To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Perswazje

Admete - Pon 22 Maj, 2006 19:54

Poza tym była także w innej niż Charlotta sytuacji - na pewno mimo finansowych szaleństw ojca miała zapisaną jakąś sume pieniędzy, która przepaść nie mogła. Zawsze też pewnie zostałaby przyjęta pod dach lady Russell.
Maryann - Pon 22 Maj, 2006 20:02

Co do finansowych szaleństw sir Waltera - gdzieś na końcu książki JA pisze, że ojciec mógł dać Annie tylko "niewielką część" z dziesięciu tysięcy funktów, jakie miała dostać.
Niby zawsze to więcej, niż miała Charlotta, ale w końcu ojciec Anny był baronetem, a nie tylko małomiasteczkowym kupcem. Jakby nie patrzeć - czekało ją duże obniżenie poziomu życia.

Admete - Pon 22 Maj, 2006 20:22

Po małżeństwie z kapitanem? chyba nie aż tak bardzo obniżone. Myślę, że kapitam zdobył majątek w czasie wojny, podobnie jak bracia samej Austen. Poza tym Anna chyba nie czerpała przyjemności ze swiatowego życia.
Maryann - Pon 22 Maj, 2006 21:32

Admete napisał/a:
Po małżeństwie z kapitanem? chyba nie aż tak bardzo obniżone. Myślę, że kapitam zdobył majątek w czasie wojny, podobnie jak bracia samej Austen. Poza tym Anna chyba nie czerpała przyjemności ze swiatowego życia.

Po ślubie na pewno nie - Wenworth uzbierał chyba dwadzieścia pięć tysięcy. Ale gdyby została sama...

Admete - Pon 22 Maj, 2006 22:00

Gdyby została sama...pewnie wtedy byłoby gorzej. Za życia lady russell miałaby zapewnioną opiekę, potem pewnie mieszkałaby u mary. A młodsza siostra z dobroci serca wypominałaby jej każdą łyżkę zupy...
Trzykrotka - Pon 22 Maj, 2006 23:19

Biedna Anna. Wiodła życie najspokojniejsze, jakie sobie można wyobrazić (chyba rzeczywiście nie żałowała nie-bywania w Londynie), a mimo to gdzieś pod stopami czaiła się przepaść. Gdyby ojciec się ożenił (są sugestie chyba w drugim rozdziale, że próbował,ale nezbyt szczęśliwie), gdyby wojna się nie skończyła i marynarze nie wrócili do domu, gdyby tato nie musiał oszczędzać... Strasznie dużo tych gdyby. Samotność i brak perspektyw - aż dziwne, że przypłaciła to tylko utratą świeżości.
Admete - Wto 23 Maj, 2006 14:48

Chyba dobrze rozumiem tę bohaterke...
Maryann - Wto 23 Maj, 2006 15:37

Admete napisał/a:
Gdyby została sama...pewnie wtedy byłoby gorzej. Za życia lady russell miałaby zapewnioną opiekę, potem pewnie mieszkałaby u mary. A młodsza siostra z dobroci serca wypominałaby jej każdą łyżkę zupy...

No, chyba że zamieszkałaby z Elżbietą. Nie wydaje mi się, żeby ktoś chciał się ożenić z taką jędzą i to jędzą bez posagu. Zostałyby więc obie same, a Anna z poczucia obowiązku nbie odwróciłaby się od starszej siostry.

Mag - Śro 24 Maj, 2006 11:41

Szkoda Anny, nie miała matki, siostry- jedna lepsza od drugiej, widmo staropanieństwa...
Lady R. łagodzi tą samotność, ale też wiemy, że nie do końca kierowała się dobrem Anny- bardziej tym co wypada- a w miłości nie zawsze to co wypada daje szczęście.

Lubię Annę za to, że pomimo tych okoliczności potrafiła określić czego pragnie i przeciwstawić się wszystkim- łagodnie ale stanowczo-i sięgnąc po własne szczęście.

Trzykrotka - Śro 24 Maj, 2006 12:05

Podczytywałam jeszcze dziś rano rozdział IV. Jane ładnie i po swojemu opisuje proces zakochania się w sobie Anny i Fryderyka: ona nie miała nikogo do kochania, on nic do roboty :grin: Niezbyt to dobrze rokuje, ale za to następne zdania są wspaniałe: przyszła miłość (o ile pamiętam) gwałtowna i głęboka.
Bardzo lubie tę książkę JA także i za tę inność - niby taka spokojna, niby niewiele się w niej dzieje, ale czy gdziekolwiek indziej pisze ona tak wyraźnie o czyimś uczuciu?

