To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - SUPERNATURAL: Winchesterowie kontra reszta świata i zaświata

Anonymous - Sob 03 Paź, 2009 13:06

Jestem pod wrażeniem, nie wiem jak się zebrać. Ten odcinek był tak wciągający, taki do przeżycia go każdą komórką. Były momenty zabawne Cass jednak rządzi :mrgreen: ale większość to naprawdę przjmujące chwile. Sam ten wątek przeniesienia do przyszłości genialny!! Jak bardzo mi było żal Deana. Deanowi 2015 ślicznie w zielonym, podkreśla idealnie kolor jego oczysków, ale Dean 2009 wygląda obłędnie w tej niebieskiej bluzie... sam neews, że Sam jest Luckiem.... i wygląda nieco pedalsko w tej bieli zwłaszcza te buty.... ale mimo wszystko miał coś w sobie cos tak niesamowicie pociągającego, że tuląc Ikerową poduszkę miałam ochotę wskoczyć w ten monitor..... Jest po prostu szatańsko podniecający... no a ta łza Deana.... biedny.... Kripke jest cholernym sadystą, jak on może tak męczyć Deana i nas, bo ja się męczę patrząc na to wewnętrzne cierpienie(zewnętrzne też zresztą) i po powrocie do 2009 wiedziałam, że Dean zadzwoni do Sama, czułam to, tylko się cholernie bałam, że już będzie po ptokach i nawet gdyy Dean czekał(wyglądając ponętnie bardzo) to się bałam, że przyjedzie już zdiabolony Sam....
Cholera!!! A tu jeszcze tydzień to kolejnego odcinka....

spin_girl - Sob 03 Paź, 2009 14:35

Dopiero wczoraj wiezorem udało mi się obejrzeć nowy odcinek.
Pomysł, jak zwykle, ciekawy. Pokazuje, jak głębokie konsekwencje mają nasze decyzje. Najbardziej wstrząsnął mną Dean AD 2015 mówiący spokojnie, że nie rozmawiał z Samem od 5 lat :shock:
Highlightem odcinka jest (jak zwykle) Castiel jako przyćpany hippis, któremu już wszystko zobojętniało.
Białemu garniturowi i czerwonym różom zdecydowanie mówię nie - to nie Zone Romantica! :wink:
Doszłam też do wniosku, że ja mam jednak zbyt wygórowane wymagania w stosunku do Lucyfera (może dlatego, że czekałam na niego 3 miesiące :mysle: ). Moim zdaniem nawet Jared Padalecki nie do końca sobie poradził z tym wcieleniem. Troszkę za dużo było jakiegoś dziwacznego marszczenia noska. Jak narazie najlepszym odtwórcą anioła (upadłego czy nie) pozostaje Misha Collins. Wychodzi na to, że to niedościgniony ideał.

Admete - Sob 03 Paź, 2009 15:58

Cytat:
Jak narazie najlepszym odtwórcą anioła (upadłego czy nie) pozostaje Misha Collins. Wychodzi na to, że to niedościgniony ideał.


Obojętnie czy z przekrzywionym krawatem czy nie ;)

Gunia - Sob 03 Paź, 2009 17:15

spin_girl napisał/a:
Białemu garniturowi i czerwonym różom zdecydowanie mówię nie - to nie Zone Romantica! :wink:

Mi to bardziej zalatywało Garym Oldmanem z "Leona Zawodowca". ;)

Deanariell - Sob 03 Paź, 2009 18:25

Cytat:
Zdecydowanie wolę sytuację, kiedy wątek główny jest niejako na drugim planie. Tzn. kiedy na każdą drobną informację czeka się z napięciem i niepewnością, kiedy tyle emocji budzi składanie sobie wszystkich wskazówek do kupy etc. - tak jak to było w poprzednich seriach. Kiedy się wie już wszystko, to jest trochę musztarda po zabawie i analizowanie tego w tę i nazad szybko mi się nudzi. Jestem z tych, co lubią gonić króliczka.


