Literatura - Proza i poezja - "Jeżycjada"
Anonymous - Sob 12 Lis, 2011 19:31
| nicol81 napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | nicol81 napisał/a: | Ale wtedy tego koniecznego czasu samotności nie ma matka pracująca, która z towarzystwa współpracowników wkracza w towarzystwo dzieci |
i to ma byc koronny argument dlaczego kobiety nie powinny pracowac zawodowo? Bo jak kobieta chodzi do pracy, nie moze sobie zorganizowac koniecznego czasu samotnosci... Super !!
W tym momencie rzeczywiscie rece opadaja i brakuje odpowiednich kontrargumentow poza tym, ze widzialy galy co braly |
No nie, sama piszesz, że dzieci mają czas dla siebie w domu, jak są same, gdy rodzice pracują, natomiast tego prawa odmawiasz matkom? |
Nie odmawiam niczego, tylko jako argument jest to po prostu smieszne - nawet jesli bedziesz tego lapsusu dziko bronila.
nicol81 - Sob 12 Lis, 2011 19:41
Tylko że to był kontrargument do twojego, więc dziwne, że na własne argumenty ci ręce nie opadają.
Anonymous - Sob 12 Lis, 2011 20:13
Nicol, ja nie argumentowalam - po prostu snulam luzne uwagi na temat w oparciu o swoje dziecinstwo. Gdziezes Ty tam jakis argument dostrzegla?
Zreszta zakladajac, ze cos takiego bylo (zakladajac wylacznie), to zawsze gadasz glupoty tylko dlatego, zeby dopasowac sie do dyskusji i wspoldyskutanta?
Tamara - Nie 13 Lis, 2011 17:24
| Ania Aga napisał/a: | | Dziewczyny, uważam, że nie jest ważne czy matka pracje, czy zajmuje się domem. Ważne jest jej nastawienie do życia i rodziny . Nie liczy sie ilość czasu poświęcana dzieciom, ale jakość tego kontaktu. |
Nie do końca - dla dziecka ilość też jest ważna . Dorosły może twierdzić , że tylko jakość się liczy , ale to nieprawda . Dziecku potrzebne jest przebywanie z matką .
nicol81 - Nie 13 Lis, 2011 19:07
A wracając na chwilę do M.Musierowicz i Jeżycjady
| Alicja napisał/a: | | Ania Aga napisał/a: | | Jeżycjada jest bajką |
jeszcze 20 lat temu inaczej czytało się ksiażki Musierowicz, inna rzeczywistość była dookoła i inny był odbiór jej książek. Zmienił się świat, a bohaterowie jej książek zamiast napawać optymizmem tylko drażnią |
Mi bardzo podobało jej przedstawianie z krytycznym dystansem PRL-u, jednak na tyle subtelnie, by przejść cenzurę.
Anonymous - Nie 13 Lis, 2011 19:31
| nicol81 napisał/a: | A wracając na chwilę do M.Musierowicz i Jeżycjady
| Alicja napisał/a: | | Ania Aga napisał/a: | | Jeżycjada jest bajką |
jeszcze 20 lat temu inaczej czytało się ksiażki Musierowicz, inna rzeczywistość była dookoła i inny był odbiór jej książek. Zmienił się świat, a bohaterowie jej książek zamiast napawać optymizmem tylko drażnią |
Mi bardzo podobało jej przedstawianie z krytycznym dystansem PRL-u, jednak na tyle subtelnie, by przejść cenzurę. |
Racja. Natomiast w momencie, gdy cenzura juz nie obowiazywala - pozwolila sobie na dosc mocne aluzje. I przyznaje, ze to juz mi sie mniej podobalo...
nicol81 - Nie 13 Lis, 2011 21:01
O "Kalamburkę" chodzi? Pewnie Musierowicz chciała nadrobić to, o czym nie mogła pisać.
