Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
Harry_the_Cat - Czw 21 Maj, 2009 21:50
| Mag13 napisał/a: | Nie rozumiem ani jednego, ani drugiego! |
Jak to?
BTW - ja omacek tez bardzo lubię
trifle - Czw 21 Maj, 2009 22:40
| Mag13 napisał/a: | Nie rozumiem ani jednego, ani drugiego! |
Można chodzić po omacku albo po ciemku Więc ciemek i omacek
Harry_the_Cat - Czw 21 Maj, 2009 23:46
Kania?
trifle - Pią 22 Maj, 2009 00:35
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Kania? |
Mag! Domagała się dżdżu w wersji mianownikowej i od tego się zaczęło
Wid i słych - jeśli nie było, to już są
Wróćmy do tematu może jednak...
BeeMeR - Pią 22 Maj, 2009 09:22
Moja ciotka chyba mawiała "dżdża" na pada "dżdżysty deszcz"
w młodszym pokoleniu częściej słyszę "dżdży"
Sofijufka - Pią 22 Maj, 2009 12:13
| trifle napisał/a: | | Mag13 napisał/a: | Nie rozumiem ani jednego, ani drugiego! |
Można chodzić po omacku albo po ciemku Więc ciemek i omacek |
to dla pogłębienia tematu
http://bajazpolaja.webpark.pl/2_tricki.html
BeeMeR - Pią 22 Maj, 2009 13:50
Ciekawy artykuł - i właśnie o to podobny brak mianownika mi chodziło, mówiąc że ciemek i omacek to wyrazy bliźniacze - a tu proszę - co najmniej siedmioraczki
mokka - Czw 28 Maj, 2009 18:30 Temat postu: Jane Eyre 2006 Najpierw obejrzałam wersję z Samanthą Morton i Ciaranem Hindsem. Podobała mi się, ale nie powaliła mnie na kolana. Dużo skrótów, Hinds (którego mimo wszystko niezmiennie wielbię) wrzeszczał tam okrutnie i szarpał tą nieszczęsną Jane niemiłosiernie. Wersję z 1996 omijam dużym łukiem. Dzięki Wam zaczęłam szperać w Youtube i po kawałeczku obejrzałam miniserial. No i ....już po mnie!! Jestem absolutną fanką tej ekranizacji. Książkę czytałam z piętnaście lat temu, teraz ją sobie odświeżyłam i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że nic lepszego nie można było nakręcić. To iskrzenie między Rochesterem a Jane, ta atmosfera... Od kiedy ściągnęłam sobie wszystkie cztery odcinki, to w każdej chwili, w której mogę bez wyrzutów sumienia je pooglądać, robię to namiętnie. No i cóż, wprawdzie lubię paskudnych brunetów w typie Hindsa z tymi "oczyskami" (jak to pięknie zawsze pisze Aine), ale Tobika kupuję w całości. Na początku Ruth mało mi się podobała, wolałam Samanthę Morton, wydawała mi się delikatniejsza, ale teraz, po tych kilkunastu "orgiach", nie wyobrażam sobie nikogo innego w tej ekranizacji:) No. To lecę teraz czytać wątek o Tobiku!!
Admete - Pią 29 Maj, 2009 05:40
Ja tez lubię wersję kinową. Podobała mi się.
damamama - Pią 29 Maj, 2009 14:37
Zgadzam się z Mokka. Widziałam wszystkie 3 wersje i ta z Wiliamem Hurtem najmniej mi się podobała, nawet jako całość.
mokka - Pią 29 Maj, 2009 21:48
| Mag13 napisał/a: | | A czemuż to wersja z Williamem Hurtem i Charlotte Gainsbourg nie odpowiada? Nawet ją lubię jako całość, choć Hurt mi w roli Rochestera średnio pasuje, aczkolwiek go jako aktora cenię. |
Nie podoba mi się z kilku powodów: po pierwsze z powodu samego Wiliama Hurta - nie ujmując nic jego aktorskim dokonaniom, nie odpowiada mi jako mężczyzna i nie podoba mi się jako Rochester - brak mi u niego emocji. No i Rochester miał być brunetem o czarnych rysach, Tobik też nie jest , ale przynajmniej udaje bruneta Hurt wygląda na zaniedbanego alkoholika. Po drugie, nie podoba mi się pomysł ze spaleniem Thornfield, kiedy Jane ucieka, nie podoba mi się czas trwania tej sceny sceny ani pomysł ze śmiercią Grace Poole. Po trzecie, Charlotte Gainsbourg jako Jane miewa momenty, kiedy jestem w stanie ją zaakceptować, umie być nieładna i ładna momentami, ale jakoś mało mnie przekonuje, nie budzi mojej sympatii. Scena oświadczyn mnie rozczarowała. Generalnie mam tej wersji do zarzucenia przede wszystkim to, że jest, moim zdaniem, pozbawiona emocji, od których książka przecież aż kipi. Dlatego z tych wymienionych ekranizacji ten właśnie film uważam za najmniej udany i nie mam ochoty do niego wracać.
