To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - To czytamy - mole książkowe w akcji ;) Odsłona IV

Admete - Śro 26 Lip, 2023 00:06

Lustrzannę kiedyś jeszcze raz przeczytam, choć zakończenie trochę mnie rozczarowało.
RaczejRozwazna - Śro 26 Lip, 2023 00:20

A to definitywnie ostatni to ten czwarty?
Tamara - Śro 26 Lip, 2023 08:36

Admete napisał/a:
Przeczytałam książkę "Ukraina. Soroczka i kiszone arbuzy". Autorka od lat mieszka w Ukrainie i przedstawia obraz tego kraju z sympatią, ale nie ukrywa też minusów. Teraz czytam "Pokochać Ukrainę".

Właśnie to mi się spodobało - autorka pisze otwarcie o jasnych i ciemnych stronach , nie jest to lukrowany obrazek.

Admete - Śro 26 Lip, 2023 10:53

RaczejRozwazna napisał/a:
A to definitywnie ostatni to ten czwarty?


Tak, czwarty jest ostatni.

RaczejRozwazna - Pią 28 Lip, 2023 16:35

Czytam najnowszy zbiór reportaży/felietonów Wojtka Jagielskiego "Druga strona świata" - stałe polecam tego autora. Ma rzadki dar pisania prosto o trudnych politycznych sprawach dzisiejszego świata.
Tamara - Pon 31 Lip, 2023 12:42

Skończyłam już parę dni temu "Anioła w domu, mrówkę w fabryce", więc znowu trochę pospamuję, ale tym razem nietypowo . Nie na temat samej książki, która jest znakomita i porusza temat mało znany i nie tak nośny jak kwestia służących, małżeństw czy pracy seksualnej. Mogę powiedzieć o niej jedno - że odczarowuje rzeczywistość - przynajmniej dla mnie. Jak pisałam przy okazji Chłopek - nie mam, a przynajmniej nie wiem czy miałam przodków, którzy by jednoznacznie mieścili sie w kategorii chłopi rozumianej tak jak w Chłopkach, nie wiem również nic o ewentualnych przodkach ze środowiska robotniczego. Kiedy miałam kogo zapytać, takie tematy nawet nie przychodziły mi do głowy, zresztą nawet jakbym pytała , niczego bym się nie dowiedziała, bo kwestia przedwojnia była obłożona klątwą milczenia i jedyne co wiedziałam to to, ze wtedy było dobrze, a teraz nie jest. W związku z tym cała wiedza historyczna i społeczna serwowana w szkole w PRLu była z góry przez rodzinę i znajomych rodziców traktowana jak jedno wielkie kłamstwo, w które nie wolno wierzyć, bo tak nie było , do tego wpajane żelazne przekonanie, że celem wszelkich organizacji socjalistycznych od początku ich istnienia było zniszczenie Polski i oddanie jej pod wpływy i władzę Rosji ( :zalamka: :thud: ) plus nachalny programowy dydaktyzm ograniczający się do masowego ucisku klasy robotniczo-chłopskiej przez kapitalistów, fabrykantów i obszarników, który będąc nowomową nijak nie trafiał mi do przekonania, za to wyrył mi w psychice awersję do tematu z automatycznym założeniem , że wszystko to kłamstwo. Nota bene na tyle silną, że nawet nie przyszło mi do głowy zastanowić się, czy aby rzeczywiście to jest słuszna postawa :zawstydzona2:
No i w związku z tym, kiedy zaczęłam czytać , mój pierwszy odruch był yyyy :shock: robotnicy? socjalizm? MIEDZYNARODÓWKA??? Brrr nieeeeee :confused3: :boisie: :chowa sie: czytałam książkę rzetelnie i bez zboczenia ideologicznego napisaną przez osobę, która nie przeszła przez młyn PRLowskiej ideologizacji i łapałam się na głębokim wewnętrznym sprzeciwie wobec tego, co opisywała, że przecież to nie tak, że robotnicy i socjaliści to coś zupełnie innego było. Miałam jakiś wewnętrzny skurcz na samo słowo "robotnik", które wbito mi w podświadomość w komplecie z czerwonym sztandarem i chęcią zrównania wszystkiego z ziemią , a potem dołączenia do ZSRR. Przyczyny tego wewnętrznego dyskomfortu zaczęłam się domyślać jakoś w połowie lektury, bo czułam go praktycznie od początku, tylko nie wiedziałam czemu. nadal się lekko wzdrygam na hasło socjalizm i nie wiem, czy się tego kiedyś wyzbędę, ale przynajmniej udało mi się zdjąć z niego i z robotników odium straszaka, nie mówiąc o kompletnym przewartościowaniu tego , czego się uczyłam. Bo historia w szkole częściowo - podkreślam częściowo - mówiła prawdę, tylko jej forma była nie do przyjęcia, a dom tę prawdę całkowicie negował, nie dopuszczając nawet myśli o próbie weryfikacji.
Tak więc na stare lata dzięki tej książce czegoś się nauczyłam i o historii i o sobie . Sorry za te sążniste eseje, ale musiałam :zawstydzona2:

