To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?

Alison - Pią 23 Mar, 2007 18:37

Kaziuta napisał/a:
Trendzia jest powieścią o wielkiej miłości napisaną może mało wprawnie, ale zdarzjaą się jej momenty niezłe. Tęsknimy za takim uczuciem, pragniemy go, czy to oznacza, że pragniemy kiczu, że wielka miłość nie jest trendy?
Nie wiem czy dobrze wyłuszczyłam o co mi chodzi, ale bardzo się starałam.


Rzecz chyba w tym żeby sie nie wstydzić mówić, że coś mi się podoba, skoro mi się podoba. Nie ważne co, czy forma, czy treść, czy uzyte słownictwo, bądźmy po prostu szczere w zachwytach i się tych zachwytów nie wstydźmy. Czasami jesteśmy niewolnikami wyrafinowanych gustów. W towarzystwie wstyd się przyznać, że człowiekowi sie podoba Czajkowski, bo co? Bo ta muzyka jest tak ładna, melodyjna, harmonijna, że aż plebejska? Czy człowiek jest jest bardziej wartościowy kiedy podoba mu sie piłowanie żywcem instrumentów na Warszawskiej Jesieni? Kochajmy Trędzię dziewczyny taką jaka jest i się tego nie wstydźmy! :wink:

BeeMeR - Pią 23 Mar, 2007 18:58

Anaru napisał/a:
Znam wprawdzie tylko jednego Ryszarda (i nie jest to wasz Rysio :mrgreen:
Ja to nie rozumiem, czemu Ty się tak bronisz przed obejrzeniem tego, co już dawno mogłabyś i masz tam ze sobą. Zostaw na chwilę azjatyckie zakątki - północna Anglia też jest godna uwagi :mrgreen: . A gdyby Ci się nie spodobała, zawsze możesz przecież wrócić do Indii.

Anaru napisał/a:
natomiast za Chiny mi nie pasuje jako imie ordynatowego dzieciecia - juz lepiej faktycznie jakies patriotycznie polskie. :D

Szczerze mówiąc, mi też Ryszard nie pasuje. Za to coraz bardziej podoba mi się Ksawery, czy to na pierwsze, czy na drugie imię.

a co do kiczu - nie ukrywam, że też go lubię. Bo jest czas na "wielce wyrafinowane sprawy" i czas na cukierkowe rzeczy, które cieszą serce i oczy (o ile oczywiście nie powodują mdłości :wink: )

Kaziuta - Sob 24 Mar, 2007 00:19

Zgadzam sie z Tobą Ali w całej rozciągłości tego zagadnienia. Byłam kiedyś na spotkaniu z Krzysztofem Zanussim, który powiedział coś co bardzo mi utkwiło w pamięci, że "w sztuce nie ma demokracji". Chodziło mu o to, że albo coś jest dobre, albo nie jest i, że należy takie rzeczy nazywac po imieniu, ale nie zapominając w tym wszystkim o człowieku. Szanować jego wybory i gusta. Jeżeli komus podoba się kicz to jest jego i tylko jego sprawa.
Kochajmy Trendzię dziewczynki, bo jest urokliwa, zabawna, wzruszająca i śmieszna,
a poza tym jest nasza polska.

GosiaJ - Sob 24 Mar, 2007 15:51

Wydaje mi się, że czasem zbyt łatwo definiujemy coś jako kicz. Może jesteśmy zbyt zblazowani i nie umiemy już odczuwać pierwotnych emocji?

Anaru napisał/a:
(...)Dlatego czesto kiczem nazywa sie to, co odbiega od naszych standardów, skostnialych, bezpiecznych, ustalonych przez MADRYCH znawców - jak, nie szukajac daleko, kino bollywoodzkie :twisted:

No tak, ja oczywiście też zamierzałam się odwołać do kina bollywoodzkiego :) Ale właściwie pomyślałam, że to nie ma sensu, bo przecież kino bollywoodzkie kiczem NIE JEST! Oczywiście masz rację, coś, co jest inne i odbiegające od standardów, które akceptujemy, wkłada się do szufladki z napisem "kicz".

