To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - "Jeżycjada"

nicol81 - Nie 23 Paź, 2011 20:53

AineNiRigani napisał/a:
Nutria nie bawila sie - jej zwiazki z facetami nie opieraly sie przeciez na manipulacji nimi, co raczej na poddawaniu sie manipulacjom przez innych.
Nie mozna sie bawic kims z nadwrazliwosci, to sprzecznosc.

Ona akurat wiedziała, czego jej konkurenci od niej oczekują. I nie zapewniała im tego samego. Manipulacji ze strony Tunia nie widzę, tym bardziej Robrojka - chyba że histerie i emocjonalny szantaż Filipa za to uznać.
Ale, jak napisałam, jej nie sprawiało przyjemności bawienie się facetami, ale wychodziło, że z żadnym nie była szczera.

Anonymous - Nie 23 Paź, 2011 20:54

nicol81 napisał/a:
Ona akurat wiedziała, czego jej konkurenci od niej oczekują. I nie zapewniała im tego samego.


Bo ona sama tego nie wiedziała.

nicol81 - Nie 23 Paź, 2011 20:55

Pewnie dlatego jednak ocenia się ją inaczej od Pulpy... :mysle:
Hortensja - Pon 24 Paź, 2011 09:57

lady_kasiek napisał/a:
Doszukiwanie się wad w Gabrysi to chyba grzech :P Idealna córka, kochająca matka i siostra, wyrozumiała matka marnotrawnych cór, urodzila geniusza, odnosi sukcesy zawodowe. Troskliwa przyjaciólka. Etc, etc.


Tzw. Swieta Gabriela Poznanska (jak ja nazywaja na jednym musierowiczowskim forum :-P )

AineNiRigani napisał/a:
Sama postac Tygrysa jest juz glupio skonstruowana - zreszta moim zdaniem, to glupie stylizowanie postaci zaczelo sie od Pulpecji.


AineNiRigani napisał/a:
Nie, wczesniej.
Po prostu nie znam zadnej 18-latki zachowujacej sie tak jak ona. Kazde normalne zachowanie rowiesniczek ona traktowala z pogarda.


Oj sa takie przypadki, to dzieci pochodzace z "lepszych" rodzin (takich co to uwazaja sie za inteligencje, "ahtystow itp- czyli wypisz wymaluj Borejkowie!). Sama takich znam, ba, z jedna sie przyjaznie :) bo tez oczywiscie w zyciu przewaznie wystepuje to w formie nieszkodliwej i mniej zaawansowanej. Borejkowie tym samozadowoleniem ociekaja :p I rezultatem jest taka Laura, wybryk natury, co to slucha tylko opery i nowoorleanskiego jazzu :lol:

Ja sie absolutnie zgadzam z tym, ze pani Musierowicz w swoich ksiazkach coraz bardziej oddala sie od rzeczywistosci. Ale co mi jeszcze bardziej przeszkadza to taka jakby pogarda dla wszystkich ludzi innych od Borejkow i Borejkopodobnych.

Bonduelle - Wto 25 Paź, 2011 18:42

Hortensjo, pójdź w me ramiona. Wreszcie nie czuję się odosobniona w moich spostrzeżeniach! :)

O ile jako mała dziewczynka bardzo chciałam mieć rodzinę taką, jak Borejkowie, to teraz absolutnie sobie tego nie wyobrażam - właśnie dlatego, że są oni (razem z przyległościami w stylu Robrojka, Kowalików, Bitnerów etc) takim zamkniętym kółkiem wzajemnej adoracji. Wydaje mi się, że główna w tym "zasługa" Ignacego, który z książki na książkę stawał się według mnie marudnym, upartym i zasadniczym zupełnie nie wtedy, kiedy trzeba dziadkiem :evil:

Aha, wątek Nutrii jest chyba tym, który przyprawiał mnie o najwięcej frustracji (zaraz po licznych wyczynach Tygrysa; ale Laura zdawała się z tego powoli wyrastać). Faktycznie może nie tyle bawiła się facetami, co nie umiała wychodzić ze związków, w której uczucia już dawno nie było, przez nie była szczera wobec swoich mężczyzn.

Przy okazji - Filip, mimo że psychotyczny, miał w sobie coś magnetycznego. A Robrojka... cóż, było mi go zazwyczaj po prostu żal.