A teraz sobie czytam "Kobiety i inne potwory" Jess Zimmerman o przełożeniu historii o mitologicznych potworach na emocje i relacje kobiety-mężczyźni w patriarchalnym społeczeństwie. Lektura całkiem smakowita.

annmichelle - Pon 31 Lip, 2023 13:32

Tamara - super że wyzbywasz się uprzedzeń/stereotypów/naleciałości "ideowych"! :-)
Większość ludzi żyje stereotypami, wpajanymi od dziecka (przez szkołę/rodzinę/środowisko) i nawet nie zdają sobie z tego do końca sprawy.
Historia jest świetną nauką (wiem, jestem stronnicza :-P ) także dlatego, że sięgając po różne źródła i opracowania (także te skrajne, pisane z tezą) nie tylko można poznać jakieś wydarzenie/postać/mechanizmy, ale także zobaczyć interpretację przez różne osoby.
Uczy to obiektywizmu, choć ten nigdy nie jest stuprocentowy :wink: , jesteśmy tylko ludźmi.


Lubiłam dyskusje np. w liceum czy na studiach, gdy losowaliśmy czy jesteśmy w grupie "za" czy "przeciw", po czym był rzucany temat. I nieważne jakie były nasze prywatne zapatrywania, musieliśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę, żeby argumentować (przekonująco!) za wylosowaną opcją. :mrgreen: Poszerza to horyzonty i uczy tolernacji, gdy widzi się, że "przeciwnik" też ma "swoją rację".

Admete - Pon 31 Lip, 2023 14:32

Hmmm...to aż tak bardzo negatywnie do socjalizmu nastawiona nie byłam, bo mojej rodzinie miniony system dawał więcej niż okres przedwojenny. To nie jest tak, że cały okres powojenny jest wielkim złem, a II RP, to kraina mlekiem i miodem płynąca.
U mnie teraz Kazimierza Sowy "Niewierni wierni".

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5068818/niewierni-wierni-rozmowy-o-prawdziwym-kosciele

RaczejRozwazna - Pon 31 Lip, 2023 14:57

Moi dziadek, gospodarz pokroju Boryny, zawsze był antysocjalistą, ale jednocześnie do okresu międzywojennego złudzeń nie miał. Sporo się nasłuchałam jaka była bieda, jak kobiety pracowały cały dzień w polu u pana lub plebana za bochenek chleba i jak ksiądz proboszcz wraz z wypełnionym kościołem czekał godzinami z mszą na spóźniającego się Potockiego. Ale jednocześnie ludzie mogli wyjeżdżać do Stanów czy Francji na zarobek i nie byli na świecie ludźmi drugiej kategorii jak za PRL. Poprzedni system był najbardziej kompleksogennym systemem jaki można sobie wyobrazić i wciąż zbieramy tego owoce.
Aragonte - Pon 31 Lip, 2023 15:20

Admete napisał/a:
Hmmm...to aż tak bardzo negatywnie do socjalizmu nastawiona nie byłam, bo mojej rodzinie miniony system dawał więcej niż okres przedwojenny. To nie jest tak, że cały okres powojenny jest wielkim złem, a II RP, to kraina mlekiem i miodem płynąca.

