Powieści Jane Austen - Perswazje
nicol81 - Nie 21 Paź, 2007 14:35
Ale czy może znać swoją wartość po tym, co mu zrobiła?
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 14:55
| nicol81 napisał/a: | | Ale czy może znać swoją wartość po tym, co mu zrobiła? |
A czy jedno drugiemu przeszkadza ?
Ulka - Nie 21 Paź, 2007 16:43
| nicol81 napisał/a: | | Ale czy może znać swoją wartość po tym, co mu zrobiła? |
Nie bardzo rozumiem.
nicol81 - Nie 21 Paź, 2007 19:16
Anna źle potraktowała Wenwortha i moim zdaniem przypuszczanie, że mógłby coś czuć, byłoby zarozumialstwem, nie oznaką poczucia własnej wartości.
Eleonora to co innego- nie skrzywdziła Edwarda, a ponadto on nie starał się ukrywać uczuć jak Wenworth. Poza tym, mogła porównać się z Lucy
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 19:23
| nicol81 napisał/a: | | Anna źle potraktowała Wenwortha i moim zdaniem przypuszczanie, że mógłby coś czuć, byłoby zarozumialstwem, nie oznaką poczucia własnej wartości. |
Ale poczucie własnej wartości nie ma tu - moim zdaniem - nic wspólnego z Wenworthem. Anna doskonale zdaje sobie sprawę, że nie była wobec niego w porządku i wcale nie próbuje się usprawiedliwiać. Jest gotowa ponieść wszelkie konsekwencje swojego postępowania i nigdy się nie buntuje.
Ale to nie oznacza, że zmieniła się w złamaną, zrezygnowaną, zakompleksioną osobę. Jest inteligentna, umie wyciągać wnioski, zna się na ludziach i dobrze o tym wie. Ma też "dumę Elliotów", choć nie w tak karykaturalnych rozmiarach, jak jej ojciec i siostry.
Ulka - Nie 21 Paź, 2007 19:55
| Maryann napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | | Anna źle potraktowała Wenwortha i moim zdaniem przypuszczanie, że mógłby coś czuć, byłoby zarozumialstwem, nie oznaką poczucia własnej wartości. |
Ale poczucie własnej wartości nie ma tu - moim zdaniem - nic wspólnego z Wenworthem. Anna doskonale zdaje sobie sprawę, że nie była wobec niego w porządku i wcale nie próbuje się usprawiedliwiać. Jest gotowa ponieść wszelkie konsekwencje swojego postępowania i nigdy się nie buntuje.
Ale to nie oznacza, że zmieniła się w złamaną, zrezygnowaną, zakompleksioną osobę. Jest inteligentna, umie wyciągać wnioski, zna się na ludziach i dobrze o tym wie. Ma też "dumę Elliotów", choć nie w tak karykaturalnych rozmiarach, jak jej ojciec i siostry. |
O tak tak. Zgadzam się z Tobą Maryann. Poczucie własnej wartości jest czymś trwalszym. Gdyby Anna miała je stracić po skrzywdzeniu Fryderyka to pewnie za pokutę wyszłaby za Karola A zauważmy jeszcze, że Anna w końcówce mówi do kapitana "I muszę stwierdzić, że postąpiłam słusznie."(na przyjęciu u Elliotów, już po zaręczynach.) To znaczy, że nie potępia swojego postępowanie-posłuchania rady lady Russell. Mimo, że skrzywdziła kapitana, ale i siebie. Postąpiła zgodnie z sumieniem - a to na pewno jest ważne przy ocenianiu siebie, jeśli już o tym mówimy A nie zaprzeczysz chyba, że kto jak kto - Anna miała duuużo czasu do rozmyślania o swojej sytuacji I predyspozycji wewnętrznych oraz warunków zewnętrznych.
| Cytat: | | Eleonora to co innego- nie skrzywdziła Edwarda, a ponadto on nie starał się ukrywać uczuć jak Wenworth. Poza tym, mogła porównać się z Lucy |
nie zgodzę się, że Wentworth skrywał uczucia - spójrz na jego list - on sądzi, że Anna już się domyśla. I słusznie Edward był mniej świadomy swoich uczuć, ukrywał je przed sobą - był przecież zaręczony. Zarówno Anna jak i Elinor miały się z kim porównać. No dobrze, może Elinor bardziej Chociaż jeśli weźmie się pod uwagę siostry Anny... Eleonora może była w gorszej sytuacji - wydawało jej się, że Edward ją kocha- a tu unikał jej, nie wiadomo dlaczego? (chodzi mi o czas przed rozmową z Lucy) Mogłaby naprawdę pomyśleć o sobie źle gdyby miała niską samoocenę.
