To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści - Nad Niemnem

Sofijufka - Pon 22 Sie, 2011 12:35

czy tendencyjna? Raczej chciała stworzyć postac, która by ostrzegała czytelniczki. Weźmy taka Zenie z "Pamietnika Wacławy"... Też taka polska madame Bovary, tylko w porę się obudziła, zreszta w duzym stopniu dzięki męzowi, który choc nie był super bystrzakiem, przystojniakiem ani maczo, to kochał ja na tyle, by ja zrozumiec i... w odpowiedniej chwili tupnąc nogą.
praedzio - Pon 22 Sie, 2011 12:37

Tendencyjna. Jak bum cyk cyk. ;)
Admete - Pon 22 Sie, 2011 13:09

Nad Niemnem nie jest aż tak tendecyjne. Marta - owszem.
Aragonte - Pon 22 Sie, 2011 14:00

A ja mam wrażenie, że odpowiedź zależy od tego, które postacie zacznie się analizować. Jeśli Witolda, to wyjdzie okrutnie tendencyjna postać, ale spektrum jest na szczęście znacznie szersze i nie zawsze da się wpasować w zwykła tendencyjną powieść. Wydaje mi się, że traktowanie tego akurat utworu Orzeszkowej jako czysto tendencyjnego (bo zgodzę się, że elementy takie są) jest jednak krzywdzące.
praedzio - Pon 22 Sie, 2011 15:23

Zgodzę się, że NN wybiega poza ramy powieści tendencyjnej, ale widzę wyraźnie dwustronny podział bohaterów: kto jest "dobry" (czyt. pożyteczny), a kto jest "zły". Mam wrażenie, że to my nadajemy rozbudowany rys psychologiczny postaciom, a nie one takie są. ;) Fakt, książkę po raz ostatni trzymałam w ręku będąc w LO i raczej nieprędko do niej zajrzę, więc szczegóły mogą mi umknąć, a nawet dość ważne rzeczy, których już nie pamiętam. Z racji tego, jakoś specjalnie się kłócić nie będę. :-P
Tamara - Pon 22 Sie, 2011 16:20

praedzio napisał/a:
Zgodzę się, że NN wybiega poza ramy powieści tendencyjnej, ale widzę wyraźnie dwustronny podział bohaterów: kto jest "dobry" (czyt. pożyteczny), a kto jest "zły". Mam wrażenie, że to my nadajemy rozbudowany rys psychologiczny postaciom, a nie one takie są. ;)

No bo psychologizmy i niejednoznaczności porozmywane to się chyba ciut później w literaturze zaczęły zdaje mi się , a wtedy jeszcze było wiadomo , o co chodzi :wink:

Admete - Pon 22 Sie, 2011 16:40

I dlatego tę ksiązkę dobrze się czyta. To proza realistyczna, pozytywistyczna - w tym dobrym znaczeniu :)
Ania Aga - Pon 22 Sie, 2011 19:41

Lubię wracać do "Nad Niemnem", ale raczej tylko do swoich ulubinych fragmentów. Czy ktoś pamięta, jaką rolę pełniła Justyna w Korczynie? Czy miała jakieś stałe obowiązki?
Sofijufka - Pon 22 Sie, 2011 20:14

o ile pamietam, to poza obowiązkiem grania z ojcem i zabawiania tym gości - to nie. I to ja męczyło :mysle:
Ania Aga - Pon 22 Sie, 2011 20:17

Tak mi się wydawało ale nie byłam pewna. A Marcie nie pomagała?
Tamara - Pon 22 Sie, 2011 21:00

Nie pomagała nikomu bo nikt nie chciał jej pomocy , Marta ją goniła , jako uboga krewna na wydaniu miała do roboty dokładnie nic - książki , fortepian , spacery i wizyty . Nawet jak chciała czymś się zająć i pomóc , to jej nie dawali .
Aragonte - Pon 22 Sie, 2011 21:11

