Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Ekranizacje - Wojna i pokój (2007)
nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 11:31
praedzio napisał/a:
Gosia napisał/a:
Tak ją Tolstoj opisuje, przyrownujac do wiewiorki i tak o niej pisze, ze trudno sie dziwic Andriejowi, ze przestal ją kochac.
Najpierw do wiewiórki, a później do psa merdającego nieśmiało ogonem.
Ale z tego co widzę, to albo Andrusza od początku nie kochał Lizy (co bardziej prawdopodobne), albo w ogóle nie był zdolny do małżeństwa. Z jaką goryczą wypowiada się w tej materii do Pierre'a... Porównuje się niemal do niewolnika!
Myślę, że nie był zdolny. Chyba nie ma dokładnie wyłuszczone, czy ją przestal kochać, czy nie kochał nigdy, ale czy to ma znaczenie? Moim zdaniem, to w nim był problem. Choć jej nie lubię...Tołstoj ją opisuje tak, bo wie, że do odstrzału.Anonymous - Nie 30 Gru, 2007 11:32 Ale z drogiej strony on łątwo nie miał. Fakt prawdopodobnie wychował się w zbytkach. Może potrzebował kontrastu. Zła, aby wydobyć z siebie samego pokłady dobranicol81 - Nie 30 Gru, 2007 11:39
lady_kasiek napisał/a:
Ale z drogiej strony on łątwo nie miał. Fakt prawdopodobnie wychował się w zbytkach. Może potrzebował kontrastu. Zła, aby wydobyć z siebie samego pokłady dobra
Mi się wydaje, że musiał zobaczyć dogłębne cierpienie drugiego, by stać się bardziej wyrozumiały. Ale czy potrafiłby być szczęsliwy?nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 11:42
lady_kasiek napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Nio, jaki kochany
ideał po prostu.
Zawsze mówiłam cwanym w życiu najlepiej
Ech...
Spoiler:
A takie fajne, miłe panienki były w takim zakochane. I obu dobrze się życzy...
Anonymous - Nie 30 Gru, 2007 11:44
Cytat:
Ale czy potrafiłby być szczęsliwy?
oto jest pytanie na które cieżko mi odpowiedź dać.
Spoiler:
Czy gdyby przeżył i był z Nataszą doceniłby to mając świadomość jakie ma szczęście, ze żyje, ze jest z kochaną kobietą. To trzeba być głupim, ślepym, albo być mną, zeby tego nie docenić. I gdyby wtedy nie był szczęśliwy to ja już nie wiem. No to ręce i piersi by człowiekowi opadły
nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 11:57
lady_kasiek napisał/a:
Cytat:
Ale czy potrafiłby być szczęsliwy?
oto jest pytanie na które cieżko mi odpowiedź dać.
Spoiler:
Czy gdyby przeżył i był z Nataszą doceniłby to mając świadomość jakie ma szczęście, ze żyje, ze jest z kochaną kobietą. To trzeba być głupim, ślepym, albo być mną, zeby tego nie docenić. I gdyby wtedy nie był szczęśliwy to ja już nie wiem. No to ręce i piersi by człowiekowi opadły
Właśnie.
Spoiler:
Czy zmiana Andrzeja byłaby na całe życie, czy wynikała jeno z tego, że czuł się już pod ręką Bożą? Czy on i Natasza mogliby żyć razem w szczęściu, takim codziennym, powszednim? Ja sądzę, że by mu się znudziło i wyniósł by się okupować Księstwo Warszawskie...
nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 12:07
Marija napisał/a:
Kaziuta napisał/a:
Piotr jest cudowny. Ciepły i przyjacielski. Żałowałam, że ma takiego kiepskieco "cela" i nie trafił tym zielonym blacikiem.
Jakby trafił, to by tata Kuragin się lekko wściekł był ...
A po co się jest hrabią, jeśli nie można potem opowiadać, że stolik sam na hrabinę wskoczył?
A tak na serio, to wątpię, żeby Piotr rzeczywiście chciał ją trafić. Wnerwił się i rzucił, ale nie sądzę, żeby krwi chciał. To nie ten typ.trifle - Nie 30 Gru, 2007 12:09 A ja myślę, że chciał, bo w taki szał wpadł, ale jak już rzucił to sam siebie się przeraził i w momencie rzucania (wypuszczania stolika ) już nie chciał.Gosia - Nie 30 Gru, 2007 12:14 Zastanowilam sie nad tym, co napisalyscie.