Maryann - Śro 24 Maj, 2006 14:18

Trzykrotka napisał/a:
przyszła miłość (o ile pamiętam) gwałtowna i głęboka.

I trwała. Gdzieś pod koniec jest taka ładna myśl Anny, że małżeństwo z Wenworthem nie odsunęłoby jej bardziej od innych mężczyzn niż ostateczne rozstanie. Ten albo żaden. Wszystko, albo nic - żadnych kompromisów.

Jeannette - Śro 24 Maj, 2006 19:13

Ryzykowne posunięcie. Można wiele stracić, ale też wiele zyskać.
Anonymous - Śro 24 Maj, 2006 19:23

Mag napisał/a:
Lady R. łagodzi tą samotność, ale też wiemy, że nie do końca kierowała się dobrem Anny- bardziej tym co wypada- a w miłości nie zawsze to co wypada daje szczęście.


Moim zdaniem ona właśnie zawsze kierowała się jej dobrem i szczęściem. tyle że jej wizja dobra i szczęścia była ciutke inna.

Maryann - Śro 24 Maj, 2006 20:05

AineNiRigani napisał/a:
Mag napisał/a:
Lady R. łagodzi tą samotność, ale też wiemy, że nie do końca kierowała się dobrem Anny- bardziej tym co wypada- a w miłości nie zawsze to co wypada daje szczęście.


Moim zdaniem ona właśnie zawsze kierowała się jej dobrem i szczęściem. tyle że jej wizja dobra i szczęścia była ciutke inna.

Taka bardziej - powiedziałabym - tradycyjna. Lady Russell, podobnie jak lady Katarzyna - najwyraźniej lubiła, aby różnice pozycji były zachowane i nie podobało jej się, że jej ulubienica, panna ze starej, szacownej rodziny, mogłaby się związać z jakimś marynarzem bez grosza, choćby najbardziej utalentowanym.
Ale niemniej lady Russell była jedną z niewielu osób, którym na Annie w ogóle zależało i które obchodził jej los.

Trzykrotka - Śro 24 Maj, 2006 20:05

Gdzieś pod koniec jest taka ładna myśl Anny, że małżeństwo z Wenworthem nie odsunęłoby jej bardziej od innych mężczyzn niż ostateczne rozstanie. Ten albo żaden. Wszystko, albo nic - żadnych kompromisów.[/quote]

Piękne to było :smile: . Ale myślę - wybiegając myślą do przodu - że Anna mogła sobie pozwolić na taką odwagę i bezkompromisowość po prostu dlatego, że i tak nie miała już nadziei. Ponowne spotkanie Fryderyka było prezentem od losu, więc ona spokojnie (choć z ciężkim sercem) godziła się z myślą, że nie ma do niego praw i że on jej nie chce, że ożeni się z Luizą.

Maryann - Śro 24 Maj, 2006 20:16

Trzykrotka napisał/a:
Piękne to było :smile: . Ale myślę - wybiegając myślą do przodu - że Anna mogła sobie pozwolić na taką odwagę i bezkompromisowość po prostu dlatego, że i tak nie miała już nadziei. Ponowne spotkanie Fryderyka było prezentem od losu, więc ona spokojnie (choć z ciężkim sercem) godziła się z myślą, że nie ma do niego praw i że on jej nie chce, że ożeni się z Luizą.

Tego wybiegania do przodu chyba nie da nam się do konca uniknąć. :smile:
A co do rezygnacji - fakt, Anna pogodziła się z utratą Wenwortha, ale nie brała też pod uwagę małżeństwa z nikim innym. Odrzuciła przecież Karola Musgrove'a, a i oświadczyn kuzyna Eliotta też by nie przyjęła.

GosiaJ - Śro 24 Maj, 2006 23:24

Admete napisał/a:
Czyli jednak miałam dobre odczucia co do wieku kapitana. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, ze mógłby go zagrać Christian Bale :) Sama nie wiem dlaczego.


A ja się zastanawiam. Bo bardzo lubię Christiana Bale'a, ale pamiętam go z ekranizacji "Małych kobietek" i jakoś w kostiumie nie przypadł mi do gustu. Ale może teraz, parę lat starszy, byłby ciekawszy :-)

GosiaJ - Śro 24 Maj, 2006 23:35

Nie umiem się przekonać do lady Russell. Uznała, że małżeństwo Anny z kapitanem byłoby "niefortunne". Jakoś nie lubię ludzi, którzy aż taka wagę przywiązują do pozycji w świecie i uzależniają od tego szczeście bliskicvh sobie ludzi, np. przyjaciół.
Anna była naprawdę bardzo samotna. Ileż czasu miała na rozpamiętywanie dawnej miłości i przeszłego szczęścia! Współczuję jej.

