To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie

Admete - Czw 28 Kwi, 2011 20:24

Nicol na pensji była dużo gorsza edukacja. Panny z Mansfield Park były usytuowane i zamożne, miały lepszą edukację niż reszta. I naprawdę uwierz mi, ale dziewczyny były uczone tylko podstaw. Te które wiedziały więcej, dowiadaywały się najczęściej czegoś przy okazji nauki braci. Tak jak sama Austen.
nicol81 - Czw 28 Kwi, 2011 21:30

No, to o czym mówią panny Bertram to na podstawy nie wyglada :shock: Pewnie to, gdzie była lepsza nauka, zależało od wielu czynników. Tak samo były pewnie szkoły lepsze i gorsze. W szkole jednak nauka była chyba bardziej systematyczna, bo jak uczennica ma za dużo swobody jak Emma czy Bennetówny to chyba nie za dobrze.
Admete - Czw 28 Kwi, 2011 21:33

Pewnie doszłam do innych wniosków niż ty. Ja tak to widzę. Nic na to nie poradzę.
nicol81 - Czw 28 Kwi, 2011 21:38

Ale pod jakim względem innych? Bo jeśli uważasz, że zaniedbania edukacji córek przez pana B. mogą być wytłumaczone, bo to tak było wtedy, to rzeczywiście widzę to inaczej.
Admete - Czw 28 Kwi, 2011 21:48

Rozmawiamy na zupełnie inny temat. Ja nie zagłebiam się w szczegóły o pannach Bertram, ja rozmawiam o edukacji kobiet w XIX wieku.
spin_girl - Pon 02 Maj, 2011 15:29

Wracając jeszcze na chwilę do pani Bennet, zgadzam się ze zdaniem Admete w tej sprawie. Pamiętam, że bardzo jej broniłam w mojej pracy magisterskiej. Moim zdaniem pani Bennet miała jak najsłuszniejsze motywacje. W czasach, kiedy dobrze urodzona młoda kobieta żadnym sposobem (oprócz zostania guwernantką) nie mogła na siebie zarobic, małżeństwo i to małżeństwo korzystne, było jedyną gwarancją bezpieczeństwa dla kobiety. Pani Bennet, która miała pięc córek z mizernym posagiem i jeszcze mizerniejszą pozycją społeczną, mogła faktycznie słabo spac po nocach. Fakt, że usiłowała dobrze wydac je za mąż świadczy o pewnym zmyśle praktycznym. Fakt, że pan Bennet miał to wszystko w nosie świadczy natomiast o jakiejś jego idiotycznej beztrosce i kompletnym braku realizmu. Sam cel pani Bennet może nie jest chwalebny, ale jest zrozyumiały i rozsądny. Jej metody natomiast są niedopuszczalne - ryzykowanie choroby najstarszej córki ( w czasach kiedy nie było antybiotyków), tylko po to, żeby mogła przenocowac u potencjalnego amanta, zmuszanie średniej córki do małżeństwa wbrew jej dzikim protestom, wykrzykiwanie na balach o cudzych dochodach itp, itd, to są właśnie przyczyny negatywnego odbioru tej postaci, a nie cel sam w sobie, który można zrozumiec nawet dziś, a na początku XIX wieku był na pewno jeszcze bardziej oczywisty.

Co do edukacji kobiet to wydaje mi się, że ograniczała się ona na ogół do kilku przedmiotów: czytanie, pisanie, kaligrafia, podstawy matematyki, jakiś obcy język (francuski bądź niemiecki), historia Anglii, rysunek, muzyka i wyszywanie. Wątpię, żeby wiele kobiet wychodziło poza to. Edukacja taka miała na celu wyprodukowanie przyjemnych ozdóbek salonowych - ładnie wyglądających nad robótką czy fortepianem, znających kilka francuskich romansów i pięc cytatów, kojarzących ważniejsze wydarzenia historyczne i piszących eleganckie listy. Czasami robiły rachunki domowe. I wsio. Więcej nie potrzeba było. Guwernantka załatwiała pisanie, matmę i języki, od rysunku był nauczyciel, od muzyki drugi, od tańca trzeci (w którymś na ogół panienki się kochały) robótki pokazywała mama. Równie dobrze można się było tego uczyc na pensji co i w domu.

Ania Aga - Pon 02 Maj, 2011 16:17

spin_girl napisał/a:
W czasach, kiedy dobrze urodzona młoda kobieta żadnym sposobem (oprócz zostania guwernantką) nie mogła na siebie zarobic, małżeństwo i to małżeństwo korzystne, było jedyną gwarancją bezpieczeństwa dla kobiety.