Odnośnie tej niezwykle interesującej wymiany zdań ( :torebki: :-P ), to Admete zasadniczo przedstawiła nasze wspólne stanowisko... Cóż... Tak jakoś mamy, że w niektórych sprawach zgadzamy się ze sobą już od czasów poznania się w LO ;) - w innych różnimy się jak ogień i woda, ale akurat w tym względzie mogę się podpisać pod tym, co napisała... :) Nic już nie może być takie, jak w poprzednich seriach Guniu... Obawiam się, że nie ma powrotu do przeszłości, beztroskiego szlachtowania potworów, podróży z miasta do miasta w pogoni za następnym zleceniem oraz poszukiwań demona, który zabił mamusię... Jak to mówią w Czechach - "to se ne vrati"... :roll: Nie można przecież wejść dwa razy do tej samej rzeki, jak stwierdził pewien filozof :) Po tym wszystkim, co obaj bracia przeszli... :confused3: Motyw Apokalipsy jest zbyt treściwy, żeby przewijał się gdzieś tam w tle - świat właśnie chyli się ku upadkowi, ostatecznej bitwie pomiędzy dobrem, a złem... Owszem, na pewno scenarzyści będą nam serwować co jakiś czas wątki humorystyczne dla rozładowania napięcia, jednak zasadnicza linia musi zmierzać w określonym od dawna kierunku - nie chciałabym, żeby było jak z LOST - nie wiem' którą to tam serię kręcą, a dalej ponoć nie wiadomo, o co chodzi z tą wyspą? :shock: Fabuła SPN, moim skromnym zdaniem, rozwijała się konsekwentnie i tak jest prowadzona - reżyser musi mieć jakąś ogólną wizję zakończenia, inaczej historia schodzi na psy (nie obrażając czworonogów :P ).

Podobnie jak jedna z szanownych przedmówczyń nie mogę zgodzić się z teorią, że w zasadzie wszystko już jest ustalone i wiadome - po Kripke można się przecież różności spodziewać... Doskonale gra naszymi uczuciami i domysłami, a później i tak robi z bohaterami, co mu się podoba - czego już nieraz byłyśmy świadkami... :mysle: Z mojego punktu widzenia historia z Apokalipsą genialnie pasuje do świata łowców - kto wie zresztą czy my sami nie żyjemy w podobnych czasach, wystarczy rozejrzeć się po świecie, walka światła i ciemności rozgrywa się przed naszymi oczami bez przerwy... Bardzo podoba mi się również to odwrócenie proporcji - saga rodziny zeszła teraz na drugi plan, a jednak nadal ma istotne znaczenie dla całości. Celne słowa wypowiedział ostatnio Dean :serce: - bracia może i są dla siebie wzajemnie słabym punktem, w każdej chwili ktoś może to wykorzystać i zwrócić ich przeciwko sobie, ale tak naprawdę oni dwaj są też dla siebie całym światem, działając osobno tracą człowieczeństwo - co rewelacyjnie pokazywano nam kilkakrotnie, a zwłaszcza w najnowszych odcinkach... :oklaski: Owszem, odczuwam pewną nostalgię wspominając wszystkie sezony po kolei, ale przyznam, że cieszy mnie kierunek rozwoju serialu - dojrzał, dojrzeli również bohaterowie... ;)

Cóż mogę jeszcze powiedzieć? Grzeszę zapewne swoim brakiem krytycyzmu wobec SPN-u, nic jednak nie poradzę na to, że w zasadzie wszystko mi się w nim podoba i przyjmuję tę historię z całym dobrodziejstwem inwentarza :rozoweokulary: :D Z perspektywy czasu nawet pamiętny (i zjechany na maksa przez fanów) "Bugs" wydaje mi się całkiem znośnym odcinkiem - miał swoje momenty... (np. Dean rozkoszujący się prysznicem po długiej przerwie :slina: ) :rotfl: Po pierwszym sezonie tak mi się jednak nie wydawało, absolutnie nie. :confused3: :lol: Świadczy to o tym, że SPN dołączył na dobre do moich ukochanych seriali - "Robin'a of Sherwood", "B5"... i w sumie nie pamiętam za czym ja tak jeszcze szalałam? :mysle: Nie było tego wiele jak widać... :)

Natomiast Castiel zaczyna nam urastać do rangi bohatera pierwszej klasy - zakończę słowami, które on sam mógłby wypowiedzieć w roku 2014 - "myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny" :rotfl: Naćpany amfetaminą, hedonistycznie nastawiony do życia upadły anioł! Rewelacja, ale zgadzam się - było to odrobinę przerażające w pewnym sensie... Jak zresztą większość fanów i fanek wolę go takiego jak z początku tego odcinka - "jakiś głos mówi mi, że kończą mi się minuty..." :rotfl:

Co do gry Jensen'a w ostatnim odcinku (bo o wyglądzie nie wspomnę... :shock: :serduszkate: ), to przez cały czas trwania filmu miałam tak: :opad_szczeny: (Co może być lepsze od jednego Deana? Dwu Deanów!!! :love_shower: ) Reszta jak zwykle jest milczeniem... :P

Admete - Sob 03 Paź, 2009 18:48

Cytat:
"myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny"


Zabijesz mnie kiedyś ;) :rotfl:

Cytat:
Admete zasadniczo przedstawiła nasze wspólne stanowisko... Cóż... Tak jakoś mamy, że w niektórych sprawach zgadzamy się ze sobą już od czasów poznania się w LO - w innych różnimy się jak ogień i woda, ale akurat w tym względzie mogę się podpisać pod tym, co napisała...


Normalnie jesteśmy jak Sam i Dean ;)

praedzio - Sob 03 Paź, 2009 20:21

Pytanie: kto jest kim? :mrgreen:

Kurde, teraz dopiero wróciłam do domu. Te studia to jednak są meczące i skłaniają do bardzo głębokich przemyśleń typu: Po kiego grzyba ja wywalam dwa tysiaki za semestr, skoro z jednego dnia wykładów nic nie potrafię wynieść? :roll: Powiedzcie, że będzie lepiej...

spin_girl napisał/a:
Białemu garniturowi i czerwonym różom zdecydowanie mówię nie - to nie Zone Romantica! :wink:


Tobie zaleciało latynoskimi serialami, a mnie ten garniak plus róże wydały się straszliwie upiorne w swym pięknie. Ale i tak Sam-Lucek wyglądał zjawiskowo. :slina:

Agn - Nie 04 Paź, 2009 22:46

*przypełzła przygnieciona do podłoża siłą 05x04* O żesz ku... ziemny, brazylijski, laskowy i każdy inny. W mordę...
Ten odcinek był...
A w ogóle wizja...
I to straszne, że...
A do tego...
I jeszcze...
O ja pie...
Noremalnie...
O ku...
O żesz...
O...
O...
O...
Krótko pisząc brak mi słów. Dean jako maszyna do zabijania był przerażający. Jared jako Lucyfer - genialny. Po prostu był... piękny w tej roli. I nieźle wygląda w białym garniturze, chociaż ja nie przepadam za garniakami w tym kolorze.
Tylko całość spieprzył scenarzysta, każąc na końcu Deanowi długo gadać. Jezu, kiedy ci Amerykanie wpadną na pomysł, że patos zabija, a prostota uderza w splot słoneczny z siłą torpedy? Wiecie, wyszłoby lepiej, gdyby Dean bez słowa dał mu nóż, a potem obaj wsiedli do Impali. Nie muszę znać szczegółów rozmów.
Jak dotąd to najlepszy apokaliptyczny odcinek.

Deanariell - Nie 04 Paź, 2009 23:26

Agn, cóż za ekspresja wypowiedzi! :D :P

Agn napisał/a:
Tylko całość spieprzył scenarzysta, każąc na końcu Deanowi długo gadać. Jezu, kiedy ci Amerykanie wpadną na pomysł, że patos zabija, a prostota uderza w splot słoneczny z siłą torpedy? Wiecie, wyszłoby lepiej, gdyby Dean bez słowa dał mu nóż, a potem obaj wsiedli do Impali. Nie muszę znać szczegółów rozmów.

