To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści - Nad Niemnem

Admete - Sob 20 Sie, 2011 23:17

Zupełnie nie rozumiem twojego punktu widzenia. I masz rację, zostańmy przy swoich poglądach. Nie narzucam ci mojego punktu widzenia, chciałam tylko pewne rzeczy wyjaśnić. Moja wina. Przepraszam.
Tamara - Sob 20 Sie, 2011 23:41

Alicja napisał/a:
Przypuszczam, że gdyby chciała to i do Paryża Benedykt pozwoliłby jej wyjechać albo do wód, do Bath.

Ależ wyjeżdżała - "Parę razy dla wzmocnienia sił i nerwów wyjeżdżała za granicę " .

Ania Aga napisał/a:

Mnie się wydaje, że Emilia miała jakieś 36 lat.

Cytuję : " Jakkolwiek wyglądała na lat blisko czterdzieści " , to raz , dwa - Witold miał lat dwadzieścia . Nie sądzę , żeby Emilia wyszła za mąż mając lat 15 , zwłaszcza , że - cytuję - " Była to pani Emilia Korczyńska , od lat dwudziestu paru żona Benedykta ". 36 lat miała Teresa , określana przez Orzeszkową jako nieco młodsza od Emilii .Chociaż ona sama twierdziła , że ma dopiero 29 :wink:

Natomiast - "Dlaczego człowiek ten [Benedykt] stał się takim , jakim był teraz , ani rozumiała , ani dochodziła ." A zakochała się w nim bo był przystojny , z ogniem w oku , doskonale jeździł konno , był odważny do szaleństwa i na dodatek opromieniało go patriotyczne cierpienie braci . I na dodatek "O tym , że w Korczynie [...] otoczyć ją i po wiek wieków otaczać miały wszystkie miękkości dostatku i wyszukanego smaku , prawie nie myślała , bo w domu rodziców swych wśród tego wszystkiego wzrosła i nie wyobrażała sobie , aby ktokolwiek mógł żyć inaczej ." A skąd te dostatki to już nie wiedziała :roll:

I dalej przemowa Benedykta do żony jakieś 10 lat wcześniej :" Dlaczego ty Emilciu bywasz od jakiegoś czasu dla mnie tak obojętną ? Co ja ci złego zrobiłem ? czy masz mi co do wyrzucenia ?Ot , i dziś biegłem do ciebie , aby przy tobie uspokoić się ... odpocząć... Chciałem wygadać się przed tobą , rozpowiedzieć ci wszystko , uścisnąć cię i poweseleć.. A ty tylko narzekasz albo milczysz... ot, po prostu jak wroga mnie traktujesz... Nie pierwszy już raz zauważyłem to w tobie , o! nie pierwszy... Jest się już od tak dawna, ale dziś większy mnie żal zdjął nad tym... Dlaczego zobojętniałaś tak dla mnie / dlaczego wiecznie czujesz się nieszczęśliwą , dlaczego ? a? powiedz , aniołku mój , dlaczego ?
Ujął jeszcze i drugą jej rękę , twarz swą blisko do jej twarzy przychylał i z miłosnym prawie spojrzeniem , z prośbą , coraz ciszej i czulej zapytywał :-Dlaczego , Emilciu ? powiedz ! a ? dlaczego , moja koteczko ?"
No wydaje mi się , że tak do żony nie zwraca się mąż , który jej nie kocha i nie poświęca jej uwagi , nie widzi co się z nią dzieje i któremu na niej nie zależy :-P

asiek - Sob 20 Sie, 2011 23:44

Admete napisał/a:
Zupełnie nie rozumiem twojego punktu widzenia. I masz rację, zostańmy przy swoich poglądach. Nie narzucam ci mojego punktu widzenia, chciałam tylko pewne rzeczy wyjaśnić. Moja wina. Przepraszam.


