To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Robin of Sherwood

praedzio - Pon 22 Lis, 2010 07:20

No, to Kaśku powiedz tylko jeszcze, jak Ci się podobał / nie podobał Praed w roli Robina? ;) Notabene, przypomniała mi się sobotnia scenka:

Siedzimy sobie w kuchni z gospodynią i jej córką. Na stole jest herbata, ciasto drożdżowe, ja gapię się w telewizor, na którym dzielni Robin i Spółka tłuką po głowach (i vice versa) wojaków szeryfa pod zamkiem Belleme. Pani Jadzia nakłania mnie do zjedzenia drożdżówki:
- Kasiu, ciasteczko!...
Na co ja, nie odrywając wzroku od telewizora:
- Dziękuję, ciasteczko mam na ekranie! :serduszkate:

;)

Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 07:35

Obiektywnie jest urodziwy, oczy jak aksamit. Właśnie, pamiętajcie oczy mi się podobają....
Hanula - Pon 22 Lis, 2010 08:21

a mnie się wydaje, że cały urok tej ekranizacji tkwi w tym, że oglądałyśmy ją będąc dzieckiem, wówczas wszystko wydawało się inne a M. Praed, jako Robin bez wzglądu na czas( wiek widza) w który się ogląda był bardziej przekonujący niż Jonas Armstrong
( bo ja i tak patrzyłam na RA :serce2: czy jak wolicie na Rysia )

Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 13:59

Filmy z lat dzieciecych bardzo czesto nie wytrzymuja proby czasu - wiele ksiazek i filmow tak przegrywa w konfrontacji po latach. RoS tak nie ma. Nie znam nikogo, kto po pierwszym szczeniecym zauroczeniu nie wspominalby pozytywnie jako dorosly - i nie li i jedynie z sentymentu. Ma swoje rzesze wielbicieli wsrod mlodych. To jest po prostu dobry serial, z dobra gra aktorska, ale rzeczywiscie trzeba czuc klimaty celtyckie (chociaz zawsze mnie zastanawialo, dlaczego spadkobierca Celtow mial byc Sas :P ), musi trafic na dobry grunt...

Roznica miedzy RoS i GoS tkwi w adresacie - pierwszy jest bardziej uniwersalny wiekowo, natomiast ma dosc kaprysne wymagania co do zainteresowan odbiorcow. W drugim nastolatkowie i dzieci. I nie chodzi mi nawet o deprecjonowanie tej nowszej wersji serialowej, ale o to, ze aby zrozumiec w pelni RoSa naprawde trzeba czuc lub znac kulture celtycka (przynajmniej pobieznie). Odwolania sa na kazdym kroku - to esencja tego serialu i to czyni go kultowym. W nowej wersji mozna po prostu przeleciec calosc z buta.

Aragonte - Pon 22 Lis, 2010 14:29

Eeva napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
A dla mnie to jest ziom z głową jelenia, przypominający nieco Turonia, a nieco... tu może się powstrzymać.


Kochana jestem z Tobą. Jak zobaczyłam gościa po raz pierwszy to pomyslałam tylko jedno - wtf ???

Herne nawiązuje przede wszystkim do tej postaci z mitologii Celtów - Cernunnosa, bóstwa natury, zwierząt, rolnictwa i płodności.


Kaśku, pewnie Aine ma rację i zwyczajnie nie odbierasz tego kodu (dla mnie jest to sygnałem, żeby Ci przypadkiem swoich tekstów nie podsuwać, bo ich też nie łykniesz).
Ja jestem skażona celtyckością od lat, więc mnie to fascynowało w RoS. I nie przeszła mi ta fascynacja z dzieciństwa, co jakiś czas wracam do Robina z Sherwood.

Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 15:50

Aragonte nie skreślaj mnie tak szybko :cry2:


Naprawdę poprawię się... tylko Merlina skończe a wezmę się za Robina... Mi magia nie przeszkadza, ja po prostu nie wiedziałam o co chodzi z gostkiem z rogiema...

