Inne ekranizacje - Wives and Daughters (1999)
Admete - Sob 27 Maj, 2006 22:15
Zmęczona i chora. Przepracowywała się - żona pastora, matka dzieci i chyba wtedy juz babcia, pisarka. Serce nie wytrzymało.
bezpaznokcianka - Śro 31 Maj, 2006 11:03
koncowka jest super.. uwielbiam wyznania milosne w deszczu. dobrze ze tak to zakonczyli, bo Gaskell chyba by z tego telenowele bez konca uczynila (Roger znow wyjezdza na rok lub dwa? ilez mozna)
Agn - Śro 31 Maj, 2006 19:03
Na dwa lata. Dlaczego telenowele? W telenowelach wszyscy ulegają namiętnościom. Mi się ta książka z każdym rozdziałem coraz bardziej podoba. Takie stopniowe, krok po kroku zbliżanie się do siebie. I jeszcze pomyłka uczuciowa do tego dołożona. Szkoda, że książka nigdy nie została ukończona i muszę się zadowolić tym, co mi napisał sz.p. wydawca...
Caitriona - Czw 13 Lip, 2006 22:22
Wczoraj po nieprzyjemnym dniu chciałam sobie obejrzeć ostatni odcinek, tak dla poprawy nastroju. W końcu obejrzałam jednak cały serial, czyli ponownie maratonik. Nie wiem co jest w tym filmie, że tak mnie wciaga. Żadna scena nie jest niepotrzebna. Jest spokojny, ma swój rytm i to mi się właśnie podoba. Ponownie najbardziej podobał mi się Hollander jako Osborne Hamley. I Gambon jako dziedzic - jest fantastyczny. A Justine Waddell jest śliczna i bardzo ładnie pokazała Molly. I nie ma co - mnie się ostatnia scena (w deszczu) baardzo podoba!!
Gitka - Pon 24 Lip, 2006 22:14
Tak, ten serial wciąga.
Trochę avatarów.

Admete - Pon 24 Lip, 2006 22:50
Piękne te avatary. Uwielbiam serial Żony i córki. za pierwszym razem też obejrzałam go jednym ciągiem. Mojej przyjaciółce przytrafiło się to ostatnio. Jak już zaczęła oglądać, to przepadła. Muszę ją wypytać o szczegóły.
Trzykrotka - Pon 24 Lip, 2006 23:43
Ja też bardzo go lubię. Po N&S wydaje się spokojny i mało intrygujący, ale i tam nie brakuje emocji! Postaci kobiece są znakomite i panie grają je wspaniale. Uważam, że damska obsada była znacznie lepsza od męskiej. Może film nie sprawiał, że wzlatywały stada motyli, ale trudno było się od niego oderwać.
Caitriona - Pon 24 Lip, 2006 23:48
| Trzykrotka napisał/a: | | Postaci kobiece są znakomite i panie grają je wspaniale. Uważam, że damska obsada była znacznie lepsza od męskiej. |
Moim zdaniem wyrównana :grin: Gambon jest cudowny, a Osborne Hollanderera ma niesamowite ciepło w sobie i mimo że zbyt dużo go nie ma na ekranie to jest moim ulubieńcem.
Ale fakt, mimo braku mocniejszych przeżyć, wolniejszego tempa ten serial, przynajmniej mnie, bardzo przyciaga i zazwyczaj kończy się maratonikiem
Admete - Pon 24 Lip, 2006 23:49
A u mnie motylki były - w scenie przy mikroskopie, na końcu Bardzo ją lubię.
Aga85 - Pon 24 Lip, 2006 23:52
| Admete napisał/a: | A u mnie motylki były - w scenie przy mikroskopie, na końcu Bardzo ją lubię. |
Ooo tak! Też miałam wtedy motylki Poza tym ta scena, to chyba jedna z moich ulubionych - zaraz po scenie w deszczu
Matylda - Pon 24 Lip, 2006 23:56
Super serial - mam go dzięki Monice
Mam dwa razy więcej lat, a gusty są te same
Już kiedys pisałam , że główna aktorka byłaby idealną Lizzy ( tak uważam)
Monika - Wto 25 Lip, 2006 00:07
A ja uwielbiam ten moment kiedy on ją pierwszy raz dostrzega, to chyba jest tuż po tym, gdy ojciec daje mu do zrozumienia, jak wspaniałą kobietą jest Molly. Cudowne przy tym rzuca jej spojrzenia.
Gitka - Wto 25 Lip, 2006 00:25
Jak widzę magia nadal trwa.
Wystarczyło parę avatarów i już :grin:
Jakie to wspaniałe!
Caitriona - Wto 25 Lip, 2006 00:26
A - u mnie są przy scenie kiedy Molly wchodzi na ten bal, w pięknej białej sukni i potem są tańce i Roger może jedynie obserwować; cudny fragment filmu
KIKA - Wto 25 Lip, 2006 08:29
od jakiegoś już czasu jestem w posiadaniu tego filmu, ale do wczoraj nie miałam okazji go obejrzeć...
jednak warto było czekać... film fantastyczny, postacie cudowne... jestem pod ogromnym wrażeniem.. miałam tylko zobaczyć pierwszy odcinek a skończyło się na maratonie do 3 nad ranem...
każda minuta spędzona przed monitorem nie była czasem straconym...
Gaskel była genialna... Żony i córki to kolejna powieść, która zawładnęła moim sercem...i po raz kolejny żałuję, że nie znam angielskiego...
nie potrafię tak ładnie opisywać swoich wrażeń jak robią to Caitriona albo Gosia, ale odczucia mam bardzo podobne... może jak ułożą mi się wszystkie sceny w głowie i trochę ochłonę to więcej napiszę na temat samego filmu....
