Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
trifle - Pon 27 Kwi, 2009 22:21
| Mag13 napisał/a: | | Popełnil grzech kłamstwa, ale miało ono wyższą rację moralną wynikającą z głębi uczucia, w końcu bezinteresowanego, jeśli chodzi o człowieka w jego pozycji. |
Czy naprawdę jest coś takiego? Życie nie jest biało-czarne, wiem, ale to jest zbyt ważna sprawa - małżeństwo z ukochaną mimo posiadania żony... - żeby to miała być okoliczność łagodząca. No nie wiem
trifle - Pon 27 Kwi, 2009 23:38
| Mag13 napisał/a: | | Uwieść Jane? Czy to byłoby lepsze? Czystsze? Bardziej moralne? |
Eee, powiedzieć prawdę?
Nie powiedziałam, że uczyniło go gorszym, ale też nie lepszym.
Zasada "celu uświęcającego środki" nigdy nie była dla mnie wartością..
trifle - Wto 28 Kwi, 2009 01:30
Rochester nawoływał do Boga? Nie pamiętałam tego
Ale czy nie ma czegoś po środku - między cierpieniem miłości niemożliwej a drogą, którą wybrał? Tzn czy tej jego drogi nie można było trochę zmodyfikować? Mógł powiedzieć Jane, ona pewnie by odeszła, czyli wyszłoby na to samo, ale jego hmm postawa byłaby uczciwa. Ta jego dobra intencja, to jedna z tych, którymi piekło wybrukowane. Egoistyczna. Chciał mieć Jane dla siebie. I czymże innym byłaby jak nie kochanką? Zrobiliby przedstawienie w postaci ślubu z nieświadomą Jane, a przecież taki ślub jest nieważny.
nicol81 - Wto 28 Kwi, 2009 10:23
| Mag13 napisał/a: | | Popełnil grzech kłamstwa, ale miało ono wyższą rację moralną wynikającą z głębi uczucia, w końcu bezinteresowanego, jeśli chodzi o człowieka w jego pozycji. A Bronte nie uważa tego za okoliczność łągodzącą.... |
Ja myślę, że to właśnie podstawa- Bronte nie uważa, a ona tu rządzi Co nie znaczy, że musimy się zgadzać. Jednak ja też nie uważam, że Rochester miał wyższą rację moralną i był bezinteresowny- chciał Jane. Co do małżeństwa- Trifle ma rację, to byłby jedynie wyrób małżeństwopodobny. Nawet gdyby to się nie wydało i Jane byłaby jego żoną przed światem, to przed Bogiem, jedyną istotną instancją dla Charlotty, nie byłoby małżeństwa.
| Cytat: | | Bigamia jest jedynie tam, gdzie prawo i moralność nie zezwalają na rozwód. Rochester został przez obowiązujące normy skazany na takie, a nie inne postępowanie, natomiast intencje miał szlachetne. |
I znowu- nie jest to pogląd wyznawany przez Charlottę. Moim zdaniem, ona nie wierzy, że normy nas na cokolwiek skazują...
To że Jane wybacza, to co innego- ona kocha. A jednak dla Charlotty Rochester zasłużył na czyściec (nie piekło), choć Jane by się z nią nie zgodziła
nicol81 - Śro 29 Kwi, 2009 10:03
To prawda, że Rochester walczy, ale to nie zmienia faktu, że przegrywa. I tak, jak najbardziej można nazwa c to "interesownością"- w końcu jego cele wygrywają z wyższymi uczuciami.
| Mag13 napisał/a: | | Rochester wzywa Boga |
I myślę, że to to dla Charlotty przeważyło, że miał jednak hapiend...
trifle - Śro 29 Kwi, 2009 23:27
| Mag13 napisał/a: | | Ja widzę w jego nagłej decyzji oświadczyn akt skrajnej desperacji. Widzimy przecież wcześniej, jak próbuje Jane od siebie odsunąć - najpierw, po pożarze, sam opuszcza Thornfield Hall, potem przywozi z sobą towarzystwo tworzące pomiędzy nimi swoistą barierę, udaje, że zaawansowane są plany co do Blanche, a kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że jest z Jane nierozerwalnie związany uczuciem - co chyba sobie uświadamia, gdy ona wyjeżdża do umierającej ciotki - próbuje wyekspediować ją do Irlandii. |
Hmm... bo to wszystko trudne jest do oceny. Ja Rochestera rozumiem, tzn rozumiem jego motywy, nie potępiam go. Pojmuję, że kochał, że nie mógł wytrzymać i się oświadczył, ale nawet wtedy doskonale o swej pozycji pamiętał. Choć jest to wyraz miłości, której każda by chciała być "obiektem", to jego postępowanie jest po prostu złe. Nie chciałabym nigdy być na miejscu Jane - zakładając na przykład, że do ślubu by doszło, do consumatum również, a potem gdzieś kiedyś wydałoby się, że to wszystko to tylko prowizorka..
