To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści - Nad Niemnem

Admete - Czw 18 Sie, 2011 13:43

Nerwica jest całkiem prawdopodobna. W gruncie rzeczy to mi jej szkoda.
Ania Aga - Czw 18 Sie, 2011 14:09

Mnie też. Nie była złą kobietą, po prostu nie dobrali się z mężem. Nie było szans, by jedno z nich dostosowało się do drugiego.
Trzykrotka - Pią 19 Sie, 2011 08:20

Ania Aga napisał/a:
Mnie też. Nie była złą kobietą, po prostu nie dobrali się z mężem. Nie było szans, by jedno z nich dostosowało się do drugiego.


Dokładnie. Obojga żal. On byłby szczęśliwy z kimś pokroju Marty, ona pewnie z jakimś Różycem.
Natomiast co do Justyny i Jana - wierzę w nich. Wachowicz, chyba w Malwach na lewadach, przytacza przykład takiej pary znad Niemna. Staruszkowie, ubodzy, ale doskonale szczęśliwi.

Tamara - Pią 19 Sie, 2011 11:44

Emilia była niedojrzała i dziecinna , nieprzygotowana do bycia żoną i panią majątku , stąd te kwiaty na piaskach , gwiazdy i miłość u Eskimosów :roll: . Nie wiedziała, że rzeczywistość w małżeństwie polega na czymś innym niż czytanie wierszy w altanie i do księżyca wzdychanie :wink: , a nie chcąc przyjąć do wiadomości , że świat jest taki jaki jest , sama się wpędziła w nerwicę i osłabienie fizyczne . Przecież ona w ogóle prawie nie wychodziła z domu , w domu też tylko z łóżka na kanapę i z powrotem i rozmyślania o własnym nieszczęściu - słonia by taki tryb życia wykończył :roll: i nic dziwnego , że bała się zejść ze schodów , skoro cały rok leżała...

Sądzę , że Justyna bez większych problemów przystosowała się do życia z Jankiem i do pracy , przecież ją bezczynność i nieokreślone położenie w życiu zabijały , a tam miała wreszcie zajęcie , miłość i poczucie akceptacji . Była rozsądna i nie miała przesadnego mniemania o sobie , a to ułatwia adaptację do życia .

Admete - Pią 19 Sie, 2011 12:02

Emilia miała bardzo pensjonarskie wyobrażenie o miości i małzeństwie.
Tamara - Pią 19 Sie, 2011 12:41

Trafna uwaga :oklaski:
Admete - Pią 19 Sie, 2011 12:44

Czytałam niedawno Miłość, kobieta i małżęństwo w XIX wieku i tam autorka pisała, że w tamtych czasach wiele kobiet z zamożniejszych domów nie miało zielonego pojęcia na czym polega małżeństwo.
Ania Aga - Pią 19 Sie, 2011 20:39

Emilię poznajemy w chwili, gdy jest już znużona życiem, trochę zdziwaczała. Może gdyby była żoną zamożnego człowieka, wolną od niedostatku nie doprowadziłaby się do takiego stanu? Są ludzie, którzy potrzebują do szczęścia towarzystwa, rozrywek bardziej niż pożywienia
Tamara - Pią 19 Sie, 2011 21:11

Ale ona niedostatku nigdy nie zaznała , zawsze miała wszystko czego chciała , domem się nie musiała zajmować , bo była Marta , a ona sobie wyobrażała , że małżeństwo polega na siedzeniu razem w altance , patrzeniu w oczy i czytaniu wierszy :roll: i nie miała zielonego pojęcia o tym , że na to wszystko trzeba zarobić , że trzeba chodzić koło majątku , żę to ciężka praca , zwłaszcza w popowstaniowych warunkach . A Emilia należała do gatunku , który nigdzie nie byłby zadowolony , bo swoje nazwijmy to szczęście całkowicie uzależniała od warunków zewnętrznych . Nie przychodziło jej do głowy - nie wiedziała - że wypływa to przede wszystkim z wnętrza człowieka , ż jego nastawienia do świata , pracy nad sobą , więzi z innymi ludźmi . Marzyło jej się jak Admete słusznie powiedziała pensjonarskie wzdychanie przez całe życie , a tak się nie da , no po prostu się nie da , bo prędzej czy później normalny dojrzały człowiek przestaje wzdychać , jak mu się hormony uspokoją :wink: i podejmuje czynności wicia gniazda i o to gniazdo dbania . A u niej na wzdychaniu się kończyło i ani myślała dopuścić myśl , że nie na tym małżeństwo polega . I w tym samym duchu zamierzała Leonię wychować , nic dziwnego że Witold się ciskał :-P

