Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura
BeeMeR - Pią 30 Kwi, 2010 12:06
A nade wszystko - Margaret to świetnie wykreowana postać - ja się tak niby burzę jej zachowaniem, ale tak naprawdę gdyby ona była kryształowo nieskalanie doskonała, to wiarygodność takiej postaci drastyczni by spadła - albo znudziłaby czytelników
Trzykrotka - Pią 30 Kwi, 2010 12:23
U Margaret to jest fajne, że jest po pierwsze silna i samodzielnie myśląca, po drugie, potrafi przyznać się do błędu i zmienić się. Fajnie będzie obserwować, jak ten proces przebiega
Tess - Sob 01 Maj, 2010 00:03
Mnie postać Margaret zawsze się podobała. Nawet wtedy, gdy była zbyt surowa dla Johna , bo wiem, że za jakiś czas zmieni swoje nastawienie Jednak najbardziej lubię te sceny, w których nasza Małgoś zaczyna przeżywać rozterki i intensywnie myśleć o Jasiu o Jego opinii
nicol81 - Sob 01 Maj, 2010 14:35
| Trzykrotka napisał/a: | Oświadczyny Johna to jeszcze nasze rozdziały, prawda?
Bo ja po ich przeczytaniu poczułam przypływ gwałtownej niechęci do Margaret.
Ja rozumiem, że nawet w głowie jej nie postało, że on ją kocha i że ona mogłaby o nim myśleć w ten sposób. Ale to, że poczuła się jego miłością zhańbiona? Rozumiem, różnica mentalności, inna epoka i tak dalej, ale jak można obrażać się o czyjąś miłość?
Współczuję jej tylko, że tyle na raz się na nią zwala: strajk, atak, oświadczyny, żądanie matki co do Fryderyka...
Ale tego, jak potraktowała tak żarliwie kochającego człowieka nie mogę jej tak łatwo darować. |
Ja też. W ogóle, co to za pomysł, że ktoś się czuje obrażony czyimiś uczuciami Jak do tego trzeba mieć rozwalone we łbie i rozdęte ego?
Admete - Nie 02 Maj, 2010 12:57
Żadne ego Nicol. Młodość plus niedoświadczenie, to taka reakcja obronna w sytuacji, gdy człowiek nie wie, jak się ma zachować.
nicol81 - Pon 03 Maj, 2010 11:00
Ona akurat z nich dwojga miała większe dośwadczenie w oświadczynach A młodość nie usprawiedliwia wynoszenia się nad innych
Anonymous - Pon 03 Maj, 2010 11:04
Już rozumiałabym gdyby się wkurzyła, że on jest pewny jej wzajemności, ale sama miłosć? Obrazą? Błagam... serce nie sługa nie zna co to Pany, Małgosia nieładnie się zachowała to fakt....
Admete - Pon 03 Maj, 2010 14:04
| nicol81 napisał/a: | Ona akurat z nich dwojga miała większe dośwadczenie w oświadczynach A młodość nie usprawiedliwia wynoszenia się nad innych |
Nie chodzi mi o oświadczyny. Chodzi mi o świat uczuć. Niepewność, co do tego, co się naprawdę czuje. Nieznajomość siebie. Margaret jest młoda i dopiero poznaje to wszystko, dojrzewa.
trifle - Pon 03 Maj, 2010 14:06
A ja myślę, że ona w emocjach powiedziała, że miłość ją obraża, bez hmm świadomości, co to tak naprawdę znaczy. Palnęła, co jej ślina na język przyniosła i ot, wyszło jak wyszło.
nicol81 - Pon 03 Maj, 2010 21:20
Ale ona to nie tylko powiedziała- ale tak też myśli.
Admete - Pon 03 Maj, 2010 21:26
Powiedziała i myślała. To naturalne - była tak bardzo pogubiona w swoich własnych uczuciach, że na tym etapie nie mogła inaczej.
trifle - Wto 04 Maj, 2010 00:06
Powiedziała i myślała, bo chyba właśnie jak pisze Admete - nie znała swoich uczuć i była trochę w nich pogubiona. Mnie się zdarza mówić i myśleć coś, czego właściwe znaczenie dociera do mnie trochę później Ja Margaret tutaj rozumiem. Pewnie, że JT nie zasłużył na takie traktowanie i że ona źle się zachowała, nie powinna tak, powinna być delikatniejsza, odmówić stanowczo. Nie wyszło jednak Myślę, że przy kolejnych oświadczynach (które chciałaby odrzucić) by się poprawiła
Alicja - Wto 04 Maj, 2010 14:26
myślę, że nas wszystkie najbardziej drażni słowo " zhańbiona". Słowo "zhańbiona" niesie w sobie naprawdę duży ładunek negatywnych emocji. Bo już nawet nie odrzucenie oświadczyn , ale sposób w jaki zostało to zrobione i to niefortunnie użyte przez Margaret słowo. Młodość młodością, niedojrzałość swoją drogą, ale gdzie jej maniery i dobre wychowanie? Panna z tzw. dobrego domu, Margaret, taka chętna do pomocy ludziom "maluczkim" potraktowała tylko jednego jedynego Thorntona w sposób hańbiący. Właśnie ona, nie on. Któraś z was pisała prędzej że nawet Henryka nie potraktowała w ten sposób -racja. Zastanawiam się - pewnie nie zrobiła by tego też nikomu innemu. Trafiło na Thorntona, Bogu ducha winnego temu.