Admete - Pon 22 Lis, 2010 16:11

RoS jest serialem opartym na magii, na mitach. Niektóre wersje Robina są typowo przygodowe, a inne mają zacięcie społeczne.
Aragonte - Pon 22 Lis, 2010 16:27

lady_kasiek napisał/a:
Aragonte nie skreślaj mnie tak szybko :cry2:

E, raczej siebie tutaj skreśliłam, Kaśku :roll: Nieważne.

Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 16:29

No siebie skreślasz??
Aż nie wiem dlaczego....


Weź... kto będzie moim Guru?

praedzio - Pon 22 Lis, 2010 17:34

Pax, pax, dziewczyny. ;) To właściwie było do przewidzenia, że są wyjątkowo oporne jednostki na magię RoS - cóż zrobić. ;) Nie wiem, czy to wina czasów, w jakich żyjemy czy takich a nie innych tekstów kultury, które się teraz na naszych oczach tworzą, na pewno nie wina Kaśka, który nie doczytał paru rzeczy :mrgreen: - mam wrażenie, że coraz mniej osób będzie się upajać magią tego serialu. Ano, takie czasy nastali. :cry2:
praedzio - Pon 22 Lis, 2010 18:00

Na osłodę mnóóóóóstwo cukierków!

http://orpheus-samhain.livejournal.com/194918.html

:slina: :slina: :slina:

Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 20:22

Ej, no !!! Dajcie dziewczynie szanse, no !!! Kasiek, doedukuje Cie, co?
Daj sobie na razie spokoj z RoS, ok? Pozycze Ci na swieta (lub i dluzej) kilka ksiazek i dopiero potem wezmiesz sie za RoSa i wtedy stwierdzisz, czy Ci to lezy, czy nie, ok?
Na razie bez dekodera, to tego nie ruszysz :)

Niektorzy lykneli ta celtyckosc w serialu i bylo to impulsem do poznania celtyckiego swiata, a inni potrzebuja impulsu do zrozumienia serialu...


P.S. Aragonte, moim zdaniem Twoje cuda pisarskie moglyby byc wlasnie takim impulsem. Mnie sie widzi, ze Kasiek to zwierze ksiazkowe jest i literki lepiej do niej trafia... :)

Admete - Pon 22 Lis, 2010 20:52

Cytat:
Niektorzy lykneli ta celtyckosc w serialu i bylo to impulsem do poznania celtyckiego swiata


No właśnie - w moim przypadku to było jak otwarcie drzwi, poznanie świata przeczutego, wyczekiwanego. Od tamtej pory było szukanie celtyckiej muzyki, mitologii, historii...

Aragonte - Pon 22 Lis, 2010 21:10

Admete napisał/a:
Cytat:
Niektorzy lykneli ta celtyckosc w serialu i bylo to impulsem do poznania celtyckiego swiata


No właśnie - w moim przypadku to było jak otwarcie drzwi, poznanie świata przeczutego, wyczekiwanego. Od tamtej pory było szukanie celtyckiej mzuyki, mitologii, historii...

Jakbym o sobie czytała. Kiedy pierwszy raz oglądałam RoS, nie znałam kompletnie celtyckiej mitologii (w przeciwieństwie do Aine sama musiałam sobie skompletować odpowiednią bibliotekę), ale RoS zasiał ziarenko, które w swoim czasie wykiełkowało i wyrosło.
Wbrew pozorom to nie kłóci się z tym, co napisałam wcześniej - nie znałam, ale mnie do czegoś takiego ciągnęło.

Kaśku, guru?... Ty to wiesz jak mnie rozbawić :lol:

Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 21:32

Bo ja to Twój prywatny błazen jestem, ale nawet jak serio mówię to nic a nic mi nie wierzysz....


O Aine liczę na Edukację...

praedzio - Pon 22 Lis, 2010 22:14

Pozwolę sobie przekleić artykuł nt. RoS, który się ukazał w jednym z numerów Nowej Fantastyki. Artykuł, o ile dobrze pamiętam, napisano w związku z ukazaniem się RoS na DVD.