Admete, daj spokój, sądzę, że nie ma o co kruszyć kopii. :wink: W tej materii Ty jesteś fachowcem, a nie ja. Przyjęłam do wiadomości Twoją uwagę, skoro jednak toczymy na forum niezbowiązujące dyskusje, to pozwoliłam sobie na swobodną interpretację. Tylko tyle. :wink: Nie będę z powodu Orzeszkowej robić Rejtana. :wink:
Ehhhh... niepotrzebnie wdepnęłam do tego wątku...

Admete - Sob 20 Sie, 2011 23:46

Nie przejmuj się mną.

Cytat:
Nawet jeśli przeczytaliśmy, to może się okazać, że pamiętamy go zupełnie odmiennie niż inni czytelnicy. Tak jakby każdy czytał co innego.


To cytat z tekstu, który Praedzio wkleiła w innym miejscu. Każdy z nas czyta swoje własne książki. Tak to już jest :)

Tamara - Sob 20 Sie, 2011 23:50

Tak samo jak z perfumami - niby wiadomo jaki mają skład i jak powinny pachnieć , a każdy czuje co innego :-P
Admete - Sob 20 Sie, 2011 23:52

O dobre porównanie! Zapamiętam to sobie :)
Aragonte - Nie 21 Sie, 2011 00:45

asiek napisał/a:
Admete napisał/a:
Zupełnie nie rozumiem twojego punktu widzenia. I masz rację, zostańmy przy swoich poglądach. Nie narzucam ci mojego punktu widzenia, chciałam tylko pewne rzeczy wyjaśnić. Moja wina. Przepraszam.


Admete, daj spokój, sądzę, że nie ma o co kruszyć kopii. :wink: W tej materii Ty jesteś fachowcem, a nie ja. Przyjęłam do wiadomości Twoją uwagę, skoro jednak toczymy na forum niezbowiązujące dyskusje, to pozwoliłam sobie na swobodną interpretację. Tylko tyle. :wink: Nie będę z powodu Orzeszkowej robić Rejtana. :wink:
Ehhhh... niepotrzebnie wdepnęłam do tego wątku...

Dziewczyny, spokojnie :kwiatek: forum jest po to właśnie, żeby dyskusje toczyć i nikt nikogo nie rozlicza z jego kompetencji. Byłoby gorzej, gdyby nikomu nie chciało się tu gadać, prawda?
Ja na razie nie mam nic specjalnego do dodania, ale czytam to na bieżąco z dużym zaciekawieniem, bez względu na to, czy zgadzam się z argumentami, czy nie :)

Proszę, ile emocji można znaleźć dzięki książce "nudnej" Orzeszkowej :-P

Tamara napisał/a:
Tak samo jak z perfumami - niby wiadomo jaki mają skład i jak powinny pachnieć , a każdy czuje co innego :-P

No i świetnie, świat jest (czy wydaje się) bogatszy :wink:

Ania Aga - Nie 21 Sie, 2011 08:53

lady_kasiek napisał/a:
Ano... Emilia to chociaż miała do kogo mieć pretensje...

Mi strasznie żal Andrzejowej. Biedna kobieta. Wzrusza mnie jej los...
Marty zresztą też. Justynę czekał los Kirlowej, bo Rożyc by się nie zmienił. Może miałaby jeszcze gorzej. ba! Na pewno!