Moi rodzice dzięki zmianie ustroju mieli szansę na awans społeczny i nie tylko, inaczej by raczej nie ukończyli szkół i nie zostali nauczycielami, nie wybudowali domu itd. :) A bieda przed wojną (oceniam na podstawie ich opowieści) była straszna i po wojnie też mocno kiepsko to wyglądało.
We mnie raczej istniała niejaka podejrzliwość i uprzedzenia wobec środowiska "dziedziców" :-P czyli akurat na odwrót niż u Tamary :wink:

Admete - Pon 31 Lip, 2023 20:46

U mnie też - nie fascynowałam się nigdy żadną "arystokracją" i do tej pory nie rozumiem ludzi, którzy interesują się życiem rodziny królewskiej w Anglii.
RaczejRozwazna napisał/a:
Ale jednocześnie ludzie mogli wyjeżdżać do Stanów czy Francji na zarobek i nie byli na świecie ludźmi drugiej kategorii jak za PRL. Poprzedni system był najbardziej kompleksogennym systemem jaki można sobie wyobrazić i wciąż zbieramy tego owoce.


A niektórzy w mojej rodzinie wyjeżdżali za komuny do USA i teraz sobie dobrze żyją. Do Francji też przed wojna wyjeżdżali na zarobek, ale czasem była taka bieda i taki brak wykształcenia, że niewiele się dawało zrobić. Po wojnie też cudów nie było, ale przynajmniej szkoła miała najpierw 7, a potem 8 klas, a tato za darmo skończył szkołę górniczą i za darmo miał internat, wyżywienie. Nawet wojsko dobrze wspomina, bo był w kompanii reprezentacyjnej i bywał przy różnych uroczystościach na Okęciu, przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Nie gloryfikuję PRL, nie mam ochoty do niego wracać, ale rozumiem perspektywę takich osób jak moi rodzice.

Tamara - Wto 01 Sie, 2023 11:38

annmichelle napisał/a:
Tamara - super że wyzbywasz się uprzedzeń/stereotypów/naleciałości "ideowych"! :-)
Większość ludzi żyje stereotypami, wpajanymi od dziecka (przez szkołę/rodzinę/środowisko) i nawet nie zdają sobie z tego do końca sprawy.
Historia jest świetną nauką (wiem, jestem stronnicza :-P ) także dlatego, że sięgając po różne źródła i opracowania (także te skrajne, pisane z tezą) nie tylko można poznać jakieś wydarzenie/postać/mechanizmy, ale także zobaczyć interpretację przez różne osoby.
Uczy to obiektywizmu, choć ten nigdy nie jest stuprocentowy :wink: , jesteśmy tylko ludźmi.

No właśnie cały problem jest w tym, że kiedy w dzieciństwie czy młodości taki stereotyp wyryją ci w mózgu żelaznym rylcem , i przy okazji ten mózg lekko wypiorą czy choćby chowają cie w izolacji, często po pierwsze nie zdajesz sobie sprawy z tego sprania i wbitych stereotypów, po drugie masz ten mózg tak uformowany, że cholernie trudno jest zacząć myśleć niezależnie i krytycznie . U mnie pod wieloma względami tak właśnie było, a to strasznie zawęża, ogranicza i zubaża odbiór świata, nie mówiąc o własnej osobowości. W przypadku tej konkretnej książki było tak, że stereotyp od razu dał o sobie znać mówiąc na sam widok tytułu Eeee, robotnice , co tu może być ciekawego i w ogóle fu ble. Dlatego tez nie kupiłam jej od razu po ukazaniu się na rynku, a dopiero niedawno na allegro, a w ogóle to wzięłam się za nią dlatego, że czytałam inne książki tej autorki i były świetne, więc uznałam, że tę też wypadałoby przeczytać - no i się zaczęło :wink: Szczerze mówiąc do tej pory czuję nieustający wewnętrzny fikołek psychiczno-intelektualny i naprawdę nie wiem, jakie będą jego dalsze czytelnicze następstwa :wink:

Admete napisał/a:
aż tak bardzo negatywnie do socjalizmu nastawiona nie byłam, bo mojej rodzinie miniony system dawał więcej niż okres przedwojenny. To nie jest tak, że cały okres powojenny jest wielkim złem, a II RP, to kraina mlekiem i miodem płynąca.

Ależ oczywiście że tak , i w pełni się z Tobą zgadzam. ustrój powojenny jakby nie było wprowadził powszechnie dostepna obowiązkową edukację, zlikwidował analfabetyzm, dał możliwości pracy zawodowej, z której można sie było utrzymać, praktycznie każdemu, wprowadził powszechną bezpłatna opieke zdrowotną- absolutnie nie można powiedzieć, że był całkowicie zły. Wiadomo, że przekłamywał historię, że ze względów ideologicznych niszczył pewne grupy ludzi, że gospodarka była prowadzona dramatycznie fatalnie - ale nie było nędzy, bezdomności, żebractwa.