Admete napisał/a:
I dlatego tę ksiązkę dobrze się czyta. To proza realistyczna, pozytywistyczna - w tym dobrym znaczeniu :)

Ano.
I przez te dyskusje kolejny raz ją czytam :wink:
Jestem bodajże przy trzecim rozdziale, jest tam sporo właśnie o przeszłości Benedykta. I o tym, jak był zmuszony "zejść na ziemię".

nicol81 - Pon 22 Sie, 2011 21:33

A czym się różni powieść tendencyjna od realistycznej? Bo jeśli podziałem na "dobrych" i "złych" to chyba niewiele jest powieści, gdzie ten podział nie występuje.
Witold bardzo mi się realistyczny wydawał, taki młody idealista.

Aragonte - Pon 22 Sie, 2011 21:36

nicol81 napisał/a:
Witold bardzo mi się realistyczny wydawał, taki młody idealista.

Sorki, moją ocenę Witolda zakłóca film i może stąd jest taka - podczas obecnej lekturki postaram się to zweryfikować :)

Ania Aga - Pon 22 Sie, 2011 22:39

Tamara napisał/a:
Nie pomagała nikomu bo nikt nie chciał jej pomocy , Marta ją goniła , jako uboga krewna na wydaniu miała do roboty dokładnie nic - książki , fortepian , spacery i wizyty . Nawet jak chciała czymś się zająć i pomóc , to jej nie dawali .

Przy Janie i Justynie skupiałam się na romantycznym związku dwojga młodych ludzi. Potczytywałam sobie fragmenty z ich pierwszym spotkaniem, wizytą w Bohatyrowiczach, wspólnymi spacerami.
A teraz dochodzę do wniosku, że ich życie małżeńskie nie do końca będzie sielanką. Justyna prawdopodobnie nic nie umie. Zostaje gospodynią w domu bez wygód. Wszystkiego musi się nauczyć. Chyba że w domu rodzinnym matka nauczyła ją prowadzenia domu? Przede wszystkim musi nauczyć się piec chleb, począwszy od zmielenia mąki w ręcznych żarnach. Chociaż może w okolicy jednak był młyn? Na szczęście jest Antolka, od której może się wszystkiego nauczyć i może liczyć na jej pomoc. Ale Antolka wkrótce wyjdzie za mąż. Na wsi, szczególnie wtedy, praca jest naprawdę ciężka i czasochłonna, Jan będzie zajęty od świtu do zmierzchu. Urodzi sie dziecko, Justyna zostanie w domu sama, mając do pomocy tylko Anzelma, który często choruję.
Łatwy związek to nie będzie.

Tamara - Wto 23 Sie, 2011 00:39

Oj , przeczytaj sobie jeszcze raz uważnie :wink: Justyna pali się do roboty , jest młoda , zdrowa , silna , kawał robotnej baby z niej będzie :wink: Młyn pewnie powstanie , bo Witold wszystkich namawia do budowy , jak również do wykopania studni . Antolka tak szybko z chaty nie odejdzie , bo ma dopiero 16 lat , a Anzelm i Janek nie pozwolą jej wyjść za mąż wcześniej niż za dwa lata , póki nie dorośnie i nie zmężnieje . Justyny matka niczego nie nauczyła , bo zmarła , kiedy ona miała 14 lat , a przedtem też nie zajmowała się sprawami gospodarskimi , bo całe życie rodzinne i domowe było zniszczone przez romanse i wyjazdy Orzelskiego i postępującą ruinę majątkową .
Co do wygód - taka różnica , że we dworze miała miskę do mycia porcelanową , a w chacie będzie mieć blaszaną . Ognień w piecu rozpalić umie . Żąć umie . Wszystkiego się szybko nauczy , bo pojętna , do ślubu zdąży się od Marty wiele nauczyć . Justyna ma siły i dobrą wolę , Jan też , dadzą sobie radę :wink: Skoro Jan dawał sobie radę właściwie sam , bo Anzelm chorowity a Antolka prawie dziecko , to we dwójkę nie poradzą :roll: ?