Też "Kalamburka" się tym odróznia, że pisana jest z dłuższej perspektywy czasowej. Inne są tworzone "na świeżo".
Anonymous - Nie 13 Lis, 2011 21:54
Ogolnie rzecz biorac, bardzo lubie Kalamburke - i za pomysl i za tresc, ale irytuje mnie fakt pewnego narzucenia pogladow politycznych.
Admete - Pon 14 Lis, 2011 18:28
Jak tak was czytam, to przychodzi mi do głowy, że ja znam inne książki Musierowicz i bardzo miło je wspominam
Tamara - Pon 14 Lis, 2011 21:02
A mnie Kalamburka się najmniej podoba - przez nieznośny nachalny dydaktyzm i kryształowe bohaterstwo Ignacego i Mili od samych pieluch i od urodzenia skrystalizowane prawidłowo poglądy absolutnie na wszystko , co już jest wręcz wstawianiem kitu nie do wytrzymania tudzież podejmowanie przez smarkaczy decyzji godnych doświadczonych dorosłych .
nicol81 - Pon 14 Lis, 2011 21:44
| AineNiRigani napisał/a: | | Ogolnie rzecz biorac, bardzo lubie Kalamburke - i za pomysl i za tresc, ale irytuje mnie fakt pewnego narzucenia pogladow politycznych. |
Trudno by było napisać Kalamburkę w tej postaci bez wyrażania swoich poglądów.
Alicja - Pon 14 Lis, 2011 22:47
| Tamara napisał/a: | | Ania Aga napisał/a: | | Dziewczyny, uważam, że nie jest ważne czy matka pracje, czy zajmuje się domem. Ważne jest jej nastawienie do życia i rodziny . Nie liczy sie ilość czasu poświęcana dzieciom, ale jakość tego kontaktu. |
Nie do końca - dla dziecka ilość też jest ważna . Dorosły może twierdzić , że tylko jakość się liczy , ale to nieprawda . Dziecku potrzebne jest przebywanie z matką . |
popieram Tamarę w całej rozciągłości, jakość kontaktu to koronny argument tych, którzy spędzają z dziećmi ok. 1 godz. dziennie, najczęściej gdy te są już przez kogoś innego wykąpane, nakarmione i grzecznie leżą w łóżeczkach czekajac by mamusia/tatuś, szczęśliwi i spełnieni zawodowo ( bo szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dzieci ) pocałowali je na dobranoc i , jeśli znajdą czas, coś poczytali dziecku. Nie jest w tym wszystkim ważne czy rodzic pracuje, ale ważne jest czy pomimo pracy i obowiązków domowych ma czas dla dzieci.
Jeśli ktoś nie ma czasu dla dzieci, nie powinien mieć dzieci.
ja jako dziecko pracujących rodziców uwielbiałam gdy mama albo tata mieli urlopy, wolne dni itp. Zadrościłam dzieciom, któych mamy były całymi dniami w domu. Moi rodzice byli wspaniali, ale wolałam, żeby byli częściej w domu. Nigdy nie przeszkadzała mi ich obecność i nie musiałam wybywać z domu by od nich odpocząć
Anonymous - Wto 15 Lis, 2011 03:01
| Alicja napisał/a: | Nigdy nie przeszkadzała mi ich obecność i nie musiałam wybywać z domu by od nich odpocząć |
A ja mam tak do dzis - po prostu odczuwam potrzebe przebywania wylacznie w swoim towarzystwie. Rozkoszuje sie samotnymi wycieczkami, czy obserwacja - oczywiscie potem zawsze tesknie i chetnie wracam do ludzi ponownie stajac sie uczestnikiem
Moze to dlatego, ze moi rodzice zawsze prowadzili otwarty dom? Zawsze bylo pelno ludzi, a to przyjaciele taty, a to rodzina, a to moje lub brata kolezanki i koledzy itp. Na ciasto i herbate - mogl liczyc kazdy (jedno i drugie zawsze bylo), a i obiad nie stanowil zadnego problemu (jedynie gdy juz w czasach studenckich sprowadzalo sie kogos na obiad, to obowiazywala zasada, ze jesli zwali sie wiecej niz 3-4 osoby, trzeba dac znac 1-2 godz. wczesniej aby mama miala cas na przygotowanie wiekszej ilosci). Ludzie przesiadywali u nas godzinami i nie bylo to niemile widziane - wrecz przeciwnie, za kazdym razem cieszylismy sie na ponowna wizyte. A w tym wszystkim jeszcze kot, pies i mnostwo dzieciakow
Taka godzina ciszy, potrzebna jest chyba kazdemu i ja od czasu do czasu za nimi tesknilam strasznie. I nadal bardzo wysoko je sobie cenie.