trifle - Śro 29 Kwi, 2009 23:44
| Mag13 napisał/a: | | Czy samo opuszczenie go przez Jane, niepewność, brak kontaktu - nie byłyby wystarczające? |
Nie. Bo dokładnie to samo przeżywała Jane, a jej "pozycja" powinna być lepsza czy raczej - jego gorsza.
trifle - Czw 30 Kwi, 2009 01:00
| Mag13 napisał/a: | | Jane też cierpiała z racji rozstania - ale jej przewaga polegała na tym, że mogła wybrać, to była jej decyzja. Rochester został natomiast wyboru pozbawiony. |
Marna to przewaga A Rochester sam się pozbawił prawa decyzji, bo i niby CO mógł zdecydować?
PS. Jakie było zasadnicze pytanie/zagadnienie? Do czegoś zmierzamy? Bo się zgubiłam trochę, a późno już i kiepsko myślę
nicol81 - Sob 02 Maj, 2009 12:55
| Mag13 napisał/a: | | dowodzi, że Rochester nie był człowiekiem złym, nie uchylał się od powinności. |
ALe chyba nikt nie mówi, że byl złym cżłowiekiem Tylko że źle postąpił, a to różnica...
| Mag13 napisał/a: | | słowa Jane o tym, że zawsze jest odkupienie win, dla każdej przewiny - zapowiadają wybaczenie przez nią jego czynu. Tylko dlaczego za tak okrutną cenę? |
Ale ta cena to nie była cena Jane- ona wybaczyłaby moim zdaniem bez tego. To cena porządki moralnego w postaci Charlotty B.
| Mag13 napisał/a: | | jej przewaga polegała na tym, że mogła wybrać, to była jej decyzja. |
Będąc osobą jaką była, nie mogła...
| Mag13 napisał/a: | | w wersji filmowej mam wrażenie, że starano się pokazać, iż był on prawie gotów powiedzieć Jane o swoim sekrecie. |
To prawda, że w wersji filmowej sugerowano to (podobnie było w RiR 95), ale jakby chciał powiedzieć, miał dużo czasu...
trifle - Pon 04 Maj, 2009 10:46
| Mag13 napisał/a: | | Tak, ale czy łatwo powiedzieć osobie, którą się kocha, osobie, o której się wie, jakie wyznaje zasady, że ma się żonę? Oczywiście, można uznać, że w takiej sytuacji Rochester nie powinien pozwolić sobie na uczucie - ale my to widzimy, obserwujemy jego walkę z sobą, ze słabością, jaką jest miłość do Jane. |
Nie wydaje mi się, żeby istniało coś takiego jak "pozwolenie na uczucie". Ono albo jst albo go nie ma...
I nie, nie jest łatwo powiedzieć coś takiego, jest potwornie trudno, ale czy to znaczy, że trzeba szukać innej drogi? Miłość wymaga uczciwości i szczerości wobec osoby, którą się kocha, no a już w tak zasadniczych sprawach...
damamama - Czw 07 Maj, 2009 14:29
Jeżeli uczucie przełamuje wszystkie bariery, to mógł być uczciwy od początku. Gdyby Jane wiedziała od pierwszej chwili, nie odeszłaby. Rochester byłby dla niej po prostu pracodawcą z dzieckiem. Ta sytuacja nie przeszkadzałaby w zakochaniu się Jane, jej postępowanie nie byłoby inne od tego, które zostało opisane przez Charlottę. Finał byłby inny - platoniczny. Tutaj problem wystąpił już na samym początku. Rochester z obawy, że żadna guwernantka nie będzie chciała mieszkać pod jednym dachem z obłąkaną, zakazał wspominać o Bercie. Tego czego nie wyjawiło się na początku, trudno jest wyjawić, gdy sprawy zajdą za daleko. Jeśli chodzi o karę za to co zrobił, to Charlottcie chodziło chyba o to aby uznał, że wszystko zależy od Boga i jedynie on może odmienić zły los.
trifle - Czw 07 Maj, 2009 20:59
| Mag13 napisał/a: | | on został potępiony za czyste uczucie miłości do Jane. |
Moim zdaniem to duża nadinterpretacja jest. Nie został potępiony to po pierwsze. Wydaje mi się, że w ogóle tego jego wypadku, utraty wzroku nie można rozpatrywać jako kary. Wypadki, nam, ludziom, po prostu się zdarzają. Nie wierzę w to, że Bóg zsyła na nas nieszczęścia. Gdyby miał być potępiony to by najprawdopodobniej po prostu w tym pożarze zginął.. A on przeżył! Potargany, pokrzywdzony, ale przeżył. Może fizyczna ślepota pozwoliła mu "zobaczyć", co jest ważne. Spójrzmy na to z tej strony - on nie został potępiony, on został uratowany!