A człowiek , który bardziej do życia potrzebuje rozrywek niż pożywienia , raczej nie nadaje się na żonę/męża :roll:

Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 01:07

Tamara napisał/a:
Ale ona niedostatku nigdy nie zaznała , zawsze miała wszystko czego chciała , domem się nie musiała zajmować , bo była Marta

Naprawdę miała wszystko? Mieszkała na wsi, zdala od interesującego towarzystwa, rozrywek taki jak koncerty, wystawy, teatr. Mąż najprzyjemniejszego charaktru nie miał, dzieci były w szkołach. Zostawała jej panna Teresa i Kirło oraz książki. Za własne pieniądze z posagu zmieniła tapety w pokoju. A to, że Marta zajmowała się domem było normalne, w majątkach do tego wynajmowano gospodynie. Emilia była jaka była, nie stanowiła oparcia dla swojego męża, to ona potrzebowała opieki.

Admete - Sob 20 Sie, 2011 08:41

Dlaczego uważasz, ze maż nie miał dobrego charakteru? :shock: On był zwyczajny, normalny, odpowiedzialny. Jakby chciała, to by przy jego boku była dobrą panią domu, pomagałaby mu i dzięki temu, że dzieliliby razem zycie, to pewnie i czas na wspólny wyjazd do miasta i odrobinę rozrywek, by się znalazł w takiej sytuacji. Emilia nie chciała uczestniczyć w życiu, które ją otaczało, ona się wycofała w świat fikcji.
Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 09:48

Nie pozwalam robic z Benedykta złego ludzia! On był wspaniałym człowiekiem, którego jedyną winą było to że wybrał sobie źle żonę. On Emilię kochał, potrzebował jej wsparcia, miłości. Był skłonny się dla niej poświecać, a ona nawet nie brała takiej możliwości pod uwagę...
Alicja - Sob 20 Sie, 2011 13:40

Ania Aga napisał/a:
Naprawdę miała wszystko?

w porównianiu z kim nie miała? z chłopstwem czy innym ziemiaństwem. Krzywdy raczej nie zaznała, biedy też nie. Miałą męża, który ją kochał, zdrowe dzieci, służbę, majątek, jedzenie podane na stół. Czego jej brakowało? Rozumu i dojrzałości. Bo w swoim wieku nadal chciała zachowowywać się jak pensjonarka do której można wzdychać przy blasku księżyca. Taka Julia na Korczyńskim balkonie

Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 14:08

Alicja napisał/a:
Rozumu i dojrzałości.


O dokładnie!

Miała najlepszą sytuację z okolicznych kobiet. Porównajmy ją do Kirłowej, wiecznie zapracowanej, zawstydzonej postawą męża. Czy Andrzejowej, płaczącej po swoim mężu, samotnej, doznającej życiowego rozczarowania i pojmującej, że zmarnowała syna. A Klotylda? Myślała, że wygrała los na loterii.... a tu taka lypa...

Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 15:42

Napisałam wcześniej, że Emilia i Benadykt się nie dobrali i żadne z nich nie chciało się dostosować do drugiego. Nie oceniam ich negatywnie, tacy po prostu byli.
Czy Benedykt był przyjemnym towarzyszem życia? Interesowały go tylko rolnictwo i nic poza tym. Owszem, czasy były trudne, on walczył o byt dla swojej rodziny. Życie zrobio z niego surowego człowieka. Jego horyzonty myślowe nie sięgały poza Korczyn. Emilię gospodarstwo nie interesowało zupełnie, tak jak i wszystkie przyziemne sprawy. Taki miala charakter i do szczęścia potrzebowała czego innego niż jej mąż. Czy Emilia jako człowiek nie miała prawa do swojej wizji szczęścia? Jej wyobrażenie o szczęśliwym życiu może się wydawać naiwne i zupełnie pozbawione podstaw w jej konkretnej sytuacji. Ale czy nie miała prawa do własnych odczuć?
lady_kasiek napisał/a:
Miała najlepszą sytuację z okolicznych kobiet.

To miało jej sprawiać radość?

Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 15:56

Ania Aga napisał/a:
tak jak i wszystkie przyziemne sprawy.