Tamara - Wto 23 Sie, 2011 00:43

Aragonte napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Witold bardzo mi się realistyczny wydawał, taki młody idealista.

Sorki, moją ocenę Witolda zakłóca film i może stąd jest taka - podczas obecnej lekturki postaram się to zweryfikować :)

Filmowy Witold jest beznadziejny , pyzaty i przedstawiony jako dzieciuch , który ma głowę nabitą mrzonkami , rzeczywiście całkowicie odbiega od książkowego , który raz , że był szczupły , dwa , że był znacznie dojrzalszy i wbrew pozorom jego podejście było nie idealistyczne , a pozytywistyczne , czyli mocno przyziemne :wink: Filmowy mnie wkurza , zwłaszcza , że się zachowuje niegrzecznie wobec ojca :roll: , książkowego bardzo lubię . O filmowym można powiedzieć ciepła klucha , o książkowym - żywe srebro .

RaczejRozwazna - Wto 23 Sie, 2011 00:46

Co do Witolda książkowego i flmowego - zgadzam się w 100%.

Co do związku Justyny i Jana - jeśli protoplaści Bohatyrowiczów dali rade to i oni dadzą :)

Tamara - Wto 23 Sie, 2011 00:56

Otóż to , Justyna wręcz marzyła o fizycznej pracy , bo nicnierobienie ją zabijało .
Admete - Wto 23 Sie, 2011 08:39

Też tak uważam :) Ona tego życia troszkę spróbowała. Zresztą minie 20 lat i świat się zacznie zmieniać :) No i w pamięci mam zawsze pod koniec czytania Nad Niemnem ten wiersz Miłosza, który wklejałam kiedyś w wątku o poezji.
Aragonte - Wto 23 Sie, 2011 09:47

A wkleiłabyś go tutaj? Nie pamiętam, który to wiersz.
Admete - Wto 23 Sie, 2011 10:19

Czesław Miłosz Rozbieranie Justyny

Wypaliły się dawno świece, Justyno.
Inni ludzie chodzą po twoich nadniemeńskich ścieżkach.
A ja wstępuję w związek z tobą prawie miłosny, Dotykając
twego ciężkiego, czarnego warkocza,
Który właśnie rozpuszczasz, ważąc w dłoni
Twoje obfite, na pewno, piersi, patrząc w lustrze
Na twoje szare oczy i bardzo czerwone wargi.
Jesteś duża i silna, szerokie plecy.
Dwudziestoczteroletnia, nie lubisz kiedy mówią
Do ciebie: panienko. Sny masz wyraziste.
Nie musisz się mnie wstydzić, jestem z tej epoki,
Która będzie nazwana bezwstydną. Pani Orzeszkowa
Zatrzymywała pióro. Romans twój z kuzynem
Zostawiony domysłom, krwi płynienie,
Plamy na prześcieradle, przemilczane.
Choć dla mnie twoja cielesność, Justyno,
Jest ważna, masz pojawić się zupełna,
Żeby twoja duma, gniewna prawość,
Jaśniały zadziwiając: skąd się biorą?
Jakie dialogi toczy ciało z duszą?
W twoim kraju dobro i zło mierzono Mogiłą.
Kto dochowa wierności, kto nie dochowa.
(Inaczej, wprowadzano znaczną korekturę
W zawsze niejasne chęci i motywy.)
Nie da się tej powieści streścić cudzoziemcom.
Dla nich ty jesteś jedynie dziewoja
Równość stanową głosząca u Georges Sand.
I oto starość, Justyno, gotowy
Rozdział, Pani Eliza już go nie napisze.
Urodziłaś synów i córki. Dorosły wnuki.
Opierasz ręce na sękatym kiju, matka rodu.
Ostatnia z twoich krewnych i rówieśnych.
W pylnym śniegu widzisz sanie, konwój sań,
Słyszysz krzyki żołnierzy, lament kobiet.
I wiesz, przeczuwasz, jak wygląda koniec
Jednej ziemskiej ojczyzny. Już nigdy echo
Pieśni na Niemnie śpiewanej, lotów jaskółek,
Nigdy owocobrania w zaściankowych sadach.
Zatrzaskują się, jedna po drugiej, sztaby wagonów.
Uwożą ciebie dawnym szlakiem w kraj mordu i mroku.