Przyjrzyjmy się pani Andrzejowej , o której piszesz, że wzrusza cię jej los.
Czym charakteryzowała sie pani Anrzejowa przede wszystkim? Dumą. Bardzo kochała swojego męża, przejęła jego poglądy patriotyczne i społeczne - dostrzeganie złego losu "ludu". Ale tak naprawdę to tym "ludem" się brzydziła, śmierdział jej gnojem. Nicol napisała, że pani Anrzejowa , nie cytuje dosłownie, popełniła parę błędów, ale była ok. Po śmierci męża skupiła się wyłącznie na synu, wmawiajac mu wielki talent i to, że jest kimś wyjątkowym. Wysłała go w świat, licząc że zostanie patriotą, a on został kosmopolitą. Wychowała bardzo marnego człowieka. Nawet załatwiła mu żonę, bo się nudził, chciał znowu uciekać z kraju i liczyła,że dzięki temu zostanie i zajmie się majątkiem. Zmarnowała życie Klotyldy, jej rodzice nie chcieli zgodzić sie na tak wczesne małżeństwo. Uważali, że może zostać wybitną pianistką, miała na to zadatki. Pani Andrzejowa pojechała do jej rodziców i wzięła odpowiedzialność za to "utalentowane dziecko". Przed laty zrezygnowała z powtórnego małżeństwa, ponieważ kandydat wypowiedział się, że należy synka wziąć w karby. Jej pozytywnym działaniem było rozbicie związku Zygmusia z Justyną. Zrobiła to z niskich pobudek - pochodzenie Justyny nie spełniało wysokich standardów pani Andrzejowej, ale dzięki temu uratowała Justynę od bardzo nieszczęśliwego małżeństwa. Na koniec pani Anrzejowa uświadamia sobie, że przegrała na całej linii, po jej śmierci syn sprzeda majątek, dla niego nie będzie się liczyć zachowanie ziemi w polskich rękach. Porównajmy dwie matki: Emilię i Anrzejową Korczyńską, w ostatecznym rozrachunku, która lepiej wychowała syna? Ta, która brała niewielki udział w wychowaniu syna, czy ta poświęcająca mu absolutnie wszystko? Watpię, że był to zamiar Orzeszkowej, ale wychodzi na to, że lepiej poświęcać dziecku trochę mniej, niż wszystko.

Ania Aga - Nie 21 Sie, 2011 09:16

Ciekawą postacią jest pani Kirłowa. W zasadzie powinno się jej współczuć, mąż zostawił jej wszystko na głowie, musi ciężko pracować, zmagać sie sama z wychowaniem dzieci. Ale mnie ona wydaje się być najszczęśliwszą z wszystkich kobiet występujących w "Nad Niemnem". Przejęła zarządzanie majątkiem, może sama o wszystkim decydować, ta samodzielność jej służy. Nie jojczy, nie użala się nad sobą, bierze się z życiem za bary. Ma bardzo pozytywne nastawienie do życia. I co dziwne, kocha tego swojego Bolesława, nie awanturuje sie z nim, nie wymaga, żeby zmienił swój tryb zycia. Chyba jej wygodniej, że nie wtrąca się do gospodarstwa.
Tamara - Nie 21 Sie, 2011 10:31

Ania Aga napisał/a:
Bardzo kochała swojego męża, przejęła jego poglądy patriotyczne i społeczne - dostrzeganie złego losu "ludu". Ale tak naprawdę to tym "ludem" się brzydziła, śmierdział jej gnojem.

Zaraz zaraz , ideałów nie przejęła od Andrzeja , bo była w podobnym duchu wychowana i dlatego za niego wyszła , że mieli takie same poglądy . Brzydził się ludem i śmierdział on gnojem jej synowi , jej samej nigdy takie określenie nawet nie powstało w myśli . Poza tym jej problemem była nieumiejętność nawiązania kontaktu z ludźmi z niższych warstw , do czego z kolei wybitny talent miał Andrzej . Ona się starała , ale jej nie wychodziło - to też jest kwestia osobowości , są ludzie , którzy po prostu nie umieją łatwo nawiązywać porozumienia z innymi (sama tak mam :-P ) . Niemniej nie potrafiąc nawiązać powiedzmy "towarzyskich" kontaktów z ludem , pani Andrzejowa robiła wszystko , co mogła , żeby temu ludowi pomóc w miarę swoich możliwości - dbała o jego byt , zdrowie , uczyła dzieci , nie robiła misternych robótek jak Emilia tylko szyła odzież i bieliznę dla biednych .
A że się pomyliła co do syna - cóż , nadmiar ideałów też nie jest zdrowy :wink: , a samotnej kobiecie trudno wychować dobrze chłopaka , zwłaszcza wtedy , kiedy kobiety miały jednak ograniczony kontakt z życiem . No i często matki są zaślepione na punkcie swoich jedynaków , więc nie potępiałabym jej tak bardzo . W zakresie dostępnych jej środków i pojęć robiła wszystko co mogła , w przeciwieństwie do Emilii , która nie robiła nic , a w ramach wychowania zachęcała Witolda do czytania romansów zamiast nauki i pracy :roll:

Anonymous - Nie 21 Sie, 2011 10:54

Ania Aga napisał/a:
może sama o wszystkim decydować,

Raczej musi. Jaki miala wybór? Pozwolić na upadek majątku?

Aniu wydaje mi się, być może to tylko wrażenie, że bardzo swobodnie oceniasz te osoby. ALbo ktoś jest calkowicie zły, albo idealny. a tak nie ma.

Ania Aga - Nie 21 Sie, 2011 11:58

lady_kasiek napisał/a:
Ania Aga napisał/a:
może sama o wszystkim decydować,

Raczej musi. Jaki miala wybór? Pozwolić na upadek majątku?

Aniu wydaje mi się, być może to tylko wrażenie, że bardzo swobodnie oceniasz te osoby. ALbo ktoś jest calkowicie zły, albo idealny. a tak nie ma.

Gdyby była słabą kobietką, to by na to pozwoliła. Kirłowa miała w sobie dużo witalności i tego, że musi zajmować się gospodarstwem nie traktowała jako dopust boży i wielkie poświęcenie. Ona to lubiła, tak mi się przynajmniej wydaje.
Nie wydaje mi się także, że oceniam osoby występujace w powieści swobodnie. Dostrzegam różne cechy charakteru, które mi się podobają lub nie. Ty współczujesz pani Andrzejowej, ja nie. Owszem, była inteligentną kobietą, ale jej główną cechą charakteru była duma z własnego wysokiego urodzenia.
A o tym zapachu gnoju to pisała Orzeszkowa, nie wzięłam tego z powietrza.

Anonymous - Nie 21 Sie, 2011 14:41

Ania Aga napisał/a:
A o tym zapachu gnoju to pisała Orzeszkowa, nie wzięłam tego z powietrza.

W filmie na pewno wspomina o tym Marta. Andrzejowej wspołczuję gdyż uważam iż mieć przebłysk, że wychowało się swoje dziecko na błękitnego ptaszka i pasożyta musi być dla matki okrutnie bolesne. Była dumna ze swej pozycji. A przez Emilię przemawiała pycha i nieuzasadnione poczucie wyższosci. Bo inaczej dlaczego nie pozwala Leonii pójść na wesele?

Tamara - Nie 21 Sie, 2011 18:41

O zapachu gnoju mówiła Marta , kiedy opowiadała , jak jej Anzelma obrzydzali . Pani Andrzejowa nic o tym nie mówi .
Emilia stała umysłowo bardzo nisko i było ograniczona , nic dziwnego , że nie pozwalała Leonii na kontakt z realnym światem :roll:

nicol81 - Nie 21 Sie, 2011 20:23

Ania Aga napisał/a:
Porównajmy dwie matki: Emilię i Anrzejową Korczyńską, w ostatecznym rozrachunku, która lepiej wychowała syna? Ta, która brała niewielki udział w wychowaniu syna, czy ta poświęcająca mu absolutnie wszystko? Watpię, że był to zamiar Orzeszkowej, ale wychodzi na to, że lepiej poświęcać dziecku trochę mniej, niż wszystko.