| nicol81 napisał/a: | Anna źle potraktowała Wenwortha i moim zdaniem przypuszczanie, że mógłby coś czuć, byłoby zarozumialstwem, nie oznaką poczucia własnej wartości.
|
E tam. "Miłość Ci wszystko wybaczy." Przy tym ona wcale nie sądzi tak od początku! Absolutnie nie! Dopiero po długim czasie, wielu wydarzeniach, dopiero w Bath zaczyna to dostrzegać - zgodnie zresztą z prawdą. Bo bazuje na obserwacjach, nie na marzeniach. Dla mnie Anna jest naprawdę kobietą wrażliwą ale i dojrzałą, stąpającą po ziemi i bardzo uczuciową
nicol81 - Nie 21 Paź, 2007 20:03
Może za Karola właśnie NIE wyszła za pokutę
A w sumie, wątek z Karolem miał na cleu jedynie udowodnienie Wenworthowi, że Anna nie pójdzie za pierwszego lepszego.
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 20:10
I sama sobie w drugim zdaniu udzieliłaś odpowiedzi na tezę z pierwszego. Anna jest osobą tego samego pokroju, co Elżbieta - ona nie wyjdzie za mąż tylko po to, żeby "być panią, a nie panną" i mieć z czego żyć.
A tak BTW - Karol Musgrove wcale nie był takim "pierwszym lepszym"...
nicol81 - Nie 21 Paź, 2007 20:16
A ja wiem, że nie wyjdzie po to. Chyba żadna z głównych bohaterek Austen nie wyjdzie.
Mnie chodziło o zastanowienie się, po co w ogóle wprowadzać do fabuły wątek oświadczyn Karola. Wenworth przecież nie wiedział, że Anna jest jedną z głównych bohaterk Austen Tym lepiej, że Karol nie jest pierwszym lepszym- jeszcze pozytywniej świadczy o Annie.
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 20:34
| nicol81 napisał/a: | | po co w ogóle wprowadzać do fabuły wątek oświadczyn Karola |
Może JA chciała wytłumaczyć, dlaczego taki w sumie całkiem sensowny facet ożenił się z taką zołzą jak Mary...
nicol81 - Nie 21 Paź, 2007 20:46
Przecież nie miał obowiązku wżeniania się w rodzinę. Moim zdaniem, to by Wenworth się dowiedział i nie myślał, że Anna się go czepia jak tonący brzytwy...
MiMi - Nie 21 Paź, 2007 20:50
Przecież, gdy Anna odmawiała Karolowi, nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek spotka jeszcze kapitana. Może to uświadomiło kapitanowi, że ona go naprawdę kochała, a nie bawiła się nim.
Maryann - Nie 21 Paź, 2007 20:51
| nicol81 napisał/a: | | Przecież nie miał obowiązku wżeniania się w rodzinę. |
Obowiązku pewnie nie miał, ale pewnie w okolicy znowu nie było tak wiele innych "odpowiednich" panien na wydaniu...
Ulka - Nie 21 Paź, 2007 20:51
A wiecie co? Zmienię na moment temat. znalazłam chyba pewną nieścisłość- Luiza za leszczynami mówi kapitanowi (co słyszy Anna) że Anna nie wyszła za Karola za namową lady Russel. A potem kapitan mówi, do Anny, że nie wyszła za innego i może z miłości do niego. Jakby nie zauważyła "Pośrednictwa " lady R.
hm, może jako zakochany pominął ten szczegół później tzn przestał go zauważać, tak jak zaczął dostrzegać piękno Anny ;d Jak myślicie?
nicol81 - Nie 21 Paź, 2007 21:12
| MiMi napisał/a: | | Przecież, gdy Anna odmawiała Karolowi, nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek spotka jeszcze kapitana. |
Chodziło mi o motywację autorki, nie Anny. Po co wprowadzała mało potrzebny wątek.
| MiMi napisał/a: | | Może to uświadomiło kapitanowi, że ona go naprawdę kochała, a nie bawiła się nim. |
Tak, myślę, że o to chodziło...