Aragonte - Wto 25 Paź, 2011 22:10

O ile ze spostrzeżeniami na temat Borejków zgadzam się całkowicie, to własną piersią będę bronić rodziny Żaków :mrgreen:
Czytam właśnie "Szóstą klepkę" (nie wiem, który już raz) i dalej uważam ich za uroczych, bezpretensjonalnych i znacznie bardziej ludzkich - także dzięki wadom - od Borejków. Żadnych świętych Gabriel Poznańskich tam nie zauważam :-P

Hortensja - Wto 25 Paź, 2011 22:12

Bonduelle napisał/a:
Hortensjo, pójdź w me ramiona.
Ide :przytul:

Bonduelle napisał/a:
O ile jako mała dziewczynka bardzo chciałam mieć rodzinę taką, jak Borejkowie, to teraz absolutnie sobie tego nie wyobrażam


Tez tak mialam, to znaczy nie narzekalam na swoja, ale chcialam sie jednak troche do rodziny B. upodobnic :wink: A teraz wole sie od nich trzymac z daleka. Ale czesciowo wynika tez z tego, ze wczesniejsi Borejkowie, ci z pierwszych ksiazek, mimo zgrzytow od czasu do czasu, byli normalnymi ludzmi mimo wszystko, z krwi i kosci, z przywarami i jeszcze mieli kontakt z rzeczywistoscia. Poza tym nastoletnie (wlasnie nastoletnie, a nie dorosle, ani dzieciece) zauroczenia byly opisane naprawde prawdziwie i sympatycznie. A juz rodzina Zakow, teraz to widze z perspektywy, to przeukochani ludzie i "Szosta klepka" jest chyba aktualnie moja ulubiona ksiazka :)

No a Borejkowie teraz... eh. Albercik, coz to sie porobilo!

Bonduelle - Wto 25 Paź, 2011 22:13

No faktycznie, Żakowie byli bezbłędni. Żaczek podbił moje serce, a i Julia pokazała ludzkie oblicze :)
nicol81 - Pią 28 Paź, 2011 22:25

Hortensja napisał/a:
A juz rodzina Zakow, teraz to widze z perspektywy, to przeukochani ludzie i "Szosta klepka" jest chyba aktualnie moja ulubiona ksiazka

Ja bardzo lubię "Szóstą klepkę", ale jako tacy Żakowie robią średnie wrażenie z nierównym traktowaniem córek i wykorzystywaniem Cesi. Rozumiem, że to miało służyć kształtowaniu jest postaci, ale ich nie usprawiedliwia. :?

Anonymous - Pią 28 Paź, 2011 22:58

Mam podobne wrazenie - Cielecina przy uduchowionej, a co za tym idzie porabanej Julii (??) prezentowala sie duzo korzystniej. Niestety rodzice byli odmiennego zdania...
Aragonte - Sob 29 Paź, 2011 14:00

nicol81 napisał/a:
Hortensja napisał/a:
A juz rodzina Zakow, teraz to widze z perspektywy, to przeukochani ludzie i "Szosta klepka" jest chyba aktualnie moja ulubiona ksiazka

Ja bardzo lubię "Szóstą klepkę", ale jako tacy Żakowie robią średnie wrażenie z nierównym traktowaniem córek i wykorzystywaniem Cesi. Rozumiem, że to miało służyć kształtowaniu jest postaci, ale ich nie usprawiedliwia. :?

A dla mnie to w jakimś sensie ich atut w porównaniu z nieznośnie idealizowanymi Borejkami, zwyczajnie są bardziej wiarygodni jako osoby. Ideałów nie ma. Jeśli będę chciała sobie poczytać o idealnych bytach, sięgnę po Platona :-P

