Literatura - Proza i poezja - Najgłupsze książki, jakie wpadły wam w ręce
Agn - Wto 01 Sty, 2008 20:09
Ja poproszę o przykłady błędów. Jako nieoblatana w tematyce połknęłam Kod... oraz Anioły i demony jednym tchem i z przyjemnością.
Admete - Wto 01 Sty, 2008 20:35
Ja tam nie wiem nic o błędach. Dla mnie tam był okropny styl i postacie sztampowe do bólu. Sorry Agn No i cała teoria była mi od dawna znana. Może to dlatego.
Agn - Wto 01 Sty, 2008 20:45
Oj tam, Admete, wolisz co innego i tyle. Nie ma za co przepraszać. Mnie się szalenie podobało, bo wcześniej nie czytałam niczego w tym stylu. Ty już się z tym spotkałaś, więc dla ciebie było to wtórne. A styl - mnie się podobał. Prosty, konkretny, bez dodatków. Kurczę, piszę o wiele gorzej od Browna.
nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 20:46
Istnieją całe strony w Internecie podkreślające błędy, ale jeśli chodzi o przykłady, to choćby oryginalny tytuł, traktujący da Vinci jako nazwisko. Ponadto anagram z Mona Lizą jest nieprawidłowy- po pierwsze Amon i Izyda nie byli parą. Po drugie, by zrobić ten anagram, oba słowa są w innej formie gramatycznej. I obraz ten nie był tak nazwany za życia Leonarda. Jedna z wersji "Madonny wśród skał" nie była odrzucona przez kościół bo była niewłaściwa- poszło o kasę. Maria Magdalena nie pochodziła z plemienia Beniamina. Sacré-Coeur leży na pólnoc od Sekwany, nie południe. Z Andory nie można podróżować pociągiem. Samoloty z Nowego Jorku do Rzymu nie latają nad Portugalią. W całej Europie nie obowiązuje amerykańskie prawo. Ponadto, w polskim wydaniu istnieje posłowie, wyjaśniające niektóre błędy.
Admete - Wto 01 Sty, 2008 20:58
No nie wiem Agn, ja wolę czytać Ciebie niz Browna. Przy Brownie mnie zęby bolały, styl 10 latka
Agn - Wto 01 Sty, 2008 21:18
Nie czytałam posłowia. Nie czytałam też tych wszystkich książek typu "Cała prawda o kodzie Leonarda da Vinci", bo mnie denerwują. Ja się cieszyłam powieścią, a tutaj rozprawki naukowe z tego robią.
Nicol, możesz mnie wyśmiać publicznie, ale wydawało mi się, że da Vinci to JEST nazwisko. Nie znam się, niestety. Poza tym Da Vinci Code (bo tak chyba brzmi oryginalny tytuł) to "Kod da Vinciego" (przyjmijmy, że nazwisko się odmienia). Chyba się przyjęło, że "da Vinci" (cokolwiek to znaczy i bez względu na to, czy to jest nazwisko czy nie) traktuje się jako nazwisko.
Admete, miło mi, ale dziesięciolatki tak nie piszą.
Marija - Wto 01 Sty, 2008 21:25
Na fali rozgłosu, też przeczytałam Browna, i natychmiast po przeczytaniu nie pamiętałam, o czem to było właściwie . Podczas czytania kojarzyło mi się z "Wahadłem Foucaulta" Umberto Eco, które wiele lat temu zrobiło na mnie wrażenie. Czytałam też fragmenty "Świętego Graala, świętej krwi" (krwi, krwi!!!! litości nad czytelnikiem). Fragmenty, bo więcej się strawić nie dało .
Późniejszy ogromny szum nad tym całym Brownem ciut mnie zaskoczył, bo wg mnie - nie było nad czym.
