Literatura - Proza i poezja - To czytamy - mole książkowe w akcji ;) Odsłona IV
BeeMeR - Nie 19 Lut, 2023 18:03
| Agn napisał/a: | | Przeciez dzieci tez lubia sie wyrywac - takie zachowanie tez widzialam. | To się takiego malca bierze na ręce przed przejściem. I tak za każdym razem, aż osiągnie taki wiek, że wystarczy wziąć go za rękę. A potencjalny rowerek/hulajnoga itp nie ucieknie, może stać przy nodze. Te kilka pierwszych lat trzeba dziecku przede wszystkim zapewnić u bezpieczeństwo. I tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. Milion razy, jeśli trzeba. Kiedyś wreszcie załapie
Tamara - Pon 20 Lut, 2023 08:36
Dokładnie póki samo nie ogarnia, po prostu zabezpiecza się je przed niebezpiecznymi sytuacjami. Bierze się na ręce/za rękę, usuwa z zasięgu rąk gorące przedmioty, blokuje wejście do kuchni, nie zostawia samego w domu, zakłada blokady na klamki okien, uniemożliwia dostęp do leków i substancji potencjalnie niebezpiecznych, pilnuje nad wodą czy w lesie.
annmichelle - Pon 20 Lut, 2023 09:12
Krótko mówiąc: trzeba mieć oczy dookoła głowy, szczególnie od czasu gdy dziecko zaczyna wstawać i chodzić. Wtedy większość matek z rozrzewnieniem zaczyna wspominać czas, gdy maluch leżał w łóżeczku.
Ja akurat jestem z tych uważających matek i starałam się unikać ryzykownych sytuacji, po prostu często rezygnowałam z pewnych rzeczy, miejsc, wyjść, bo bezpieczeństwo dzieci było dla mnie najważniejsze. Nie jestem nadopiekuńcza, po prostu mam rozwiniętą wyobraźnię (przewidywanie co może się ewentualnie wydarzyć) i kocham swoje dzieci.
Nie rozumiem rodziców, którzy dopuszczają dzieci do groźnych ras psów ("on jest łagodny"), nie zabezpieczają oczek wodnych w ogrodzie, puszczają samopas (a tu tatuś wyjeżdża samochodem z garażu lub traktorem) - to jest głupota i brak odpowiedzialności.
Natomiast: NIGDY nie da się uniknąć wszystkich niebezpieczeństw. Po prostu się nie da.
Dzieci są pomysłowe, nie czują (do pewnego wieku) strachu, nie myślą "łańcuchowo" (czyli, jak zrzucę szklankę gorącej herbaty to się oparzę, jak wejdę "na coś" to muszę jakoś zejść, itd.).
Pewnie każda z nas zna sytuacje z życia (lub z własnego doświadczenia), gdzie doszło do wypadku lub mogło dojść, mimo, że rodzice/opiekunowie mieli dziecko "na oku".
Statystycznie każdy niemowlak 2 razy spada rodzicom (z łóżka, kanapy, itd.) na podłogę. I nie chodzi o "patolkę", która zostawia go na cały dzień samego. Teraz kwestia: z jak wysoka spadnie, na co (twarda podłoga, dywan) i którą częścią ciała uderzy jako pierwszą.
Jak mówiłam - oczy dookoła głowy.
BeeMeR - Pon 20 Lut, 2023 10:21
Ja dlugo byłam pewnie trochę nadopiekuńcza, ale mam dwa ruchliwce a teren duży, nieogrodzony. Długo nie było opcji, żeby ich zostawić samych na podwórku choćby na chwilę. Gdy Adam miał około dwa lata, jego ulubioną rozrywką było uciekanie w dół podjazdu, w stronę drogi - cośmy się go nagonili to nasze raz go teść złapał tuż przed autem, ja już byłam wtefy w dość zaawansowanej ciąży z Anią, bieganie kiepsko mi szło.
A przed każdym skrzyżowaniem czy to w Krakowie czy gdzie indziej dziecko na ręce, za ręce, ale mocno. Na ruchomych schodach też. I wszędzie, gdzie trzeba. Nikt nie mówił, że rodzicielstwo jest łatwe. To najbardziej czasochłonna i finansochłonna praca.
Pamiętam paskudny wypadek na Matecznym kilka lat temu, berbeć wyrwał się ojcu i wpadł tuż pod auta, tata został z rowerkiem w drugiej ręce.
