Ekranizacje - Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (2008)
Akaterine - Sob 27 Sie, 2011 23:51
| Trzykrotka napisał/a: | | Ksiązkowa scena nocnej "spowiedzi" Willoughby'ego usprawiedliwia taką interpretację. |
Ale jeżeli wziąć pod uwagę uwiedzenie podopiecznej Brandona, to jest to zbyt wyidealizowany obraz Willoughby'ego.
Choć fakt, że w serialu był przesadzony w drugą stronę. Raczej z winy aktora niż scenariusza.
Admete - Nie 28 Sie, 2011 08:48
Później stwierdził, że zdecydowanie była godna miłości i do końca życia żałował, że nie miał lepszego charakteru i nie wytrwał w swoim uczuciu.
Akaterine - Nie 28 Sie, 2011 09:03
To, że cierpiał i żałował, nie jest według mnie powodem, żeby go idealizować. Film go idealizuje na zasadzie "Kochał Marianne, więc trzeba mu wszystko wybaczyć".
Trzykrotka - Nie 28 Sie, 2011 11:01
Nie wydaje mi się, serio... Kiedy widzę go na koniu, z miną zbitego psa, patrzącego z oddali na orszak śluvbny Marianne, nie myślę szkoda, tylko dobrze ci tak.
Anonymous - Nie 28 Sie, 2011 11:07
Myślę tak jak Trzykrotka. Był egoistą i niebieskim ptaszkiem. A że nosił wilk razy kilka a ponieśli i wilka no to sorri Winetu
nicol81 - Nie 28 Sie, 2011 19:23
| Akaterine napisał/a: | | Cytat: | Ale do przeziębienia się z miłości doprowadziła |
Do przeziębienia się doprowadziła, bo nie zdjęła mokrych butów po spacerze i mimo początków choroby nie chciała brać żadnych leków. Mogła być przez wszystkie nerwy trochę osłabiona, ale ostatecznie zachorowała przez swoją bezmyślność. |
Była też osłabiona przez to, że mało jadła z tego nieszczęścia
nicol81 - Nie 28 Sie, 2011 20:18
| Trzykrotka napisał/a: | | A czemu nie? Ksiązkowa scena nocnej "spowiedzi" Willoughby'ego usprawiedliwia taką interpretację. Nie umierał jak Marianna, co nie znaczy, że jej nie kochał i porzucil wbrew swej woli. |
Akurat nocna "spowiedź" W. pokazuje, jaki z niego egoistyczny łajdak. Obwinia wszystkich o swoje błędy, chciałby zostać wdowcem, wolałby śmierć Marianny niż jej ślub z innym.
I nie porzucl jej wberw woli tylko dla kasy- Edward został z Lucy.
nicol81 - Nie 28 Sie, 2011 21:06
| Trzykrotka napisał/a: | | Kiedy widzę go na koniu, z miną zbitego psa, patrzącego z oddali na orszak śluvbny Marianne, nie myślę szkoda, tylko dobrze ci tak. |
No ale niestety koń jest biały, a Wiluś jest o ile pamiętam, ostatnią postacią, ktorą widzimy- czy jakoby film podsumowuje.
Anonymous - Nie 28 Sie, 2011 21:07
Z drugiej strony może to symbolizować to, ze znika z myśli i serca Marianny. I z życia. Że wszystko się wyrówna, bo zbytni romantyzm jest zly, ale i za dużo rozwagi też może nie być idealne
Akaterine - Nie 28 Sie, 2011 22:32
| nicol81 napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | | A czemu nie? Ksiązkowa scena nocnej "spowiedzi" Willoughby'ego usprawiedliwia taką interpretację. Nie umierał jak Marianna, co nie znaczy, że jej nie kochał i porzucil wbrew swej woli. |
Akurat nocna "spowiedź" W. pokazuje, jaki z niego egoistyczny łajdak. Obwinia wszystkich o swoje błędy, chciałby zostać wdowcem, wolałby śmierć Marianny niż jej ślub z innym. |
Zgadzam się z nicol. Właśnie przeczytałam sobie dla przypomnienia i jeszcze mniej lubię Willoughby'ego. Dla mnie brzmi to tak, jakby myślał, że samo przyznanie się do bycia łotrem robi z niego wspaniałego człowieka.
| nicol81 napisał/a: | | I nie porzucl jej wberw woli tylko dla kasy- Edward został z Lucy. |
Dokładnie. Sam mówił, że nie miał dużego majątku, żył rozrzutnie i po prostu potrzebował pieniędzy.
| Trzykrotka napisał/a: | | Nie wydaje mi się, serio... Kiedy widzę go na koniu, z miną zbitego psa, patrzącego z oddali na orszak śluvbny Marianne, nie myślę szkoda, tylko dobrze ci tak. |
Każdy może myśleć inaczej, co nie zmienia faktu, że twórcy z jakiegoś powodu na Willoughbym się skupili, i raczej nie chcieli go potępić, skoro pokazali go biednego i cierpiącego.
| lady_kasiek napisał/a: | za dużo rozwagi też może nie być idealne |
Książka jest właśnie pochwałą rozwagi, skoro tytułowa rozważna ostatecznie dostaje to, co od początku chciała.
Trzykrotka - Nie 28 Sie, 2011 22:33
Mnie tam zostają w pamięci - jako podsumowanie filmu - roześmiane twarze obu sióstr i ich wybrańców. A Willouhgby na swoim (białym) koniu jest poza tym radosnym obrazkiem - i nie budzi współczucia. Jest trochę jakby dla mocniejszego podkreślenia, że koniec jest naprawdę szczęśliwy - Mariannę kochano i to bardzo.