Jak tak sobie mysle, to moj dom rzeczywiscie przypomina mi dom Borejkow - w sensie, ze pierwsze, co mi przychodzi na mysl, to smiech, cieplo i radosc, potem dyskusje, ciasto, remik, rower i podworkowe zabawy. Powiem wiecej - uwazam, ze mialam duzo lepszy dom i dziecinstwo niz ten wyidealizowany swiat Borejkow. Rowniez mialam cieply i kochajacy dom, mimo ze rodzice pracowali (nie mialam dziadkow, wiec byli zdani wylacznie na siebie), ale oprocz tego mialam kolezanki i kolegow z piaskownicy, osoby, ktore nadal sa dla mnie wazne. Mialam wujkow i ciocie - znajomych, z ktorymi moi rodzice utrzymywali przyjaznie wiele lat (i utrzymuja do dzis). Poza miloscia w domu byly po prostu zdrowe relacje miedzyludzkie. U Borejkow - nie tak do konca (jak sie gleboko zastanowic...).
Ania Aga - Wto 15 Lis, 2011 08:35
| Alicja napisał/a: | popieram Tamarę w całej rozciągłości, jakość kontaktu to koronny argument tych, którzy spędzają z dziećmi ok. 1 godz. dziennie, najczęściej gdy te są już przez kogoś innego wykąpane, nakarmione i grzecznie leżą w łóżeczkach czekajac by mamusia/tatuś, szczęśliwi i spełnieni zawodowo ( bo szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dzieci ) pocałowali je na dobranoc i , jeśli znajdą czas, coś poczytali dziecku. Nie jest w tym wszystkim ważne czy rodzic pracuje, ale ważne jest czy pomimo pracy i obowiązków domowych ma czas dla dzieci.
Jeśli ktoś nie ma czasu dla dzieci, nie powinien mieć dzieci.
ja jako dziecko pracujących rodziców uwielbiałam gdy mama albo tata mieli urlopy, wolne dni itp. Zadrościłam dzieciom, któych mamy były całymi dniami w domu. Moi rodzice byli wspaniali, ale wolałam, żeby byli częściej w domu. Nigdy nie przeszkadzała mi ich obecność i nie musiałam wybywać z domu by od nich odpocząć |
Alicjo, z tego co piszesz wiem, że jesteś mamą i to mamą pracującą. Poświęcasz swoim dzieciom tylko godzinę dziennie? Jeżeli wolałabyś być ze swoimi dziećmi w domu to czemu pracujesz? Ponieważ zakładam, że nie masz takiego wyboru. I tak jest z większością przypadków pracujących mam.
Zgadzam się z tobą w jednym w stu procentach - nie ma obowiązku rodzenia dzieci, jeżeli kariera dla matki jest ważniejsza niż dziecko, to powinna zrezygnować z jego powoływania na świat.
Osobiście kobiet matek robiących karierę zawodową nie znam.
Anonymous - Wto 15 Lis, 2011 08:36
Ja znam. Pierwsza myśl przychodzi to moja wykładowczyni, sędzia i przy tym bardzo zaangażowany naukowiec.
