Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Seriale - Dramy, czyli urok Azji - odsłona 4
BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 08:33
Agn napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
Niech żyje fanservice - tak zgrabnego strzelania z łuku chyba jeszcze nie widziałam
Och, byłam tą sceną zachwycona! Bardzo dobry pomysł, by ćwiczyć strzelanie z łuku bez okrycia wierzchniego
Przyznaję - na ten widok zaczęłam rechotać sama do siebie ciemną nocą - fanservice wielce udany
Admete napisał/a:
Podejrzałam końcówkę 20 odcinka Iljimae i się popłakałam.
Ja jeszcze zupełnie nie czuję (acz wiem przecież co nieco) - i nie poddaję się fatalistycznej wizji przyszłości (braku przyszłości?) bohatera, tylko trzymam się wersji z pierwszych kilku minut pierwszego odcinka: że bohater wlezie w jaskinię lwa i wyjdzie tak szczęśliwie nietknięty jak wszedł, a gdy trzeba, wspomoże się magią.
Acz nie da się ukryć że postać już jest deko mroczniejsza, bo błazenada już stała się maską na rzecz rodziców i reszty świata. Już nie wspominając o tym, że co ktoś chce mu pomóc to zaraz ginie
albo się mijają Admete - Pon 03 Lis, 2014 09:11
BeeMeR napisał/a:
Przyznaję - na ten widok zaczęłam rechotać sama do siebie ciemną nocą - fanservice wielce udany
To podobnie jak ja Od razu esemesik do Aragonte był ( biedna Aragonte )
BeeMeR napisał/a:
Już nie wspominając o tym, że co ktoś chce mu pomóc to zaraz ginie
albo się mijają
Szczera prawda.Agn - Pon 03 Lis, 2014 09:24
Admete napisał/a:
( biedna Aragonte )
No mówię, że nas znielubi. Tylko jest zbyt uprzejma, by to powiedzieć wprost.
Boję się tego, o czym wspominacie. Tylko nie spoilerujcie zakończenia zbyt intensywnie, hmm?
Coś czuję, że czeka mnie płacz i zgrzytanie zębów. Na szczęście na pociechę mam jeszcze Hero (następne w kolejce) i My girl (nie wierzę, że to napisałam).
Kawę w ładnych butach widziały?
Idę spać. Tfu! Do roboty. Ech, a chętnie bym się położyła...Admete - Pon 03 Lis, 2014 11:06 Dla mnie herbata Aragonte - Pon 03 Lis, 2014 11:09 Agn, bardzo aromatyczna kawka
Admete napisał/a:
Podejrzałam końcówkę 20 odcinka Iljimae i się popłakałam. Obejrzę dziś po bożemu, ale musiałam najpierw to przeżyć.
Też tak czasem robię Zrobiłam tak ostatnio z Wilczkiem, chociaż nawet nie zabrałam się za oglądanie tej dramy.
A co do końcówki Iljimae, to
Spoiler:
niestety zakładam tragiczne zakończenie, chociaż chciałabym, żeby Iljimae przeżył nie tylko w legendzie Buty mogły być dla Bong Soo. Co do zamiany mieczy - owszem, mogło się zdarzyć i uderzony tępym mieczem Iljimae mógł stracić przytomność (po ciosie w nerki traci się przytomność), ale jakoś wątpię, żeby zabójca go pozostawił żywego A za dobrze znał się na zabijaniu, żeby tak się pomylić. Ta śmierć była co prawda trochę wpisana w legendę - wśród kwitnących drzew, na wzór tatusia, taka romantyczna trochę. No do czorta, dlaczego on się nie nauczył tego, że do zabójcy nie można się odwracać plecami!
Agn napisał/a:
Na asian wiki często bywam, to znam, tylko mnie chodziło o to, czym on się zajmuje i skąd się z Ryungiem znają, bo ciężko mi to było ustalić.
Syn szewca nazywał tatusia-złodzieja "wujaszkiem", ale pewnie więzi były oparte nie tyle na pokrewieństwie, co raczej na przyjaźni, mieszkali w pobliżu, bawili się jako dzieci itd.
Admete napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
Już nie wspominając o tym, że co ktoś chce mu pomóc to zaraz ginie
albo się mijają
Szczera prawda.