Wracając do "Trędowatej" - jak już napisałam wcześniej, przecież podobnymi środkami, jak Mniszkówna, posługuje się często w swojej poezji, pisząc o przyrodzie, Pawlikowska-Jasnorzewska. Jej jednak nikt kiczem nie nazywa. Co najwyżej - wrzuca się ją do innego, też deprecjonującego woreczka pod nazwą "literatura kobieca". "Kobieca" oznacza tu oczywiście literaturę "gorszą". Bo przecież w społeczeństwie patriarchalnym liczy się wyłącznie literatura "męska" - wiecie, jak często wśród wykładowców na studiach twórczość kobiet kwitowana jest lekceważąco? W tym samym woreczku jest też Jane Austen - przecież "ona nie pisała o niczym ważnym", prawda? :wsciekla:
Myślę, że kwestia postrzegania kiczu jest w dużej mierze indywidualna. Pewne wytwory kultury, jak te odpustowe landszafty z ryczącym jeleniem, pewnie wszystkie nazwałybyśmy właśnie tak. Ale już zdjęcie zachodu słońca na przykład? To zależy.

Alison - Sob 24 Mar, 2007 16:29

To ja chciałam znowu cytat z Boy'a z felietonu o "kwiecistym stylu", którego jak wiecie jestem wielką fanką. Boy niestety rozprawia się z nim bezlitośnie na przykładzie, mnie wielce interesującym i pouczającym, bo też się poniekąd zajmuję powodziami :wink:

"Oto mamy świeży dowód, jak dalece ten kult stylu kwiecistego, ta tresura opisowości, przewaga obrazu nad myślą odciska się na psychice wychowanków [chodzi o to, że przed wojną w szkołach preferowano w wypracowaniach właśnie taki styl - przyp. moje :wink: ]
Na szczytach katastrof niedawnej powodzi [...] poczytne pismo zamieściło oryginalną (w istocie dość oryginalną) korespondencję z jednej z najbardziej nawiedzonych miejscowości. Cały kraj czeka z zapartym oddechem wiadomości, cyfr, faktów, szczegółów; wiadomo, że woda unosi całe domy, spłukuje wsie, toczy trupy ludzi i zwierząt, a ów korespondent - z pewnością dawny prymus z polskiego - pisze w ten sposób:
Przecudna wyrazistością swojej panoramy, szeroka, zamknięta klamrą bielskich Tatr - dolina Białki spochmurniała teraz w szarudze długotrwałej słoty. Deszcz nieustannie siecze, rozmazując ostrość krajobrazu w jakiś mglisty kicz :wink: o przypadkowych smugach i zygzakach. Deszczyk, niby niewinny, siecze jednostajnie, a tymczasem w szerokiej dolinie Białki dzieją się - już od XVI wieku w białczańskiej parafialnej kronice nie notowane - dziwa [kocham tego korespondenta! :serce2: ]. Pod sianokosami, w rzadziźnie zielonych jeszcze wąskich zagonów żyta, w ziemniaczyskach rośnie woda mętna, jakby wysiąkła z głębi piaszczystego gruntu, rozprzestrzenia się, tworzy potoki, zalewa żyta, poletka wąskich, długich jak nić góralskich zagonów, tworzy jeziora i wartkim strumieniem, podważywszy szerokie, silne łaty płotów, chluszcze na gościniec, tocząc się po nim szeroką żółtą rzeką.
A deszcz siecze... :serce2: :rotfl:
Szumiący, jak olbrzymi młyn wielkoludów, grzmiący rwanymi z Tatr skałami górski potok Białka rozszalał się i zbiesił. Wyrwał się z niewyraźnych brzegów, z dziecinnie nieudanych wypustów, drutowanych niedawno przez niefortunnych regulatorów, porwał olbrzymie kule wytoczonych okrąglaków granitowych i wali wraz z nimi na plebańskie i ludzkie pola, na olszynowe zagajniki, na smrekowe laski, wyrywa z ziemi graniczne dawne madziarskie słupy, drze, podmywa ziemię, szarpie kapuściska... A małe, zwykłe, spokojne potoczki też nie próżnują...