BeeMeR - Wto 15 Lis, 2011 17:20
Nasza rodzina też poniekąd trochę przypominała Borejkowską - nikt wprawdzie łaciną nie gadał, ani klasyczną ani podwórkową , ale zawsze byliśmy radośnie hałaśliwi, rozgadani, przesiadujący w kuchni (ciaśniutkiej bo ciaśniutkiej ale zawsze), a do tego masa książek poupychana we wszystkich pomieszczeniach w domu
Tamara - Wto 15 Lis, 2011 20:08
| AineNiRigani napisał/a: | | Alicja napisał/a: | Nigdy nie przeszkadzała mi ich obecność i nie musiałam wybywać z domu by od nich odpocząć |
A ja mam tak do dzis - po prostu odczuwam potrzebe przebywania wylacznie w swoim towarzystwie. Rozkoszuje sie samotnymi wycieczkami, czy obserwacja - oczywiscie potem zawsze tesknie i chetnie wracam do ludzi ponownie stajac sie uczestnikiem
Moze to dlatego, ze moi rodzice zawsze prowadzili otwarty dom? Zawsze bylo pelno ludzi, a to przyjaciele taty, a to rodzina, a to moje lub brata kolezanki i koledzy itp. Na ciasto i herbate - mogl liczyc kazdy (jedno i drugie zawsze bylo), a i obiad nie stanowil zadnego problemu (jedynie gdy juz w czasach studenckich sprowadzalo sie kogos na obiad, to obowiazywala zasada, ze jesli zwali sie wiecej niz 3-4 osoby, trzeba dac znac 1-2 godz. wczesniej aby mama miala cas na przygotowanie wiekszej ilosci). Ludzie przesiadywali u nas godzinami i nie bylo to niemile widziane - wrecz przeciwnie, za kazdym razem cieszylismy sie na ponowna wizyte. A w tym wszystkim jeszcze kot, pies i mnostwo dzieciakow
Taka godzina ciszy, potrzebna jest chyba kazdemu i ja od czasu do czasu za nimi tesknilam strasznie. I nadal bardzo wysoko je sobie cenie.
Jak tak sobie mysle, to moj dom rzeczywiscie przypomina mi dom Borejkow - w sensie, ze pierwsze, co mi przychodzi na mysl, to smiech, cieplo i radosc, potem dyskusje, ciasto, remik, rower i podworkowe zabawy. Powiem wiecej - uwazam, ze mialam duzo lepszy dom i dziecinstwo niz ten wyidealizowany swiat Borejkow. Rowniez mialam cieply i kochajacy dom, mimo ze rodzice pracowali (nie mialam dziadkow, wiec byli zdani wylacznie na siebie), ale oprocz tego mialam kolezanki i kolegow z piaskownicy, osoby, ktore nadal sa dla mnie wazne. Mialam wujkow i ciocie - znajomych, z ktorymi moi rodzice utrzymywali przyjaznie wiele lat (i utrzymuja do dzis). Poza miloscia w domu byly po prostu zdrowe relacje miedzyludzkie. U Borejkow - nie tak do konca (jak sie gleboko zastanowic...). |
Widzisz , bo najwyraźniej - sądząc z tego co piszesz - Twoi rodzice jednak sporo w domu przebywali , zwłaszcza jeżeli prowadzili dom otwarty . W wypadku , kiedy np. jedno z rodziców pracuje w normalnych godzinach , a drugie wyłącznie popołudniami , dziecko nie ma dostatecznej ilości kontaktu z obojgiem , bo tego "popołudniowego" widuje tylko rano i wieczorem przez krótki czas .