Łajdak, oczywiście, Willoughby to słaby egoistyczny bawidamek. Nikt go nie ma zamiaru usprawiedliwać. Ale nawet tacy ludzie mogą kochać. Co z tego, że jego miłość nie była romantyczna i burząca wszelkie zapory, co z tego, że odpowiedział nią na uczucie Marianny, że to ona go porwała ze soba, a nie on ja, jak powinno być w szanującym się edwardiańskim romansie. Kochał. I tej wersji się trzymam.
| Akaterine napisał/a: |
Każdy może myśleć inaczej, co nie zmienia faktu, że twórcy z jakiegoś powodu na Willoughbym się skupili, i raczej nie chcieli go potępić, skoro pokazali go biednego i cierpiącego. |
Pewnie jestem malo romantyczna, ale ja go widzę jako wściekłego i rozczarowanego
JoannaS - Pon 29 Sie, 2011 08:24
I bardzo dobrze, że był rozczarowany. Na nic dobrego nie zasłużył. Zachował się jak łajdak wobec podopiecznej Brandona i jak tchórz wobec Marianny.
Trzykrotka - Pon 29 Sie, 2011 10:54
Oczywiście. To wyjątkowo mały człowieczek, jak na standardy Jane Austen.
annmichelle - Śro 12 Paź, 2011 11:37
Czy któraś z Was kupiła może wydanie DVD, które trwa 174 minut?
Zastanawiam się nad kupnem z Wlk.Bytanii lub Niemiec i nie wiem, czy te wydania są pełne (takie jak były w tv) czy mają też jakieś pousuwne sceny (tak jak w wydaniu polskim). Jeśli tak - to które?
achata - Pon 17 Paź, 2011 20:26
Ja mam ściągnięte z UK wydanie gazetowe "Irish mail" (chyba, że to z Irlandii, nie wiem, kupiłam na ebayu)- wszystkie odcinki na jednej płytce DVD9 i nie ma żadnych wycinków. Wcześniej, dzięki którejś z koleżanek zapoznałam się z polskim wydaniem, i wiedziałam, że do BestFilmu się nie przekonam.
Wycięto m.in. zaproszenie Edwarda do wizyty w nowym domu, rozmowę Marianny i Eleonory przed potańcówką w 2 odcinku i fragment kolacji u pani Ferrars i coś tam jeszcze
JoannaS - Pon 17 Paź, 2011 20:41
Wycięta też była rozmowa pułkownika z jego podopieczną.
Admete - Pon 27 Lut, 2017 21:27
Wróciłam właśnie do tego serialu. Nadal mi się podoba.
Admete - Nie 02 Kwi, 2017 15:51
Skończyłam powtórkę serialu. Najlepszy Edward z możliwych, natomiast pułkownik Brandon nietrafiony zupełnie.
BeeMeR - Nie 02 Kwi, 2017 15:55
| Admete napisał/a: | | pułkownik Brandon nietrafiony zupełnie. | zupełnie go nie pamiętam z tamtej wersji - a co do Edwarda się zgadzam.
milenaj - Nie 02 Kwi, 2017 16:53
Nie no Brandon, to tylko Alan Rickman.
Natomiast Edward lepiej wyszedł Stevensowi, co zresztą przeczytałam w pierwszej recenzji tego serialu, jak jeszcze nie miałam pojęcia, że go nakręcono.
Choć ja Hugh Granta lubię za 3,4 filmy, w których mam do niego sentyment, więc i film oglądam bez bólu i nie porównuję z serialem.
Admete - Nie 02 Kwi, 2017 18:43
Edward w wykonaniu Hugh jest trochę głupkowaty.
milenaj - Nie 02 Kwi, 2017 18:50
| Admete napisał/a: | | Edward w wykonaniu Hugh jest trochę głupkowaty. |
Ja bym określiła raczej gapowaty. Ale to moje zdanie.
BeeMeR - Nie 02 Kwi, 2017 18:51
| Cytat: | | Edward w wykonaniu Hugh jest trochę głupkowaty. |
Ano jest - pomijając fakt, że mi się okropnie nie podoba fizycznie, to jeszcze jakoś głupio przestępował z nogi na nogę i chyba się jąkał nieco, mrugając oczami
Taki obraz mi się zapamiętał w każdym razie
Admete - Nie 02 Kwi, 2017 18:52
To taka poza aktora, która wtedy często wykorzystywał. Ostatnio widziałam go starszego w tym filmie o śpiewaczce i wypadł nieźle.
Agn - Nie 02 Kwi, 2017 20:01
| Admete napisał/a: | | Edward w wykonaniu Hugh jest trochę głupkowaty. |
True. Nie znoszę Edwarda w wykonaniu Granta. Natomiast uwielbiam go w wersji Dana Stevensa. Też fakt, że już w scenariuszu ta postać ma znacznie więcej ikry niż to, co miał grać Grant.
Odnośnie pułkownika Brandona - mnie on nie wadzi. Nie jest wg mnie zły, tylko że nie jest Alanem Rickmanem i to dla mnie cała jego wada. Poza tym nie mam się czego czepiać.
Z tej wersji uwielbiam też Elinor. B. lubię Emmę Thomson, ale nie jako Elinor. Za stara i nie mogę nad tym przejść do porządku dziennego. Ale Hattie Monaghan? Tak, tak i jeszcze raz tak!
| BeeMeR napisał/a: | | chyba się jąkał nieco, mrugając oczami |
O borze, tak. I niestety mam wrażenie, że większość ról Granta tak wygląda - to jego mruganie to mnie do szału doprowadza. Strasznie się go bałam więc w Boskiej Florence, ale niepotrzebnie - tam wypadł znakomicie.
|
|
|