A wystarczyło pilnować dziecka, durny rowerek nie ucieknie.
RaczejRozwazna - Pon 20 Lut, 2023 12:05
Przeczytałam Wszyscy wiedzieli Korwin Piotrowskiej o nadużyciach w łódzkiej filmówce. Chwilami to wstrząsające jest.
Tamara - Pon 20 Lut, 2023 12:11
| annmichelle napisał/a: | | NIGDY nie da się uniknąć wszystkich niebezpieczeństw. Po prostu się nie da. |
Tutaj bym polemizowała. Nie uniknie się siniaków czy rozbitego czoła albo drzazgi w palcu, ale rzeczy naprawdę niebezpiecznych można uniknąć.
| annmichelle napisał/a: | | Statystycznie każdy niemowlak 2 razy spada rodzicom |
a z tym też bym polemizowała . Statystycznie jeżeli ktoś ma zwierzę w domu , to ma trzy nogi praktycznie wypadków ze dziecko spada z kanapy nie jest wcale tak dużo, żeby na każdego niemowlaka wypadały dwa.
Natomiast zdecydowanie zgadzam się z oczami dookoła głowy, to jest niestety konieczne. Plus wyobraźnia , bo same oczy nie wystarczą. trzeba jeszcze pomyśleć, że małe dziecko ściągnie na siebie obrus, wejdzie w garnek stojący na podłodze, obleje się płynem do udrażniania rur albo go wypije, że zachłyśnie się orzeszkiem, albo wsadzi groch do nosa. takich rzeczy można uniknąć przy odrobinie pomyślunku.
Trzykrotka - Pon 20 Lut, 2023 14:05
Może warto przenieść rozmowę o wychowaniu do odpowiedniego wątku?
| RaczejRozwazna napisał/a: | Przeczytałam Wszyscy wiedzieli Korwin Piotrowskiej o nadużyciach w łódzkiej filmówce. Chwilami to wstrząsające jest. |
Nie wątpię, że działo się dużo złego, ale jest też druga strona medalu. Mam przyjaciółkę poniekąd z podobnego środowiska - wykładowczynię akademicką i filmoznawczynię. Pilnie śledziła przebieg całej ubiegłorocznego trzęsienia ziemi wokół szkół teatralnych - to, co od niej usłyszałam trochę mnie zastanowiło. Ksiązki - od razu mówię - nie czytałam.
RaczejRozwazna - Pon 20 Lut, 2023 14:20
A możesz napisać coś więcej?
Myślę, że w szczegółach mogą być różne zdania - opinie o różnych opisanych zdarzeniach mogą być różne. Natomiast kluczowe jest to - co wynika z wszystkich wywiadów - że system jest totalnie przemocowy bo zbudowany na twierdzeniach: musimy ich złamać bo poźniej i tak praktyka zawodowa ich zlamie; aktora z nieobecności na probie zwalnia tylko własna śmierć etc.. No przepraszam co to jest? Aktor Winkelriedem narodów?
Trzykrotka - Pon 20 Lut, 2023 14:47
Napiszę wieczorem, muszę mieć więcej czasu
No cóż, zawód aktora jest specyficzny i jednak nauczanie go wymaga pewnego przełamania. Nie mówię złamania, to się raczej nazywa otwieraniem. Aktor po to chodzi do szkoły, żeby - trywialnie mówiąc - ani nie być w praktyce kompletnym drewnem (taki nie pootwierany) ani żeby go emocje nie zżarły. Tam ma nabyć techniki. Ta technika w dużej części polega na fizyczności i często może kojarzyć się z przymusem. A już na pewno z naruszaniem granic osobistych - bez dotyku się nie obejdzie. Moja przyjaciółka mówi, że po ubiegłym roku to "otwieranie" jest zakazane. Nie chcę nawet myśleć, jakich aktorów nam to da. Podejrzewam, że wyłącznie absolwentów akademii teatralnej. Mówiła mi też, że specjalnie wyszukała w internecie zapis zajęć jednej z wykładowczyń, na którą skarżyli się studenci. Kobieta ma mocną osobowość i sarkastyczną naturę, ale jej zajęcia były rewelacyjne, prowadzone z dużym zaangażowaniem i twórczo. Moja przyjaciółka - wieloletnia pracownica naukowa - mówi, że dla niej cała ta afera w dużej mierze rozpętana jest przez kiepskich studentów, po prostu.