Ale mimo wszystko żyła na Ziemi. Gdyby pragnęła Księżyca to czy winą Benedykta byłoby, że nie może jej go dać?
Każdy z nas za czymś tęskni, wzdycha, o czymś śni. Człowiek poważny umie rozróżnić rzeczy, które może osiągnąć i wówczas do nich dąży, ale rozumie, że są również plany, niemożliwe do realizacji i nie wpada z tego powodu w depresję i nie obarcza sobą całego świata. Emilia jest dzieckiem, które chce mieć wszystko, gdy będzie miała wszystko, będzie płakala, bo sakwa fortuny będzie za cieżka.

Ania Aga napisał/a:
To miało jej sprawiać radość?

A czy coś jej sprawiało radość? Cokolwiek? Powiedz co ją cieszyło. Nic. Miłość męża. Nie! Zdrowe, udane dziecie. Również nie. Brak obowiązków. Absolutnie nie. Ona chciała tylko brać. A życie czasami wymaga. Ona chciała mieć tylko przyjemną stronę życia. A tak się nie da. Nigdy!

Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 16:41

Co Emilii sprawiało radość? Na przykład czytanie ksiązek. Co mogło jej sprawić radość? Zainteresowanie męża, przecież to była jeszcze młoda kobieta, ciągle piękna, mogła mieć jakieś trzydzieści parę lat. A co robi mąż? Opowiada jej o zbiorach pszenicy. Czy kobieta zamężna, matka dzieciom nie ma prawa już do żadnych radości życia? Mieszka na zabitej dechami wsi, widuje ciągle tych samych ludzi i nie ma możliwości żadnych rozrywek.Raz w roku uroczyście obchodzone są jej imieniny. Może i jest egoistką.
Alicja napisał/a:
Miałą męża, który ją kochał, zdrowe dzieci, służbę, majątek, jedzenie podane na stół.

To jest cała definicja szczęścia kobiety?

asiek - Sob 20 Sie, 2011 17:42

Podzielam pogląd Ani... Emilia i Benedykt rozminęli się we wzajemnych oczekiwaniach... po prostu. Namiętność minęła i żadnemu z nich nie chciało dołożyć się starań, aby walczyć o związek. Oddalili się od siebie i z czasem ledwie tolerowali. Nie wiem skąd przekonanie, że Benedykt wciąż kochał żonę ? Między nimi nie było głębszego uczucia. Oboje oczekiwali, że współmałżonek dostosuje się do ich pragnień i oczekiwań.
Możemy lubić lub nie lubić neurotycznej i infantylnej Emilii, ale prawda jest taka, że takiej Emilii Benedykt pragnął i taką pojął za żonę. Ona nie kreowała się na mądrą, zaradną gospodynię i matkę. W tej sytuacji obciążanie jedynie Korczyńskiej za nieudany związek jest nieuczciwe.

Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 17:46

Ania Aga napisał/a:
To jest cała definicja szczęścia kobiety?

Skądże to jest definicja najgorszego utrapienia kobiety. I sennego koszmaru.


Aniu wciąż nie podajesz wizji szcześcia wg. Emilii. Nie zgadzam się, ze była szczęśliwa w trakcie czytania. Ona czytając porównywała swój stan do akcji powieści i stawała się jeszcze bardziej nieszczęśliwa.

Nie wiem w czym Emilia mogłaby być lepsza od tej parodii Różyca....

asiek - Sob 20 Sie, 2011 17:50

lady_kasiek napisał/a:
Ania Aga napisał/a:
To jest cała definicja szczęścia kobiety?

Skądże to jest definicja najgorszego utrapienia kobiety. I sennego koszmaru.

Uważam, że tak nie można stawiać sprawy, poczucie szczęścia jest bardzo subiektywną sprawą.

Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 17:52

Na dobrą sprawę, wszystko jest kwestią subiektywnego odczucia, miłość Benedykta, miłość Emilii, możliwe, że i Zygmuś subiektywnie czuł się patriotą...
asiek - Sob 20 Sie, 2011 18:03

lady_kasiek napisał/a:
Na dobrą sprawę, wszystko jest kwestią subiektywnego odczucia,

Zgadzam się, nasze oceny innych osób zawsze są subiektywne. :wink:

Tamara - Sob 20 Sie, 2011 18:47

Ania Aga napisał/a:
Naprawdę miała wszystko? Mieszkała na wsi, zdala od interesującego towarzystwa, rozrywek taki jak koncerty, wystawy, teatr. Mąż najprzyjemniejszego charaktru nie miał, dzieci były w szkołach. Zostawała jej panna Teresa i Kirło oraz książki. Za własne pieniądze z posagu zmieniła tapety w pokoju.