Admete - Pią 29 Maj, 2009 23:42
Charlotte Gainsbourg - podoba mi się w roli Jane. Nie lubie natomiast Ruth Wilson i z jej powodu ostatnia wersja w zasadzie mi się nie podoba. Stwierdziłam ostatnio, że ta powieść chyba utraciła nade mna władzę. Nie mam już ochoty jej czytać, a kolejne filmowe wersje nie budza we mnie większych emocji. Trochę mi szkoda, czuję się przez to uboższa...Może mi minie ten dziwny stan, bo źle się z tym czuję.
Gosia - Nie 31 Maj, 2009 22:32
Charlotte Gainsbourg jako Jane mi się podobała. Wyglądała na guwernantkę, była wystarczająco nieładna, ale interesująca, mogłaby grać jedną z sióstr Bronte, jak dla mnie. Ale Williamowi Hurtowi - mówię nie!
Najmniej lubię ekranizację z 1996 ze względu na niego.
mokka - Pon 01 Cze, 2009 11:34
Zgadzam się, Ciaran jest trudny do zniesienia. W ogóle odnoszę wrażenie, że zagrał Rochestera w jakimś niezbyt dobrym dla siebie okresie - jak na mój gust był za gruby, brzydko ucharakteryzowany i koszmarnie krzywił usta (nawet jak na niego było to przesadzone). Scena w sypialni po ugaszeniu pożaru, kiedy Rochester powinien się ukazać w całej swej męskiej okazałości i wzbudzić w Jane rozkoszne nadzieje (ba, żądze!), w tym wydaniu jest dla mnie nieco żenująca. Ciaran, z wyraźną nadwagą, w jakiejś koszulinie, brakuje tylko szlafmycy! Gdzież mu do Tobika i jego torsu...Muszę odnaleźć wersję z Daltonem, żeby zobaczyć, jak tam to wyglądało. Mało jest poza tym w wersji z 1997 takich momentów, w których widać porozumienie Jane i Rochestera, tę harmonię bycia razem, zgodność myśli, charakterów, jaką oboje odczuwają. Dopiero, kiedy po obejrzeniu tej wersji sięgnęłam po stu latach po książkę, zdałam sobie sprawę, że jest tam wiele braków. A co sądzicie o Zelah Clarke? Bo jak dla mnie to ona jakaś taka... nijaka. Rochester ją miażdży w żelaznych objęciach, a ona ma minę, jakby ją to bolało i jakby myślała o tym, że jej się kołnierzyk pogniecie.
India - Śro 22 Lip, 2009 22:25
Witam
Zostalam sama na placu boju czy moze ktoraz z "Rochestero-maniaczek" dolaczy??
Mnie caly czas gnebi takie pytako, a mianowicie kiedy Rochester zrozumial, ze kocha Jane?
Admete - Czw 23 Lip, 2009 09:28
Wczoraj z Riellą obejrzałyśmy ostatni odcinek JE, bo Riella wcześniejsze widziała na TVN Style i dręczyło ją pytanie - uwaga cytuję: "Co Rochester zrobił z żoną?" A potem zrobiłam jej wykład na temat sióstr Bronte, albowiem posiadam dwie biografie rodziny Bronte i nie umiałam się powstrzymać od komentarzy
damamama - Czw 23 Lip, 2009 11:40
Zgadzam się z Mag13 | Mag13 napisał/a: | | Gdzieś między sceną przed kominkiem a rozmową na schodach z płaczącą Jane przypada moment, gdy zainteresowanie przekształca się w coś więcej, w uczucie. | W scenie z kominkiem to nawet Jane zauważyła, że między nimi coś zaiskrzyło.
Trzykrotka - Nie 13 Gru, 2009 21:32
Zaczynamy. To będzie dziennik producenta Jane Eyre, Diedericka Santera, z 14 tygodni kręcenia serialu. Całość jest tu:
http://www.bbc.co.uk/dram...oducer_01.shtml
Miłej lektury
Tydzień -1: 20 do 26 lutego 2006
Po kilku miesiącach pracy nad scenariuszem i dziesięciu tygodniach przygotowań, nasza produkcja „Jane Eyre” ma wreszcie ruszyć.