RaczejRozwazna - Pon 20 Lut, 2023 15:38
Jeśli myślę o tej samej pedagożce - bo tu jednak były różne opinie o niej - to przegięła na maksa nie pozwalając Koroniewskiej opuścić próby w dniu śmierci matki przez co ta nie zdążyła się z nią pożegnać
To nie jest normalne niezależnie od tego jakiej miary jest aktor/pedagog.
Nie zgodzę się, że otwieranie polega na łamaniu. Jednak artyści to specyficzni, bardzo wrażliwi ludzie i naprawdę nie o to chodzi. Poza tym - przyznajmy to uczciwie - przez kilkuetapowe egzaminy wstępne przechodzi max dwadzieścia osób z kilkuset. Pedagodzy wielkiej miary mają naprawdę możliwość wyłowienia talentów.
Akurat w opisywanych historiach kwestia dotyku była dość marginalna. Chodzilo zasadniczo o notoryczne łamanie granic psychicznych, intymnych, fizycznych w celach niczym nieuzasadnionych.
annmichelle - Pon 20 Lut, 2023 18:23
| Tamara napisał/a: | | annmichelle napisał/a: | | NIGDY nie da się uniknąć wszystkich niebezpieczeństw. Po prostu się nie da. |
Tutaj bym polemizowała. Nie uniknie się siniaków czy rozbitego czoła albo drzazgi w palcu, ale rzeczy naprawdę niebezpiecznych można uniknąć. |
Nie zawsze. Nie zdajemy sobie do końca sprawy ile niebezpieczeństw zagrażających zdrowiu czy życiu czyha na nas w naszych czterech ścianach lub w ogrodzie.
I nie chodzi o to, że dziecko zostawi się samopas, czasem to nawet nie są sekundy, a sekunda.
Znam "z życia" przynajmniej dwie sytuacje, gdzie trzeba było być "Panem Bogiem", żeby uniknąć nieszczęścia - to była sekunda, dwie - stało się. Chodziło o ciężkie wypadki zakończone operacjami. W takich sytuacjach naprawdę dziękuję, że nie byłam na miejscu dorosłych, którzy byli przy tym obecni....
| Tamara napisał/a: | | praktycznie wypadków ze dziecko spada z kanapy nie jest wcale tak dużo, żeby na każdego niemowlaka wypadały dwa. |
Nie sądzę, żeby pediatra ze szpitala dziecięcego mnie kłamał.
Ode mnie EOT (chyba, że moderatorki wydzielą dyskusję do tematu "dzieciowego", jak zaproponowała Trzykrotka).
Agn - Pon 20 Lut, 2023 18:50
Ja tylko ze swej strony bardzo dziekuje za odpowiedzi. Dla mnie to naprawde kosmos.
Tylko pozwole sobie na jedno:
| BeeMeR napisał/a: |
Pamiętam paskudny wypadek na Matecznym kilka lat temu, berbeć wyrwał się ojcu i wpadł tuż pod auta, tata został z rowerkiem w drugiej ręce.
A wystarczyło pilnować dziecka, durny rowerek nie ucieknie. |
Wydaje mi sie, ze to niesprawiedliwa ocena - sama napisalas, ze dziecko sie wyrwalo. I o to mi caly czas sie rozchodzi. Wg mnie ciezko jest non stop trzymac dziecko na rekach lub sciskac mu tak samo mocno lapke - dorosly jest silniejszy, ale tez ma kres wytrzymalosci. :/
I (wiem, jestem tylko teoretykiem!) zgodze sie z Annmichelle - nie da sie na 100% od wszystkiego ustrzec. Zeby to osiagnac trzeba by z dzieckiem nigdzie nie wychodzic i przez caly dzien wylacznie sie na nie gapic, bez mozliwosci wyjscia do wc. Sytuacja, ktora brzmi mi cokolwiek horrorowo. :/
BeeMeR - Pon 20 Lut, 2023 18:57
Kanapa jest z reguły niska, rzeczony upadek to nie koniec świata - a upadkom z wyższych najczęściej terenów można zapobiec - przede wszystkim nie zostawia się dziecka samego - tylko tyle i aż tyle. Jasne, że nie przewidzi się wszystkiego, ale wielu rzeczom można zapobiec po prostu będąc w tym samym pomieszczeniu, a nie dwa pokoje dalej, z oczami przy komputerze albo w smartfonie.
Na placach zabaw pełno jest smartfonowych rodziców malutkich dzieci.