Maryann - Wto 01 Sty, 2008 21:35
| Marija napisał/a: | | Późniejszy ogromny szum nad tym całym Brownem ciut mnie zaskoczył, bo wg mnie - nie było nad czym. |
To tak jak ja. Przeczytałam tę książkę przede wszystkim z ciekawości - żeby się dowiedzieć, co to jest ta powszechnie wychwalana rewelacja i skąd takie jej powodzenie. I przyznam, że dalej nie wiem...
Aragonte - Wto 01 Sty, 2008 21:45
| Agn napisał/a: | | Nicol, możesz mnie wyśmiać publicznie, ale wydawało mi się, że da Vinci to JEST nazwisko. Nie znam się, niestety. Poza tym Da Vinci Code (bo tak chyba brzmi oryginalny tytuł) to "Kod da Vinciego" (przyjmijmy, że nazwisko się odmienia). Chyba się przyjęło, że "da Vinci" (cokolwiek to znaczy i bez względu na to, czy to jest nazwisko czy nie) traktuje się jako nazwisko. |
Hmmm, zastanawiam się, czy w XVI wieku były nazwiska w naszym rozumieniu Odnoszę wrażenie, że zazwyczaj było to stosowane na takich zasadach: "nazwiska" stanowiące informację o pochodzeniu/posiadaniu jakichś włości, przydomki imienne, charakteryzujące swego posiadacza, dotyczące zawodu u niższych urodzeniem... no i te przydomki/"nazwiska" eponimiczne mogły być przekazywane dzieciom, całemu rodowi. Ale dowodów i PESEL-ów nie było, kluczowe było określenie, skąd się pochodzi i czyim się jest dzieckiem. Piszę to jako laik, zaznaczam, mogłam coś pomieszać
No dobra, przydługi wywód, a zasadniczo chodzi mi o to, że ani kwestii tytułu "Kodu", ani rozmaitych błędów Browna nie chce mi się nawet rozważać, bo zarzucanie mu nieścisłości to jak wytaczanie armat przeciw myszom. To w końcu powieść, kurrrtynka, a nie traktat naukowy. Mało oryginalny w tezach (bo Brown ściągnął sporo od Margaret Starbird i od autorów "Swiętego Graala...") i napisane tak se - zgadzam się tu z Admete.
Ale czy najgłupsza książka?
Ale w końcu ten tytuł każda z nas przyznaje indywidualnie
nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 21:47
Nie chodzi o robienie rozprawki naukowej, a o sprawdzenie podstawowych faktów, nie tylko historycznych, ale np.geograficznych czy językowych. Sądzę, że mamy szczęście, że w naszym wydaniu jest posłowie, wyjaśniające najbardziej karygodne błędy. Dan Brown utrzymuje, że napisał całą prawdę, czyli to nie było naginanie faktów dla akcji a rzeczywista ignorancja.
Poza błędami, śmieszyło mnie że główni bohaterowie niby tacy inteligentni, a padają na banalnych zagadkach - jak ta o papieżu czy o dziwnym piśmie
da Vinci znaczy z Vinci, to jest miejscowość. Czyli to byłby Kod z Vinci. I nie mam zwyczaju nikogo wyśmiewać z powodu niewiedzy, jeśli nie napisał na ten temat książki.
Agn - Wto 01 Sty, 2008 21:58
Uff, nie zostalam wysmiana. Bardzo dziekuje za wyjasnienia. Co prawda mnie sie wydaje, ze te nazwiska to juz sie jako tako ksztaltowaly i mozna to w sumie uznac.
Ksiazki nie napisalam, cale szczescie. Nie mam zamiaru nikogo katowac.
Aragonte - Wto 01 Sty, 2008 22:44
Agn, właśnie napisz
Ja też napiszę może w końcu jakąś wersję ostateczną, I hope
Admete - Śro 02 Sty, 2008 11:56
A napisz, koniecznie napisz. Ja Ci zbetuję ( jednej i drugiej ).
Agn - Śro 02 Sty, 2008 15:13
Jak będę miała własny pomysł, to pogadamy. Na razie mi tylko fanfiki we łbie. I zaczytuję się fantastyką...