Co by było gdyby Jane w ogóle nie spotkał? Żyłby dalej, być może uwodziłby kolejne damy na chwilę i nic by się szczególnie nie zmieniło. A Jane go uratowała...
Kompletnie nie rozumiem w jaki sposób Jane ma być winna jego "zejściu z właściwiej drogi". On był na właściwej drodze? Nie powiedziałabym... Nadal uważam, że jego zamiary wobec Jane były bardzo nieuczciwe. Co z tego, że ją kochał? Nie można tak okrutnie oszukiwać kochanej osoby. Koniec i kropka. Było trudno? No jasne, że tak, to, co łatwe, nie jest tak ważne..
Tak sobie myślę, że tak naprawdę to cierpienie wszelkiego rodzaju, niepowodzenia, nieszczęścia hartują naszego ducha, kształtują nas, rzeźbią. Bez nich to, no zaiste!, bylibyśmy szczęśliwi jak prosię w deszcz i tyle. A Rochester między nami Te wszystkie trudne przeżycia widocznie były do czegoś potrzebne...
trifle - Czw 07 Maj, 2009 22:57
Muszę sobie iść, bo jutro raniuteńko jadę do Krakowa (yes yes!), ale ja wrócę do tego tematu! Bo dużo tu można mówić.
Ja nie lubię takiego zastanawiania się nad każdym detalem i "co autor miał na myśli".. Wrócę tu w poniedziałek z pewnością
nicol81 - Pią 08 Maj, 2009 11:05
Co do potępienia- teologicznie to zdaje mi się oznacza piekło- czyli już brak nadziei na odkupienie. Rochester nie został potępiony- został ukarany i poddany próbie. Jak zwrócił się ku Bogu, to został ocalony. Cierpienie pozwoliło mu dokonać przewartościowań i go ocaliło. I dało mu hapiend przez to.
nicol81 - Pon 11 Maj, 2009 16:04
To trochę dyskusja, czy szklanka jest w połowie pusta czy pełna - można wskazać, że Rochester jednak dostaje niezły hapiend- ma kochającą żonę, syna, majątek, przebłyski wzroku, czyste sumienie, pojednanie z Bogiem...
trifle - Pon 11 Maj, 2009 17:57
Dumamy i dumamy, a Charlotte B. po prostu chciała zachować równowagę w swym dziele z happy endem, gdzie "zły" nie mógł tak po prostu się zmienić, musiał trochę od życia oberwać
| Mag13 napisał/a: | | Pytanie można rozszerzyć o to, czy Jane wolałaby męża z obiema rękami, czy też wystarcza jej jednoręki! Czy uzyskanie owych dóbr kosztem utraty ręki i wzroku jest udaną "transakcją"? Ktoś religijny by powiedział, że tak: możliwość odkupienia grzechów i zbawienia jest tego warta. Ale czy na pewno? |
A nie jest? Choć nadal nie uważam, że wypadek Rochestera to odkupienie i zbawienie. Wiadomo, że każdy normalny człowiek chce i sam być zdrowy i sprawny i żeby jego bliscy tacy byli. Ale gdy nie są, to i tak się ich kocha. Jane była szczęśliwa, że ma "duszę" Edwarda obok siebie, a fakt, że nie miał ręki był tylko przykrą hmmm okolicznością
trifle - Pon 11 Maj, 2009 20:20
| Mag13 napisał/a: | | To mi zaostrza apetyt, by móc jeszcze kiedyś zobaczyć zarówno Richarda Armitage, jak i Toby'ego Stephensa w dobrych adaptacjach angielskiej klasyki powieściowej. Ale czy to realne? |
Hmm... a to chyba tylko BBC wie Ja też bym chciała, ale coś nowego, tzn adaptację powieści, która nie ma już 5 ekranizacji Sama nie wiem, co by to mogło być. Szkoda, że Buddenbrookowie są niemieccy.. No i tam nie ma takiego romansu jednak, a romans w filmach to dobra rzecz, nie ma co ukrywać
Chciałabym, żeby coś nowego mnie zachwyciło. Ostatnimi czasy mam wrażenie, że ciągle to samo oglądam..
| Mag13 napisał/a: | | Na pociechę mamy wersję filmową, w której tylko nie widzi! |
Pociecha to, w istocie, niesamowita
Wolałabym.. żeby widział, a nie miał ręki...
