Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2
damamama - Czw 26 Lut, 2009 11:37
Popytać mogła zaraz po przyjeździe w gospodzie. Jednak tego nie zrobiła, z pełną świadomością podążyła w stronę Thornfield. Spojrzenie na sam dom nic by jej nie dało. Czy zamknięte okno w pokoju Rochestera świadczyłoby o tym, że tam nie przebywa? Niekoniecznie. Zasięgnięcie informacji na miejscu wiązałoby się z zapukaniem do drzwi. Sama zastanawiała się przecież co zrobi jeżeli go zobaczy, czy będzie tak szalona, że do niego podbiegnie.
BeeMeR - Czw 26 Lut, 2009 11:55
| damamama napisał/a: | | Wprawdzie nie jestem anglojęzyczna ale chętnie zobaczę te fragmenty. Może któraś wyjaśni gdzie je na tej stronie znaleźć. |
te filmiki nie są już dostępne
damamama - Czw 26 Lut, 2009 12:04
| BeeMeR napisał/a: | | damamama napisał/a: | | Wprawdzie nie jestem anglojęzyczna ale chętnie zobaczę te fragmenty. Może któraś wyjaśni gdzie je na tej stronie znaleźć. |
te filmiki nie są już dostępne |
Wielka i to wielka szkoda
Anonymous - Czw 26 Lut, 2009 13:18
| damamama napisał/a: | [code]AineNiRigani
To o czym piszesz, mówi w fragmencie, gdzie opisuje jak wyglądałby jej związek z St. John’em Rivers’em |
Bo w zasadzie oni obaj byli rownie silnymi osobowosciami. Roznica polegala miedzy nimi jedynie na tym, ze Rochester zniszczylby Jane z milosci do niej, a St.Jones z miłosci do Boga (lub swojemu wyobrazeniu tej milosci)
damamama - Czw 26 Lut, 2009 14:04
Zgadzam się z Tobą. Zakładając, że jemu nie robiło by to żadnej różnicy. Jednak z jego strony, to też było pomimo wszystko wielkie i głębokie uczucie. Wygląda na to, że zniszczył by przy okazji siebie. Miałby powtórkę z rozrywki, kolejne nieudane małżeństwo.
Anonymous - Czw 26 Lut, 2009 14:31
Dlatego ostatecznie to co sie wydarzylo bylo lepsze dla obojga - nawet jesli nie byloby happy endu...
primavera - Czw 26 Lut, 2009 15:28
| BeeMeR napisał/a: | | damamama napisał/a: | | Wprawdzie nie jestem anglojęzyczna ale chętnie zobaczę te fragmenty. Może któraś wyjaśni gdzie je na tej stronie znaleźć. |
te filmiki nie są już dostępne |
są dostepne na youtube tutaj
http://www.youtube.com/re...ted+Scenes&aq=f
Anonymous - Pią 27 Lut, 2009 00:22
| Mag13 napisał/a: | | w scenie przy kominku, odnosi się wrażenie, że niedużo brakuje, by coś mogło między nimi zajść; scena jest pełna napięcia. |
Cała ta scena włacznie z wedrujacym ogienkiem w wiezy - to piekny ukłon do wersji z Orsonem Wellesem. Moja ukochana scena - bezapelacyjnie (obok nozki na koncu )
szarlotka - Pią 27 Lut, 2009 08:44
Moja też bezapelacyjnie ulubiona
| Mag13 napisał/a: |
W jakimś stopniu symboliczna wydaje się już być scena w w wąwozie, gdy spłoszony koń zrzuca go na ziemię. Spotkanie z Jane pozbawiło go mocy, uczyniło słabym - ten upadek jest tego symbolem. |
Tu chyba autorki miały coś odwrotnego na myśli – przynajmniej tak by wynikało z komentarza do filmu na dvd. Susanna White (albo Sandy Welch – nie pamiętam) mówi tam, że zależało im, żeby w tej scenie Rochester ani przez chwilę nie był pokazany jako słaby – dlatego ani przez moment nie widać, jak po upadku z konia leży.