Myślę, że to raczej chodzi o rolę ojca w wychowaniu syna. Jana i Wicia wychowali mężczyźni,
a moim zdaniem Orzeszkowa sądzi, że kobieta sama syna nie wychowa dobrze. A co więcej- jest mu niewiele potrzebna i powinna zostawić jego wychowanie mężczyźnie.
Zygmusiowi pewnie ojczym by się przydał- ale skoro Andrzejowa nadal nie zapomniała o mężu nr 1, nie powinna stawiać męża nr 2 w takiej sytuacji.
Wiem, że miała ona w sobie wiele arystokratycznej dumy, ale starała się ją stłumić dla wypełniania obowiązków. Była też zdolna do refleksji nad błędami, np. po rozdzieleniu Zygmusia i Justyny. U pani Emilii ani poczucia obowiązku, ani refleksji nie uświadczysz.

Anonymous - Nie 21 Sie, 2011 21:31

Ania Aga napisał/a:
Emilię i Anrzejową Korczyńską, w ostatecznym rozrachunku, która lepiej wychowała syna?

Czy Emilia wychowała kogokolwiek? Sam Benedykt mówił raczej o zasługach Marty...

Ania Aga - Nie 21 Sie, 2011 21:32

lady_kasiek napisał/a:
A przez Emilię przemawiała pycha i nieuzasadnione poczucie wyższosci. Bo inaczej dlaczego nie pozwala Leonii pójść na wesele?

Emilii można dużo zarzucić, ale pychę? Córce nie pozwoliła iść na wesele, ponieważ było to niestosowne, nezgodne z konwenansami. panienki z dobrych domów nie bywały w takich miejscach.
W "Nad Niemnem" widzę dwóch bohaterów negatywnych, Zygmusia i Różyca. Mieli wielkie możliwości i je zmarnowali. Nawet nie staram się szukać u nich dobrych cech. Gdzieś w tle jest Dominik Korczyński, robiący karierę na carskim dworze, trzeci zły charakter.Jest jeszcze nieudacznik życiowy Orzelski, truteń Kirło, karierowicz Darzecki, ale u nich można starać się szukać pozytywów, na upartego coś by się znalazło.
Pozostałe osoby są zwyczajne, ani całkiem dobre, ani całkiem złe.
Dla mnie najsympatyczniejszą postacią jest bezpretensjonalna Kirłowa.

Anonymous - Nie 21 Sie, 2011 22:36

Dla mnie Andrzejowa zawsze byla najtragiczniejsza postacia powiesci. Przez cale zycie pielegnowala milosc do meza, jego obraz tkwil w jej sercu niczym swietosc. Miala z nim syna, ktorego kochala nie tylko dlatego, ze byl jej synem, ale rowniez dlatego, ze byl synem jej ukochanego. I wspolczuje jej tego olsnienia, ktore na nia przyszlo - ze chociaz jej celem w wychowaniu syna bylo to, aby byl on podobny do ojca, a tymczasem stanowil on calkowite przeciwienstwo ukochanego meza i wszystkich wartosci, ktore razem wierzyli.
Nie wiem, czy cos bolaloby w zyciu bardziej...

Tamara - Nie 21 Sie, 2011 22:44

Masz świętą rację :oklaski:

Nie lubię za bardzo Emilii , chociaż szczerze jej współczuję , bo naprawdę cierpiała , nie umiejąc pogodzić się z rzeczywistością , ale mam z nią coś wspólnego : też nie mogę obejść się bez perfum :mrgreen:

RaczejRozwazna - Pon 22 Sie, 2011 00:23

Emilia była infantylna i płytka - ale zauważcie, że zakochała się w nieprawdziwym Benedykcie. Takim właśnie cudnie jeżdżącym konno, czytającym romanse i siedzącym u jej stóp. Bo on taki byl w narzeczeństwie. I trudno to duże dziecko jakim była Emilia winić, że nie mogła pojąć, że tak bardzo się zmienił... A że tak trzeba było - tego nie rozumiała. Ona się nie zmieniła. To tamtego Benedykta ciągle kochała. Ja ją rozumiem - miała osobowość taką, jaką miala i na więcej jej stać nie było. Ogólnie nie była "złą" kobietą - bezwolną, mało inteligentną tak, ale nie "złą".