Z matką zwłaszcza...
Agn napisał/a:
Admete napisał/a:
( biedna Aragonte )
No mówię, że nas znielubi. Tylko jest zbyt uprzejma, by to powiedzieć wprost.
Aragonte się raduje, że Wam się Iljimae podoba bo naprawdę miała obawy, że sama się będzie musiała - i to po cichu - tą dramą cieszyć i zachwycać Tak że chętnie potaplam się w uwielbieniu dla Jun Ki, pofaflunię, jaki to jest śliczny, kociogibki i uroczy (nawet z Admete! Jaś doczekał ), a jeśli ktoś będzie chciał poszlochać nad losami jego bohatera, to też jak najbardziej mogę się dołączyć, bo go ogromnie polubiłam.BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 11:39
Aragonte napisał/a:
Admete napisał/a:
Podejrzałam końcówkę 20 odcinka Iljimae i się popłakałam. Obejrzę dziś po bożemu, ale musiałam najpierw to przeżyć.
Też tak czasem robię Zrobiłam tak ostatnio z Wilczkiem, chociaż nawet nie zabrałam się za oglądanie tej dramy.
Też tak czasem mam - w Wilczku się wyryczałam w trakcie 5 odcinka i dalej było mi lżej
Poniekąd
Agn napisał/a:
awę w ładnych butach widziały?
Trzykrotka - Pon 03 Lis, 2014 11:45 Mnie się kawa nie otwiera Mam tylko taki kwadracik zamiast porządnego obrazka.BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 11:48 Ja to nawet kwadracika nie mam Aragonte - Pon 03 Lis, 2014 12:00 U mnie normalnie się otwiera. Bardzo zacna kawusia, mówię Wam Takie fajne skośne oczy ma Aragonte - Pon 03 Lis, 2014 14:48 Zacytuję chyba fragmenty opisu z dramabeans - ewentualne spoilery dotyczą 1. i 2. odcinka, więc mało komu będą straszne - żeby ukazać, jak Iljimae zostało tam zjechane. Podkreślenia moje.
Wszystko jest stąd:
http://www.dramabeans.com/2008/05/iljimae-sbs/
SBS’s Iljimae isn’t necessarily BAD… if you don’t mind over-the-top, ham-fisted schlock. Perhaps that’s harsh, but I have a bad feeling about it — it’s like Hong Gil Dong but less realistic, which tells you a lot right there. The series starts off with grown-up Iljimae in an action sequence that is as ridiculously cheesy as it is logically riddled with holes. Then, as many sageuk dramas do, we jump back to childhood to establish our characters in the Tragedy! and Chaos! that informs their adulthoods, and it’s in the past that the series does a borderline decent (though convoluted) job of building the intertwining relationships.
The current-time sequence that starts us off is what bothers me most — because although we spend a mere ten or fifteen minutes in that time period before the story jumps backward and improves, I know we’re going to be returning to the “present” time eventually. And when it does, if things continue in the vein of the series start, I am going to be incapacitated by Howls of Laughter at the Ridiculous.
The acting ranges from acceptable to laughably over-the-top, the directing is okay, the effects are not as good as they could be, the music is pretty good, and Lee Junki is as much a ham as he ever was. (He’s always had a tendency to overact, and his best moments are when he pulls back from his excess. He doesn’t restrain himself much here.) Can I see why the series got off to a quick start and healthy ratings? Yes. Do I agree? Umm… not really.
But rather than merely sling words like “cheesy” and “absurd” around and work the Lee Junki fans into a froth, let me describe for you the opening sequence, and you be the judge.
Sitting in their darkened lair, Iljimae and his bandit friends discuss the night’s raid. Everyone is opposed to Iljimae’s target, because it’s too heavily fortified, too impossible. But Iljimae dons his Hannibal Lecter-esque metal-plate mask and says, “There’s no place in this world I can’t rob. Because… I’m Iljimae.” Wait wait, let me try out that logic: There’s no way a million dollars won’t fall out of the sky in to my lap. Because I’m javabeans. Hm, I wonder why that didn’t work.