Dziewczęta, no ja naprawdę nie umiem zrozumieć, co Wy macie przeciwko rozmowom... :( Może i prostota uderza bardziej - nie przeczę (bywały w Spn takie momenty "bezsłowne" - jak np. pamiętne zakończenie odcinka z panią wilkołak... :thud: :oklaski: ) - bądźmy jednak bardziej wyrozumiałe dla scenarzystów, w końcu to Amerykanie, taki urok i specyfika narodu... :roll: :rotfl: Też w sumie nie przepadam za tym wszechobecnym u nich w filmach patosem, nawet w wielu skądinąd genialnych obrazach (choćby ostatnio w "Dystrykcie 9", który i tak bardzo mi się podobał mimo tego... że nie wspomnę o przecudnej wizualnie ekranizacji "Władcy pierścieni" :P ) - generalnie w zadziwiający sposób w Spn mi to absolutnie nie przeszkadza... :mysle: To musi być ślepa miłość, bo jak inaczej mam wytłumaczyć ten swój zupełny brak krytycyzmu w tym wypadku? :love_shower: :cool: No, ale fakty są nieubłagane (a kto jest idealny, niech pierwszy rzuci kamieniem...) - i może, owszem, mogłabym się czepiać, że Jared trochę za dużo się "marszczył" niepotrzebnie w tej końcowej scenie... :lol: straszne ma te miny czasami... :zalamka: ...to jednak moja miłość do tego serialu potrafi wszystko wybaczyć! :mrgreen: I tak ich kocham w tych rolach - obu, jako braci Winchester'ów (tudzież jednego również jako Jensen'a, tak ogólnie... :-P :rotfl: ) - poza tym uważam, że tylko Padalecki może TAK wyglądać ubrany na biało! :excited: Sceptykom proponuję wyobrazić sobie w tej scenie inny garnitur - powodzenia! :rotfl: No i ten ogród, te czerwone róże... może dla niektórych banalne, ale mnie pasowały. :) Jak zresztą charakterystyczne, ociekające uczuciem rozmowy pomiędzy braćmi - taki urok i już... Sama bym pewnie na miejscu Dean'a (a w końcu w realu jestem starszą siostrą) powiedziała "młodemu" to, co on powiedział - może to było w odczuciu niektórych zbędne, ale mam wrażenie, że Sam autentycznie potrzebował usłyszeć coś takiego z ust brata w tym akurat momencie swojego pokręconego życia... ;)

Btw, gdyby Dean tak długo nie gadał na końcu, to odcinek byłby za krótki :lol: o kilkanaście sekund! A wystarczy, że nadal czuję się okradziona z powodu skrócenia wiadomego sezonu (guzik mnie interesuje przyczyna, strajk czy nie strajk, to bolało! :cry2: ) - a więc z mojego punktu widzenia - niech sobie gada! Zawsze to więcej Jensen'a na ekranie... :P

Agn - Nie 04 Paź, 2009 23:51

Cóż ja mam przeciwko? Ech, ja nie mam za wiele. Jak jest raz na jakiś czas głębsza rozmowa - kein problem. Ale kurde nie co odcinek! A w piątym sezonie non stop łezki lecą i wielkie słowa. No ile można? I mam takie dziwne wrażenie, że i sami aktorzy też miewają tego dosyć, bo momentami bez przekonania te wszystkie farmazony wygadują.
Ale poza tym to ja też ten serial kocham ze wszystkimi wadami i zaletami, a także zadami i waletami. I wszystko to wybaczam, bo kurczę... to są te nasze chłopaki i tyle.
I masz rację - TYLKO Padalecki może wyglądać TAK w białym garniaku. Bo już np. (by daleko nie szukać) Acklesa jakoś nie widzę. Jak go sobie wyobrażam w bieli, to w mej wyobraźni garnitur swoje, a Jensen swoje. Biały podkoszulek albo t-shirt? Yes, please. Garniak? Nie.

PS A wrażenia tak ekspresyjnie, bo mnie totalnie przytkało. Naprawdę świetny był. Apokalipsa pełną mordą. :mrgreen:

soph - Pon 05 Paź, 2009 17:52

Agn napisał/a:
Jak dotąd to najlepszy apokaliptyczny odcinek.

