To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - "Jeżycjada"

Anonymous - Nie 06 Lis, 2011 15:43

Ania Aga napisał/a:
I tej ciotce inne kobiety w rodzinie zazdrościły, że nie musi codziennie chodzić do pracy, użerać się z szefem itp.

Pewnie też bym tego zazdrościła, gdyby mi ktoś wszczepił inny mózg i zapomniałabym, że ten człowiek może mnie puścić kantem i co ze sobą pocznę...

Ania Aga - Nie 06 Lis, 2011 16:09

lady_kasiek napisał/a:
]ten człowiek może mnie puścić kantem i co ze sobą pocznę...

lub umrzeć. Moja mama w wieku 37 lat została wdową z dwojgiem dzieci. Owszem, dostałyśmy rentę po tacie, ale nawet z mamy pensją było nam ciężko przeżyć. A co byłoby, gdyby mama nie miała wykształcenia i pracy? Patrzymy na życie przez pryzmat własnych przeżyć, mnie trudno się pozbyć przeświadczenia, że praca jest ważna, daje poczucie bezpieczeństwa.

Tamara - Nie 06 Lis, 2011 16:45

Alicja napisał/a:
Ania Aga napisał/a:
Znam kobiety, które pracują z musu, ale znam i takie, które nie pracujac popadają w nerwice. Są i takie, dla których dom jest środkiem wszechświata i z przyjemnością zajmują się tylko i wyłącznie rodziną


jest mi całkowicie obojętne czy inne kobiety chcą pracować czy chcą swój czas całkowicie poświęcić wychowywaniu dzieci ( bo to nielekka praca) . Masz rację, jedne pracują bo zdecydowanie nie wyobrażają sobie spędzania czasu w domu- chcą i lubią, inne pracują , bo muszą, jeszcze inne robią to z myślą o bardzo dalekiej emeryturze, której mogą nie dożyć o ile jeszcze kilka razy zmienią nam przepisy emerytalne :wink: Pewnej rzeczy jednak nie rozumiem - w Polsce kobieta, zajmująca się pracami domowymi, wychowująca dzieci i nie pracująca jest, niestety, traktowana jako kobieta gorszej kategorii. Częściej nawet przez obiety niż mężczyzn. Dlaczego? Większość jej współczuje albo zwyczajnie nie rozumie. Zupełnie jakby każda kobieta musiała spełniać się zawodowo :roll: Nie piszę tu o konieczności ekonomicznej, o braku pieniędzy, o chęci bądź nie pracowania , tylko o dziwnym trendzie w Polsce - lekceważeniu kobiet, które nie pracują zawodowo :?


Otóż to . I tego nie jestem w stanie zrozumieć , przykro mi . Zwłaszcza , że jeżeli ktoś jest np. zawodową gosposią i prowadzi komuś dom i zarabia dzięki temu , wszystko jest OK. Ale jeżeli kobieta robi to samo w wymiarze godzin 24/24 we własnym domu za darmochę , to znaczy , że NIC nie robi i jest głupia :? Czy ktoś potrafi to logicznie wyjaśnić ?

A jeżeli się ma hobby , problem nudy w domu nie istnieje :-P

Aragonte - Nie 06 Lis, 2011 17:19

Tamara napisał/a:
Otóż to . I tego nie jestem w stanie zrozumieć , przykro mi . Zwłaszcza , że jeżeli ktoś jest np. zawodową gosposią i prowadzi komuś dom i zarabia dzięki temu , wszystko jest OK. Ale jeżeli kobieta robi to samo w wymiarze godzin 24/24 we własnym domu za darmochę , to znaczy , że NIC nie robi i jest głupia :? Czy ktoś potrafi to logicznie wyjaśnić ?

Mam wrażenie, że tego rodzaju nastawienie częściej spotyka się jednak u facetów - tzn. lekceważenie pracy będącej prowadzeniem domu, bo nie przekłada się to na kasę :roll: Takie w każdym razie są moje doświadczenia.

Mimo wszystko mam wrażenie, że u Musierowicz - bo w końcu o jej książkach mówimy :-P - jeśli pojawia się ten wątek lekceważenia pracy matki i żony, to w wykonaniu kogoś niesympatycznego, a więc niewiarygodnego, na pewno nie jest to tuba MM.
Jeśli za to w Opium była nim Gabriela, to ja postoję :-P Po jej perorach, że pesymizm jest słabością ludzi małodusznych, miałam ochotę dać jej po głowie :wink:

nicol81 - Nie 06 Lis, 2011 17:39

Alicja napisał/a:
Zastanawiam się którego Małomównego czytałam, ten nowy to który rocznik? :mysle:

Nie wiem, który rocznik, ale w tym nowym była przedmowa od autorki, że kiedy przeczytała swój debiut po latach, uznała, że nalezy go przepisać na nowo.
Ciekawiło mnie, jakie zmiany zostały dokonane.
Czy autor ma prawo tak sobie wrócić i napisac książkę na nowo?