Barwnie napisane, ale, doprawdy, czy to był moment?... Okazuje się, że styl kwiecisty jest sam przez się żywiołem silniejszym od potopów i powodzi, jakich nie pamietają najstarsi ludzie ani ich babki."

Nie wiem jak Wy, ja tam trzymam sztamę z korespondentem :cool:

Kaziuta - Sob 24 Mar, 2007 19:07

Można by rzec za grekiem Zorbą, że to była piękna katastrofa. :wink:
Admete - Sob 24 Mar, 2007 19:35

Rzeczywiście kicz jest sprawą dośc indywidualną, moim zdaniem jego postrzeganie zależy od typu wrażliwości i wiedzy odbiorcy. Kicz można lubić, będąc nieświadomym, że to kicz i można go doceniac świadomie. Popularnie sądzi się,że kicz to coś łatwego w odbiorze, przyjemnego. Poza tym wiecie jak to jest - bywa, że coś zaliczy się do kiczu, a potem nagle awansuje do Wielkiej Sztuki ;-) A czy kicz wykorzystany świadomie nadal jest kiczem? A camp, który w zasadzie o kicz się ociera jako coś oparte na sztuczności i stylizacji? W moim przypadku prędzej przełknę kicz w sztuce wizualnej niż w literaturze. Nie mnie sądzić czy Trędowanta jest kiczowata, ale z mojego punktu widzenia napisana jest stylem, którego na dłuższa metę znieśc nie mogę ( bez obrazy dziewczyny ;-) ). Przez kilka pierwszych stron będe się radośnie rechotać, ale potem się zirytuję i zacznę myśleć - "O nie, czy tego ktoś nie mógłby poprawić?!" - wiem, to takie zbocznie ;-) To dlatego z Trędowatą mi nie po drodze ;-) Poza tym rozbuchana emocjonalnośc bohaterów zawsze doprowadza mnie do szału.
Gosia - Sob 24 Mar, 2007 19:49

Wiesz Ali, ze ten fragment przez Ciebie przytoczony, skojarzyl mi sie jakos tak z Żeromskim i jego stylem pisania?
Alison - Sob 24 Mar, 2007 19:52

Gosia napisał/a:
Wiesz Ali, ze ten fragment przez Ciebie przytoczony, skojarzyl mi sie jakos tak z Żeromskim i jego stylem pisania?


No bo w tych czasach kupa ludzi tak pisała, takie były preferencje w szkołach.
Zawsze mówiłam, że się urodziłam za późno :sad:

Admete - Sob 24 Mar, 2007 19:53

Gosiu cos w tym chyba jest, bo miałam podobne skojarzenia. To chyba dlatego z Żeromskim też nie zawsze mogłam się dogadać ;-)
Aragonte - Sob 24 Mar, 2007 19:54

Admete napisał/a:
Gosiu cos w tym chyba jest, bo miałam podobne skojarzenia. To chyba dlatego z Żeromskim też nie zawsze mogłam się dogadać ;-)

Ja też nie :wink:

Alison - Sob 24 Mar, 2007 19:56

Wszystko jedno do kogo to podobne, przejście od szarpanych wodą kapuścisk do spokojnych potoczków, które tym razem już nie próżnują, jest tak cudne, że ja jestem ululana ze śmiechu :lol:
Gosia - Sob 24 Mar, 2007 20:01

Ja czasami lubie sobie poczytac cos podobnego, to odswiezajace dla umyslu, i tak niepodobne do przecietnej produkcji literackiej ;)
Anaru - Pon 26 Mar, 2007 17:53

I dziennikarskiej. :mrgreen:

Ale, zeby nie bylo, ze takiego stylu juz nie ma - oto swiezutki artykul z najnowszego (chyba w ogóle pierwszego) numeru nowej darmowej polskiej gazety (po tresci sadzac to tabloid) pt. Laif

No jako zywo mi sie skojarzylo.... :rotfl:
(tu stronka: http://www.laif.co.uk/)