Hortensja - Sob 28 Lut, 2009 16:03
Też zwróciłam na to uwagę, że w sumie nie ma pokazanego Rochestera jak leży jak długi Byłoby to takie hmm niezgrabne. Od razu jest jak się podnosi i to jeszcze sfilmowany tak od dołu, żeby sprawiać wrażenie większego. Ale myślę, że coś jest w tej scenie, może nie stał się słaby, ale Jane na pewno wkroczyła w jego świat burząc stagnację i marazm.
damamama - Sob 28 Lut, 2009 18:46
W książce tak to określił:
| Cytat: | | Gdy raz dotknąłem tego wątłego ramienia, wstąpiło we mnie coś nowego, jak gdyby świeży sok żywotny wpłynął w moje żyły. Dobrze mi było, gdy się dowiedziałem, iż ta istotka musi wrócić do mnie, że należy do mojego domu ........ |
Istotnie więc Jane zburzyła jego dotychczasowy świat, w którym była tylko stagnacja i marazm, jak zauważyła Hortensja.
szarlotka - Sob 28 Lut, 2009 19:26
Chyba bardzo chciał, żeby mu ktoś zburzył ten świat – dlatego tak się uczepił tej okazji (czyli Jane
Swoją drogą, przełożenie na język filmu dobrze robi tej powieści. Te tyrady Rochestera są chwilami trochę niestrawne.
damamama - Sob 28 Lut, 2009 19:46
Chyba nie tyle co chciał, ale był zdziwiony, że takie niepozorne stworzenie mogło to zrobić.
szarlotka - Nie 01 Mar, 2009 12:29
Na przykład tak, że jest to początek jego sadystycznej zabawy z uczuciami nieszczęsnej Jane. Może sobie opowiadać o czarach, ale ostatecznie to wredny facet. Owszem, budzący współczucie i poplątany, ale jednak wrednawy
Anonymous - Nie 01 Mar, 2009 15:42
Wredny? Namiętny, egoistyczny - tak. Ale wredny?? Niby dlaczego?
Hortensja - Pon 02 Mar, 2009 14:41
Ja też uważam, ze Rochester to generalnie dobry człowiek, któremu zdarza się postąpić źle, popełnić błąd (czyli norma, tak ma większość ludzkości ). Zauważcie, że autorka nam daje wiele razy do zrozumienia, że generalnie jego uczynki są dobre i świadczące o jego dobrej woli i sumieniu. Przygarnięcie Adelki, opiekowanie się Berthą (można powiedzieć, ze więził ją w wieży, ale w tamtych czasach inaczej się traktowało niż dziś chorych, a szczególne chorych psychicznie). Pani Fairfax podkreśla, że jest dobrym pracodawcą.
Na pewno jest ekscentryczny, czasami egoistyczny, w pewnych momentach manipuluje Jane, jeśli chodzi o jego plan małżeństwa z Jane- no troszkę się zagalopował. Ale było to z jego strony nieodpowiedzialne i był zaślepiony, a nie zły.
Ten wyjazd do Eshtona- Rochester od poznania Jane i uświadomienia sobie, że ją kocha, próbuje ją zdobyć, zmusić ja też do wyznania. No manipuluje nią, jej uczuciami, wyznanie osiąga dzięki wzbudzeniu uczucia zazdrości. No nie zachowuje się chwalebnie, ale jak mówię, raczej jest to zaślepienie. I wg mnie ta książka -i film- opowiada o tym, że on postąpił źle w tym przypadku, nawet sobie zdał z tego sprawę i poniósł w końcu karę, co by swą winę odkupić.