Khy, khy, khy, a kiedy już to napiszę, to w tym temacie dojdzie kolejna pozycja do obgadania.
Marija - Śro 02 Sty, 2008 15:23
| Agn napisał/a: | | Na razie mi tylko fanfiki we łbie. I zaczytuję się fantastyką... | Może nie "zaczytuję się", ale czytuję, bo w domu prasa specjalistyczna się pęta. No i się napalam od czasu do czasu na jakieś sensacyjnie zapowiadające się opowiadanie, do połowy przeważnie jakoś leci, a potem to zależy: jedno na pięć zmierza do końca w sposób interesujący, pozostałe oklapują po zawiązaniu się akcji, a w najgorszych przypadkach to ja przestaję rozumieć, o co autoru chodzi . Ile to razy trzeba się naciąć i zamęczyć, żeby przeczytać coś naprawdę dobrego, no . Albo ja już nie koomam zupełnie .
Agn - Śro 02 Sty, 2008 15:26
Eeee... jakie sensacyjnie zapowiadające się opowiadania? Teraz to ja nie kumkam...
Marija - Śro 02 Sty, 2008 19:10
A bele jakie: biorą sobie "Nową Fantastykę" albo inne "Science Fikcion", łotwieram, widzę: Adam Przechrzta, "Zachodnia czysta kraina" . Aaa, dzieje się w Japonii, na początek smakują stuletnią łyskę, no, myślę, super, ciekawe, co dalej . Gdzieś tak po 3/4 tekstu (i tak nieźle) przestałam "kumkać".
nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 21:02
Ja trzymam kciuki za wszystkie ksiązki napisane ewentulanie przez forumowe damy
A pewien poziom naukowości w ksiązkach musi być, bo później kończy się na na wczesnorenesansowych bohaterkach, które idą do banku i wychodzą ze swoim posagiem w worku...
Gunia - Śro 02 Sty, 2008 21:21
| Nicole napisał/a: | A pewien poziom naukowości w ksiązkach musi być, bo później kończy się na na wczesnorenesansowych bohaterkach, które idą do baku i wychodzą ze swoim posagiem w worku... |
Z pewnością powieść nie musi być bezbłędna, bo chodzi o przede wszystkim o coś innego - akcję, styl itp., jednak generalnie zgadzam się z Nicole. Lubię, kiedy książka oprócz przyjemności z lektury dostarcza mi wiedzy, choćby z zakresu kolejności podawania posiłków w arystokratycznych angielskich domach. A już książka w jakimś stopniu "naukowa" jak "Kod...", której treść zdaje się krzyczeć o elokwencji autora, powinna mieć sprawdzone źródła. Gdybym ja przez niesprawdzenie podawanych informacji wprowadziła czytelników w błąd, byłoby mi zwyczajnie wstyd. Np. pisząc opowiadanie na polski zawsze staram się sprawdzić czy imiona, która nadaję bohaterom są adekwatne do zwyczajów panujących w opisywanym środowisku, czy sposób, w jaki się do siebie odzywają jest na miejscu i to sprawia, że mam czyste sumienie. A jeśli mam być szczera, to takie badanie różnych aspektów tworzonej historii jest (przynajmniej dla mnie) nie mniej interesujące i zajmujące od samego pisania. Dlatego przykro mi, jeśli ktoś swoją książkę traktuje tak po macoszemu i zwykle skutecznie odstrasza mnie to od autora. Co nie zmienia faktu, że książki typu "Rozkodowany" etc. uważam za bzdurne.
Marija - Śro 02 Sty, 2008 21:33
W powyższem cytacie, nie ja takie mądre cuś napisałam ...
Sofijufka - Śro 02 Sty, 2008 21:35
| nicol81 napisał/a: | Ja trzymam kciuki za wszystkie ksiązki napisane ewentulanie przez forumowe damy
A pewien poziom naukowości w ksiązkach musi być, bo później kończy się na na wczesnorenesansowych bohaterkach, które idą do banku i wychodzą ze swoim posagiem w worku... |
Albo średniowieczna bohaterka podaje mężowi piure ziemniaczane...
