To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Babylon 5

Aragonte - Czw 25 Mar, 2010 00:52

Przeglądając forum zagramaniczne, przypomniałam sobie jeszcze jeden zabawny cytat z Racing Mars :lol:

"Just my luck. The first time in my life I am a war hero and nobody knows about it. And worst of all, I'm married to you." (Marcus do Franklina)

Chyba się jednak zaloguję na tym hamerykańskim forum i przynajmniej się powitam :-P no i pochwalę się, że potrafię przeliterować nazwisko JMS :lol:

Edit: To też jest fajne :D
"Get the hell out of our galaxy" is a classic. One my friend has it as a ringtone for a text message."
Też chcę taki dzwonek :mrgreen:

A to akurat jest smutne:
"Delenn's "When I see my beautiful city in flames..." makes me sad because Joe wrote it that way because it would resonate with Mira Furlan. This was not long after Yugoslavia fell into civil war. So it has a special meaning."

Admete - Czw 25 Mar, 2010 13:13

Też mogłabym miec to jako dzwonek :)
Aragonte - Pią 26 Mar, 2010 21:42

Jako że mój niezły po południu humor pikuje szybko w czeluść doła, to chyba zaraz zapuszczę sobie jakiś odcinek w ramach akcji ratunkowej :-|
Albo może przetłumaczę do końca ten rozgrzebany rozdział? Chyba tylko strona mi została :roll:

Edit: ostatecznie pooglądałam Firefly, ale na tłumaczenie też rzuciłam okiem. Naprawdę niedużo mi zostało.
Admete, jak byś przełożyła taki wojskowy zwrot, który w angielskim brzmi jak połączone "Yes, sir", tzn. "Yesssir"? W pierwszym odruchu chciałam zrobić "Taaajest", ale jakoś głupawo mi zabrzmiało i sama nie wiem, czy nie lepsze będzie jednak na wpół angielskie "Tak, sir" :mysle: A może masz jakiś inny, lepszy pomysł?

Admete - Sob 27 Mar, 2010 07:33

Też bym pomyslała tak jak Ty - "Taaajest", ale lepszy chyba drugi sposób.
Aragonte - Sob 27 Mar, 2010 10:14

Ale z drugiej strony (deliberuję jak Tewje Mleczarz :wink: ) ginie wtedy odrobina stylu, kurka wodna...
A gdyby to połączyć? Pewnie byłoby to zbytnie cudactwo?
"Taaajest, sir" :mrgreen:

Edit: no dobra, dziwadło faktycznie :wink: Niech będzie neutralne "tak, sir". W końcu wiadomo, że to nie o polską armię chodzi, tylko o anglojęzyczne Siły Ziemskie.

Admete - Sob 27 Mar, 2010 14:29

Własnie :)
Aragonte - Sob 27 Mar, 2010 16:25

Proszę, Admete, oto wersja robocza - wklejam i pędzę na fitness :)
Dokończyłam rozdział XXI :mrgreen:

-------------
ROZDZIAŁ XXI

(...)
Marcus zauważył, że minbarskie słońce osiągnęło zenit, więc zasugerował Inesvalowi, aby wrócili. Podczas powrotnej wędrówki Minbari zajął się opowiadaniem historii z życia Williama. Nie sprawiło to, aby Marcus poczuł się lepiej. Wszystko, o czym był w stanie myśleć, sprowadzało się do tego, że Will porzucił dawne życie dla czegoś, co nie było tego warte.
Po powrocie do ambasady nie musieli już długo czekać na chwilę, kiedy wprowadzono ich do biura Sinclaira. Marcus dostrzegł, że strojem tamtego był nieco bardziej wyszukana wersja typowego munduru Strażnika. Sinclair okazał się bardzo wysokim mężczyzną o przyjemnym w barwie, donośnym głosie. Wszyscy oczekujący na posłuchanie skłonili się przed nim w taki sposób, jak im to zalecono. Marcus nie zrobił tego i wtedy złowił spojrzenie Sinclaira. Ambasador uśmiechnął się lekko.
— Jesteście tutaj — zaczął — ponieważ oświadczyliście, że chcecie dołączyć do Strażników i ponieważ wierzymy, że spełniacie nasze wymagania. Ale najpierw powinniście poznać kilka faktów. Aby wyjaśnić, kim naprawdę jesteśmy, muszę zaznaczyć, czym na pewno nie jesteśmy. A więc nie jesteśmy zakonem. Ci z was, którzy szukają wiecznych prawd albo duchowej ścieżki, powinni udać się gdzieś indziej. Wasza wiara lub niewiara w Boga, istnienie duszy, sens życia to wyłącznie wasza sprawa. Nikt nie będzie próbował was nawracać ani narzucać własnego światopoglądu. Odkryjecie jednak, że obyczaje Strażników są zakorzenione w tradycji Minbari. Jeśli okaże się to dla was kłopotliwe, jeśli nie macie dość otwartych umysłów i dostatecznego oparcia we własnej wierze, by uszanować cudzą tradycję, a jednocześnie nie rezygnować z własnych przekonań, to jeszcze raz powtórzę: lepiej udajcie się gdzieś indziej. Druga sprawa jest może nawet ważniejsza i musicie to dobrze zrozumieć. Otóż nie jesteśmy grupą, którą pcha do działania nienawiść czy żądza zemsty. Ci, którzy potrzebują licencji na stosowanie przemocy albo pragną załatwić osobiste porachunki z Cieniami, nie są tu mile widziani. Nasza organizacja ma zapobiegać zniszczeniom, a nie stawać się ich przyczyną. Wróg morduje bez wahania i na wielką skalę. My nie. Strażnicy są wojskową organizacją, która nie służy niczemu więcej jak ochronie przyszłości i życia. Każdego życia. Nawet naszych wrogów, jeśli to możliwe. Zalecił nam to Valen, nasz założyciel. Nie szukamy sposobu na unicestwienie wrogów. Chcemy tylko ich pokonać, zanim zniszczą cel, który sobie wybrali. Ich motywy i postępki wydają się wam odrażające, ale nigdy nie zapominajcie: oni także są żyjącymi istotami. Jako żołnierze będziecie uczyć się, jak walczyć i jak zabijać, będziecie się szkolić, by stanąć się w tym jak najlepsi. Musimy być gotowi do prowadzenia wojny, chociaż jej nie pragniemy. Oto i wojenny dramat – ci, którym zależy na pokoju, muszą podjąć wojenne działania, żeby się obronić. Jednak nauczenie was tego rodzaju umiejętności nie jest naszym jedynym zadaniem. Poznacie też wiele sposobów osiągnięcia naszych celów bez używania przemocy, a wszędzie tam, gdzie tylko okaże się możliwe, także bez narażania waszego życia. Jeśli nie odpowiadają wam tak rygorystyczne zasady, to możecie od razu odejść.
Sinclair zrobił pauzę, pozwalając wszystkim przyswoić sobie to, co powiedział, a także wyjść, jeśli tak zadecydują. Nikt się nawet nie poruszył. Marcus nie miał pojęcia, co myśleli sobie pozostali, ale na nim samym ta przemowa zrobiła znacznie większe wrażenie, niż się spodziewał. Z uczuciem ulgi myślał, że Will miał we wszystkim rację, zaczynał w to wierzyć. Ta sprawa była warta przynajmniej tego, aby pokręcić się wokół i dowiedzieć się, o co chodziło.
— W porządku — powiedział z uśmiechem Sinclair. — Tych dwoje Strażników zaprowadzi was do obozu i przygotuje do rozpoczęcia szkolenia. Witamy na pokładzie.
Inesval i jego towarzyszka zaczęli wyprowadzać rekrutów na zewnątrz.
— Panie Cole?
Marcus odwrócił się. Czyżby małe naruszenie protokołu na początku spotkania miało ściągnąć na niego kłopoty?
Sinclair nie powiedział nic więcej, póki nie zostali sami.
— Marcus, zgadza się?
— Tak, sir! — rzucił automatycznie Marcus, w którym odżyły stare nawyki z czasów, kiedy służył w Siłach Ziemskich jako bardzo młody rekrut.
— Proszę usiąść. Niestety, nie byłem w stanie pana przyjąć wczoraj, kiedy pan przyleciał. Proszę o wybaczenie. Chciałbym wyrazić wielki żal z powodu śmierci pana brata. Czy może mi pan opowiedzieć, jak to się stało? Co dokładnie pan widział?
Marcus zrelacjonował wydarzenia, dodając wszystkie szczegóły, które pamiętał. Nie pominął obojętnego zachowania biura rządu Ziemi ani też faktu, jakiego rodzaju formularze ubezpieczeniowe przyszło mu podpisać. Sinclair przyglądał mu się uważnie, ale kiedy opowieść została ukończona, zamyślił się głęboko. Dopiero po chwili na powrót zwrócił się do Marcusa.
— W pana bracie tkwił wielki potencjał, dostrzegłem to już w momencie, kiedy go poznałem. William był jednym z pierwszych, którym zaproponowałem dołączenie do Strażników. Okazał się jednym z najlepszych. Mogę panu powiedzieć, że dla nas to nieodżałowana strata. Mam nadzieję, że odnajdzie pan wśród nas dom tak samo, jak zrobił to William.
— Dziękuję — odparł głęboko poruszony Marcus. Także w nim zaczęła kiełkować nadzieja, że naprawdę tak się stanie.