:grin:
Gitka - Wto 25 Lip, 2006 08:49
I znów w tym wątku zrobiło Nam się ładnie.
Nawet Nas Mati odwiedziła :grin:
Jak to fajnie, że już masz sprawny komp.
Witam po taj długiej nieobecności
Gitka - Wto 25 Lip, 2006 09:11
To prawda w avatarach bardzo zmienna jestem
No to dodam jeszcze tapetkę :grin:
Trzykrotka - Wto 25 Lip, 2006 09:13
A wiecie, że rzeczywiście aktorka grająca Molly byłaby świetną Lizzy Bennet. Ma dużo wdzięku, uroczy uśmiech. Strasznie - oglądając - rozpaczałam nad ślepotą młodych mężczyzn, którzy jak jeden mąż zakochiwali sie w Cynthii, nie dostrzegając takiej jak Molly perły. Chyba sobie znów obejrzę ten serial.
Matylda - Wto 25 Lip, 2006 09:21
A tak swoją drogą nie mogliby puścić takiego serialu na wakacjach???
Powiem szczerze , że w tej telewiji są takie pustki , że z przyjemnościa obejrzałam niedawno Marynię Połaniecką , chociaż nie przepadam za tym filmem.
Nie znoszę Połanieckiego z tym bananem na głowie
Matylda - Wto 25 Lip, 2006 09:23
| Trzykrotka napisał/a: | | A wiecie, że rzeczywiście aktorka grająca Molly byłaby świetną Lizzy Bennet. Ma dużo wdzięku, uroczy uśmiech. Strasznie - oglądając - rozpaczałam nad ślepotą młodych mężczyzn, którzy jak jeden mąż zakochiwali sie w Cynthii, nie dostrzegając takiej jak Molly perły. Chyba sobie znów obejrzę ten serial. |
Bo chłopy lubią takie kobiety ja Cynthia
Trzykrotka - Wto 25 Lip, 2006 09:34
Właśnie, święte Twoje słowa Matyldo. Chociaż Cynthia przy całym swoim nieuporządkowaniu i pustce wewnętrznej była miłą dziewczyną. Zamin sie pojawila, oczekiwałam kolejnej dręczycielki Molly, tymczasem - ku miłemu zaskoczeniu - okazała się przyjaciółką, może troche kłopotliwą, ale przyjaciółką. No i lady Harriet, która od razu poznała się na prawdziwej wartości i - jak prawdziwa bogini tego światka ocaliła Molly przed niesławą. Świetna była Rosamund Pike!
Admete - Wto 25 Lip, 2006 09:37
Miałam rozdarte serce, gdy Roger na kolacjiw domu Gibsonów adorował Cynthię, a Molly grala na pianinie i płakała. Niezwykle poruszająca scena.
A pierwsze spotkanie Molly i Rogera? Ona od razu popatrzyła na niegoz podziwem, on widział w niej tylko młodszą siostrę.
A o naszej TV nie wspominajcie. Dno.
KIKA - Wto 25 Lip, 2006 10:27
| Admete napisał/a: | | Miałam rozdarte serce, gdy Roger na kolacjiw domu Gibsonów adorował Cynthię, a Molly grala na pianinie i płakała. Niezwykle poruszająca scena. |
tak... ja tez miałam ściśnięte serce... Na poczatku filmu miałam wrażenie, że Molly bardziej interesuje się Osbornem i że to Roger będzie miał rozdarte serce.... a potem okazało się, że byłam w błędzie... że to jednak spotkało Molly...przyznam, że trochę mnie to rozzłościło....
nawet rudzielec doktor (choć nie byłam mu przychylna) okazał się durniem....
poza tym często roniłam łzy oglądając ten film..... np. bardzo wzruszyły mnie sceny umierania matki Rogera.... szczególnie ból Osborna.... :cry: druga sceną była pięknie pokazana śmierć Osborna, a potem rozpacz jego ojca, który już wcześniej stracił córkę i żonę..... :sad: tyle smutku i cierpienia....
Gitka - Wto 25 Lip, 2006 16:28
No to ja dodam jeszcze jedną fotkę.
Harry_the_Cat - Nie 13 Sie, 2006 21:37
Obejrzałam, przeczytałam wątek - czas na moje wrażenia.
Film jest, rzecz jasna, przecudowny. Wszystkie pisałyście o scenariuszu, klimacie, niespiesznym tempie - zgadzam się i nię będę tego powtarzać, więc podziele się z Wami raczej nieuporządkowanymi odczuciami.
Justine Wadell lubiłam już wcześniej, ale jako Molly za dużo miała loków - naturalnie to nie ma najmniejszego wpływu na moją sympatię do tej postaci, ot taka uwaga.
Pan Howell podobał mi sie bardzo - szczególnie jego głos i ślepia intensywnie wpatrzone w Molly - niestety nie widziałam go w niczym innym, ale będę miala go na uwadze.
Jeśli chodzi o Panią Gibson - F. Annis - to mimo zmian, jakie wprowadzała, absurdalności jej pomysłów i przerażających kalkulacji, to mam wrażenie, że na swój sposób kochała swa rodzine i tak, jak umiała, to starała się o nich dbać.
Oczywiscie chylę czoła przed Rosamund Pike, Tomem Hollanderem i Keeley Hawes. Nieco mniej przed M. Gambonem.
I na koniec pytanie - czy kobiety narawde nosiły wtedy wahlarze na głowie?
__________
Caitri - pokłony
|
|
|