Cytat:
Robin Hood odsłania kaptur

Nowa Fantastyka

Kiedy na początku lat osiemdziesiątych scenarzysta Richard Carpenter i producent Paul Knight namówili szefów brytyjskiej telewizji na sfinansowanie serialu o Robin Hoodzie, pomysł wydawał się co najmniej kontrowersyjny. Ponieważ ta wywodząca się ze średniowiecznych ballad postać banity z Sherwood wydawała się całkowicie zbanalizowana przez XX-wieczną popkulturę.

W świadomości masowego odbiorcy Robin Hood zajął miejsce w szeregu infantylnych popkulturowych bohaterów, gdzieś między Supermanem a Myszką Miki. Wykorzystywano go już do różnorakich i często absurdalnych celów. Na przykład w krajach bloku wschodniego przede wszystkim zwracano uwagę na polityczny wymiar jego działań i mianowano go obrońcą uciskanej klasy pracującej. Doszło do tego, że filmowcy, aby jakoś obejść banał tej opowieści, uciekali się do ironii, albo zwykłego szyderstwa. Tę pierwszą wykorzystał Richard Lester w „Powrocie Robin Hooda”, gdzie legendarny rozbójnik został pokazany jako starzejący się mężczyzna, który niechętnie, pod przymusem otoczenia i własnego mitu, kolejny raz podejmuje walkę z odwiecznym przeciwnikiem – szeryfem z Nottingham. Również Terry Gilliam zadrwił z postaci Robin Hooda i w swoich „Bandytach czasu” przedstawił go jako kompletnego idiotę.

Nowy Robin Hood

Mimo wielu niebezpieczeństw przedsięwzięcie zakończyło się spektakularnym sukcesem. Serial „Robin z Sherwood” bił rekordy popularności, nakręcono drugą i trzecią serię, odtwórcy głównych ról stali się ulubieńcami telewizyjnej publiczności, a sama opowieść zapanowała nad wyobraźnią milionów (głownie młodych) telewidzów. Dla pokolenia dzisiejszych dwudziestopięcio-, trzydziestolatków serial ten stał się przedmiotem uwielbienia oraz jednym z intensywniejszych doświadczeń, jakie przeżyli w dzieciństwie, bądź wczesnej młodości. A dziś – gdy na płytach DVD dostępna jest jego reedycja – możemy się przekonać, że ma on nie tylko wartość sentymentalną i mimo upływu lat wciąż budzi fascynację.

Skąd ten sukces? Twórcy filmu wzięli na warsztat opowieść rycerską, celtyckie mity oraz legendę o Robin Hoodzie i z tych elementów zbudowali coś zupełnie nowego – nowy mit. Głęboka znajomość kulturowych toposów i artystyczna wrażliwość, pozwoliły autorom uniknąć tandety, która charakteryzuje większość telewizyjnych produkcji. Akcja serialu toczy się w scenerii pełnej magii, duchów i czarów. To arena działania dziwnych, irracjonalnych sił i dawnych, celtyckich bogów. Rytm życia bohaterów wyznaczają pogańskie obrzędy odprawiane ku czci bóstw, które zostały wyklęte przez chrześcijaństwo. Sam Robin Hood przestał być tylko obrońcą ludu, a stał się mistycznym synem Herne’a – Myśliwego, czyli istotą posiadającą umiejętność obcowania ze światem nadprzyrodzonym. Realizatorzy wprowadzili do opowieści symbole pradawnej Anglii i kultury celtyckiej: srebrna strzała, okrągły stół króla Artura, miecze Waylanda (w tym Albion – miecz Robina), Herne, czy celtycki demon Cromm Cruach. Wszystko to miało sprawić, że średniowieczny rabuś ponownie znajdzie się w panteonie wielkich, mitycznych postaci kultury brytyjskiej.