Admete - Sob 27 Mar, 2010 17:26

Ale przemowa - pięknie przetłumaczyłaś :)

Tez bym się od razu zapisała :)

Aragonte - Sob 27 Mar, 2010 20:13

Na szczęście nie masz okazji porównać z oryginałem i odkryć usterek :wink:
Tak czy siak, dzięki :D
Ja też bym się zapisała :mrgreen: zwłaszcza równolegle z Marcusem :wink:
Ciekawe, jak byś znosiła lekcje medytacji, Admete - nasz bohater bardzo ich nie lubił, co wyjdzie na jaw w następnym rozdziale, za jaki mam zamiar się zabrać :D

Aha, to podrasowane "Tak, sir!" chyba brzmi dobrze, co? Przyznaję od razu, że wykrzyknik dostawiłam sama, w oryginale go nie było, podobnie jak słowa "automatycznie" - miałam jednak wrażenie, że jako ślad po wojskowym drylu powinno to zagrać.

Admete - Sob 27 Mar, 2010 20:17

Dobrze brzmi :) Medytację zniosłabym cięzko, chyba że myślałabym nad czyms zajmujacym ;)
Aragonte - Sob 27 Mar, 2010 20:20

A ja chyba zniosłabym ją bez bólu, w sumie bywałam już na takich zajęciach :mysle:
Gorzej byłoby z ćwiczeniem "delight", bo przypominało mi to publiczne opowiadanie dowcipów :mysle:

Admete - Sob 27 Mar, 2010 20:22

Tego na pewno bym nie zaliczyła ;)
Aragonte - Sob 27 Mar, 2010 20:32

A jak przetłumaczyłabyś samo "Delight", Admete? "Radość"? :mysle:
Admete - Sob 27 Mar, 2010 20:36

Przyjemność lu rozkosz byłoby zbyt dwuznaczne :)
Aragonte - Sob 27 Mar, 2010 20:37

Też mam takie wrażenie, dlatego tego nawet nie proponowałam :wink:

Cieszę się, że udało mi się skończyć kolejny rozdział. Jakoś zawsze poprawia mi to humor :D

Aragonte - Nie 28 Mar, 2010 21:48

Z amerykańskiego forum...

"Lost and B5 (Lost spoliers)
For anyone who is watching Lost, the very latest episode reveals that two major characters in charge of the island (Jacob and the Man in black) are very very old and that they play opposing roles in "managing" the island. This has fairly close parallels to the Vorlons and Shadows (Order vs Chaos) and is a very very old philosophical argument, as we know from season 4 of B5 (the JMS commentary tracks)....."

Lostów nie oglądam, więc ciężko mi się odnieść :mysle:

I Bester nie żyje, tzn. aktor, który go grał, jeśli nie pomyliłam nazwisk:
"Very sad news: Andrew Koenig, 41 year old son of Star Trek & Babylon 5 alum Walter Koenig, has taken his own life during a bout of depression while in Vancouver."