Spoiler:
Ze żone jakby docenił po śmierci, a Nataszy wybaczyl w obliczu śmierci. Mysle, ze na te wojne poszedl dlatego, ze Natasza go zdradzila, poszedl na pierwsza linie frontu, zeby zabic rywala i moze sam zginac? On juz chyba sie zniechecil wczesniej do wojenki, do bohaterstwa, po tej pierwszej ranie. Mysle ze szansa dla niego jednak byla, nie trzeba bylo go zabijac. Czy bylby staly w uczuciach? Mysle ze to drugie uczucie bylo dojrzalsze, bardziej swiadome. Wiem, ze bronie Andrieja, bo go lubie, ale sadze jednak, ze tak moglo byc.
Anonymous - Nie 30 Gru, 2007 12:40 nicol No nie wiadomo, aczkolwiek Twoje wyjście jest bardzo prawdopodobne, ale my jesteśmy niezadowolone. więc ja mam proponowane zakończenie.
Spoiler:
Andrzejek zdrowieje CHajta się z Nataszą żyją sobie chwilę razem, ale Andrzejkowi znowu palma odbija i znowu jest nieszczęśliwy, znudzony itp. No ale mamy Napoleon uicieka i Andrzej ginie czy ja wiem ot pod Waterloo, albo żyją dłużej razem i ginie w czasie powstania dekabrystów. A Natasza CHajta się z Pierrem
Gosia - Nie 30 Gru, 2007 13:03 Twoje zakonczenie tez mi sie nie podoba Anonymous - Nie 30 Gru, 2007 13:07
Gosia napisał/a:
Twoje zakonczenie tez mi sie nie podoba
Bo to jest zakończenie kompromisowe,
Spoiler:
żeby i Pierrofilki miały coś z życia. bo jedyne słuszne i najlepsze, jest oczywiste. Andrzejek zdrowieje i żyje dłuuuuuugo i bardzo szczęśliwie
Gosia - Nie 30 Gru, 2007 13:13
Spoiler:
Pierre niech bedzie z Marią, Sonia jak chce to niech ma Mikolaja albo Denisowa.
W takim Mikolaj zostaje geyem i niech zakocha sie w Dolochowie, ktory go odtrąci, bo jest prawdziwym facetem
W takim razie Mikolaj pozna we Francji jakiegos gogusia i tam zostanie.
A Andriej jak juz sie zakochal w tej Nataszy, niech juz ją ma, choc moze w koncu pojechac do Warszawy i poznac na jakims balu... mnie
Jak Wam sie podoba takie zakonczenie? praedzio - Nie 30 Gru, 2007 13:16
Gosia napisał/a:
Spoiler:
Pierre niech bedzie z Marią, Sonia jak chce to niech ma Mikolaja albo Denisowa. W takim Mikolaj zostaje geyem i niech zakocha sie w Dolochowie, ktory go odtrąci, bo jest prawdziwym facetem w takim razie Mikolaj pozna we Francji jakiegos gogusia i tam zostanie. A Andriej jak juz sie zakochal w tej Nataszy, niech juz ją ma, choc moze w koncu pojechac do Warszawy i poznac na jakims balu... mnie
Jak Wam sie podoba takie zakonczenie?
Nie przesadziła to Aśćka z Dołochowem? nicol81 - Nie 30 Gru, 2007 13:34
lady_kasiek napisał/a:
nicol No nie wiadomo, aczkolwiek Twoje wyjście jest bardzo prawdopodobne, ale my jesteśmy niezadowolone. więc ja mam proponowane zakończenie.
Spoiler:
Andrzejek zdrowieje CHajta się z Nataszą żyją sobie chwilę razem, ale Andrzejkowi znowu palma odbija i znowu jest nieszczęśliwy, znudzony itp. No ale mamy Napoleon uicieka i Andrzej ginie czy ja wiem ot pod Waterloo, albo żyją dłużej razem i ginie w czasie powstania dekabrystów. A Natasza CHajta się z Pierrem
Hehe
Spoiler:
Do powstania dekabrystów wątpię, by Andrzejek dociągnął Może do Waterloo ewentualnie, ale ja stawiam, ze jego wytrzymałość skończyłaby się wraz z pokazaniem przez Nataszę mu pierwszej pieluszki. Zaraz by się zgłosił do okupacji Warszawy a przeciaż tego byśmy nie chciały, co?