Choć nigdy ciebie nie było, zapalmy świece
Tutaj w pracowni, czy nawet w naszym kościele.

I wosk spływa soplami, i ludy handlują, i wieloryby pląsają koło Lahaina, i niewdzięczne pokolenia wznoszą sobie domy, i francuscy policjanci dostali nowe peleryny, i słońce jeszcze raz wschodzi i...

Ania Aga - Wto 23 Sie, 2011 11:27

Tamara napisał/a:
Otóż to , Justyna wręcz marzyła o fizycznej pracy , bo nicnierobienie ją zabijało .

Ależ nie odbieram Justynie zapału i chęci do pracy, wydaje się, że znalazła wreszcie swoje miejsce na ziemi. Ale co innego marzyć o ciężkiej pracy, a co innego się z nią zetknąć. Gdyby choć trochę była wdrożona w prowadzenie domu, miała swoje stałe obowiązki, zdecydowanie byłoby jej łatwiej. Co do udogodnień w dworze, posiłki miała podane pod nos, wysprzątane, wyprane, nie musiała się kłopotać codziennością.
Stwierdzam, że wejście w nowe życie nie będzie proste. Ale oczywiście możliwe, wystarczy spojrzeć na Kirłową.

RaczejRozwazna - Wto 23 Sie, 2011 14:40

Jan nie pozwoli jej się zbytnio przemęczać :wink:
Tamara - Wto 23 Sie, 2011 21:20

Ania Aga napisał/a:
Tamara napisał/a:
Otóż to , Justyna wręcz marzyła o fizycznej pracy , bo nicnierobienie ją zabijało .

Ależ nie odbieram Justynie zapału i chęci do pracy, wydaje się, że znalazła wreszcie swoje miejsce na ziemi. Ale co innego marzyć o ciężkiej pracy, a co innego się z nią zetknąć. Gdyby choć trochę była wdrożona w prowadzenie domu, miała swoje stałe obowiązki, zdecydowanie byłoby jej łatwiej. Co do udogodnień w dworze, posiłki miała podane pod nos, wysprzątane, wyprane, nie musiała się kłopotać codziennością.
Stwierdzam, że wejście w nowe życie nie będzie proste. Ale oczywiście możliwe, wystarczy spojrzeć na Kirłową.

Nic nie jest trudne , jak się chce , bo wszystko siedzi w głowie . Pani Emilia nie mogła zejść ze schodów , bo tak sobie ubzdurała , a Justyna była pewna , że się wszystkiego nauczy i podoła , skoro Antolka wątła dawała radę , to tym bardziej ona . Co do sprzątania to na pewno na górze sprzątała sama , ojcu ubrania czyściła , wszystko wokół siebie i ojca starała się robić sama . Nie demonizuj pracy fizycznej :wink: i pamiętaj , że wtedy nie było dzisiejszych udogodnień , więc praca fizyczna była oczywistością . Zresztą przy Marcie na pewno poprzyglądała się jak to wygląda , mimo że ta ją goniła . To dla nas prowadzenie takiego gospodarstwa byłoby trudne i ciężkie , bo nie jesteśmy do ciężkiej pracy przyzwyczajone .


Admete , przepiękny ten wiersz :serce: Miłosz to geniusz .



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group