BeeMeR - Śro 02 Sty, 2008 22:30
"Cyfrową twierdzę" popieram - gniot nad gnioty - zakręcony niewiarygodnie i nieprawdziwie a co więcej - pod koniec zupełnie mnie nie interesowało jak się skończy - i skończyłam już tylko z przyzwoitości (za daleko zabrnęłam, żeby wrócić)
Kod Leonarda to mimo wszystko miał jakiś zamysł i jest napisany ciekawiej (ale film... o ) - ja zupełnie nie czepiam się jego "wiarygodności" bo nie traktuję tego jako "objawienie" - teorię świętej krwi też znałam, geografii zaś nie znam aż tak, żeby mi to przeszkadzało (no dobra, ale ostatnio mnie trafiło jak ktoś pomylił Mongołów z Mogołami - mogę zrozumieć ), czytało mi się, ok, mimo ewidentnych naciągnięć i przewidywalnych rozwiązań zagadek, które czytelnik zgaduje dużo wcześniej . Anioły i demony było dla mnie jeszcze bardziej przewidywalne, a Twierdza już nie do strawienia - więcej Browna nie czytam, kropka.
I jeszcze w kwestii romansów przypomniała mi się Jadwiga Courts-Mahler i jej romansidła, które bibliotekarka podsunęła mi końcem podstawówki
To była lektura!
izek - Czw 03 Sty, 2008 11:17
A mnie się bardzo dobrze czytało Browna, choć Kod najbardziej mnie wciągnął, pozostale już mniej, ale też.
A propos romansów - zdarzyło mi się popełnić coś Barbary Cartland i zgadzam się, że nadaje się do wymienienia tu jak najbardziej
A mam wrażenie, że czytam obecnie głupią książkę, może nawet głupszą niż niejeden kiepski romans..
jak to Agn robiłaś?
co? GRA
kto? Neil Strauss
o co chodzi? pisarz opisuje swoje doświadczenia jak z Wiecznie Sfrustrowanego Nieudacznika (nomenklatura książkowa) który w życiu nie poderwał dziewczyny stał się królem podrywu (czy też arcy-sztukmistrzem wypasu). Stało się to możliwe gdy zapisał się na warsztaty podrywania (sic!) i odkrył w sobie potencjał... Opisana jest cała społeczność mężczyzn, którzy próbują zmienić się z WSN-ów w AS-mistrzów.
dlaczego to jest głupie? nie jestem pewna czy to do końca głupie, ale san fakt istnienia rzeszy facetów, których życiowym celem jest podryw, a czasem posiadanie haremu dziewczyn na telefon... no cóż, rozłożyło mnie to
dlaczego nie rzuciłam tego przy pierwszym "raporcie z pastwiska"? bo to tak niesamowite jak s-f, że istnieją sekwencje pozwalające poderwać niemal każdą dziewczynę czy to w barze czy w bibliotece i byłam ich ciekawa; no i oczywiście istnieje drugie dno w postaci tego co taki nakręt robi z facetami, bo to nałóg jest... ale ostatnie 150stron to już tylko przekartkowuję żeby poznać zakończenie
nicol81 - Czw 03 Sty, 2008 11:41
Izek, podziel się, proszę choć niektórymi sekwencjami
Jadwiga Courts-Mahler była samotną, niewykształconą matką i musiała jakoś zarabiać...
Co do błędów, to przypomina się owa nieszczęsna Moskwa z ostatniego WiP. Ja wiem, że wtedy stolicą był Petersburg, ale słysząc to, zaczęłam wątpić.
Agn - Czw 03 Sty, 2008 12:30
Izek, koniecznie coś zacytuj! Mnie też niezmiernie ciekawią niezawodne sposoby na podryw dziewczyny. Dowiem się, na co wg autora lecą dziewoje.
Nicol, mówisz o książce czy o filmie?
|
|
|