Nie byłam dokładnie w takiej sytuacji jak Cesia, ale schemat ze starszą siostrą i młodszą (mua :wink: ) przerobiłam we własnym życiu, w dodatku w podobnej epoce jak ta z książki Musierowicz. To normalne, że młodszej dostawały się wtedy ciuchy po starszej (po bracie też). A jeśli chodzi o domowy wyzysk Cesi i Wiesi - to też realne i się zdarza. Rodzice są tylko ludźmi, może im się zdarzyć zachowanie, które nastolatka (w końcu książka jest pisana głównie z jej perspektywy) uzna za dowód, że jest mniej kochana, doceniana itepede. Nie ma co demonizować.
A poza tym wyobraźcie sobie teraz taki schemat w tej rodzinie: pani Żakowa, artystka, pozostaje jednocześnie idealną panią domu (moim zdaniem nierealne, to naprawdę mało kiedy idzie w parze) i idealną mamusią, Julia pracowicie szoruje gary zgodnie z grafikiem wywieszonym w kuchni na przemian z Cesią i ciocią Wiesią, no po prostu cud miód i ultramaryna.
Słodko do zemdlenia, zero konfliktu, nuda. A tymczasem w obecnej wersji mamy sympatyczny wariant opowieści o Kopciuszku i dużo radości w końcówce, kiedy znajduje się i Książę, no i zostaje przywrócona sprawiedliwość społeczna :mrgreen: to znaczy dyżury przy garach.

Naturalnie nikogo nie zmuszam do uwielbiania Żaków, ale sama pozostaję przy swoim zdaniu :) "Szósta klepka" jest w sumie jedną z niewielu powieści MM, w której żadna z postaci mnie nie drażni wyidealizowaniem.

Yvain - Sob 29 Paź, 2011 15:54

Aragonte napisał/a:
"Szósta klepka" jest w sumie jedną z niewielu powieści MM, w której żadna z postaci mnie nie drażni wyidealizowaniem

Też tak odbieram :mrgreen: "Szósta klepka" jest pierwszą książką Musierowicz którą przeczytałam, stąd mam do niej największy sentyment. Pamiętam jak płakałam ze śmiechu ze scen z Bobciem, czy Bobciem i dziadkiem :mrgreen:

Anonymous - Sob 29 Paź, 2011 16:48

Aragonte napisał/a:
A tymczasem w obecnej wersji mamy sympatyczny wariant opowieści o Kopciuszku i dużo radości w końcówce, kiedy znajduje się i Książę, no i zostaje przywrócona sprawiedliwość społeczna :mrgreen: to znaczy dyżury przy garach.


A wyszlo, ze Cesia jak byla Kopciuszkiem, tak nim pozostala - jedynie "krolestwo" sie zmienilo. Zawsze mnie draznilo to jak zostala zmarnowana moja ulubiona musierowiczowa para (potem byl Wolfi z Laura - znowu zpierd... watek) . Cesia poszla w gary i pieluchy, a Hajduk jej na to pozwolil robiac swoja "kariere".
Dlaczego Musierowicz zostawia wszystkie mdle watki, konczac je bajkowym happiendem i marnuje przy tym najlepsze swoje postaci/uklady/watki?

Alicja - Sob 29 Paź, 2011 18:06

Yvain napisał/a:
Aragonte napisał/a:
"Szósta klepka" jest w sumie jedną z niewielu powieści MM, w której żadna z postaci mnie nie drażni wyidealizowaniem

Też tak odbieram "Szósta klepka" jest pierwszą książką Musierowicz którą przeczytałam, stąd mam do niej największy sentyment. Pamiętam jak płakałam ze śmiechu ze scen z Bobciem, czy Bobciem i dziadkiem

taka jest prawda, Szósta klepka jest najlepsza. To, że zmarnowano potencjał postaci to inna bajka :roll: Julia - piękna królewna, w domu uwielbiana i wykorzystująca sytuację, młodsza siostrzyczka , dziecko w cieniu starszej siostry, pomocne we wszystkim, dziadunio i mój do dzisiaj uwielbiany Bobek , z pisankami w bakterie, ogniskiem na balkonie - normalne dziecko :wink: Iw pieknie rozwijające się uczucie Hajduka i cesi. Tylko ukochany Julii z mamunią mi tam zgrzytał. I koleżanka Julii z dzieckiem, któym zajmowała się Cesia. :mysle: Trochę mało realne

Tamara - Sob 29 Paź, 2011 19:40

AineNiRigani napisał/a:
Aragonte napisał/a:
A tymczasem w obecnej wersji mamy sympatyczny wariant opowieści o Kopciuszku i dużo radości w końcówce, kiedy znajduje się i Książę, no i zostaje przywrócona sprawiedliwość społeczna :mrgreen: to znaczy dyżury przy garach.