Mówiłaś o niedostatku , nie o "wszystkim" :wink: wszystkiego mieć nie można :-P O ile można się zorientować , pani Emilia nie była panną z miasta , tylko córką którejś z okolicznych rodzin , więc wychowała się na wsi i rzeczone rozrywki znała raczej z literatury :wink: Pieniądze z posagu ? zażądała po prostu rozdzielności majątkowej pod pewnym względem . Przedtem - sama o tym mówi - Benedykt i tak kupował jej wszystko co chciała , nie chciała tylko zawracać mu głowy swoimi sprawunkami .

Ania Aga napisał/a:
Czy Benedykt był przyjemnym towarzyszem życia? Interesowały go tylko rolnictwo i nic poza tym. Owszem, czasy były trudne, on walczył o byt dla swojej rodziny. Życie zrobio z niego surowego człowieka. Jego horyzonty myślowe nie sięgały poza Korczyn. Emilię gospodarstwo nie interesowało zupełnie, tak jak i wszystkie przyziemne sprawy.

Musiał utrzymać dom i rodzinę . Horyzonty myślowe miał daleko szersze , ale - o czym sam wyraźnie mówi - kiedy nie miał do kogo się odezwać , bo Emilia nie chciała z nim rozmawiać o niczym oprócz romansowania - zaczął się zamykać w sobie i gorzknieć . Czuł jak mu "dusza rdzewiała" i zdawał sobie sprawę z tego , co się w nim dzieje . Kiedy sam musiał się borykać z utrzymaniem majątku , zony , dzieci , kiedy pracował od rana do nocy , nie miał już siły na romantyczności od siedmiu boleści . On ze swoich obowiązków się wywiązywał , a obowiązkiem Emilii było wspierać go i podtrzymywać , a ona miała to w nosie , oczekując że pieniądze będą się brały same z siebie , majątek sam się będzie zarządzał , a Benedykt będzie jej serenady wygłaszać (wiem , że się śpiewa :-P ) No i przykro mi - ale nie da się żyć w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości , o czym marzyła Emilia . Każdy ma etap bujania w obłokach , ale jak się dorośleje , to to przechodzi , a ona zatrzymała się na etapie niedouczonej pensjonarki :roll: nie było to jej winą , tylko rodziców , którzy nie przygotowali jej do życia i małżeństwa .


Ania Aga napisał/a:
Co mogło jej sprawić radość? Zainteresowanie męża, przecież to była jeszcze młoda kobieta, ciągle piękna, mogła mieć jakieś trzydzieści parę lat. A co robi mąż? Opowiada jej o zbiorach pszenicy. Czy kobieta zamężna, matka dzieciom nie ma prawa już do żadnych radości życia? Mieszka na zabitej dechami wsi, widuje ciągle tych samych ludzi i nie ma możliwości żadnych rozrywek.Raz w roku uroczyście obchodzone są jej imieniny.

Przecież Benedykt mówi , że zauważył , że ona zrobiła się dla niego oschła , on się do niej czule zwraca , a ona jak drewno :roll: przecież małżeństwo polega również na dzieleniu wspólnych zmartwień i kłopotów , takie jest życie . Jakby o tej pszenicy wysłuchała nawet nie rozumiejąc ani słowa , ale z zainteresowaniem, , doczekałaby się i miłych słów . Nikt nie ma ochoty czule rozmawiać z kimś , kto go ciągle olewa przepraszam bardzo . A Emilia benedyktowe sprawy niestety tak traktowała , chociaż nie powinna , za to wymagała bezustannego zainteresowania sobą .
Na zabitej dechami wsi mieszkała wtedy cała sfera ziemiańska , z której się wywodziła , więc nie było to dla niej nic nadzwyczajnego . A przepraszam , ale w okresie w którym rozgrywa się cała historia , tylko bardzo bogaci mogą sobie pozwolić na rozrywki , reszta ciężko pracuje .


asiek napisał/a:
z czasem ledwie tolerowali. Nie wiem skąd przekonanie, że Benedykt wciąż kochał żonę ? Między nimi nie było głębszego uczucia. Oboje oczekiwali, że współmałżonek dostosuje się do ich pragnień i oczekiwań.

