscach o tym czytałam , o gromadzeniu dokumentów potwierdzających szlachectwo , metryk członków rodu itp w celu przedstawienia w stosownym urzędzie dla potwierdzenia szlachectwa . Bohatyrowicze z całą pewnością niczego takiego przedstawić nie mogli , więc zostali szlachectwa pozbawieni . W XVIII wieku nie mieli jak utracić szlachectwa - o ile wiem za czasów Rzeczypospolitej tylko jednostki dotykała infamia . Dopiero po rozbiorach zaczęto wymagać udowodnienia , że jest się szlachtą .

Ten dekret był wcześniej, tzn. nie po powstaniu styczniowym, tylko raczej po listopadowym, dokopałam się do czegoś takiego:

"Obowiązek legitymacyjny nakładało na szlachtę w Królestwie Polskim wydane ukazem cesarskim z 25 VI (07 VII) 1836 „prawo o szlachectwie", oparte na analogicznej ustawie obowiązującej od maja 1832 r. w Cesarstwie Rosyjskim .
W założeniu prawodawcy miało ono nie tylko przywrócić szlachcie rodowej należne jej prawa, ale tez umożliwić osobom zasłużonym w administracji lub wojsku uzyskanie tytułu szlachcica dziedzicznego lub osobistego. [...] Podstawowym dowodem stanu był dyplom panującego lub Konstytucje Sejmowe nadające szlachectwo lub herb, przedstawione w oryginale lub kopii wyjętej z akt Metryki Koronnej i Litewskiej, kopii lub odpisu sporządzonego z Yoluminum legum, Dziennika Praw Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Za dowód szlachectwa uważano tytuł księcia, hrabiego lub barona, o ile prawa do jego używania rozpatrzone były uprzednio przez b. Senat Królestwa Polskiego, a osoba legitymująca się lub jej przodek zostali wymienieni na Najwyżej Zatwierdzonej Liście z 1824 r.
Dopuszczano także jako dowody stanu dokumenty stwierdzające, ze legitymujący się lub osoba, od której wywodził swoje pochodzenie, była przed r. l 795 dygnitarzem koronnym, członkiem Senatu lub Izby Poselskiej, sprawowała poselstwo przy zagranicznych dworach, była odznaczona orderem Orła Białego lub Św.. Stanisława bądź przed r. l 775 posiadała „zupełnym prawem własności" jedną całą wieś. W tym ostatnim przypadku dowodem był wyjęty z ksiąg grodzkich i ziemskich lub Metryki Koronnej akt kupna wsi bądź jej sprzedaży, cesji, darowizny, intromisji, dekret zjazdowy, akt działów familijnych, a nawet późniejszy wyciąg z hipoteki pruskiej, o ile uwierzytelniał wcześniejsze posiadanie.
Prócz tego szlachectwo mogło być uznane w razie udowodnienia, ze osoba ubiegająca się o nie miała stopień oficera polskiego (od kapitana w górę) w r. 1815 lub później weszła w skład wojsk Królestwa Polskiego i nie uczestniczyła w powstaniu."
Znalazłam to tutaj:
http://www.mm.pl/~wwmkiewicz/ws/szlachta_pol.htm

Tamara - Czw 01 Wrz, 2011 15:48

Ano widzisz , wiedziałam , że dzwoni , tylko jak zwykle nie wiedziałam dokładnie gdzie :wink: czyli stracili szlachectwo a raczej nie uzyskali potwierdzenia po listopadowym , ale przecież związki z Korczynem były wtedy silne i bliskie , i jedni i drudzy wiedzieli , jak sytuacja wygląda . Więc nie byłby to aż taki straszny mezalians , zwłaszcza , że Marta sama mówiła , że nikt jej od tego małżeństwa nie odwodził ani o mezaliansie nie mówił , tylko szydzono z niej i Anzelma . Bo na dobrą sprawę żadnych konkretnych przeciwwskazań do tego związku nie było , z wyjątkiem urażonej dumy Darzeckich i Kirły . Bo Benedykt nie oponował .
Ania Aga - Czw 01 Wrz, 2011 16:13

Może miłość Marty i Anzelma nie była aż tak wielka?
Tamara - Czw 01 Wrz, 2011 16:40

Chyba była , bo ani o sobie nie zapomnieli , ani nikogo innego nie chcieli , i oboje bardzo mocno rozstanie przeżyli .


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group