A wyszlo, ze Cesia jak byla Kopciuszkiem, tak nim pozostala - jedynie "krolestwo" sie zmienilo. Zawsze mnie draznilo to jak zostala zmarnowana moja ulubiona musierowiczowa para (potem byl Wolfi z Laura - znowu zpierd... watek) . Cesia poszla w gary i pieluchy, a Hajduk jej na to pozwolil robiac swoja "kariere".
Dlaczego Musierowicz zostawia wszystkie mdle watki, konczac je bajkowym happiendem i marnuje przy tym najlepsze swoje postaci/uklady/watki?

Ale Cesia była zadowolona ze swojego życia i dzieci , niekoniecznie kariera jest szczytem marzeń i warunkiem szczęścia , zwłaszcza w medycynie , którą Cesia skończyła :roll: gdyby robiła karierę zawodową , miałaby równo rozpieprzone życie rodzinne .

nicol81 - Sob 29 Paź, 2011 20:11

Aragonte napisał/a:
To normalne, że młodszej dostawały się wtedy ciuchy po starszej (po bracie też). A jeśli chodzi o domowy wyzysk Cesi i Wiesi - to też realne i się zdarza. Rodzice są tylko ludźmi, może im się zdarzyć zachowanie, które nastolatka (w końcu książka jest pisana głównie z jej perspektywy) uzna za dowód, że jest mniej kochana, doceniana itepede. Nie ma co demonizować.

Ciuchy dziedziczone mi nie przeszkadzają, praca domowa Cesi i wyrzucenie jej z pokoju, już tak.
Jest jasno pokazane, że to nie wizja z perspektywy Cesi i nie przypadkowe zachowania, stała sytuacja w rodzinie. Żaczka czasem uwiera, ale ciągnie to, bo tak mu wygodniej, pani Irena uważa to za normalne.
Może i realistyczne, ale zaprzecza Żakom jako miłej rodzinie...

nicol81 - Sob 29 Paź, 2011 21:55

Bonduelle napisał/a:
Faktycznie może nie tyle bawiła się facetami, co nie umiała wychodzić ze związków, w której uczucia już dawno nie było, przez nie była szczera wobec swoich mężczyzn.

Ona nie była szczera wobec Robrojka na samym początku, ukrywając przed nim, że jest związana z Filipem.

W sumie nieźle to jej wyszło- wyjeżdża na rok bez słowa, a gdy wraca, dwóch facetów czeka z oświadczynami... :thud:

nicol81 - Sob 29 Paź, 2011 22:01

Tamara napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Aragonte napisał/a:
A tymczasem w obecnej wersji mamy sympatyczny wariant opowieści o Kopciuszku i dużo radości w końcówce, kiedy znajduje się i Książę, no i zostaje przywrócona sprawiedliwość społeczna :mrgreen: to znaczy dyżury przy garach.


A wyszlo, ze Cesia jak byla Kopciuszkiem, tak nim pozostala - jedynie "krolestwo" sie zmienilo. Zawsze mnie draznilo to jak zostala zmarnowana moja ulubiona musierowiczowa para (potem byl Wolfi z Laura - znowu zpierd... watek) . Cesia poszla w gary i pieluchy, a Hajduk jej na to pozwolil robiac swoja "kariere".
Dlaczego Musierowicz zostawia wszystkie mdle watki, konczac je bajkowym happiendem i marnuje przy tym najlepsze swoje postaci/uklady/watki?

Ale Cesia była zadowolona ze swojego życia i dzieci , niekoniecznie kariera jest szczytem marzeń i warunkiem szczęścia , zwłaszcza w medycynie , którą Cesia skończyła :roll: gdyby robiła karierę zawodową , miałaby równo rozpieprzone życie rodzinne .

Nie wiemy, co Cesia skończyła i co robiła.

Anonymous - Sob 29 Paź, 2011 22:18

nicol81 napisał/a:
Bonduelle napisał/a:
Faktycznie może nie tyle bawiła się facetami, co nie umiała wychodzić ze związków, w której uczucia już dawno nie było, przez nie była szczera wobec swoich mężczyzn.