Yvain - Nie 06 Lis, 2011 17:40

Choć na szczęście są faceci którzy myślą inaczej o pracy kobiet w domu. Mamy znajomego który twierdzi, że go stać żeby żona nie pracowała, bo on ją całkowicie zabezpieczy finansowo, byle tylko mieli zdrowo odchowane dzieci i nie jedli w pośpiechu gdzieś na mieście. Uważa, że to się bardzo w życiu liczy. Ale wiem, że to jeden z niewielu mi znanych facetów, co pomaga jeszcze żonie w kuchni. Sam po nocy wekuje grzybki czy marynaty :mrgreen:
Anonymous - Nie 06 Lis, 2011 17:42

Wychodze z zalozenia, ze kazdy dokonuje w zyciu swoich wyborow i jesli jest ze swoim wyborem zycia domowego szczesliwy - to O.K. Tylko ja znam zaledwie 2 kobiety, ktore dokonaly takiego wyboru i daje im on satysfakcje (w tym jednej niepelna - pomimo ze gdyby cofnieto czas, postapilaby dokladnie tak samo, ciagle ma wrazenie pustki, ktora wczesniej wypelniala praca i ktorej dzis kompletnie nie ma czym zastapic).
W pozostalych przypadkach wybor zostal podjety poza kobieta i nie przyniosl im szczescia, a ostatecznie okazal sie wielkim zyciowym bledem.
Jest mi zawsze smutno, gdy widze uzdolnionego czlowieka marnujacego swoj talent - nie ma tutaj znaczenia ani plec, ani sposob (czy pieluchy, czy zle dobrany zawod, czy brak szczescia).

Ania Aga - Nie 06 Lis, 2011 17:45

Debiut MM wg Wikipedii "Małomówny i rodzina " 1975
Trzykrotka - Nie 06 Lis, 2011 17:53

nicol81 napisał/a:

Czy autor ma prawo tak sobie wrócić i napisac książkę na nowo?

Może, może... Nawet prawo autorskie mówi o takiej sytuacji. Inna rzecz - czy to słuszne ze strony tego autora? Coś kiedyś popełnił. Nawet jeśli dziś go zęby bolą na sam widok dzieua - cóż począć? Taki wtedy był stan jego umysłu.
A Małomównym w wersji pierwszej jest scena, w której brat - wątły intelektualista (Munio mu było? Chyba tak, młodszy, Tunio, został potem amantem Nutrii, łącząc w ten sposób twórczość pani Musierowicz) sprawnie rozkłada gromadkę wrogich chłopaków przy pomocy judo :roll: Akurat nie dziwię się, że ten element został wycięty w nowej wersji. Pewnie zmian było więcej, ale tę pamiętam.

Aragonte - Nie 06 Lis, 2011 18:30

nicol81 napisał/a:
Czy autor ma prawo tak sobie wrócić i napisac książkę na nowo?

W końcu to jego książka :)

nicol81 - Nie 06 Lis, 2011 18:37

Trzykrotka napisał/a:
nicol81 napisał/a:

Czy autor ma prawo tak sobie wrócić i napisac książkę na nowo?

Może, może... Nawet prawo autorskie mówi o takiej sytuacji. Inna rzecz - czy to słuszne ze strony tego autora? Coś kiedyś popełnił. Nawet jeśli dziś go zęby bolą na sam widok dzieua - cóż począć? Taki wtedy był stan jego umysłu.
A Małomównym w wersji pierwszej jest scena, w której brat - wątły intelektualista (Munio mu było? Chyba tak, młodszy, Tunio, został potem amantem Nutrii, łącząc w ten sposób twórczość pani Musierowicz) sprawnie rozkłada gromadkę wrogich chłopaków przy pomocy judo :roll: Akurat nie dziwię się, że ten element został wycięty w nowej wersji. Pewnie zmian było więcej, ale tę pamiętam.

Właśnie mi bardziej chodziło o to, czy słuszne, a nie o aspekty prawne. Czyli to nie tylko były zmiany stylistyczne i poprawki błędów, a zmiany w fabule.
Wiem, że to książka autora/autorki, ale to dla mnie trochę robienie czytelników w bambuko. Jakby Austen pojawiła się z nową wersją, gdzie Lizzy wychodzi za Collinsa?