Alicja - Wto 15 Lis, 2011 22:24
| Ania Aga napisał/a: | | Alicjo, z tego co piszesz wiem, że jesteś mamą i to mamą pracującą. Poświęcasz swoim dzieciom tylko godzinę dziennie? Jeżeli wolałabyś być ze swoimi dziećmi w domu to czemu pracujesz? Ponieważ zakładam, że nie masz takiego wyboru. I tak jest z większością przypadków pracujących mam. |
i tu byś się pomyliła - ja mam wybór,nie muszę pracować. Nie poświęcam dzieciom godziny dziennie, ale to przecież jak wiemy nie ja pisałam i nigdy nie twierdziłam, że ważniejsza jest jakość spędzanego czasu z dziećmi niż ilość, czyż nie? Tyle, że to już prywatne wycieczki i dlatego nie będę odpowiadała na pytania dlaczego osobiście ja pracuję.
Pamiętam, że prędzej pisałam też, że gdy kobieta pracuje to zawsze coś na tym traci, dom, dzieci, praca. Niczego nie da się pogodzić wszystkiego idealnie. I nadal to podtrzymuję, właśnie dlatego nie wierzę w mrzonki "jakość, nie ilość", bo to szukanie usprawiedliwień
Nie jestem przeciwko pracy kobiet, tylko przeciwko ugłaskiwaniu wszystkiego i łudzeniu się, że jest ok. Kolega mojego syna powiedział, że słowami, które najczęściej słyszy od swojej mamy po południu są " nie mam teraz czasu". Dzieci tracą na tym, że matki pracują. A matki pracują najczęściej, bo z jednej pensji ciężko utrzymać dom i rodzinę. Po pracy nadganiają prace domowe itp. czyli coś co matka będąca w domu robi często gdy dzieci są w szkole. Pracujące muszą zrobić to samo co niepracujące tyle, że w króstzym czasie. Coś lub ktoś na tym traci, niestety. Albo nie zajmą się wtedy tzw. domem jak należy albo dziećmi. Tu każda dokonuje wyboru
Anonymous - Śro 16 Lis, 2011 03:00
| Tamara napisał/a: | | Widzisz , bo najwyraźniej - sądząc z tego co piszesz - Twoi rodzice jednak sporo w domu przebywali , zwłaszcza jeżeli prowadzili dom otwarty . W wypadku , kiedy np. jedno z rodziców pracuje w normalnych godzinach , a drugie wyłącznie popołudniami , dziecko nie ma dostatecznej ilości kontaktu z obojgiem , bo tego "popołudniowego" widuje tylko rano i wieczorem przez krótki czas . |
Kiedy my nie mowimy o rodzicach pracoholikach. Mowimy o pracujacych rodzicach i promowaniu przez Musierowicz modelu rodziny z niepracujaca matka, poswiecajaca sie dzieciom.
A ja przeciez pisalam, ze mialam moich rodzicow tyle, ze blogoslawienstwem byl dla mnie ich 2-3 godzinny brak i chwila samotnosci. A jak oni byli w domu - to ja wybywalam (wlasciwie w domu siedzialam wylacznie poznymi wieczorami i wtedy, kiedy dom byl pusty - z moich eskapad wracalam najwczesniej o 20), wiec de facto rzeczywiscie widywalismy sie rano i wieczorem przy kolacji, przez stosunkowo krotki czas Jedynie w niedziele wspolny obiad jako staly rytual (ktory jest takowym do dzis )
A ja nadal uwazam, ze matka w zadnym wypadku nie powinna poswiecac sie dzieciom, bo na dluzsza mete ich krzywdzi. Matka ma byc szczesliwa, stawiajac swoje cele na rowni z wychowaniem dziecka. Balans, rownowaga, zawsze i w kazdej dziedzinie stanowi klucz do szczescia - w tym rowniez i szczesliwego dziecinstwa.
traveller - Nie 04 Gru, 2011 21:33
o ile mnie pamięć nie myli pierwsza część Jeżycjady wyszła pod koniec lat 70-tych. Opisywane w niej realia dotyczą tego czasu. Oczywiście byłam ich uczestnikiem czyli dzieckiem takiej "borejkowej" rodziny. Zmieniło się otoczenie w sensie fizycznym, zmieniła się mentalność ludzi /tak uważam/, zmieniła się rodzina. To co kiedyś było odstępstwem od normy np. rozwód, dziś postrzegane jest zupełnie inaczej. Nawet do obiegu weszło za sprawą mediów określenie "rodzina patchworkowa".