Osobiście nigdy nie rozumiałam też zostawiania dziecka w aucie "bo idę na zakupy i mi będzie przeszkadzać"
BeeMeR - Pon 20 Lut, 2023 19:11
| Agn napisał/a: | | sama napisalas, ze dziecko sie wyrwalo. I | Oczywiście, ale moi tez się nieraz wyrywali - często oboje na raz w przeciwne strony, to był dopiero kosmos. Półtora roku różnicy to mało, Adam równał do Ani Raz złapałam delikwenta za kaptur w ostatniej chwili - czy też bluzę, bo mi dłoń wysmyknął a drugą ręką trzymałam Anię. Od tamtej pory trzymałam łapki jak w imadle, za nadgarstek a nie dłoń. Dobrze, że mam tylko dwójkę bo i ręce mam tylko dwie. Są inne metody - przypiąć dziecko szelkami do wózka (moi od najmłodszych lat nie bardzo współpracowali wózkowo).
Może jestem ostra, bo to mnie okropnie wtedy trzepnęło, że ktoś trzyma rowerek, a nie dziecko. Pi***yć rowerek. Sorry.
To taki wypadek, którego nie zapomnę nigdy, nawet jeśli nie byłam de facto świadkiem. Ogromnie współczuję, nie wiem czy sama umiałabym się pozbierać po takiej tragedii, ale serio uważam, że można było lepiej upilnować dziecko, po prostu trzeba skupić się na nim w 100 %, zwłaszcza tuż przy ruchliwej drodze.
annmichelle - Pon 20 Lut, 2023 19:15
| BeeMeR napisał/a: | Osobiście nigdy nie rozumiałam też zostawiania dziecka w aucie "bo idę na zakupy i mi będzie przeszkadzać" |
Tego też nigdy nie zrozumiem.
"Mundra" mamusia próbowała mi kiedyś wytłumaczyć, że "przecież zimą można zostawić na 5 minut" (w domyśle - dziecko się nie przegrzeje), a ja jej na to - a co gdy inny samochód "stuknie" na parkingu Twój, w którym jest dziecko? Co jeśli dziecko się obudzi, a tu mamusi nie ma? Co jeśli się zachłyśnie? Co jeśli wpadnie w histerię i będzie spazmatycznie płakać przez cały czas kiedy ciebie nie będzie?
Pomijam już przypadki włamań, czy próby kradzieży samochodu...
Moderatorki - przenieście może lub skopiujcie te posty?
Agn - Pon 20 Lut, 2023 19:30
| BeeMeR napisał/a: | | Raz złapałam delikwenta za kaptur w ostatniej chwili - czy też bluzę, bo mi dłoń wysmyknął a drugą ręką trzymałam Anię. |
No i widzisz - szczesliwie i fuksem zlapalas. Tamten facet nie zlapal. A gdyby ci sie nie udalo? Nie, wole tego nawet nie roztrzasac. Ciesze sie, ze zlapalas za kapotke.
Zostawianie dziecka w samochodzie to idiotyzm do entej. Psa bym tak nie zostawila, do ciezkiej i niespodziewanej grypy, a co dopiero malego czlowieka.
Trzykrotka - Pon 20 Lut, 2023 19:33
| RaczejRozwazna napisał/a: | Jeśli myślę o tej samej pedagożce - bo tu jednak były różne opinie o niej - to przegięła na maksa nie pozwalając Koroniewskiej opuścić próby w dniu śmierci matki przez co ta nie zdążyła się z nią pożegnać |
Nie chodzilo mi o tę panią, ale o inną, bliżej domu.
Co do tej paskudnej zresztą historii Koroniewskiej: dziecku mojej koleżanki nie pozwolono zwolnić się z jednego dnia zajęć na Akademii Medycznej w Krakowie. Bo nauka jest święta i tego się nie nadrobi. A ona miała wieczorem tego dnia operację mózgu w Bydgoszczy. Nic się nie liczyło, musiała na zajęciach siedzieć do popołudnia. Ile z nich w tej sytuacji skorzystała? Domyślmy się. Jak widać, nie są to historie ograniczone do szkól artystycznych.