trifle - Wto 04 Maj, 2010 17:26
| Alicja napisał/a: | | Młodość młodością, niedojrzałość swoją drogą, ale gdzie jej maniery i dobre wychowanie? |
Wydaje mi się, że oświadczyny, od kogoś, od kogo się tego nie spodziewała, są sytuacją, kiedy dobre maniery idą w kąt. Tzn są sprawą bardzo drugorzędną, bo emocje biorą górę. Młodość, niedojrzałość - mi chodzi o to, że mogę Margaret zrozumieć i wybaczyć jej to, rzeczywiście, bardzo niewłaściwe zachowanie.
Admete - Wto 04 Maj, 2010 17:34
W gruncie rzeczy była przerażona, bo coś już czuła do Thorntona, tylko nie wiedziała co.
Sofijufka - Wto 04 Maj, 2010 17:41
dziewczyny, bo Margosia jest w gruncie rzeczy wiktoriańską snobką! Towynik jej wychowania - takie wtedy było... Jesli przyjrzymy sie np. "odautorskim" uwagom Charlotty Bronte, to jest mnóstwo spostrzeżeń o tępocie kontynentalnych prostych ludzi [Anglicy sa o wiele bardziej bystrzy, moralni itp], świadomości róznic pomiedzy klasami. A przeciez była córka biednego irlandzkiego pastora [tę irlandzkość ojciec i reszta rodziny skwapliwie ukrywali]...
A co do shańbnienia... Polecam :Dwa światy" Kraszewskiego. Tam hrabianka czuje sie ponizona, że kocha ją przyjaciel brata, zwykły rzadca - samym faktem jego miłości, bo on niczego od niej nie chce...
nicol81 - Wto 04 Maj, 2010 21:36
| Alicja napisał/a: | | łowo "zhańbiona" niesie w sobie naprawdę duży ładunek negatywnych emocji. Bo już nawet nie odrzucenie oświadczyn , ale sposób w jaki zostało to zrobione i to niefortunnie użyte przez Margaret słowo. |
Właśnie o to mi chodzi...
| Cytat: | | Wydaje mi się, że oświadczyny, od kogoś, od kogo się tego nie spodziewała, są sytuacją, kiedy dobre maniery idą w kąt. |
Ale dlaczego? Gdyby Thorton był natarczywy albo ją oskarżał... Ale tak się nie działo. Nie miała powodu zapomnieć o dobrych manierach.
trifle - Wto 04 Maj, 2010 21:46
| nicol81 napisał/a: | | Ale tak się nie działo. Nie miała powodu zapomnieć o dobrych manierach. |
Może i nie miała, ale zapomniała Ja bym jej aż tak nie potępiała.
Trzykrotka - Śro 05 Maj, 2010 08:26
| trifle napisał/a: | Może i nie miała, ale zapomniała Ja bym jej aż tak nie potępiała. |
Uch! Mnie się przypomniała Helena Kurcewiczówna, mówiąca Bohunowi, że jego miłość to dla niej wstyd. Bohun był mordercą, ale jej nie o to chodziło, tylko o jego kozacze pochodzenie przy niej, kniaziównie. Ledwo umiejącej czytać, btw...
Ale nic to, Margaret na szczęście, podobnie jak Lizzy, przejrzy na oczy, a my może idzmy dalej? Admete? Fryderyk?
trifle - Śro 05 Maj, 2010 08:35
| Trzykrotka napisał/a: | | Ale nic to, Margaret na szczęście, podobnie jak Lizzy, przejrzy na oczy, a my może idzmy dalej? |
O to też mi chodzi Co innego gdyby Margaret taka była stale, ale ona się zmienia i potem to w sumie ona wyciąga do JT rękę.
BeeMeR - Śro 05 Maj, 2010 08:35
Dziś właśnie doczytałam, jak Lizzie wyznaje, że miłość Darcy'ego to dla niej zaszczyt (choć forma oświadczyn i jego uprzednie postępki ją obrażają).