Anonymous - Nie 04 Gru, 2011 21:47
| Alicja napisał/a: | | Po pracy nadganiają prace domowe itp. czyli coś co matka będąca w domu robi często gdy dzieci są w szkole. Pracujące muszą zrobić to samo co niepracujące tyle, że w króstzym czasie. Coś lub ktoś na tym traci, niestety. Albo nie zajmą się wtedy tzw. domem jak należy albo dziećmi. Tu każda dokonuje wyboru |
Ja tak ostatnio w pracy myslalam sobie, ze mnie jest bardzo latwo mowic o tym, ze mozna pogodzic role matki kobiety pracujacej, bo pochodze z rodziny, gdzie partnerstwo rodzicow bylo naprawde pelne. Mama mogla poswiecac czas pracy, bo to tata gotowal i bardzi duzo sie nami zajmowal (tak realnie - od zmiany pieluch, przez karmienie, pranie pieluch (dopoki nie zastrajkowal - ale to zupelnie inna historia jest ), rysowanie, spacery, wycieczki i rajdy piesze), wspolnie zajmowali sie przetworami (tata odwalal obieranie, drylowanie itd. mama zajmowala sie wylacznie produkcja). Jedynie do sprzatania mial stricte meskie podejscie
Moja bratowa pracuje, bo to brat zrezygnowal z kariery naukowej jak na swiecie pojawil sie Miraszek. Zajmuje sie Mala jak tata nami.
Moze dlatego tak latwo mi uwierzyc, ze kobieta moze pogodzic prace i obowiazki domowe. Ale pod warunkiem, ze nie jest w tym sama...
Alicja - Pon 05 Gru, 2011 20:50
| AineNiRigani napisał/a: | | Moze dlatego tak latwo mi uwierzyc, ze kobieta moze pogodzic prace i obowiazki domowe. Ale pod warunkiem, ze nie jest w tym sama... |
to naprawdę jest trudne, nawet gdy w rodzinie istnieje partnerstwo.
Np. w sytuacji gdy któraś z kobiet ma szczęście " posiadania" męża złotej rączki to ten mąż/rodzic często bywa też poza domem po pracy Jeśli mąż jest w domu, to na zmianę zajmuje się żoną dziećmi, tudzież pracami domowymi, ale jeśli jego nie ma?
A co do tego czy łatwo mówić czy też nie - około 12 lat temu moja starsza koleżanka w pracy na moje mądrości na temat wychowywania dzieci ( wtedy nie miałam jeszcze własnych) odpowiedziała mi - niech każdy wychowuje swoje. Teraz ( po latach) wiem, że miała rację. Najłatwiej mówi się o czymkolwiek, gdy samemu nie jest się w takiej sytuacji , zaś życie weryfikuje wszystkie teorie i poglądy
Zrzędu, zrzędu, jestem klasycznym przypadkiem matki, która wróciła do pracy z czegoś muszę rezygnować i w pierwszej kolejności odpada forum
BeeMeR - Wto 06 Gru, 2011 05:20
| Alicja napisał/a: | niech każdy wychowuje swoje [dzieci] (...) życie weryfikuje wszystkie teorie i poglądy | święte słowa
u mnie to jak gra w szachy - łatwo mi się komentuje/krytykuje grę innych, trudno gra samemu
Alicja - Wto 06 Gru, 2011 20:43
nie jesteś najgorszym graczem, zapewniam
Dorfi - Śro 08 Lut, 2012 18:56
Ale i tak najwięcej do powiedzenia i doradzania na temat wychowywania dzieci mają osoby, które tych dzieci nie mają (przynajmniej w moim otoczeniu).
|
|
|