Iljimae, disguised as a peasant/trader, arrives at their heavily guarded target with a cart of huge ice blocks, the largest of which has been dyed red with berry juice for an event the next day. The guards are on high alert, having heard Iljimae’s intentions to raid, and wave them inside — where Iljimae crushes the ice, dyed red to hide its contents, dons his armor, and retrieves his weapons, which includes an arm-mounted grappling hook. Oh yeah, and he peels off his rubbery facial prosthetics because they’ve already been invented in this parallel universe.
Iljimae crawls through tunnels, then runs along the rooftops — jumping back and forth willy-nilly ’cause it’s cool, not because it makes sense or anything — and arrives at one particular building. He knocks out the guards by throwing what looks like golf balls at their heads and beating them unconscious, and uses his arm-mounted grappling hook to launch the wire and hook to an opposing building, then traverses the divide silently by climbing the wire. What, he couldn’t just jump to that rooftop?
Then Iljimae busts out his invisibility cloak — yup, that’s right, I said INVISIBILITY CLOAK — and hides himself while rigging his PLASTIC EXPLOSIVES to bust a hole in the wall. Dude Iljimae, I’m sure you’re smart and everything, but don’t you think you could’ve saved yourself some trouble by using the invisibility cloak to begin with?
Now he’s inside the chamber containing some kind of valuable artifact. Guards swoop in, dropping down from the ceiling because doors are so passé, y’all, and surround Iljimae. They fight. (Credit where it’s due: this fight scene is filmed pretty well, with nice photography and lighting.) Ilijmae rat-tails a piece of cloth (you know, that obnoxious towel-whipping boys do in locker rooms, erm, not that I’d know personally) and extinguishes the candles, dousing the room in darkness.
When torches are brought in, Iljimae is gone. But they hear the clash of a swordfight, and rush to the room next door — it’s Iljimae versus Guard. They corner Iljimae on the ground, and find that somehow, it’s not Iljimae but a guard who’s been gagged and dressed in Iljimae’s own clothing. Wait, wha-? Exactly.
It’s like how Tom Cruise keeps changing faces in Mission Impossible and the last time he does it, you’re like, “Oh, that’s cool,” before you stop and think, “Wait, how is he making these perfectly designed prosthetic masks of people’s faces in advance?” But logic has no place in a Mission Impossible movie, nor has it a place here.
Anyway, the guards rush to their precious artifact, whatever it is, only to find it’s been stolen — left only with Iljimae’s trademark white handkerchief with his signature plum-blossom detailing. Outside, now dressed in the guard’s clothing, Iljimae walks the rooftop and says: “See? I told you there was nothing in the world I couldn’t do. Because… I’m ILJIMAE!”
So there we have it: Iljimae, a fusion sageuk that obviously misunderstands the word “fusion” to mean “make up whatever the hell you want, even if it doesn’t make sense, because we can call it fusion!” A sageuk that’s as much Jack Bauer meets Bond meets Mission Impossible as it is supposedly a historical.
I jeszcze uwagi ogólne:
Stuff I liked: The pre-Iljimae years where Lee Junki lives as the troublemaking Yong seem interesting, and have more touches of comedy and light-heartedness. I didn’t think I’d like Lee Young Ah’s character, but Bong Soon seems plucky and cheerful, and I’m liking that better than that exemplar of perfection, Eun Chae (although we haven’t seen Han Hyo Joo yet). I don’t know how long we’ll stay in this time range, however, and I’m not particularly eager to speed ahead to the Robin Hood years because it’s so full of nonsense — it aims for cool but I find it campy.
Stuff I didn’t like: The Hong Gil Dong comparisons have already started, and this time they’re totally merited. While the characters’ origins are different, there are a lot of similarities not just in story but also in execution. And while I think Hong Gil Dong was a very flawed drama, in this respect I think it has a leg up over Iljimae, because it did this fusion-comedy-sageuk thing first and Iljimae seems to be echoing it.
Lee Junki as the goofy Yong is amusing, but his grown-up Iljimae is corny as hell. He may do well as the cool dangerous guy in a full-on action thriller like Time of Dog and Wolf, but it doesn’t achieve the same effect when the drama has a comedic overtone as it does in Iljimae. Kang Ji Hwan was similarly goofy as Hong Gil Dong, but his character was aware of the comedy; Lee Junki could take a hint.