(wybaczcie, czarny humor mnie ogarnął był)
Sofijufka - Pon 11 Maj, 2009 20:50
mogliby nakręcić "Rob Roya" Scotta - tam jest bardzo smaczny czarny charakter Rashleigh Osbaldistone {Toby"], Rysio Rob Roya, który pojawia sie przelotnie, albo Franka Osbaldistone'a [ciut za dojrzały jest, ale....]
trifle - Pon 18 Maj, 2009 19:26
Mag, znowu oglądasz?!
trifle - Pon 18 Maj, 2009 21:55
| Mag13 napisał/a: | | doprawdy cudny film Wszystko zostaje w rodzinie (Keeping Mum) z 2005 r., z Maggie Smith w roli nieukaranej seryjnej morderczyni. (a do tego parada innych aktorów: Rowan Atkinson, Kristin Scott Thomas, Patrick Swayze). |
Oglądałam! Lubię Kristin ST w tym filmie
A Jane E. to sama bym obejrzała... Porównując z Buddenbrookami na przykład, a co
trifle - Pon 18 Maj, 2009 22:06
Ja lubię filmy z lektorem puszczać sobie zamiast muzyki, kiedy coś robię i nie mogę się uwiązać do ekranu Leci sobie, czasem spojrzę, czasem nie, zawsze słyszę i coś tam do świadomości dociera
BBC powinni ukarać. Robią te wszystkie filmy, żeby potem biedne damy spać nie mogły i z myśli Rochestera wygonić nie potrafiły Ja już dialogi właściwie na pamięć znam
trifle - Pon 18 Maj, 2009 22:27
| Mag13 napisał/a: | | , jak kania dżdżu |
Aaa! Genialne umysły myślą podobnie Nigdy nie używam właściwie tego powiedzonka, a wczoraj albo dzisiaj mi się przypomniało znienacka
A pytanie podchwytliwe... To jak z tłami Dopełniacz liczby mnogiej
Znalezione w sieci:
* Bardzo sennie nastawiły mnie ostatnie pochmurne dni i pomyślałam, że pożądam słońca jak „kania dżdżu”! I właśnie o to słowo się potknęłam! Dwie noce nie spałam, myśląc o tym, jaki też może być mianownik tego wyrazu w liczbie pojedynczej. „Dżdż”? (pelagia35@tlen.pl)
Nie, deżdż. Forma dżdżu jest dawną formą dopełniaczową wyrazu deszcz, który jeszcze pięć wieków temu także w mianowniku przybierał postać deżdż. Rzeczownik ten odmieniano następująco: tego dżdżu, temu dżdżowi, z tym dżdżem, o tym dżdżu (w l. mn. te dżdże, tych dżdżów, tym dżdżom, z tymi dżdżami, o tych dżdżach). Ze względu na to, że nikt jednak nie wymawiał tego słowa dźwięcznie [deżdż], tylko [deszcz], z czasem taka fonetyczna postać trafiła do pisowni.
Pozostałością po dawnym wyrazie deżdż jest właśnie forma dżdżu, używana wyłącznie w określeniu jak kania dżdżu (inaczej: jak kania deszczu), od której utworzono wyrazy dżdżysty, dżdżyście, dżdżysto, dżdżyć, dżdżownica. Nie wszyscy widzą w tych formach elementy dzisiejszego deszczu, stąd takie uchybienia, jak to, które przytrafiło się kiedyś aktorowi Krzysztofowi Tyńcowi podczas jednego z koncertów plenerowych nad morzem. Powiedział on w pewnym momencie do publiczności zgromadzonej na plaży w Kołobrzegu: Może przestanie padać ten dżdżysty deszcz.
Harry_the_Cat - Czw 21 Maj, 2009 00:26
Jest mnóstwo takich słów. Wujek mojej koleżanki miał takkie hobby - kolekcjonował takie słówka. Wiecie, ciemek, omacek, itp
trifle - Czw 21 Maj, 2009 13:12
Omacek jest super Kocham to w naszym języku, naprawdę
BeeMeR - Czw 21 Maj, 2009 13:17
| trifle napisał/a: | Omacek jest super | oj tak no i jego bliźniakiem jest ciemek
|
|
|