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Nie zgodzę się, że otwieranie polega na łamaniu. |
No właśnie to napisałam, że otwieranie to nie łamanie. Otwieranie jednak polega na przełamywaniu własnych barier. Dla jednych to będzie jakaś fizyczność, dla innych niekoniecznie, pamiętam jak któryś z rektorów (Trela? Stuhr?) opowiadał jak to pewnego dnia wchodząc do sali wykładowej zobaczył studentkę, bardzo grzeczną i spokojną dziewczynę, jak ze łzami w oczach i purpurowa na twarzy wykrzykiwała: Mam w dupie rektora Trelę! (czy tam Stuhra.) Wykładowca wyjaśnił, ze właśnie próbuje tę zbyt grzeczną osobę otworzyć. Jak dla mnie, to nie jest szczególnie inwazyjne, mnie przydałoby się takie ćwiczenie. Bywa gorzej i czasami potrzebne są ostrzejsze środki. Jak mówię - teraz otwierać nie wolno, nie wolno zadawać żadnego gwałtu psychice tych delikatnych roślinek ze szkół aktorskich i za moment będziemy mieli na ekranach same Mroczki i Cichopki. A w teatrach - nikogo.
Jak mówię - tej książki nie czytałam. Może jeśli przeczytam, to bardziej konkretnie będzie można podyskutować
RaczejRozwazna - Pon 20 Lut, 2023 19:47
Wiem o co Ci chodzi. Niemniej w książce nie było mowy o takim rodzaju przełamywania siebie, swoich kompleksów i zahamowań tylko o konkretnych przykładach niszczącego łamania, niemającego nic wspólnego z otwieraniem. Np. Nie chodzi o samo polecenie rozebrania się tylko o sposób w jaki się to polecenie egzekwuje - kategorycznie, w trakcie trwającej próby, bez przygotowania i bez żadnego uzasadnienia charakterem sceny itp. Aktorka, która skarżyła się na traumę związaną z tą sytuacją nie miała poźniej, w bardziej sprzyjających warunkach, problemu ze scenami rozbieranymi, a do jednej wracała wciaż z poczuciem przekroczenia jej granic.
Więc jeśli reakcja w szkołach teatralnych polegała na ogólnym zakazie dotyku albo podniesienia głosu to znaczy, że środowisko nic z tego nie zrozumiało
A psychopatow można spotkać rzeczywiście wszędzie, a propos szkoły medycznej.
BeeMeR - Pon 20 Lut, 2023 19:56
Agn, to straszna tragedia, wypadek, wiem, i strasznie mi żal dziecka oraz rodziców. Ale może gdyby bardziej się skupił na dziecku niż rowerku to też by złapał? Od kilku lat zadaję sobie to pytanie. Tak czy inaczej to niedopatrzenie rodzica - jego odpowiedzialność.
Jak mi czteroletnia Ania skakała po łóżku i uderzyła głową w kaloryfer to też była moja wina, a nie jej, bo nie dość szybko dobiegałam. A ona oczywiście nie reagowała na "nie skacz". To zawsze jest odpowiedzialność rodzica/opiekuna, dopóki dziecko nie podrośnie i samo nie stanie się dorosłe. Takie jest przynajmniej moje zdanie.
Tamara - Wto 21 Lut, 2023 09:31
| annmichelle napisał/a: | | Nie zawsze. Nie zdajemy sobie do końca sprawy ile niebezpieczeństw zagrażających zdrowiu czy życiu czyha na nas w naszych czterech ścianach lub w ogrodzie. |
Jednak znakomita większość rodziców jest w stanie przewidzieć zagrożenia i im zapobiec. Wypadkom ulega niewielki procent dzieci.
| annmichelle napisał/a: | | Nie sądzę, żeby pediatra ze szpitala dziecięcego mnie kłamał. |
na pewno nie kłamał, natomiast liczba dzieci, z jaką spotyka się w ciągu roku lekarz na oddziale ma się nijak do liczby dzieci, jaką ma w rekach w ciągu roku lekarz przychodniany. Ja przyjmuję przeciętnie około setki tygodniowo, czasem więcej, przed czasami komputera było to swobodnie ok 150. Lekarz na oddziale ma pod opieką kilkoro , które nie mogły zostać zaopatrzone w przychodni. Oddział jest na końcu sita filtrującego pacjentów, więc jeżeli pracujesz na oddziale, widzisz same ciężkie przypadki. Kiedy miałam chirurgię podczas specjalizacji, mogłam swobodnie odnieść wrażenie, że co drugie małe dziecko ulega ciężkim poparzeniom , tymczasem jest to jedno na ileśtam set czy ileś tysięcy.