Aragonte napisał/a:
Moi rodzice dzięki zmianie ustroju mieli szansę na awans społeczny i nie tylko, inaczej by raczej nie ukończyli szkół i nie zostali nauczycielami, nie wybudowali domu itd. :) A bieda przed wojną (oceniam na podstawie ich opowieści) była straszna i po wojnie też mocno kiepsko to wyglądało.
We mnie raczej istniała niejaka podejrzliwość i uprzedzenia wobec środowiska "dziedziców" :-P czyli akurat na odwrót niż u Tamary

No dokładnie, to oczy pisałam wyżej. I wcale się niechęci do dziedziców nie dziwię, bo teraz , bo nabyciu jakiejśtam ilości w miarę rzetelnej (jak mi się wydaje) wiedzy, sama ją odczuwam. Tudzież cholera mnie bierze na wszystkie Związki Ziemian i inne tego typu bałwochwalstwa szlachecko-arystokratyczne.

RaczejRozwazna napisał/a:
Moi dziadek, gospodarz pokroju Boryny, zawsze był antysocjalistą, ale jednocześnie do okresu międzywojennego złudzeń nie miał.

Czyli zdrowy chłopski rozum, wyważone spojrzenie na rzeczywistość , rzecz bezcenna. Co do socjalizmu - chyba nigdy nie miał u nas dobrej passy z dwóch względów - w rozwarstwionym majątkowo społeczeństwie był arcyniewygodny dla tych, którzy mieli, a ci, którzy chcieli go wprowadzać w życie, nie potrafili znaleźć przekonującej drogi do umysłów tych, którzy nie mieli.

Admete napisał/a:
nie fascynowałam się nigdy żadną "arystokracją" i do tej pory nie rozumiem ludzi, którzy interesują się życiem rodziny królewskiej w Anglii.

Bzik na punkcie arystokracji i rodzin królewskich to moim zdaniem leczenie osobistych kompleksów niższości, chociaż interesowanie się życiem arystokracji - tej historycznej, nie współczesnej - może być bardzo ciekawe i poszerzać wiedzę. Oczywiście nie mówie o ślepym zachwycie nad balami, polowaniami i próżniactwem, do czego to się najczęściej sprowadza, ale nie da się ukryć, że - przynajmniej u nas - arystokracja i jej poczynania miały spory wpływ i na politykę i na sytuację gospodarczą i na sytuację społeczną w kraju , i wśród masy próżniaków byli też tacy, którzy na szacunek przez swoje osobiste osiągnięcia zasługiwali . Ponadto mieli swój wkład w rozwój sztuki i kultury materialnej , no i poza wszystkim byli zwykłymi ludźmi z krwi i kości , którzy tak samo jak inni musieli jeść, spać, wychowywali dzieci, chorowali, mieli jakieś tam poglądy na różne sprawy itp , i ta ludzka strona ich życia też jest fascynująca, a przy okazji pomaga zrozumieć dlaczego tak a nie inaczej toczyła się historia naszego kraju.
Nota bene uważam, że nauczanie historii w szkołach ograniczone do historii politycznej jest beznadziejne i wzorcowo wręcz zniechęcające, o ileż ciekawsza byłaby historia życia codziennego, kultury materialnej, obyczaju, na tle której rozwijały się takie czy inne wydarzenia polityczne , łatwiej zrozumiałe niż całkowicie wyrwane z kontekstu całości dawnych dziejów. jaki dzieciak szkolny ma pożytek z tego, że dowiaduje się, że był sobie np. Mieszko co się hajtnął z Dobrawą i ochrzcił ? Po co , dlaczego, do czego to przypiąć , a potem tylko kolejne wojny i królowie naparzający się o ziemie i wygrane bitwy do zapamiętania :confused3: no ale to mój osobisty pogląd i nie zamierzam nikogo nań nawracać, tym bardziej że i tak nie mam wpływu na program szkolny :wink:

Co do strat/zysków mojej rodziny na skutek zmiany ustroju - temat przedwojnia był tabu, temat lat powojennych w sumie też, nie mówiło się prawie w ogóle o przeszłości. Generalnie na pewno pogorszył się wszystkim status materialny i poczucie bezpieczeństwa , cały PRL wszyscy milczeli o przeszłości , żeby któreś z nas czegoś gdzieś nie chlapnęło, więc my też żyliśmy w poczuciu zagrożenia i konspiracji.