Chyba tak, choć epickość całego sezonu 5 bardzo mi odpowiada. Gest wręczenia noża - świetny. Taki sposób na powiedzenie "znowu Ci ufam" bez użycia słów... Biedny Sam, przez chwilę chyba myślał, że Dean Go zaatakuje...
Sam jako Lucyfer bije Marka Pellegrino na głowę. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy był bardziej przerażający czy pociągający :ops1:

Agn - Pon 05 Paź, 2009 18:32

Był pociągający i właśnie dlatego tak przerażający. Bo widz doskonale WIE, że pod tym uśmiechem i białym garniturkiem kryje się sukinkot jakich mało. I nie ma co wierzyć jego rozżalonym gadkom o niewspółmiernej do winy karze. (Boże, jakich ja mądrych i długich słów używam... *napawa się "niewspółmiernie"*)
Choć widza też boli jak, nomen omen, diabli, że facet, któremu można zaufać tylko w jednej kwestii - że ci zrobi ziazi - ma powłokę Sama Winchestera.

soph - Pon 05 Paź, 2009 19:42

Admete napisał/a:
Cytat:
Jak narazie najlepszym odtwórcą anioła (upadłego czy nie) pozostaje Misha Collins. Wychodzi na to, że to niedościgniony ideał.


Obojętnie czy z przekrzywionym krawatem czy nie ;)


Uwielbiam, gdy patrzy z takim uczuciem na Deana - jak w zakończeniu tego odcinka :) .

soph - Pon 05 Paź, 2009 19:43

Agn napisał/a:
Był pociągający i właśnie dlatego tak przerażający. Bo widz doskonale WIE, że pod tym uśmiechem i białym garniturkiem kryje się sukinkot jakich mało.


Zachowuje się trochę jak starszy brat patologicznie zazdrosny o młodsze rodzeństwo.

Harry_the_Cat - Pon 05 Paź, 2009 23:12

Nawet nie bede udawac, ze mam czas przeczytac ostatnie 112 postow.... :thud:
wiec powiem tylko, ze ostatni odcinke byl bardzo dobry IMHO a Misha RULEZ!

spin_girl - Wto 06 Paź, 2009 10:10

Agn napisał/a:
facet, któremu można zaufać tylko w jednej kwestii - że ci zrobi ziazi -

Oplułam monitor... :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Agn - Wto 06 Paź, 2009 12:42

Spin, wytrzyj go teraz. Na zaplutym kiepsko się ogląda Winchesterów. ;)
spin_girl - Wto 06 Paź, 2009 13:06

Do piątku na pewno wytrę :mrgreen:
praedzio - Wto 06 Paź, 2009 13:23

Dobra dusza z supernaturalnego forum poczęstowała mnie tym linkiem: http://spoilertv.blogspot...red-on-set.html

:thud: :thud: :thud:

Caitri i Harry - liczę na Waszą twórczość graficzną w tym temacie. :mrgreen: :kwiatek:

Caitriona - Wto 06 Paź, 2009 13:50

praedzio napisał/a:
Dobra dusza z supernaturalnego forum poczęstowała mnie tym linkiem: http://spoilertv.blogspot...red-on-set.html

:thud: :thud: :thud:

Caitri i Harry - liczę na Waszą twórczość graficzną w tym temacie. :mrgreen: :kwiatek:


O, super! Zastanawiamłam się co to za sesja ;)
Jak coś porobię, to się oczywiście podzielę :D

Agn - Wto 06 Paź, 2009 14:22

Jakie cudne foty!
http://spoilertv.iimmgg.c...6a8ed281b91df7c
O rany, roześmiany Jared... *mięknie*
Ale jedną fotkę już sobie rekwiruję. Nie jestem aż tak avatarouzdolniona jak Kot czy Caitri, ale trudno - w tej sukni liczy się materiał. :mrgreen:
(Ciężko z Juraja zrezygnować, ale...)
:mrgreen:

praedzio - Wto 06 Paź, 2009 14:30

Agn napisał/a:
O rany, roześmiany Jared... *mięknie*


Ta fota ma szczególne miejsce w moim sercu. :serce: :serduszkate: :thud:
Nie wiem czy powinnam o tym mówić, ale jeśli będziecie mieli do mnie jakąś prośbę i pomachacie mi tym zdjęciem przed nosem - to zrobię dla Was wszystko. ;)

Agn - Wto 06 Paź, 2009 14:47

Stanowczo dobrze, że nam to powiedziałaś...

*macha fotką przed nosem Praedzia*
A teraz przywieź mi Jareda. Łaskawie zezwalam ci go w drodze pomacać... :mrgreen:

praedzio - Wto 06 Paź, 2009 14:53

Awwww.....!
To był cios poniżej pasa! :paddotylu:

Agn - Wto 06 Paź, 2009 16:53

Buahahahhahaha!!! Am so evil...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group