Najpierw musimy zrobić wstępne rozpoznanie. Przez następne cztery dni ja, Susanna White (reżyserka), Helga Dowle (kierownik produkcji). Rad Neville (pierwszy asystent reżysera) i szefowie różnych ekip jeździmy razem małym autobusem odwiedzając kolacje, w których zamierzamy filmować.
W każdym z miejsc grupa około dwudziestu osób wysiada z samochodu. Susanna opowiada, jak planuje nakręcić każdą scenę, a każdy członek ekipy rozważa praktyczne aspekty danego miejsca.
„Jak to oświetlimy?” „Nie za bardzo tu hałaśliwie?” „Jak tutaj wjadą ciężarówki”, „Czy to nie zbyt niebezpieczne?” „Jaki dodatkowy sprzęt będzie nam potrzebny?”
To szczególnie pracowity czas dla Helgi Dowie, bo wszelkie prośby o sprzęt trafiają do niej.
„Możemy zdobyć dźwig na ten dzień?” „Musimy wybudować tu rusztowanie długie na 100 stóp” „Do tego miejsca można się dostać tylko traktorem” „Gdzie posadzimy statystów?” „Jeszcze tu jesteśmy?”
Jest koniec lutego, a piękne Derbyshire w którym postanowiłem kręcić jest lodowate. Kiedy budzimy się w środę, okazuje się, że spadł śnieg i nie możemy tego dnia zobaczyć wszystkich naszych miejsc. Jutro spróbujemy od nowa.
Zdobywanie aktorów
Tydzień rozpoznania jest tym, w którym wszystko nagle zaczyna się dziać. Jak w przypadku każdego filmu przy którym pracuję, większość mojej energii wydatkuję nie na pracę z reżyserem i kierownikiem produkcji podczas dostosowywania lokacji – one same dają sobie radę – tylko na długaśne telefony do dyrektora castingu i agenta zatrudniającego aktorów, którzy pracują nad zdobywaniem aktorów do naszego filmu.
Czemu to mi się zawsze przytrafia, kiedy siedzę w autobusie starając się ściszyć głos? Czemu nie odbieram telefonów, kiedy siedzę w biurze i mam przed sobą wszystkie terminy i liczby? To dlatego, że aż do czasu naszej podróży wstępnej harmonogram zdjęć nie może zostać ustalony, a póki nie jest on ustalony, nie możemy zaangażować aktorów.
Mamy nadzieję, ze znakomita Pam Ferris zagra Grace Poole. To świetna rola charakterystyczna, ale ma niewiele scen do zagrania. Pam bardzo chcę ją zagrać, ale ma masę innych zobowiązań. Dostaniemy ją tylko jeśli terminy będą pasowały.
To z kolei będzie zależało od tego, w jakiej kolejności ułożymy prace w poszczególnych miejscach filmowania. Kiedy wspinamy się z busem na szczyt Stannage Edge (wrzosowiska, na których znajdujemy Jane na początku odcinka 4), dostaję telefon od Thalii Reynolds, która zajmuje się kontraktami aktorów, z informacją, ze mamy Pam na pokładzie.
Przed kryptą w Bolsover Castle (która zagra wnętrze kaplicy szkolnej w Lowood w odcinku 1) Thalia i ja omawiamy warunki finansowe i rachunki i ku mojemu zachwytowi dowiaduję się, że udział Franceski Annis jako Lady Ingram jest potwierdzony.
Tkwiąc w jedynym miejscu na terenie schroniska młodzieżowego w Ilam, w którym łapię zasięg (szkoła Lowood od zewnątrz, odcinek 1), dowiaduję się, że mamy Georgie Henley – gwiazdę filmu o Narni – na roli małej Jane Eyre. Hurra!
Wstępne rozpoznanie jest absolutnym nieszczęściem, zwłaszcza, kiedy ktoś zatruł ci jedzenie... Ale fakt, że mamy tak świetną obsadę, czyni je znośnym. A w Derbyshire i Peak District dadzą nam wspaniałe lokacje.
Nie mogę się doczekać początku zdjęć.
Tłumaczyła: Trzykrotka
Admete - Nie 13 Gru, 2009 22:00
A jednak, Trzykrotko! Dzięki
Trzykrotka - Nie 13 Gru, 2009 22:17
| Mag13 napisał/a: |
coś mocniejszego jako wsparcie moralne niezbędne - |
Mam, mam pyszny rumtopf jako wsparcie. Mag zainspirowałaś mnie. To bardzo miły tekst, a na dodatek każdy pretekst dobry, żeby sobie odświeżyć serial .
Mowiłam, wariatka jestem...