I actually thought Iljimae was better than expected, and the drama did get better as it went along, starting off really poorly (I thought) and working its way up. So I’m not sure what I’ll do with it, but I have no problem dropping it at the first sign of boredom. Because I’ve already seen Hong Gil Dong, and I don’t need to see it again dressed in new trimmings.BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 16:15 Aragonte, ze mną o tym tekście nie pogadasz, bo to jest klasyczny przykład tego, czego nie czytam, bo mnie odrzuca w pierwszym akapicie
Mnie nigdy nie cieszyło dokopywanie komuś innemu, a jak czytam np., że ktoś ma ochotę rzucić czymś ciężkim w telewizor (tak się zaczynał artykuł który zaczęłam czytać na temat Iljimae, nie jestem pewna czy ten sam ), to odstawiam, bo takie rzuty to nie ze mną - ja po prostu nie oglądam/czytam rzeczy, w które mam ochotę rzucać
Jak ktoś widzi po czołówce, że to drama nie dla niego, to po cholerę ogląda? Przecież taka czołówka to jasna informacja o charakterze dramy: I tak zaczynając Wilczka czy Dwa Tygodnie jasno widać, że będą strzelanki i pościgi, zaczynając Iljimae że cuda na kiju z ogromnym przymrużeniem oka. No a jak ktoś pelerynę niewidkę potraktował śmiertelnie poważnie... no to klops
Ja wolę czytać zachwyty - bo nakręcają mój zachwyt
I tak zaczęłam podczytywać na temat Arang & Magistrate wraz z ponownym oglądaniem, i bardzo dobrze, bo pewnych rzeczy nie domyśliłabym się do końca świata np. że Nefrytowy Cesarz i Yama to bliźniacy
A tacy niepodobni
Zachwyconam pomysłem i wykonaniem
Zwłaszcza, że to ma nielichy sens w tym świecie: tu niebiosa nie konkurują za bardzo z piekłem, tylko sobie koegzystują (trochę mam wrażenie, wszystko jedno gdzie się trafi: niebo jest ewidentnie nudne* a piekło choć dostarcza rozrywek, acz pewnie bolesnych. Władcy też - prowadzą w niekończące się gry i dysputy w dość przyjaznej atmosferze, acz upstrzonej złośliwostkami. No i niewątpliwie piekło i niebo powstało w tym samym czasie, władcy też objęli stanowiska razem i są już obaj "staruszkami" - no po prostu cudo .
Ja przy tym ponownym oglądaniu najbardziej się cieszę tym wątkiem niebiańskim (prócz tytułowej pary oczywiście ), bo za pierwszym razem to mi nie podszedł od razu, musiałam rzecz oswoić
* zobaczcie jak znudzona jest ta anielica (?) podająca herbatę, nawet jej się nie chce zmienić uczesania przez tysiąc lat
Spoiler:
Sędzia też się tam ewidentnie nudził i wolał wrócić na ziemię - nawiasem, nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że on tylko udaje, że nie pamięta
Admete - Pon 03 Lis, 2014 16:57
BeeMeR napisał/a:
No a jak ktoś pelerynę niewidkę potraktował śmiertelnie poważnie... no to klops
Popieram teorię Aragonte - sekwencja otwierająca i zamykająca opowieść, to zmyślenie - w dramie widać, że Iljimae nie jest nadczłowiekiem, uczy się, jest ranny, przegrywa, by:
Spoiler:
na końcu zginąć - dosłownie lub metaforycznie - jak kto woli. Legenda żyje dopiero wtedy, gdy bohater umiera.
Bardzo chciałabym obejrzeć ponownie Arang - tym razem z Riellą, ale wydaje mi się coraz mniej możliwe, że wyjdzie swswojej skorupy.zooshe - Pon 03 Lis, 2014 19:48 Liare Game 3 i 4
Drama z odcinka na odcinek podoba mi się coraz bardziej. Obawiałam się formuły, w której co odcinek uczestnicy będę oszukiwać i wzajemnie wykradać sobie pieniądze jak to miało miejsce w przypadku nauczyciela, tymczasem reguły gry zmieniają się nieustannie. Nigdy nie wiadomo co twórcy wymyślą nowego i z czym trzeba będzie się zmierzyć, a wszystko non stop rejestrują wszechobecne kamery.