Co do pary Maria i Pierre- skąd ten pomysł? Czy to po prostu parowanie resztek, czy zgodność charakterów?Anonymous - Nie 30 Gru, 2007 13:34 Nie źle, źle. Dołochow, jedzie do Polski i w Puszczy Knyszyńskiej spotyka praedzia, który Go zawsze kochal miłością silna i wierną Marija - Nie 30 Gru, 2007 13:38
nicol81 napisał/a:
Marija napisał/a:
Kaziuta napisał/a:
Piotr jest cudowny. Ciepły i przyjacielski. Żałowałam, że ma takiego kiepskieco "cela" i nie trafił tym zielonym blacikiem.
Jakby trafił, to by tata Kuragin się lekko wściekł był ...
A po co się jest hrabią, jeśli nie można potem opowiadać, że stolik sam na hrabinę wskoczył?
Widać do tego stopnia atrakcyjna była, ta zła kobieta ...Ale ten stolik!...Co za temperament! Anetam - Nie 30 Gru, 2007 13:39
Marija napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Marija napisał/a:
Kaziuta napisał/a:
Piotr jest cudowny. Ciepły i przyjacielski. Żałowałam, że ma takiego kiepskieco "cela" i nie trafił tym zielonym blacikiem.
Jakby trafił, to by tata Kuragin się lekko wściekł był ...
A po co się jest hrabią, jeśli nie można potem opowiadać, że stolik sam na hrabinę wskoczył?
Widać do tego stopnia atrakcyjna była, ta zła kobieta ...Ale ten stolik!...Co za temperament!
Spoiler:
Ja bym się na jego miejscu nie wahała i walnęła tę jego żmijowatą żonę
dla porównania...Gunia - Nie 30 Gru, 2007 16:26 A ja tak naprawdę sądzę, że Andrzej nie kochał Nataszy. Wiecie, że go uwielbiam i ta sprawa tego nie zmienia, ale biorąc pod uwagę to, jak ta sprawa została ukazana w książce, to bez jakiejś radykalnej zmiany w usposobieniu któregoś z nich, nie widziałabym dla nich szansy na szczęście.
Jak to się zaczęło? Zobaczył śliczną, młodą dziewczynę - to oczywiste, że w jakimś stopniu się nią zainteresował, przecież był normalnym mężczyzną. I ta właśnie panienka całym swoim zachowaniem i sposobem bycia udowodniła, że ma go w nosie. Przyzwyczajony do towarzyskich hołdów i zabiegania o swoją uwagę, uświadomił sobie, że dla tej prostej, niezbyt bogatej nawet dziewczyny, jest poza kategorią. Chyba dość miał już żali i smutków po przykrych doświadczeniach wojennych i małżeńskich i znalazł sobie nowy cel w życiu - zaistnienie w oczach tej dziewczyny, bo ona była jakby uosobieniem tego, czego jemu w życiu zabrakło i to go pociągało. Zakochał się bardziej w tym uroku niż rzeczywiście w jej osobie. Wypadki potoczyły się tak, a nie inaczej. Stanęła mu po raz kolejny na drodze i znów go zaintrygowała. Tym spojrzeniem w trakcie balu dała mu z pewnością jaką satysfakcję, bo zdobył jej uwagę. Wcześniej dla niej nie istniał, a teraz ona była nim zainteresowana. Trochę się zachłysnął tym sukcesem i nie zastanawiał się, jaką ona jest kobietą. Czy znał jej zainteresowania? Poglądy na różne sprawy? Nic prawie nie wiedział o tym, kim była w środku, a uczucia dla osoby, której się nie zna, nie można nazwać miłością. To było zauroczenie, które z czasem mogłoby się w miłość przerodzić, gdyby znaleźli więzi głębsze niż radość z kilku wspólnych chwil i wzajemne zainteresowanie. Czy były na to szanse? Nie sądzę. Natasza była zwykłą, prostą dziewczyną. Czy umiałby się cieszyć życiem przeciętnego małżonka? Czy byłby szczęśliwy ze związku opartego tylko na początkowym zauroczeniu, a potem na obowiązku czy przyzwyczajeniu? Jeśli znalazłby się jakiś powód do jego przemiany w takim kierunku, to może i byli by szczęśliwi. Nie wierzę jednak, że sam z siebie, z dnia na dzień zrezygnowałby ze wszystkich swoich planów i ambicji. Ile by czasu mu zajęło uświadomienie sobie, jak niewiele z przypisywanych ukochanej cech ona naprawdę posiada. Sam obraz ich korespondencji świadczy o tym najlepiej. Po zdradzie nie bierze pod uwagę osoby Nataszy. Czy w jego postępowaniu widać zranione uczucia? Moim zdaniem jest w tym o wiele więcej zranionej dumy i to ona - niestety - zadecydowała o chęci zemsty na Kuraginie.