Admete - Wto 01 Sie, 2023 12:14

Dlatego na polskim próbuję trochę inaczej pokazać historię, ale czasu na to brak.
annmichelle - Wto 01 Sie, 2023 12:32

Rozumiem, co kierowało osobą, która gdy (wieki temu) na pytanie co studiuję, odparłam, że historię, to usłyszałam "uczysz się się o trupach i same daty". :cool: Pewnie był obciążony doświadczeniem ze szkoły. :-P
Tamara - Wto 01 Sie, 2023 12:43

Admete napisał/a:
Dlatego na polskim próbuję trochę inaczej pokazać historię, ale czasu na to brak.

I szacun za to :oklaski: :oklaski: :oklaski:

annmichelle napisał/a:
"uczysz się się o trupach i same daty". :cool: Pewnie był obciążony doświadczeniem ze szkoły.

Zdecydowanie tak . Ja po szkole nienawidziłam historii chyba najbardziej ze wszystkich przedmiotów, bardziej niż fizyki, matmy i wf, i odkryłam ją dopiero jako zupełnie dorosła, niejako - a w zasadzie dosłownie - od kuchni, od historii kultury materialnej zaczynając. Aczkolwiek na hasło historia polityczna nadal automatycznie dostaję drgawek , a z dat pamiętam tylko dat bitwy pod Hastings i to nie ze szkoły, a z lektur pozaszkolnych, koronację Chrobrego, Grunwald , powstanie listopadowe i styczniowe i wojny pierwszą i drugą. No i wojnę secesyjną bo Scarlett :mrgreen:

Tamara - Pią 04 Sie, 2023 16:03

Czytam sobie tę "Historię brudu" Katherine Ashenburg i nie przeszkadzają mi wszy ani pchły, nic mnie nie swędzi, natomiast psychicznie duszę się od smrodu :lol: czuję go gdzieś głęboko w mózgu i to jest straszne.
Aragonte - Pią 04 Sie, 2023 17:59

Tamara napisał/a:
Czytam sobie tę "Historię brudu" Katherine Ashenburg i nie przeszkadzają mi wszy ani pchły, nic mnie nie swędzi, natomiast psychicznie duszę się od smrodu :lol: czuję go gdzieś głęboko w mózgu i to jest straszne.

Ale dobra książka, prawda? :-D

Tamara - Pią 04 Sie, 2023 22:50

Dobra, owszem. Porównam ją jeszcze z Historią brudu i czystości :-P
Admete - Pią 11 Sie, 2023 08:48

Po przeczytaniu dwóch kryminałów czytam teraz "Historię brudu" Katherine Ashenburg - faktycznie dośc obrzydliwe czasami.

Kryminały napisał Mieczysław Gorzka, ale po dwóch już się znudziłam. Za dużo kombinacji, takie małe jump the shark tu i tam.

Tamara - Pią 11 Sie, 2023 11:20

Admete napisał/a:
czytam teraz "Historię brudu" Katherine Ashenburg - faktycznie dośc obrzydliwe czasami.

Etam obrzydliwe :-P co prawda przez część rozdziałów czułam w mózgu fetor menelski, ale poza tym nic tam takiego specjalnie obrzydliwego nie było . Za to szalenie mnie zaciekawiła historia rozwoju i upowszechnienia instalacji sanitarnych w XIX wieku, zwłaszcza w USA, nie miałam o tym pojęcia.

Admete - Pią 11 Sie, 2023 14:45

Teraz czytam o XIX wieku.
RaczejRozwazna - Pią 11 Sie, 2023 14:52

Czytam kolejny tom Lustrzanny i "Generałów" Ćwielucha. Pouczająca ta ostatnia lektura, zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie.
Trzykrotka - Sob 12 Sie, 2023 08:58

Ja sobie przeplatam kryminał Siembiedy japonszczyzną. Po Zanim wystygnie kawa, Fotograf utraconych wspomnień. Jakoś bardzo ujmujące są te małe powieści.
RaczejRozwazna - Sob 12 Sie, 2023 11:05

O, spróbuję tę japonszczyznę. :kwiatek:
Admete - Sob 12 Sie, 2023 11:34

Jakiś czas temu czytałam coś japońskiego o księgarni :mysle:

Moje dni w antykwariacie Morisaki



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group