Anonymous - Pon 02 Mar, 2009 17:16
Nie wydaje mi sie, aby postac Rochestera mozna by rozpatrywac w kategoriach dobra i zła. On jest po prostu czlowiekiem w pelnym tego slowa znaczeniu - silna indywidualnosc, z namiętnosciami, egoizmem, wadami i zaletami. A jednoczesnie rozpaczliwie głodny szczęścia - do tego stopnia, ze gotow byl popelnic przestepstwo, zlamac normy obyczajowe byleby tylko je osiagnac. Na dluzsza mete caly jego plan nie sprawdzilby sie. Nie wierze, ze wytrwalby w klamstwie, Jane predzej czy pozniej by sie dowiedziala, a wowczas nie wybaczylaby mu nigdy tego oszustwa - nie zaufalaby mu. Tak jak pisałabym wczesniej - na tamtym etapie sila psychiczna Rochestera i oszustwo zlamaloby Jane, zniszczyloby ja.
W grunie rzeczy - calosc rozegrala sie tak jak powinna, aby kazde z nich zostalo soba. Rozstanie oslabilo Rochestera, a wzmocnilo Jane, stali sie partnerami w pelnym tego slowa znaczeniu.
Sofijufka - Pon 02 Mar, 2009 17:52
to MY tak oceniamy, DZISIAJ... Pamiętaj, że CB była bardzo ortodoksyjna protestantką... Dla niej wina Rochestera była wielka, i taka powinna byc kara. I tak zlitowała się i przywróciła mu wzrok w jednym oku...
Anonymous - Pon 02 Mar, 2009 18:01
Dobra kobieta z niej ...
Sofijufka - Pon 02 Mar, 2009 18:19
no wiesz, majatku jeszcze sporo zostało, a z takim "okrojonym" Rochesterem Jane lepiej sobie da radę...
Anonymous - Pon 02 Mar, 2009 18:22
Przede wszytkim stali sie rowni - co w zasadzie dobrze wrozy malzenstwu
Anonymous - Pon 02 Mar, 2009 18:35
Nie - to jest uproszczenie. Stali sie rowni, bo ona nie byla byle-jaka sierota wychowywana w przytułku, ale kimś, kto ma przyjaciół i rodzine - miala juz wsparcie nie tylko finansowe, ale i moralne. Juz nie był jej całym światem. Uciekla raz - mogła uciec i drugi, Rochester do konca zycia wiedzial, ze musi sie starac Po drugie - jego ulomnosc pozbawila go czesci sily charakteru, nabawila jakichs kompleksow - to rowniez zmienialo stosunek miedzy nimi. jane miala mozliwosc wykazac sie wlasna inicjatywe, pokazac mu zycie i siebie z innej strony. Z pozycji stlamszonej ofiary stala sie partnerem.
szarlotka - Pon 02 Mar, 2009 18:47
Ha, widzę, że „wredny” wywołał reakcję. Dobra, to najpierw zaznaczę, że wredny w znaczeniu „odpychający, złośliwy” , a nie „zły”. Nie uważam, że jest „zły” – gdyby to było takie proste, nie byłaby to jednak interesująca skomplikowana postać. A niby dlaczego? Cóż – zaopiekował się podrzuconym dzieckiem (które mogłoby być jego dzieckiem, ale co tam – ważne, że nie było podobne), a potem traktował je z ogromną pogardą. I jakoś do mnie nie przemawia, że jedynym sposobem na dowiedzenie się, co Jane do niego czuje, była ta sadystyczna rozgrywka. A scena (w filmie) powrotu Jane z Gateshead, kiedy mówi mu, że jej dom jest tam gdzie on, wpatrując się w niego jak w obraz? Wtedy jeszcze nie był ślepy
szarlotka - Pon 02 Mar, 2009 18:56
Moim zdaniem nigdy nie była stłamszona – miała na to zbyt duże poczucie własnej wartości. Raczej nieobyta. A z Rochesterem jest śmiała między innymi dlatego, że on ignoruje konwenanse w kontaktach z nią (to pamiętam z książki, stwierdza, że gdyby miała do czynienia z jakimś dobrze ułożonym przystojnym młodzieńcem, byłaby skrępowana, a tak – nie jest)
Edit
1. Można pogardzać, zatrudniać guwernantkę i przywozić prezenty Nie chodzi o to, żeby miał się znać ma wychowaniu – w tamtych czasach? Ale odrobina empatii zawsze mogła się zdarzyć – u R. jej nie dostrzegam.