Gosia - Pon 26 Mar, 2007 19:02

Piekne! Jak to codzienne czynnosci nabieraja smaku jakiejs basni czy to starozytnego mitu. To niesamowite i wielce odswiezajace.
Nie ma tego w wordzie lub w pdfie ? ;)

Kaziuta - Pon 26 Mar, 2007 19:16

Ja zmywarką dopiero od pewnego czasu, ale opis tych codziennych nie zawsze "apetycznych" czynności cudny.
Czyżby jakiś potomek Helenki ? :wink:

Anaru - Pon 26 Mar, 2007 19:24

Gosia napisał/a:
Nie ma tego w wordzie lub w pdfie ?

Dalam tam adres strony - tam sie powinno cale czasopismo sciagnac jako pdf, ale u mnie nie schodzi - nie wiem, czy to kwestia jakiegos bledu, czy moze fatalnego polaczenia internetowego (i jeszcze gorszego sprzetu), jakie mam tu w pracy (ale idzie juz, idzie modem do domu - bo padl w zeszlym tygodniu - powinien byc jutro) :banan:

Strasznie mi pasowalo stylem - moze i potomek, albo utajony wielbiciel wysublimowanego sposobu przekazywania tresci :mrgreen:

Gosia - Pon 26 Mar, 2007 19:34

Udalo sie, ale w Mozilli, w IE nie chcialo sie sciagnac. Dzieki :D
Alison - Pon 26 Mar, 2007 20:53

Tajemniczy woal absmaku;
Larwy tłustej jajecznicy;
Omdlałe frędzelki powieczornej sałatki;


Kocham tego gościa miłością pierwszą!!! To jakiś mój kosmiczny brat, dajcie mi go tu, wybaczę mu nawet to, że jest facetem, co nie myje po sobie naczyń!! :serce2: :serce: :serce2:

Vasco - Pon 26 Mar, 2007 22:34

http://www.laif.co.uk/PDF/LAIF01.pdf
Aragonte - Pon 26 Mar, 2007 22:45

Alison napisał/a:
Tajemniczy woal absmaku;
Larwy tłustej jajecznicy;
Omdlałe frędzelki powieczornej sałatki;

Bosssssssssssssssskie :twisted: :rotfl:

GosiaJ - Nie 01 Kwi, 2007 22:58

Wrócę do ad remu :) No jakoś tak niesporo mi idzie ten drugi tom... Wyznaję, że omijam fragmenty albo raczej przelatuję wzrokiem, skupić się nie mogę, ech! Męczy mnie - ale ja zawsze doczytuję do końca, tak czy inaczej, to jeszcze się pomęczę. Tylko tak zasygnalizować chciałam :)
Trzykrotka - Nie 01 Kwi, 2007 23:37

No bo drugi jest o wiele gorszy od pierwszego... bale, polowania i przejażdżki się kończą, zostaje ordynat, jak Ordon na reducie, broniący swego prawa do szczęścia. Na pociechę powiem, ze:
1.mamy alternatywne i wielkiej piękności zakończenie pióra Alison
2. Im dalej w las, tym bardziej Waldy'emu jeże w głowie (no kocham tego jeża po prostu)

Kaziuta - Pon 02 Kwi, 2007 00:00

Ja zbliżam się do końca i tak sobię myślę, że gdyby tę Trendzie poprawić w paru miejscach to byłaby naprawdę dobra powieść.
Zakochany Waldemar walczący o rękę Stefci budzi u mnie najgorętsze uczucia.
Cały czas myślę czy by nie namówić Pana Hoffama na jeszcze jedną wersję tylko ze szczególami i w odcinkach :wink:

Trzykrotka - Pon 02 Kwi, 2007 00:07

Myślę, ze tu już nie pan Hoffman potrzebny, ale to prawda, Trędzia aż się prosi o serial, ale taki od serca, z sześcioodcinkowy, w pieknych wnętrzach (hoffmanowskie były świetne) i w plenerach, nie taka nędza, jak polsatowski.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group