Calipso - Nie 13 Gru, 2009 22:34
| Mag13 napisał/a: | | bo przecie śnieg za oknem, |
Gdzie jest ten śnieg ? Mag,miło Ciebie widzieć
Trzykrotka - Nie 13 Gru, 2009 22:38
| Calipso napisał/a: | | Gdzie jest ten śnieg ? |
No jak to, w Krakowie! I w Toruniu....
damamama - Pon 14 Gru, 2009 09:12
I u nas był wczoraj. Trzykrotko padam do nóg Super, ogromnie się cieszę z tego tłumaczenia. Masz we mnie wiernego czytelnika.
BeeMeR - Pon 14 Gru, 2009 11:13
Trzykrotko
Trzykrotka - Pon 14 Gru, 2009 14:50
Tak mnie zmęczyła praca, że w przerwie śnaidaniowej, dla relaksu...
Tydzień 0: 27 lutego do 5 marca 2006
Próba czytana odbywa się w Londynie, na piętrze Kościoła Baptystycznego Bloomsbury przy Shafesbury Avenue. Zawsze staram się je odbywać właśnie tam, bo pomieszczenie jest duże, jasne i pełne powietrza, ma dobrą akustykę i wszyscy mieszczą się wokół stołu.
Jest to także blisko mojego domu i może właśnie dlatego trochę się spóźniam, przychodząc po większości aktorów. Nie pozostaje to nie zauważone przez moją sokolooką producentkę wykonawczą Phillipę Giles.
Phillipa jest bardzo doświadczoną producentką i producentka wykonawczą, pracowała w ciągu wielu lat przy takich tytułach jak „Fatal Inversion,” „Gallowglass,” „Our Mutual Friend” a ostatnio przy „North and South.” Jestem absolutnym prawiczkiem w gatunku klasycznego dramatu i w ciągu ubiegłych kilku miesięcy polegałem na mojej wierze, że olbrzymie doświadczeniu Phillipy w tej dziedzinie wybawi mnie z kłopotów.
Jest niezwykle spostrzegawcza i ma intuicję co do scenariuszy, zna wszelkie pułapki klasycznego dramatu, ma wielki gust w dobieraniu obsady i irytujący zwyczaj zadawania trudnych ale kluczowych pytań. Dzisiejsze: „Czemu się spóźniłeś? Mieszkasz tuż za rogiem.”
Mowa
Bardzo się denerwuję tą próbą.
Nie chodzi tu o scenariusz. Mam ogromne zaufanie dla dzieła Sandy Welch. Sandy, która robiła adaptację „North and South” i „Our Mutual Friend,” a także stworzyła wiele dzieł oryginalnych, na przykład „Magnificent 7,” pracowała niewiarygodnie ciężko przez ostatni rok nad stworzeniem własnego, nowego spojrzenia na powieść Charlotte Bronte. Jej scenariusz jest wspaniały. Powołuje do życia niezwykle poruszającą historię miłosną, jest pełen bogatego, barwnego obrazowania, jest zabawny, inteligentny, pełen pasji. Uważam, że nie tylko jest to naprawdę oryginalne i zajmujące podejście do powieści, ale może być zajmujące dla wielu ludzi, którzy w ogóle jej nie znają. Jestem pewien, że będzie się to czytało jak marzenie.
Nie chodzi też o aktorów. Są naprawdę znakomici. Jestem pewien, źe Ruth Wilson, którą zatrudniliśmy jako Jane Eyre będzie wielką, wielką gwiazdą. Jestem zachwycony faktem, że udało nam się zainteresować Toby'ego Stephensa („Cambridge Spies,” czarny charakter z Jamesa Bonda) rolą pana Rochestera, że nie zawiodły nas Francesca Annis, Pam Ferris, Georgie Henley.
Mamy także innych zdolnych – wschodzące gwiazdy Andrewa Buchana, Christinę Cole, Aidana Mc Ardle, a także ulubieńców publiczności, jak Lorraine Ashbourne i Tarę Fitzgerald. A także cały zastęp nowych i mniej znanych twarzy.
Powodem, dla którego denerwuję się przed próbą czytaną jest to, że muszę 'powiedzieć parę słów' na początek. Chcę przybrać odpowiedni ton – profesjonalny, ale swobodny, dynamiczny, ale zrelaksowany. Chcę oznajmić, że jesteśmy zespołem, pracujemy razem przy jednym wielkim, ekscytującym projekcie, łączymy naszą wprawę, talenty, umiejętności, doświadczenie i wizje. Chcę też być pewien, że nie stworzę wrażenia, że nasza produkcja jest rozchwianym wrakiem zmierzającym ku ostatecznej katastrofie.
Staram się jak mogę i wychodzi nieźle
Och, a czytanie poszło lepiej niż w ogóle mogłem sobie wymarzyć.
Tłumaczyła: Trzykrotka
|
|
|