Dlatego rozumiem Charlottę Lucas, która zupełnie świadomie, wręcz na zimno zdecydowała się na małżeństwo z Colinsem. Dla niej było to zapewnienie sobie życia w godnych warunkach, a nie wegetacja u braci jako stara panna. Rozumiem ją, ale zdaję sobie sprawę, że ta kobieta zdecydowała się na bardzo trudne życie w sferze emocji. Pana Collinsa trudno pokochać, a nawet szanować, w tym małżeństwie musiała się czuć straszliwie samotnie. Poza tym, czy było to uczciwe wobec Collinsa? W jakimś sensie ona go wykorzystała.

Sofijufka - Pon 02 Maj, 2011 16:42

o wykorzystywaniu mogłaby byc mowa, gdyby ją kochał. A on wypełniał wolę patronki. Był to więc obustronny interes!
Ania Aga - Pon 02 Maj, 2011 17:06

Wydaje mi się, że Collins sądził, że Charlotta poślubia go dla niego samego, jego przymiotów, a nie dla pieniędzy. W jakimś stopniu ją kochał
Anonymous - Pon 02 Maj, 2011 17:16

Ania Aga napisał/a:
W jakimś stopniu ją kochał

Od razu? Kochając wpierwej Jane i Lizzie?

Ania Aga - Pon 02 Maj, 2011 17:30

On tak uważał i tak się zachowywał
spin_girl - Pon 02 Maj, 2011 19:11

Jeden z krytyków literackich nazwał to, co zrobiła Charlotte "elegancką formą prostytucji". Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Collins potrzebował żony do stworzenia określonego wizerunku, do prowadzenia domu, do rodzenia i wychowywania dzieci. Charlotte w zamian za dom, pieniądze, status i bezpieczeństwo oddawała mu swoje ciało i życie.
Tamara - Pon 02 Maj, 2011 20:12

Co zresztą sama mówi , że idzie jej o urządzenie sobie życia , bo jest nieładna , nie za młoda i nie ma posagu . A miłość sobie pan Collins potrafił wmówić z zatrważającą łatwością :lol:
nicol81 - Pon 02 Maj, 2011 21:23

spin_girl napisał/a:
ryzykowanie choroby najstarszej córki ( w czasach kiedy nie było antybiotyków), tylko po to, żeby mogła przenocowac u potencjalnego amanta

W obronie pani B. - nie przewidziała, że Jane zmoknie. Miało padac, dopiero gdy Jane będzie na miejscu.

spin_girl napisał/a:
Wątpię, żeby wiele kobiet wychodziło poza to.

W MP wychodziły bardzo poza, ale nie jest pewna, czy to nie był wyjątek.

Żeby być guwernantką, tez więcej edukacji było potrzebne.

Ania Aga - Pon 02 Maj, 2011 22:53

spin_girl napisał/a:
Jeden z krytyków literackich nazwał to, co zrobiła Charlotte "elegancką formą prostytucji".

Rozglądając się po związkach zawieranych w obecnych czasach, ten proceder trwa nadal.
A wracając do Charlotty i Collinsa to mi ich szkoda, każdy człowiek zasługuje na miłość

Trzykrotka - Pon 02 Maj, 2011 23:43

Tu się aż prosi (w odniesieniu do Charlotty i pana Collinsa) o rozmowę na temat, czy zawsze najlepiej jest wychodzić za mąż z miłości :-P
Ale fakt - choć zdrowy rozsądek jest (dla mnie) priorytetem jak chodzi o związki - to tak - bez szacunku i sympatii do "przyszłego" nie ma szans na choćby namiastkę szczęścia. Charlotta, kiedy spotykamy ją jako mężatkę, sprawia wrażenie szczęśliwej, ale sama Jane pisze, że to nowe życie, które sama świadomie wybrała, jeszcze jej nie spowszedniało. Serial pokazuje ze sporą przenikliwością, że pan Collins jest człowiekiem niezwykle uciążliwym w codziennym życiu. Podejrzewam, że im dalej, tym będzie gorzej. Choć może Charlotte zajmie się dziećmi, a pan Collins zostanie odsunięty na margines jej życia.

JoannaS - Wto 03 Maj, 2011 09:50

Ponieważ z kart powieści wynika, że Collinsowie oczekują potomstwa, to można założyć, że i Charlotta miała w końcu kogo kochać.
Od męża potrafiła się skutecznie separować przez całe dnie - miała spokój od jego głupiej gadaniny. Dzieci mogły jej dać i zajęcie i szczęście.
A potrafiła na męża skutecznie wpływać, skoro wyjechała z nim do swojej rodziny przed ślubem Elizabeth, uciekając niejako przed patronką i jej gniewem.