Te odcinki szczególnie mi się podobały bo cały koncept - Minority Game opierał się na naukowych podstawach teorii gier, o której uczyłam się na studiach.;-)
Jedyne czego mogę się czepiać, to że odgadnięcie kim jest Agent X było dziecinnie proste.
Profesorek pomimo wcześniejszych deklaracji, że będzie traktował bohaterkę jak każdego innego rywala szybko wykalkulował, że rywalizacja to nie wszystko i aby wygrać potrzebne są sojusze, a komu zaufać jak nie poczciwej Da Jung, która na dodatek ma dar zjednywania sobie innych.Agn - Pon 03 Lis, 2014 20:17
Aragonte napisał/a:
Agn, bardzo aromatyczna kawka
Starałam się. To co? Może teraz meliska?
Spoiler:
Aragonte napisał/a:
naprawdę miała obawy, że sama się będzie musiała - i to po cichu - tą dramą cieszyć i zachwycać
PO CICHU?! Dworujesz sobie z nas, że chciałaś po cichutku się radować dramą...
Aragonte napisał/a:
Aragonte, ze mną o tym tekście nie pogadasz, bo to jest klasyczny przykład tego, czego nie czytam, bo mnie odrzuca w pierwszym akapicie
Mam podobnie. Nie podoba się - nie oglądaj. Taka jest prawda. Wiem, że to wyświechtany tekst, w końcu tyle razy się z niego śmialiśmy na mirriel. Ale tak naprawdę - nie chce mi się katować czymś, co mi się nie podoba. Okej, oglądam Iljimae dla aktora, ale podobają mi się akcje i rozwój bohatera. Daleko tej dramie do doskonałości, ale tak między nami mówiąc - BBF ma znacznie mniej sensu, a jak się fajnie oglądało.
Do licha, nie trzeba codziennie zaliczać zaangażowanego kina moralnego niepokoju.
Cytat:
Ja wolę czytać zachwyty - bo nakręcają mój zachwyt
Oficjalnie wpisuję cię na listę mej rodziny - mam podobnie.
BeeMeR napisał/a:
np. że Nefrytowy Cesarz i Yama to bliźniacy
E...? Oj, tego to i ja nie wyłapałam. Musowo będzie trzeba odświeżyć dramę. Och, tak mi przykro, że będę musiała obejrzeć ją jeszcze raz, no nie wiem, jak to zniosę.
BeeMeR napisał/a:
nawiasem, nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że on tylko udaje, że nie pamięta
Też mi to przez myśl przeszło.
zooshe napisał/a:
Jedyne czego mogę się czepiać, to że odgadnięcie kim jest Agent X było dziecinnie proste.
Przyjmuję zakłady, że ja się nie skapnę za nic w świecie - jestem za tępa na takie rzeczy.
Dobrze, że wpadasz czasem, brakuje twoich wpisów. BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 20:22 3 Muszkieterów - odc 12
Bardzo jestem zadowolona, acz chyba nie aż zachwycona. Podoba mi całość, podobał mi się finał, ale powtarzać nie będę.
Niemniej ogromny plus dla dramy za dobry casting. Z początku miałam ogromne obawy wobec obu głównych pań, ale obie obroniły role w moich oczach. Nawet jeśli niektóre sceny były słabsze, zwłaszcza z początku, w ogólnym rozrachunku są ok. Podobnie Yong Hwa.Anaru - Pon 03 Lis, 2014 20:41 Tak tylko na szybciutko i w przelocie - obejrzałam 4 odcinek Aragn, ale się porobiło , teraz z niecierpliwością czekam na chwile kiedy będę mogła obejrzeć odcinek 5. Reszta pewnie wieczorem (albo jutro jak nie będę miała dzisiaj warunków na klepanie w klawiaturę bo klapciasta )
(wtedy chyba sobie myśli na karteczce pospisuję )Admete - Pon 03 Lis, 2014 20:43 Widziałam końcówkę Muszkieterów, ale całości dwóch ostatnich odcinków jeszcze nie. Na razie przeżywam Iljimae. W odniesieniu do samej siebie potrafię powiedzieć, dlaczego ta drama mi się podoba. Jak już wiele razy pisałam do mnie przemawia legenda, mit, pierwotne opowieści. Iljimae jest właśnie oparte na czymś takim. Mamy młodego, pięknego i niewinnego bohatera poddanego próbom i poświęcającego swoje życie walce o odkrycie prawdy. Wybór Junkiego do tej roli był strzałem w dziesiątkę. Może jeszcze nie umiał grać jak trzeba, ale miał i nadal ma to coś, co przykuwa do niego uwagę widza. I to dlatego na końcu się wzruszyłam.