Biorąc to wszystko pod uwagę, muszę z przykrością stwierdzić, że śmierć była dla niego w pewnym sensie jedynym rozwiązaniem.trifle - Nie 30 Gru, 2007 16:27 Tamto forum w ogóle nie ma klimatu, nie widać dobrze, kto mówi i w ogóle Się nawet nie chce czytać, co tam piszą Marija - Nie 30 Gru, 2007 16:31 Idę . Mam przygotowane nowe pudełko chusteczek ...Gosia - Nie 30 Gru, 2007 16:39 Ja tez nie lubie forum Gazety choc opinie z pewnoscia podobne do naszych.
Guniu, tak naprawde nie wiemy. Ja mysle, ze z czasem mogloby sie to przerodzic w milosc, bo wierze, ze z jego strony bylo to z pewnoscia zachlysniecie sie jej mlodoscia, niewinnością, radoscia zycia. Tego mu potrzeba bylo po tej tragedii jaka przezyl. Widac jak inaczej zaczal patrzec na przyrode, takie wlasnie drobiazgi, gdy poznal Natasze.
Jesli chodzi o listy, rzadko ktory facet umie pisac ładnie. Przewaznie pisza krotko i konkretnie i uwazaja, ze to co ich pasjonuje, bedzie tez interesowac zwiazana z nim kobietę. Rzadko kiedy pisza o uczuciach. Wazne sa dla nich ich ambicje i osiagniecia. Andrzej nie roznil sie tym od typowych przedstawicieli swego gatunku (ze tak to malo elegancko okresle ) Chcial sie pochwalic swoimi sukcesami.
Ona czula, ze malo w tym uczuc, bo nie tego oczekiwala. Wspolne zycie nauczylo by ich jacy naprawde są.
Ja widze szanse.miłosz - Nie 30 Gru, 2007 17:49 reklamy, wiec na gorąco
nataszajest beznadziejna - nic ani nikt mnie, nie przekona do tej dziewuchy, ani nie gra, ani ładna, a uroku osobistego to sołtysowa koza ma wiecej. bendziejja
Pierr jak dla mnie zaszczytny tytuł vicepierdoły dzierży nadal - może ocknie sie po reklamach..... trifle - Nie 30 Gru, 2007 18:45 No i kuniec.
Ech, melancholijny ten odcinek był. Wiecie co, już się nawet specjalnie nie wzruszałam losem najgłówniejszych bohaterów, wiedziałam wcześniej co będzie z Andrzejem, więc nie byłam zaskoczona i chyba z całą resztą też wiedziałam. Ale wzruszła mnie ogromnie scena, kiedy Rostowie dowiadują się o śmierci młodego Pietii. Los Sonii mnie wzruszał cały czas. I w ogóle ten ogrom wojny, to co ona robi ze zwykłymi ludźmi, bo jakichś kilku idiotów się dorwie do władzy i zaczynają się bawić, bo im czegoś mało. Taki Platon, współwięzień Pierre'a, taki dobry człowiek i zginął. Uświadomił mi ten film, że tylu innych ludzi takich było i że to tak cholernie niesprawiedliwie, że ech!
I właściwie nie podobało mi się to takie cukierkowe dobre zakończenie, za szybko, zbyt idealnie jakoś po tych wszystkich dramatach