Sofijufka - Wto 03 Maj, 2011 10:26

przypomina mi się czeska saga Neffa, z "Cesarskimi fiołkami" na czele. Zaczyna się w XIX wieku, kończy po II wojnie światowej.
Pokazywano u nas serial na podstawie książek - fajny był. Tam jedna z bohaterek jest przepiekna dziewczyna, córka jakiegos urzędnika. Jest w żałobie, gdyz jej ukochany - arystokrata - zginął na wojnie. Nie wiadomo zreszta, czy by się z nią ożenił... Ojciec próbuje ją zmusić do małżeństwa z rozsądku - to okropna scena - ale jak się zastanowic, chodzi mu tylko o to, by po jego smierci nie znalazła się na bruku, bez grosza. Jak się okazało, dała sobie radę, dzięki talentowi krawieckiemu, ale i tak po kilku latach zwarła małżeństwo z rozsądku. Trafiła lepiej niż Charlotta, bo małżonek to taki o niebo symatyczniejszy czeski Wokulski...
Polecam cała sagę, może poza ostatnią częścią...

Admete - Wto 03 Maj, 2011 11:55

O - Sofi z twojego opisu wynka, że to był ciekawy serial :) Spin wyłożyłaś jasno te sprawy o edukacji kobiet, o które mi chodziło. Niestety podobno niektórym paniom domu nawet te podstawowe rachunki sprawiały trudność. Nawet jeszcze w II połowie XIX wieku. Często to salonowe wychowanie było przekleństwem kobiet.
Ania Aga - Wto 03 Maj, 2011 14:58

Admete napisał/a:
Często to salonowe wychowanie było przekleństwem kobiet.

Np."Marta" Orzeszkowej

spin_girl - Wto 03 Maj, 2011 18:34

nicol81 napisał/a:
W MP wychodziły bardzo poza, ale nie jest pewna, czy to nie był wyjątek.

Żeby być guwernantką, tez więcej edukacji było potrzebne.

jakoś sobie tego nie przypominam, chociaż MP znam dośc dobrze. Czego one się tam niby jeszcze uczyły?
A większośc guwernantek właśnie tyle umiała. Jane Eyre na przykład: francuski, rachunki, literatura i historia. Aha i rysunek. I trochę na fortepianie. Jak powiedział pan Rochester "faktycznie <trochę>" :wink: o biologii już sam ją uczył, o geografii też.

nicol81 - Wto 03 Maj, 2011 18:43

spin_girl napisał/a:
jakoś sobie tego nie przypominam, chociaż MP znam dośc dobrze. Czego one się tam niby jeszcze uczyły?


Cytat:
Fanny could read, work, and write, but she had been taught nothing more; and as her cousins found her ignorant of many things with which they had been long familiar, they thought her prodigiously stupid, and for the first two or three weeks were continually bringing some fresh report of it into the drawing–room. “Dear mama, only think, my cousin cannot put the map of Europe together— or my cousin cannot tell the principal rivers in Russia— or, she never heard of Asia Minor—or she does not know the difference between water–colours and crayons!— How strange!—Did you ever hear anything so stupid?”

“My dear,” their considerate aunt would reply, “it is very bad, but you must not expect everybody to be as forward and quick at learning as yourself.”

“But, aunt, she is really so very ignorant!—Do you know, we asked her last night which way she would go to get to Ireland; and she said, she should cross to the Isle of Wight. She thinks of nothing but the Isle of Wight, and she calls it the Island, as if there were no other island in the world. I am sure I should have been ashamed of myself, if I had not known better long before I was so old as she is. I cannot remember the time when I did not know a great deal that she has not the least notion of yet. How long ago it is, aunt, since we used to repeat the chronological order of the kings of England, with the dates of their accession, and most of the principal events of their reigns!”

“Yes,” added the other; “and of the Roman emperors as low as Severus; besides a great deal of the heathen mythology, and all the metals, semi–metals, planets, and distinguished philosophers.”

spin_girl - Wto 03 Maj, 2011 23:05

A, faktycznie, już kojarzę ten fragment. Wynika z niego, że panienki uczyły się:
-historii (order of kings, emperors, mythology, pholosophers)
-podstaw geografii (rivers in Russia, map of Europe, Asia Minor, way to Ireland)
-rysunku (water colors and crayons)
- podstaw chemii (metals).

Oprócz podstaw chemii w poprzednich postach wymieniłam wszystko. Nic co panny Bertram wymieniają z takim przejęciem nie jest jakąś oszałamiającą wiedzą i dałoby się zamknąc w jednym semestrze współczesnego gimnazjum. Wykucie się na pamięc królów Anglii czy względna orientacja w krajach Europy (może o Azji mniejszej coś wiedziały, ale pewnie jakby je zapytac o państwa Bałkańskie, albo np. dokładne położenie Słowacji, to już by nie były takie mądre. Chociaż z drugiej strony Słowacja mogła w tamtych czasach nie istniec :mysle: ) i wsio. Dobre i to niby.Ale i tak nie jestem pod wielkim wrażeniem.

Admete - Śro 04 Maj, 2011 15:39

Nie istniała Spin ;) Raczej należała do Austro-Węgier.
Anonymous - Śro 04 Maj, 2011 15:41

Admete napisał/a:
Raczej należała do Austro-Węgier.

W tym okresie gdy żyły panny Bertram Austro-Węgier jeszcze nie było :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group