Aragonte - Nie 06 Lis, 2011 18:46

nicol81 napisał/a:
Właśnie mi bardziej chodziło o to, czy słuszne, a nie o aspekty prawne. Czyli to nie tylko były zmiany stylistyczne i poprawki błędów, a zmiany w fabule.
Wiem, że to książka autora/autorki, ale to dla mnie trochę robienie czytelników w bambuko. Jakby Austen pojawiła się z nową wersją, gdzie Lizzy wychodzi za Collinsa?

Nie wydaje mi się, żeby jakiś autor zamierzał robić czytelników w bambuko poprzez wprowadzanie jakichś drastycznych zmian - w końcu to od czytelników zależy jego popularność i zarobki (na polskim gruncie raczej będące miłą dokładką do pensji, mało kto żyje z pisania).
Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem do tych zmian ma prawo.

nicol81 - Nie 06 Lis, 2011 18:57

Aragonte napisał/a:
Mam wrażenie, że tego rodzaju nastawienie częściej spotyka się jednak u facetów - tzn. lekceważenie pracy będącej prowadzeniem domu, bo nie przekłada się to na kasę Takie w każdym razie są moje doświadczenia.

Ja chyba częściej jednak spotykam u kobiet :mysle:
I praca przy prowadzeniu domu jak najbardziej przekłada się na kasę- nawet pomijając przedszkole, za które się płaci jak za zboże, czy nianię, za którą się płaci jak za zboże z brylantami. Osoba prowadząca dom to niezmierne oszczędności.

A prawde mówiąc, dorosła osoba potrzebująca pracy, by sobie zająć czas, nie nudzić się i wypełnić pustkę to takie trochę moim zdaniem żałosne :?

nicol81 - Nie 06 Lis, 2011 19:15

Aragonte napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Właśnie mi bardziej chodziło o to, czy słuszne, a nie o aspekty prawne. Czyli to nie tylko były zmiany stylistyczne i poprawki błędów, a zmiany w fabule.
Wiem, że to książka autora/autorki, ale to dla mnie trochę robienie czytelników w bambuko. Jakby Austen pojawiła się z nową wersją, gdzie Lizzy wychodzi za Collinsa?

Nie wydaje mi się, żeby jakiś autor zamierzał robić czytelników w bambuko poprzez wprowadzanie jakichś drastycznych zmian - w końcu to od czytelników zależy jego popularność i zarobki (na polskim gruncie raczej będące miłą dokładką do pensji, mało kto żyje z pisania).
Nie zmienia to faktu, że moim zdaniem do tych zmian ma prawo.

Ale jak jesteś fanem jakiejś książki i dają ci nową, poprawną wersję, to nie jest to nieoc rozczarowujące?
Zwłaszcza, że starej wersji "Małomównego" nie można dostać :?

Ania Aga - Nie 06 Lis, 2011 19:19

Tak się zastanawiam, czy spotkałam się z lekceważącym stosunkiem wobec kobiet, które nie pracują i narazie nie przypominam sobie. Mam pytanie prywatne, czy jest na forum kobieta, która nie pracuje zawodowo i była to jej świadoma decyzja, a co więcej jest z tego powodu zadowolona? Oczywiście, odpowiada kto chce.
BeeMeR - Pon 07 Lis, 2011 19:16

Ja nie pracuję już ponad rok (samo się zdecydowało, acz brałam to pod uwagę decydując się na potomka) i bardzo mi tego brakuje :( z różnych względów.
nicol81 napisał/a:
Osoba prowadząca dom to niezmierne oszczędności.
Chyba dlatego, że nie zarabiając nie ma czego wydawać. :roll:
Niania to rozumiem, żłobek także, ale przedszkole to chyba prywatne. Albo dla kilkorga dzieci.

Anonymous - Wto 08 Lis, 2011 01:05

nicol81 napisał/a:
A prawde mówiąc, dorosła osoba potrzebująca pracy, by sobie zająć czas, nie nudzić się i wypełnić pustkę to takie trochę moim zdaniem żałosne :?


Nicol, roznie sie zycie uklada. Czasem kontekst sytuacji jest na tyle skomplikowany, ze taka szybka ocena jest pocjopna i falszywa.

Anonymous - Wto 08 Lis, 2011 01:57

nicol81 napisał/a:

I praca przy prowadzeniu domu jak najbardziej przekłada się na kasę- nawet pomijając przedszkole, za które się płaci jak za zboże, czy nianię, za którą się płaci jak za zboże z brylantami. Osoba prowadząca dom to niezmierne oszczędności.