Trzykrotka - Czw 25 Maj, 2006 10:11

Anna była naprawdę bardzo samotna. Ileż czasu miała na rozpamiętywanie dawnej miłości i przeszłego szczęścia! Współczuję jej.[/quote]

Właśnie, to było najgorsze! Lady Russell pomogła jej podjąć decyzję zgodnie ze swoja wiedzą o tym, jak funkcjonuje społeczeństwo (pamiętacie, w Mansfield Park wyjaśnione była jak trudną rzeczą był awans w marynarce jeśli się nie miało koneksji lub znajomości, a Fryderyk ich nie miał) i przewidując dla dziewczyny pięknej, mądrej i dobrze urodzonej przyszłość wypełnioną ruchem, życiem, bywaniem, przyjemnościami. Że sie tak wyrażę - dobrze kombinowała. Nie wiedziała jak głęboko się ona zakochała (angielska rezerwa, pewnie o TYM aspekcie nie były w stanie rozmawiać). A bezbrzeżny egoizm ojca Anny skazał ją na prawie dziewięcioletnie rozpamiętywanie, tęsknotę, życie w smutku. Tortury.
Wyobraźcie sobie Margaret, która rozmija się z Thorntonem na stacji!.... Miałaby tak samo, jestem pewna.

Maryann - Czw 25 Maj, 2006 14:54

Trzykrotka napisał/a:
Lady Russell pomogła jej podjąć decyzję zgodnie ze swoja wiedzą o tym, jak funkcjonuje społeczeństwo (pamiętacie, w Mansfield Park wyjaśnione była jak trudną rzeczą był awans w marynarce jeśli się nie miało koneksji lub znajomości, a Fryderyk ich nie miał) i przewidując dla dziewczyny pięknej, mądrej i dobrze urodzonej przyszłość wypełnioną ruchem, życiem, bywaniem, przyjemnościami. Że sie tak wyrażę - dobrze kombinowała. Nie wiedziała jak głęboko się ona zakochała (angielska rezerwa, pewnie o TYM aspekcie nie były w stanie rozmawiać).

Lady Russell miała na pewno dobre intencje i chciała dla swojej ulubienicy jak najlepiej. Przy tym mogła przypuszczać, że ta pierwsza miłość nie będzie tak głęboka, jaką się okazała (chociaż to akurat świadczyło o słabej znajomości charakteru Anny).

Aragonte - Czw 25 Maj, 2006 23:52

Natchnęłyscie mnie... i wróciłam do "Perswazji" :smile: Smakuję je po kawałeczku, bez pośpiechu, zazwyczaj wieczorem (bo jak dla mnie nie nadają się na coś, co czyta się niezobowiązująco w autobusie).
Ja też lubię Annę - jest co prawda łagodna jak Fanny z "MP", ale ma jak dla mnie głębię, którą daje choćby to, co przeżyła, łatwiej mi się z nią zidentyfikować.

Jeannette - Pią 26 Maj, 2006 11:22

Jest taki fajny cytat:
"Jak ktoś kto 8 lat wcześniej zachwycał się Anną Elliot mógł teraz ulec takiej Luizie Musgrove?" Coś takiego, pisane z pamięci. ;) Trafnie oddaje zdanie chyba lady Russel o kapitanie.

Anonymous - Pią 26 Maj, 2006 11:47

Tyle, że on w zasadzie je nie uległ (Benwick - i owszem). Wprawdzie z tego co mówił pewnie pręczej czy późnie - oświadczyłby się. Ale bez porywów i oczarowania. Ot, małżeński obowiązek i tyle. Ale przecież sam z niejakim zaskoczeniem przyjął fakt, że go niemal zaręczono z Luizą.
Maryann - Pią 26 Maj, 2006 11:48

Jeannette napisał/a:
Jest taki fajny cytat:
"Jak ktoś kto 8 lat wcześniej zachwycał się Anną Elliot mógł teraz ulec takiej Luizie Musgrove?" Coś takiego, pisane z pamięci. ;) Trafnie oddaje zdanie chyba lady Russel o kapitanie.

O kapitanie i o Annie.
Tylko czy on naprawdę jej uległ ? Jak sam się później przyznał - on po prostu chciał się zainteresować jakąś panną. Nie musiała być przy tym żadną wyjątkową osobą - taką już poznał osiem lat wcześniej. Teraz wystarczyłoby, żeby była miła i niegłupia. Jakby to powiedział pan Darcy - tolerable.

Caitriona - Pią 26 Maj, 2006 19:48

Dziewczęta, na którym to my rozdziale jesteśmy (tak formalnie)?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group