MiMi - Nie 21 Paź, 2007 21:14
Wentworth po odrzuconych oświadczynach mógł przypuszczać, że Anna mogła się nim tylko bawić. Gdy dowiedział się o oświadczynach Karola, mógł uwierzyć w prawdziwość jej uczuć.
Ulka - Nie 21 Paź, 2007 21:59
"Fryderyk Wentworth (...) uważał, że się straszliwie zmieniła(...). Nie wybaczył Annie Elliot. Skrzywdziła go, porzuciła, sprawiła mu zawód - gorzej, czyniąc tak, wykazała słabość charakteru, nieznośną dla niego, tak silnego duchem. Porzuciła go, by zadowolić innych. Taki był skutek uporczywych perswazji. Okazała się słaba i bojaźliwa." (R. VII)
Nie ma nic o tym, by sądził, że jej uczucie było nieszczere. Była tylko słaba. W jego oczach.
"Przecież było możliwe, żeś zachowała dawne uczucie(...)" (R XXIII)
JA mimo wszystko usprawiedliwia (?) Annę, nie piętnuje jej postępku jako bardzo negatywnego. Za to w trakcie akcji okazje się, że kapitanowi ma coś do zarzucenia
Ulka - Nie 21 Paź, 2007 22:01
| MiMi napisał/a: | | Wentworth po odrzuconych oświadczynach |
Przepraszam, jakich odrzuconych oświadczynach??
MiMi - Nie 21 Paź, 2007 23:37
No pierwszych oświadczynach kapitana. Bo o ile dobrze pamiętam (a mogę nie za dobrze, bo pochłonęłam tą książkę bardzo szybko, czasem nie zwracając uwagi na szczegóły) Wentworth się Annie oświadczył, a ona go odrzuciła po konsultacji z Lady R.
Ulka - Pon 22 Paź, 2007 00:01
No raczej nie. Przyjęła oświadczyny, a potem zerwała zaręczyny po perswazjach Lady R. i niechęci rodzinki. A to dla mnie co innego
Trzykrotka - Pon 22 Paź, 2007 00:09
To prawda, Anna przyjęła oświadczyny, a potem je zerwała. Podejrzewam, że dla Fryderyka był to większy cios niż jawna odmowa. Głównie niestałość poglądów i słabość charakteru jej potem zarzucał.
Ulka - Pon 22 Paź, 2007 14:10
Możliwe że większy. Ale moim zdaniem nie wątpił w jej uczucie.
MiMi - Pon 22 Paź, 2007 17:06
Takie złamane serce często nadinterpretuje wiele rzeczy. Moim zdaniem mogło mu sięprzez myśl przewinąć, że miłość Anny była chwilowa, niestała. Mógł tak pomyśleć przez sekundę, albo myśleć tak przez dłuższy czas.
nicol81 - Pon 22 Paź, 2007 17:34
Czyli myślicie,że on cały czas wierzył w jej miłość, tylko że była słaba? To mi się nie zgadza z jego zachowaniem. Chyba myślał, że to tylko kaprys...
Ulka - Wto 23 Paź, 2007 23:01
hm...myślę, że z urazy, którą powziął zadusił w sobie uczucie do Anny a tym samym zdusił gdzieś myślenie o tym co ona czułą. Był zły na nią i mógł jej przypisywać zbyt małą lub egoistyczną miłość (o ile coś takiego istnieje ) Weź pod uwagę, że jeśli nie wyszła za niego to w tamtych czasach sprawa była zakończona, niemal tak jakby się nie kochali. Dochodzi do tego męski ból porażki ;P Porozumienie zniknęło. "Była to wieczna obcość" jak określa to JA przy ich spotkaniu po latach. Po latach jego zachowanie jest mieszaniną urazy, obojętności, zacięcia, uprzejmości i obcości, maskującej ból. Mógł wierzyć że kiedyś tam go kochała, ale "nie dorastała" do jego uczucia czy je zlekceważyła. Dla mnie nie ma sprzeczności.
|
|
|