Nicol, jak zwykle przesadzasz.
Nianka i owszem bywa droga - szczegolnie wykwalifikowana i w wiekszym miescie. Pewnie dlatego tak popularna jest instytucja babci. Ale przedszkole to juz nie przesadzajmy - nawet prywatne przedszkola maja dofinansowania z gminy, wiec sa jedynie niewiele drozsze (a przy tym bywa wieksza ilosc zajec fakultatywnych). U mnie w miescie przedszkole panstwowe to koszt ok. 200-380 zl (w zaleznosci od zajec dodatkowych), a prywatne 350-450 (z tym, ze rytmika i jezyk sa w cenie normalnego czesnego). A przy tym zostawienie dziecka na 5 godzin dopoludniowych w przedszkolach samorzadowych jest bezplatne.
Poza tym osobiscie uwazam, ze od 3 roku zycia dziecko bezwzglednie powinno wyjsc spod skrzydelek mamy/babci i isc do przedszkola - dla zdrowia dziecka i jego prawidlowego rozwoju. Czy mama poracuje, czy nie.

Trzykrotka - Wto 08 Lis, 2011 08:44

Offtopujemy :wink: ale powiem - należę do tych osób, które pracują, bo muszą, ale wolałyby nie pracować. Tylko że mój przypadek jest specyficzny o tyle, że nie mam dzieci do obrobienia i sama rządzę swoim pilotem od telewizora. Mam potworne problemy ze wstawaniem rano, za to nocami mogę przesiadywać do późna. Normalny pracowy rytm dnia jest dla mnie torturą.
Nie nudziłabym się na pewno nie pracując zawodowo - gdybym tylko miała pewność utrzymania. W idealnym świecie. Marzenie ściętej głowy....

Anonymous - Wto 08 Lis, 2011 12:50

Ja tez bym sie nie nudzila. Kiedys nawet wymyslilam sobie takie scenariusz, zeby wyjsc bardzo bogato za maz i zamiast isc do pracy - ukonczyc wymarzone kierunki studiow :)
Alicja - Wto 08 Lis, 2011 21:24

nicol81 napisał/a:
Aragonte napisał/a:
Mam wrażenie, że tego rodzaju nastawienie częściej spotyka się jednak u facetów - tzn. lekceważenie pracy będącej prowadzeniem domu, bo nie przekłada się to na kasę Takie w każdym razie są moje doświadczenia.

Ja chyba częściej jednak spotykam u kobiet


prawdziwe lekceważenie, a nawet wyśmiewanie spotykam w większości u kobiet, u mężczyzn prędzej wykorzystywanie sytuacji

a co do nudy - osobiście nie wiem o znaczy nuda w domu. Przecież zawsze jest coś " do zrobienia" :mysle: a jeśli nie jest, to przynajmniej można wykorzystać czas na przyjemności i radości życia, każdy chyba takie ma. Czy mam się martwić, że jestem nienormalna? :wink:


nicol81 napisał/a:
A prawde mówiąc, dorosła osoba potrzebująca pracy, by sobie zająć czas, nie nudzić się i wypełnić pustkę to takie trochę moim zdaniem żałosne


myślcie sobie co chcecie, te powody nie nazwałabym może żałosnymi , jednakże dziwnymi już tak. Dorosła osoba nie umie znaleźć sobie zajęcia by wypełnić czas?


BeeMeR napisał/a:
Niania to rozumiem

Dobry wydatek, ale kosztowny. Mieliśmy ładnych kilka lat. Przedszkole to znacznie później, jest tańsze, ale to wersja bardziej "chorowita" i wymagająca od rodziców zabezpieczenia chorego dziecka w domu w częstych odstępach :mysle:
Normalnych rodziców,takich którzy nie wysyłają chorego dziecka z antybiotykiem w ręku do przedszkola.
5 godz. w przedszkolu to dla pracujących rodziców żadne wyjście, chyba że dla nauczycieli?

Ania Aga napisał/a:
Debiut MM wg Wikipedii "Małomówny i rodzina " 1975

w takim razie czytałam "nową " wersję.

AineNiRigani napisał/a:
Kiedys nawet wymyslilam sobie takie scenariusz, zeby wyjsc bardzo bogato za maz i zamiast isc do pracy - ukonczyc wymarzone kierunki studiow

jeszcze nic straconego :wink:

gdyby Lizzy wyszła za Collinsa to byłby dramat, ale jeśli z Małomównego wycięto fragmenty niewiele wnoszące do powieści...