Za każdym razem kiedy coś się z nią działo , mimo że pozornie byli osobno , jednak się denerwował , przeżywał , dbał żeby jej zapewnić pomoc i opiekę . Nie musiał , po doktora mogłaby i Teresa sama posłać , a mógłby spokojnie jechać w pole , gdyby nic do niej nie czuł . A że tego oczekiwali - no cóż , jeżeli w związku obie strony nie będą się dostosowywać do siebie , to nic z tego nie wyjdzie :roll:

lady_kasiek napisał/a:
Nie wiem w czym Emilia mogłaby być lepsza od tej parodii Różyca....

Rózyc przynajmniej trzeźwo patrzał na świat i na siebie i wiedział , że wszystko przefajfulił , jak i dlaczego . Doskonale wiedział , co z nim nie tak , tylko że nie chciało mu się z tym powalczyć :-P . A Emilia - no przepraszam , ale zachwycać się , że facet przepuściwszy na dziwki 3/4 majątku został na końcu narkomanem - to naprawdę trzeba nie mieć żadnego kontaktu z rzeczywistością :roll:

Podkreślam - nie jej wina , że była jaka była , bo tak ją dom rodzinny ukształtował , i wiem dobrze , że się męczyła żyjąc w świecie całkowicie odmiennym od wymarzonego , ale na litość boską , kobieta 40-letnia , matka dorosłego syna i dorastającej córki powinna z czasem choć odrobinę przejrzeć na oczy :thud:

Ania Aga - Sob 20 Sie, 2011 20:12

Tamara napisał/a:
Podkreślam - nie jej wina , że była jaka była , bo tak ją dom rodzinny ukształtował , i wiem dobrze , że się męczyła żyjąc w świecie całkowicie odmiennym od wymarzonego , ale na litość boską , kobieta 40-letnia , matka dorosłego syna i dorastającej córki powinna z czasem choć odrobinę przejrzeć na oczy

Mnie się wydaje, że Emilia miała jakieś 36 lat. I nie koniecznie chciała być postrzegana tylko jako matka dorosłego syna i dorastającej córki, przede wszystkim była kobietą i potrzebowała, aby mąż to dostrzegał. A jemu była potrzeba współtowarzyszka niedoli do współnych narzekań na ciężkie życie.
Ja uważam, ze Emilia miała prawo do własnej wizji szczęścia. Nie była w stanie jej zrealizować i stąd jej frustacja. Nie każda kobieta musi śnić tylko o mężu i dzieciach, i to już koniec jej pragnień. Kiedy zrealizuje się jako matka i żona to przestaje być kobietą.
A jaka była jej wizja szczęścia? Bywanie w wytwornym towarzystwie, wykwintne rozmowy o sztuce, o oberzanym spektaklu, wysłuchanym koncercie. Emilka kojarzy mi się z kwiatkiem cieplarnianym, pięknym, ale w zasadzie niepotrzebnym. Mogła być właśnie taką ozdobą towarzystwa.
lady_kasiek napisał/a:
Ona czytając porównywała swój stan do akcji powieści i stawała się jeszcze bardziej nieszczęśliwa.

Nie wiem w czym Emilia mogłaby być lepsza od tej parodii Różyca....

No cóż czytajac w jakiś sposób także uczestniczę w życiu bohaterów i się do nich porównuję.
A w czym była lepsza od Różyca?
Wyszła za mąż, urodziła dzieci, czyli spełniła to czego oczekiwało od niej spoleczeństwo oraz nie przehulała swojego majątku.
Szukając analogii w literaturze można zestawić Emilię z panią Bovary. Tamta także wyszła za mąż za solidnego mężczyznę z dobrym zawodem i ośmieliła się być nieszczęśliwa.
Ja zakładam, że ludzie są różni i mają różne wizje szczęścia i nie jest to czymś nie do zaakceptowania. Ważne , żeby dobierali się w pary świadomi tych swoich marzeń

Anonymous - Sob 20 Sie, 2011 20:19

Ania Aga napisał/a:
Bywanie w wytwornym towarzystwie, wykwintne rozmowy o sztuce, o oberzanym spektaklu, wysłuchanym koncercie

Ale każda pozycja niesie za sobą obowiązki... Emilia chciała prawa, każdy obowiązek był jej przykrym.


Aniu ja szanuję Twoje zdanie, ale go nie rozumiem naprawdę.
Ania Aga napisał/a:
Wyszła za mąż, urodziła dzieci, czyli spełniła to czego oczekiwało od niej spoleczeństwo oraz nie przehulała swojego majątku.

Bo nie mogla inaczej.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group