A Pani Andrzejowej nie mogę wybaczyć tego durnego wychowywania syna. Jak ona myślała, że po Paryżach, Wiedniach, wystawach, izolowania go od ludu on wróci na wieś i będzie hodował kury i z zarządcą rozmawiał? Niemożliwość. Ja bym nie dała rady :wink: Pani Andrzejowa miała trochę niestety pychy - ślepa miłość do męża nie zniwelowała tej wady.

Anonymous - Pon 22 Sie, 2011 01:05

Nie, to nie Benedykt sie zmienil - to raczej zmienil sie jej odbior. Najpierw widziala tylko tego Benedykta, ktorego chciala widziec - przypominajacego bohatera romansow, ktore tak namietnie czytala. A potem okazalo sie, ze zycie to nie powiesc, a Benedyktowi dalego do bohatera romantycznego, co to zyje powietrzem, wzdycha i nic nie robi - poczula sie rozczarowana...
RaczejRozwazna - Pon 22 Sie, 2011 01:22

Nie do końca. Nie mam pod ręką książki, ale dokładnie pamiętam ten moment, gdy benedykt uświadamia sobie, że jeśli dalej będzie "żył miłością" a nie zajmować się ospodarstwem, to wszystki "diabli wezmą". I zaczął szaleńczo pracować.
Przez jakiś czas Benedykt po prostu był taki, jakim go chciała Emilcia widzieć. gdyby od początku "był sobą" nie byłoby tego małżeństwa.

Anonymous - Pon 22 Sie, 2011 01:47

RaczejRozwazna napisał/a:
Nie do końca. Nie mam pod ręką książki, ale dokładnie pamiętam ten moment, gdy benedykt uświadamia sobie, że jeśli dalej będzie "żył miłością" a nie zajmować się ospodarstwem, to wszystki "diabli wezmą". I zaczął szaleńczo pracować.


Tylko czy to zaprzecza wspomnianej przeze mnie wersji? Niekoniecznie.

Tamara - Pon 22 Sie, 2011 11:28

Benedykt ciężko przeżył konieczną zmianę siebie , z idealisty w wołu roboczego i jest to dokładnie opisane , jak wszystko w nim płakało , gdy na duszy osiadała mu kolejna plama rdzy , i jak przestał patrzeć ku obłokom , bo się to za każdym razem kończyło klęską finansową . Nie tyle taki był od początku , ile miał potencjał tego właśnie wołu roboczego i umiał pogodzić się z warunkami . Równocześnie z nim Emilia powinna była zejść z obłoków i wtedy ani on by się nie zmienił w wołu , ani ona by nie zostałaby jęczącą rozczarowaną mimozą i mogliby stworzyć całkiem udane stadło . Niestety , jej brakowało dojrzałości i i rozumu . Oczywiście , że nie była zła , tylko niestety dziecinna i goopia , nie ze swojej winy zresztą .
Gdyby nie upadek finansowy po powstaniu , Benedykt dalej by mógł swobodnie z Emilią bujać w obłokach , do zmiany kursu zmusiła go twarda rzeczywistość i poczucie odpowiedzialności .
Sam zresztą w rozmowie z Emilią przyznaje , że się zmienił .

praedzio - Pon 22 Sie, 2011 12:17

Ale jedziecie po tej Emilii. ;) Wiadomo - jedni się przystosowują, drudzy nie. Tak było wtedy, tak jest i teraz. Byłoby zbyt pięknie, gdyby wszyscy spełniali oczekiwania zarówno swojego otoczenia, jak i czytelników. ;) Orzeszkowa - wydaje mi się - przedstawiła różne charaktery w zastanej rzeczywistości, jak kto sobie radził, bądź nie - trochę ku przestrodze. Inna sprawa, że była tendencyjna aż do bólu.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group