Ania Aga - Wto 08 Lis, 2011 22:48

Tak czytam te wypowiedzi o pracy kobiet, między innymi
nicol81 napisał/a:
A prawde mówiąc, dorosła osoba potrzebująca pracy, by sobie zająć czas, nie nudzić się i wypełnić pustkę to takie trochę moim zdaniem żałosne

i dochodzę do wniosku, mieszkam chyba na strasznie ubogiej prowincji.
Ludzie, praca jako sposób na nudę? U nas kobiety pracują, bo muszą utrzymać dom. Zarobić na rachunki, za prąd, gaz i ogrzewanie. Dobrze mają te rodziny, które mieszkają z dziadkami - emerytami. Są takie stytuacje, że to dziadkowie płacą lwią część rachunków za utrzymanie domu. Staus rodziny ocenia się po tym ile jest w domu "pensji". Nie spotkałam się z kpiną z kobiety, która nie pracuje, owszem, żałuje się ją, że nie może zarobić. Nie byłam w takiej sytuacji, może faktycznie kobiety, które nie pracują odbierają to jako kpinę?
Praca dla kariery? Jakiej? Ekspedientki, podrzędnej urzędniczki, nauczycielki? Albo kariera przy taśmie produkcyjnej w zakładach mięsnych, czy szwaczki? Jest trochę lekarek, jak są dobre, zakładają własne gabinety. To można uznać za karierę. Jest kilka dyrektorek szkół, ale żadna nie jest dyrektorem szkoły średniej.
Mogę wskazać jedną kobietę robiąca karierę - jest sędzią w sądzie rejonowym.
Przy wychowywaniu dzieci pomagają dziadkowie i to dzięki nim kobiety mogą iść do pracy. Moja koleżanka ze studiów woziła dwoje dzieci do żłobka i do przedszkola autobusem. Wiedziała, że jeżeli zrezygnuje z pracy następnej nie dostanie. Jej mąż na kolei zarabia 1600 zł, można się z tego utrzymać? A dzieci wychowali dobrze. Przedszkole i żłobek im nie zaszkodziło.
Ale ta dyskusja to wielki off..., może gdzieś przenieść?

Aragonte - Wto 08 Lis, 2011 23:29

Myślałam już o tym, ale nie tracę nadziei, że wrócimy do rozmów o MM :wink:

I tylko offtopicznie dodam, że w domu się nigdy nie nudzę (aczkolwiek jako gospodyni domowa bym się wściekła - choćby z powodu powtarzalności czynności), a praca jest dla mnie, jakże banalnie, sposobem na utrzymanie się, a nie na wypełnienie pustki.
Mimo to wahałabym się, żeby kogoś oceniać przez pryzmat tego, czym dla niego jest praca.
Mówi się, że to faceci realizują się głównie przez pracę - to co, w ich przypadku jest to bardziej OK niż w przypadku kobiet? :roll:
Nie wszystkie kobiety mają możliwość zyskać poczucie, że realizują się dzięki rodzinie, nie wszystkie tę rodzinę mogą założyć. To co z nimi - na złom? :roll:

I tak po namyśle dochodzę do wniosku, że to do końca nie jest offtop, bo MM nie widzi - moim zdaniem - kobiet poza rodziną. I bez faceta.

Anonymous - Śro 09 Lis, 2011 02:44

Alicja napisał/a:
myślcie sobie co chcecie, te powody nie nazwałabym może żałosnymi , jednakże dziwnymi już tak. Dorosła osoba nie umie znaleźć sobie zajęcia by wypełnić czas?


Ja mam pytanie - czy ta dyskusja jest niejako pozostaloscia po przykladzie mojej przyjaciolki, czy tak ogolnie. Bo to ja pisalam o kobiecie, ktora niestety ma niewypelniona pustke zwiazana z decyzja o zamianie swojego etatu terapeuty na etat supermamy...
Jesli to jest pozostalosc po tym przykladzie, to z cala pewnoscia nie pisalam o nudzie... To jednak zasadnicza roznica.
W niej jest trudna do wypelnienia pustka - a juz na pewno niemozliwa w obecnych okolicznosciach.

Ania Aga - Śro 09 Lis, 2011 09:23

Aragonte napisał/a:
I tak po namyśle dochodzę do wniosku, że to do końca nie jest offtop, bo MM nie widzi - moim zdaniem - kobiet poza rodziną. I bez faceta.

Czy występuje jakaś stara panna? Borejkówny Musierowicz wszystkie wydała za mąż.
No chyba ta wredna sąsiadka z "Kwiatu kalafiora" i Basia pana Paszkieta?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group