Ech, jak to czasy się zmieniają
Trzykrotka - Śro 05 Maj, 2010 08:53
| BeeMeR napisał/a: | | Dziś właśnie doczytałam, jak Lizzie wyznaje, że miłość Darcy'ego to dla niej zaszczyt |
Masz rację! No ale Darcy był panem na Pemberley i "pierwszą partią w kraju." Ale o ile Collinsowi też to powiedziała, że docenia zaszczyt jego oświadczyn, choć przyjąć ich nie może . Taka chyba była po prostu formułka
Sofijufka - Śro 05 Maj, 2010 09:03
no bo na najbardziej zaskakujace i niechciane oswiadczyny należało z wdziekiem odpowiedzieć/odmówic, a nie walić delikwenta słownie przez łeb. Dobrze, ze w twarz nie dała i kopniakiem nie poprawiła...
Diana z Fantazego to przynajmniej miała powód, zeby hrabiemu dać słownie w pysk:
Mój Panie Hrabio! Wcale po kupiecku
Zbliżyłeś się Pan po... towar... Gdzie łokieć?
I gdzie są szalki? Szlacheckiemu dziecku
Bóg dał... patrz, Hrabio, nawet ten paznokieć
U palca, jako rubin, gdzieś obmyty
Krwią przodków, a gdzieś wzięty na wezyrze!
Me łzy... patrz, są jak perły Amfitryty,
Bom obrażona we łzach... W tym szafirze
Oka mojego znajdziesz niby mętne
Łzami rodowych myśli zdrojowisko.
Wszystko, co mogło w spadku dziecko smętne
Wziąć po umarłych, całe serc ognisko
Z szlachetnościami wszystkimi i całą
Myśli ich piękność, ja mam po nich w spadku.
A ten mój posag ich - to moje ciało...
Gdybym więc nawet kładła na ostatku
Duszę i o niej nie mówiła wcale
Traktując z tobą o siebie - na funty,
To jeszcze by mi ust jasne korale,
To jeszcze - oczy te, co straszne bunty
Podnoszą, ogniem i łzami ciskając,
Kazały dumną być w targu i trudną...
Jak to? więc chciałeś, Hrabio, nie klękając
Jak przed Madonną na stepie odludną
Rafaelową, zrumienić jej lice
I grubijaństwem... cud otrzymać święty,
Że się łzami jej napełnią źrennice
Lub z płótna tryśnie krew? - Więc żeś ty wzięty,
Żeś w okolicy sławny, że się ludzka
Miłość za tobą goni, żeś pomięty
Jak dziwna jaka perła kałakucka,
Tym droższa, że ma kształt nieodgadnięty
I do perły jest niepodobna wcale,
Ale jest jako monstrum dziwne, drogie:
To już myślałeś, że ja się zapalę
Do tego dziwu... jak dziecko ubogie,
Pierwszy raz brylant słoneczny widzące
Na twej koszuli?... Bo wyznasz mi, Hrabio,
Że Endymiona mirty i miesiące
Niepotrzebne ci były tu, gdzie grabią
Siano tak podłych, jak ja, pełne kwiatków...
Dobrze więc, oto odpowiem ci szczerze,
Tym szczerzej, że tu jesteśmy bez świadków:
Ojciec mój daje mnie tobie, a bierze
Twoje pieniądze. Przebacz, że wyraźnie
Mówię... Mój ojciec ma ojcowskie długi,
A sam jest winien pół miliona w kaźnie,
A jutro - wszystkim chłopom biorą pługi
I w każdej chacie stawiają żołnierza.
Więc jeśli chaty te jutro posłyszę,
Że krzyczą: "Boże!", a Bóg nie uderza
Piorunem... jeśli duch, co we mnie dysze,
Modlitwą o! tej wioski nie obroni;
Jeśli mię chłopki okrążą i padną
Do nóg... jak gdybym z gwiazdami na skroni
Stała w niebiosach, a ja męką żadną
Nie będę mogła wyratować ludu;
Jeśli Bóg z mego jedynie nieszczęścia
Chce siły... która podobna do cudu
Ten lud obroni... to się do zamęściaZ Panem - przychylę...
BeeMeR - Śro 05 Maj, 2010 09:20
| Trzykrotka napisał/a: | | Taka chyba była po prostu formułka | Owszem - my też używamy różnych formułek, które nie zawsze są całkiem szczere: np. "miło mi" "właśnie miałem dzwonić", z tym, że Collinsowi Lizzie mówi formułkę, a o Darcy'm myśli, co sugeruje większą prawdomyślność myślącej
Alicja - Śro 05 Maj, 2010 09:57
| Sofijufka napisał/a: | | Dobrze, ze w twarz nie dała i kopniakiem nie poprawiła... |
to właśnie miałam na myśli
| Trzykrotka napisał/a: | | Ale o ile Collinsowi też to powiedziała, że docenia zaszczyt jego oświadczyn, choć przyjąć ich nie może . Taka chyba była po prostu formułka |
Margaret też mogła zastosować formułkę , mogła nawet ominąć słowo " zaszczyt" , grzecznie podziękować i odprawić
|
|
|