2. Rozpromieniony? Owszem. Publiczność wróciła i będzie można się popastwić A, że Eshton widzi, że coś się święci – fakt (btw. lubię tę postać w wersji filmowej – godne tło dla R.)
Anonymous - Pon 02 Mar, 2009 19:33
Nie zgodze sie, ze Rochester byl odpychajacy. A slowo "wredny", znaczy jednak cos innego. Moim zdaniem Rochester byl fascynujacy nie tylko poprzez swoj majatek, a przez charakter. Gwałtowny, impulsywny, niczym letnia burza - szybko sie gniewal, jeszcze szybciej lagodnial. Przy tym bystry, inteligentny, grał w życiu vabank. Dla mnie to chyba ideal faceta wsrod bohaterow literackich.
Nie zgodze sie tez co do tlumaczenia wyparcia sie Adeli. Rochester byl pewny, ze Adela nie byla jego - ten typ faceta nie opiera pewnosci na czyms tak ulotnym jak podobienstwo. Dosc wyraznie powiedzial, ze na tyle zna sie na nauce aby moc to stwierdzic - mnie sie wydaje, ze tutaj bardziej chodzi o biologie kobiety i mozliwosci w ktorych doszlo do zaplodnienia. Tylko to moglo mu dac taka pewnosc. Tlumaczyloby tez taka powsciagliwosc przy opisywaniu - wychowanie nie pozwalalo mu o otwarcie opisywac szczegoly z młoda panna.
W tym momencie zycia obojga Jane nie była stłamszona, ale szczescie małżeńskie by tego od niej wymagalo. W ostatecznosci nie wiemy jak ich losy by sie potoczyly. Jako Jane Eyre mogła zachować wolnośc poglądów, w koncu w takiej zakochal sie Rochester. Teoretycznie malzenstwo to kompromis. Rochester byl zbyt silny, zbyt pewny siebie, a tego typu cechy ulegaja wzmocnieniu w miare uplywu lat - nie ustapilby nawet na krok. Jane miałaby wybor - albo zachowac wlasne zdanie przy ciaglych klotniach i nieporozumieniach, albo ustapic. Raz-drugi-trzeci. Ja nam takie malzenstwo - ona bardzo podobna do mlodej Jane - niezalezna, z wlasnymi opiniami, on podobny charakterem: gwaltowny, interesujacy, cholernie inteligentny i wyksztalcony. Wiele poswiecil, by moc byc z nia razem - dla jego rodziny i przyjaciol mezalians dlugo byl nie do przyjecia. Roznilo ich od naszych bohaterow tylko to, ze on był szalenie przystojny, ona śliczna niczym laleczka. Kochali sie szalenie i chyba nadal kochaja, nawet jesli ona jest juz zupelnie inna osoba - ulegla mu, ustepujaca dla swietego spokoju, dobra dzieci. Powie wlasne zdanie, ale i tak robia to, co on uwaza za wlasciwe. On nadal dla niej w ogien skoczy, żyły sobie wypruje dla dobra jej i dzieciakow, ale w domu musi byc tak jak on sobie wymarzy. Decyzje niby podejmuja wspolnie, ale jesli maja odmienne opinie, nie ma szansy by ona byla w stanie przekonac go do swojej. Ostatecznie zgadza sie z nim - i decyzja znowu pozostaje wspolna
Jane nie miala rodziny, pieniedzy, a Thornfield bylo jej jedynym domem - Rochester o tym wiedzial. Nie przewidzial, ze jest na tyle silna (czy moze nawet nierozsadna), by uciec w takiej sytuacji. A Jane dzialala pod wplywem szoku, sama nawet to przyznala.
|
|
|