Tamara - Wto 21 Lut, 2023 09:39
| Trzykrotka napisał/a: | | dziecku mojej koleżanki nie pozwolono zwolnić się z jednego dnia zajęć na Akademii Medycznej w Krakowie. Bo nauka jest święta i tego się nie nadrobi. |
Tak jest na wszystkich uczelniach medycznych, bo nie ma możliwości odrabiania zajęć. Ewentualnie mogą zwolnić pod warunkiem zaliczenia z inną grupą - jeżeli jest to możliwe.
| BeeMeR napisał/a: | | To zawsze jest odpowiedzialność rodzica/opiekuna, dopóki dziecko nie podrośnie i samo nie stanie się dorosłe. Takie jest przynajmniej moje zdanie. |
Amen 99% wypadków i nieszczęśliwych zdarzeń z udziałem dzieci można uniknąć, jeżeli by rodzice przedtem pomyśleli, co może się stać w danym miejscu.
Trzykrotka - Wto 21 Lut, 2023 09:43
| Tamara napisał/a: |
Tak jest na wszystkich uczelniach medycznych, bo nie ma możliwości odrabiania zajęć. Ewentualnie mogą zwolnić pod warunkiem zaliczenia z inną grupą - jeżeli jest to możliwe.
|
Brak w tym trochę sensu, bo dziewczynie tego samego dnia otwarto czaszkę, wycięto guz i pozostała potem na długim zwolnieniu. Jakie więc znaczenie miało trzymanie jej na uczelni do ostatniej chwili? Jej matka do dziś wspomina, jaką traumę przeżyli gnając z Krakowa do tej Bydgoszczy.
Tamara - Wto 21 Lut, 2023 09:47
| annmichelle napisał/a: | | Nie zdajemy sobie do końca sprawy ile niebezpieczeństw zagrażających zdrowiu czy życiu czyha na nas w naszych czterech ścianach lub w ogrodzie. |
To trzeba kupić sobie jakiś podręcznik mówiący o opiece nad dzieckiem do lat trzech, tam jest dokładnie opisane, jak dzieci się zachowują i co im grozi oraz jak tego uniknąć. Zabezpieczenie dziecka przez wypadkiem to nie jest wiedza tajemna, ale wymaga stałej uwagi i wysiłku ze strony rodziców i zmian sposobu życia na jakiś czas, póki dziecko nie będzie na tyle kumate, że zrozumie czego nie wolno. Może w ten sposób : która z nas uległa ciężkiemu wypadkowi w dzieciństwie, typu zadławienie, połknięcie ciała obcego, masywne poparzenie, zatrucie chemikaliami, upadek zakończony poważnym urazem typu złamanie , potrącenie przez pojazd, podtopienie w otwartym zbiorniku wodnym? Mówię o wypadkach przed skończeniem 4 lat.
RaczejRozwazna - Wto 21 Lut, 2023 10:40
| Trzykrotka napisał/a: | | Tamara napisał/a: |
Tak jest na wszystkich uczelniach medycznych, bo nie ma możliwości odrabiania zajęć. Ewentualnie mogą zwolnić pod warunkiem zaliczenia z inną grupą - jeżeli jest to możliwe.
|
Brak w tym trochę sensu, bo dziewczynie tego samego dnia otwarto czaszkę, wycięto guz i pozostała potem na długim zwolnieniu. Jakie więc znaczenie miało trzymanie jej na uczelni do ostatniej chwili? Jej matka do dziś wspomina, jaką traumę przeżyli gnając z Krakowa do tej Bydgoszczy. |
Dokładnie to samo było z Koroniewską. Po wszystkim ogarniała pogrzeb bo była z tym sama zatem i tak nie brała udziału w zajęciach i próbach.
Tamara - Wto 21 Lut, 2023 11:59
| Trzykrotka napisał/a: | | Tamara napisał/a: |
Tak jest na wszystkich uczelniach medycznych, bo nie ma możliwości odrabiania zajęć. Ewentualnie mogą zwolnić pod warunkiem zaliczenia z inną grupą - jeżeli jest to możliwe.
|
Brak w tym trochę sensu, bo dziewczynie tego samego dnia otwarto czaszkę, wycięto guz i pozostała potem na długim zwolnieniu. Jakie więc znaczenie miało trzymanie jej na uczelni do ostatniej chwili? Jej matka do dziś wspomina, jaką traumę przeżyli gnając z Krakowa do tej Bydgoszczy. |
A czy w naszym systemie edukacji ktoś widział kiedyś jakiś sens ? Bo ja nie.
|
|
|