Admete - Pon 29 Mar, 2010 06:39

To chyba jego syn, nie sam aktor...
Aragonte - Pon 29 Mar, 2010 08:12

A, jasne, pozajączkowało mi się, rzuciłam okiem na samo nazwisko, bez wczytywania się.
Aragonte - Wto 06 Kwi, 2010 20:11

Ha, na tamtym amerykańskim forum rozpoczęła się mała wymiana zdań na temat Marcusa i Susan oraz pomysłu Straczyńskiego będącego próbą ich połączenia - jak miło, że Marcus nie został zapomniany :wink:
W każdym razie zgadzam się, że patent Straczyńskiego był taki se :roll: Nigdy mnie nie przekonywał mit o Pigmalionie i Galatei, a to jego kosmiczna wersja.

Edit: A, przekleję część tej dyskusji.

Re: Things we DON'T like about the B5-verse
Marcus dying. I understood why it happened storywise, but it still makes me sad.

Marcus isn't dead. Someone give a synopsis of that canon short story where he comes back, please!

Indeed, in Space, Time, and the Incurable Romantic,
Spoiler: he is revived and lives hapilly ever after with an Ivanova clone who has no idea she's not the real one. It goes that way if i remember correctly. He has a clone created , simulates a crash on a deserted planet, and has her believe they crashed here with the white star at the end of season 4 and were never found.

And it's all thanks to
Spoiler: a Garibaldi AI or something, right? Is there nothing Garibaldi and a computer can't do?! I thought the concept was horrible, to be honest. Marcus creates a sentient Love Slave and lies to her about her existence for the rest of their days. To me, that cheapens the decades that Ivanova lived without him and what she felt for him. If there's one thing you don't do, it's disrespect my Ivanova! Of course, she's dead and he can have a copy...
I just disliked the whole idea.


Spoiler: I'm not sure, the clone Ivanova is as much Ivanova as the real one. She has her DNA and all of her memories.
And Marcus chose to die at first because he couldn't live without her. Than she couldn't accept his death and tried to preserve him, in the end, forcing him to live without her, which was something he couldn't bear.
That's why i can't say if he's right or wrong on this one, it's such an impossible situation.

Spoiler: The clone only had her memories up to the White Star/Omega X battle. He designed her how he wanted her and then took her off to be his 'forever'. I find that disturbing. If she lived out her days without him, then Marcus should have continued being a Ranger in the future, doing the best he could to save the universe, without her.

Admete - Wto 06 Kwi, 2010 20:26

Pomysł dziwny, ale co innego miał zrobić? Rozdzielił ich przecież...
Aragonte - Wto 06 Kwi, 2010 21:27

No cóż - skoro już tak poprowadził ten wątek, to jak dla mnie nie ma powrotu :(

Niezależnie od tych ponurych myśli parę pomysłów z fanfików mi się podobało - choćby patenty z różnymi interwencjami w bieg czasu czy sięgnięcie po pomysł z V sezonu, z tym świętem Drakiri, który bodajże nazywał się Dniem Umarłych.

Admete - Wto 06 Kwi, 2010 21:35

Zmiany w czasie - to by pasowało. Z drugiejs trony jest w B5 jeszcze przeznaczenie, którego sie nie da uniknąć...
Aragonte - Wto 06 Kwi, 2010 22:14

Nie znalazłam za to fanfika (jak na razie), w którym Marcus wracałby do świata żywych mniej więcej na tym etapie, kiedy na Ziemi zapanowało drugie średniowiecze - może jest to fanfik, który sama powinnam napisać :-P
Miejsca dla Susan niestety w nim nie widzę :(

Aragonte - Nie 18 Kwi, 2010 18:21

Usiłując poprawić sobie humor, dojechałam do końca III sezonu i zaczęłam IV. Ale boję się go oglądać do końca, to raczej mnie zdołuje :-|
Admete - Nie 18 Kwi, 2010 18:31

B 5 dołuje pozornie. Człowiek przeżywa katharsis i w jakiś sposób jest mu lepiej ;)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group