Ona nie była szczera wobec Robrojka na samym początku, ukrywając przed nim, że jest związana z Filipem.


litosci ... miala tyle co spotkanemu dalekiemu znajomemu spowiadac sie ze swojego zycia osobisto-intymnego?

nicol81 - Sob 29 Paź, 2011 22:23

Jej związek z Filipem był jawny i poza Robrojkiem przed nikim go nie ukrywała. Nie chodzi o szczegóły związku, a sam fakt jego istnienia.
Robrojek szybko został więcej niż dawnym znajomym, spotykali się we dwoje przez jakiś czas.

Aragonte - Sob 29 Paź, 2011 23:02

nicol81 napisał/a:
Ciuchy dziedziczone mi nie przeszkadzają, praca domowa Cesi i wyrzucenie jej z pokoju, już tak.
Jest jasno pokazane, że to nie wizja z perspektywy Cesi i nie przypadkowe zachowania, stała sytuacja w rodzinie. Żaczka czasem uwiera, ale ciągnie to, bo tak mu wygodniej, pani Irena uważa to za normalne.
Może i realistyczne, ale zaprzecza Żakom jako miłej rodzinie...

Nikt Cesi nie "wyrzucał". Brzmi to dramatycznie w Twojej wersji, ale sorki, to nie była żadna grecka tragedia, tylko proza MM, więc mi zgrzyta to określenie :-P
I dla mnie Żakowie nadal są miłą rodziną, tak - to, że Cesia jest taka, jaka jest, zawdzięcza m.in. genom i temu, że wychowywała się w atmosferze miłości (chociaż rozpieszczana nie była). Nie lubię podziałów typu białe/czarne. Można mieć swoje wady i pozostawać miłym, fajnym - w książkach i w życiu :) Zresztą kto z nas nie ma wad, do czorta? :mysle:
Żakowie nie są idealną rodziną (a na taką są kreowani Borejkowie - hmmm, teraz jakoś wydają mi się rodziną snobów :roll: ). Są jednak miłą rodziną, taką, w którą ja jestem uwierzyć. I chętnie bym wpadła do nich na herbatkę :mrgreen:

A co do kariery Cesi - piszę o "Szóstej klepce", więc nie chcę oceniać w tym momencie dalszych losów naszej bohaterki. Wcale nie jestem jednak pewna, czy Cesia byłaby szczęśliwsza, gdyby zrobiła wielką karierę jako lekarz :mysle: Zgadzam się z tym, co napisała Tamara.

Alicja - Sob 29 Paź, 2011 23:11

kto w latach 70 myślał o karierze? Raczej o dobrej pracy, Cesia po ślubie wiele nie traciła. Myślę, że była zadowolona ze swojego życia
Anonymous - Nie 30 Paź, 2011 00:26

nicol81 napisał/a:
Jej związek z Filipem był jawny i poza Robrojkiem przed nikim go nie ukrywała. Nie chodzi o szczegóły związku, a sam fakt jego istnienia.
Robrojek szybko został więcej niż dawnym znajomym, spotykali się we dwoje przez jakiś czas.


spotykali sie wylacznie jako znajomi i w gruncie rzeczy - na warunkach znajomosci, a nie kolezenstwa nawet. Czy byly konkretne spotkania we dwoje? Kawa, spacer? W gruncie rzeczy oboje spotykali sie raczej przypadkiem, po drodze.
A co do Cesi - chodzi mi o to, ze to, ze z Cieleciny wyrosla prawdziwa nijaka dojna krowa. Jakby kariera Matki Polki byla jedynym z mozliwych rozwiazan...

Anonymous - Nie 30 Paź, 2011 10:10

AineNiRigani napisał/a:
Jakby kariera Matki Polki byla jedynym z mozliwych rozwiazan...

bo gdyby myślala o karierze, byłaby babochłopem w spódnicy.


Dziadek Żak o zgrozo nie czyta Platona, a leci alfabetycznie biblioteczką. Hańba mu!

Aragonte - Nie 30 Paź, 2011 11:47

AineNiRigani napisał/a:
A co do Cesi - chodzi mi o to, ze to, ze z Cieleciny wyrosla prawdziwa nijaka dojna krowa. Jakby kariera Matki Polki byla jedynym z mozliwych rozwiazan...

Niestety, u MM przeważnie tak właśnie jest - jest to ukazywane jako spełnienie marzeń i ostateczna samorealizacja. Ewentualnie można robić karierę naukową - i być super-hiper-Matką Polką.

Tak, troszeczkę się wyzłośliwiam :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group