Spoiler:
Zdecydowanie Iljimae zginął, nie widzę innego rozwiązania. Buty są dla Bong Soo. Smutno mi.
Aragonte - Pon 03 Lis, 2014 20:44
Admete napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
No a jak ktoś pelerynę niewidkę potraktował śmiertelnie poważnie... no to klops
Popieram teorię Aragonte - sekwencja otwierająca i zamykająca opowieść, to zmyślenie - w dramie widać, że Iljimae nie jest nadczłowiekiem, uczy się, jest ranny, przegrywa
Ano właśnie - w samej dramie też były takie sekwencje, kiedy przenikała się opowieść i nieco siermiężna rzeczywistość, w której Iljimae np. spadał z dachu i skręcał nogę
Admete napisał/a:
Bardzo chciałabym obejrzeć ponownie Arang - tym razem z Riellą, ale wydaje mi się coraz mniej możliwe, że wyjdzie swswojej skorupy.
A coś się z nią stało? Czy zwyczajnie nie ma kompletnie czasu?
Agn, potrzebuję czegoś więcej niż meliska - chociaż cudna jest - wymieniłam z Admete parę esemesów na temat końcówki Iljimae i zaliczam doła. Bo skoro Admete potwierdza moje domysły, to...
Idę sobie popłakać albo co... Wiem, wiem, nienormalna jestem BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 20:45
Agn napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
np. że Nefrytowy Cesarz i Yama to bliźniacy
E...? Oj, tego to i ja nie wyłapałam.
Tego w dramie nie było, tylko w opisie - pewnie z mitologii
Ania stwierdziła, że jeden z braci zestarzał się fizycznie, a drugi mentalnie
Agn napisał/a:
Przyjmuję zakłady, że ja się nie skapnę za nic w świecie - jestem za tępa na takie rzeczy.
Ja też nieraz jestem tępa w takich sprawach - witaj w rodzinie
Agn napisał/a:
oglądam Iljimae dla aktora, ale podobają mi się akcje i rozwój bohatera. Daleko tej dramie do doskonałości, ale tak między nami mówiąc - BBF ma znacznie mniej sensu, a jak się fajnie oglądało.
Mnie się podoba w Iljimae znacznie więcej niż jeden aktor - całość mi się podoba - to mój typ baśni (jeden z wielu)
Jak JunKi cudnie oczyskami przewraca w tej dramie Admete - Pon 03 Lis, 2014 20:48
BeeMeR napisał/a:
Mnie się podoba w Iljimae znacznie więcej niż jeden aktor - całość mi się podoba - to mój typ baśni (jeden z wielu)
To także mój typ opowieści. I Aragonte. Właśnie obie sobie przypomniałyśmy, jak opłakiwałyśmy lata temu śmierć Czarnego Robina.Aragonte - Pon 03 Lis, 2014 20:49
Anaru napisał/a:
Tak tylko na szybciutko i w przelocie - obejrzałam 4 odcinek Aragn, ale się porobiło
Świetny był, nie?
Smuuutno mi... Idę przytulić jakiegoś kota. Albo obejrzę sobie kawałeczek Iljimae i pouśmiecham do Junkiego...BeeMeR - Pon 03 Lis, 2014 20:49 *udaje, że nie widzi spoilerów jak woły*
Cóż, i tak wiadomo dokąd historia prowadzi Admete - Pon 03 Lis, 2014 20:52 Riella kazała was pozdrowić i powiedzieć, że idzie przez Mordor, bo we wsi Moskal stoi A tak serio, to może poślijcie jej jakieś esemeski albo co? BeeMer ty tez dobrze wiesz, ze dobre historie, to także smutne historie.Aragonte - Pon 03 Lis, 2014 20:53 Riella nie zmieniła numeru telefonu? Admete - Pon 03 Lis, 2014 20:58 Nie zmieniła Podręczcie ją trochę, to może nabierze motywacji do powrotu. Inaczej ten Mordor ja pochłonie normalnie...