Carpenter i reżyser Ian Sharp mieli świadomość konwencji, która ukonstytuowała postać Robin Hooda. Jest to szablon średniowiecznej ballady i romansu rycerskiego. Ale całkowite poddanie się regułom tej stylistyki byłoby uciążliwe, a z kolei ich drastyczne łamanie sprowadziłoby wszystko do taniej zgrywy. Aby uniknąć tej pułapki autorzy intensyfikują i modelują dramaturgiczne schematy. W serialu Anglia jest miejscem dzikim i okrutnym, spętanym tyranią władzy świeckiej i kościelnej, a ciemiężony lud – prymitywny i nieufny. Nie ma to wiele wspólnego z folderowym obrazem starej, wesołej Anglii, do której przywykliśmy w opowieściach o Robin Hoodzie. Krajem rządzi strach, bieda i potężne siły zła (uosabiane przez satanistycznego barona de Bellem i diabolicznego Gulnara), a kościelni notable są słabi, przeżarci korupcją i pożądaniem mamony. Wyczekiwany z utęsknieniem Ryszard Lwie Serce okazuje się – wbrew poprzednim wersjom opowieści – perfidnym manipulatorem. Sama leśna kompania to zbieranina wyrzutków, mocno poturbowanych przez życie, których dopiero Robin zjednoczył i zorganizował po stronie dobra. Oczywiście Mały John pozostaje dobrodusznym olbrzymem, a Szkarłatny Will jest odpowiednio porywczy i kłótliwy, ale na tle swoich poprzedników, wszystkich wesołych hultajów i dzielnych zuchów, są boleśnie prawdziwymi postaciami. To samo dotyczy Marion. Dziewczyna nie ma w sobie nic z wyniosłej i bezbronnej panienki z dobrego domu, wzdychającej miłośnie przy porannej toalecie. To towarzysz w walce i równoprawny uczestnik wszystkich potyczek. Jak zauważyła krakowska filmoznawczyni Grażyna Stachówna: Bohaterowie serialu są uderzająco współcześni. Poruszają się w mitycznej przestrzeni starej Anglii jak współczesne nastolatki w sferze młodzieżowej subkultury. Wszystko może się wydarzyć, świat jest wrogi, liczymy tylko na siebie, naszą grupową przyjaźń i wzajemne zaufanie. Tylko to nam zostało, bez nich zginiemy. Stąd tak często powracający motyw koła, okręgu, symbolu jedności i pełni. Bohaterowie siadają w kręgu by wychylić czarę ku czci Herne’a (to wtedy pada kultowa formuła: Chroń nas, Hernie ) i przypieczętować swoje duchowe braterstwo. Równie ważny jest krąg Ryannona (scenograficznie wzorowany na Stonehenge), w którym często kulminują się zapętlone wątki i wprowadzają do opowieści ład i harmonię.


Współczesny mit

Opowieść mityczna nie może się obyć bez postaci herosa oraz motywu podróży i zadań, z którymi bohater musi sobie poradzić, aby osiągnąć nadprzyrodzony status. Joseph Campbell w książce „Bohater o tysiącu twarzy” łączy charakterystyczny dla wielu mitów, baśni i legend motyw podróży z rytuałami inicjacyjnymi i spontanicznymi, duchowymi potrzebami człowieka. W niejasny i podświadomy sposób mitologiczne symbole dotykają najczulszych emocjonalnych strun. Campbell opisuje mitologicznego bohatera jako tego, który potrafi pokonać swoje osobiste oraz historyczne ograniczenia. Heros zmarł jako człowiek swej epoki, ale jako człowiek wiecznie żywy – doskonały, niekonkretny, uniwersalny – właśnie się odrodził. W serialu Robin z Locksley, przybrany syn młynarza namaszczony przez Herne’a – Myśliwego i obdarowany przez niego legendarnym Albionem, staje się Robin Hoodem – herosem, półbogiem, istotą wyzwoloną z mentalności i duchowości swego czasu i stanu. Campbell w swojej analizie wyróżnia postać magicznego pomocnika, kogoś, kto udziela bohaterowi wsparcia w sytuacjach kryzysowych. W serialu taką rolę pełni oczywiście Herne – Pan Drzew. Dla Robina jest on oczywiście kimś takim jak Gandalf dla Froda, czy Wergiliusz dla Dantego w „Boskiej komedii”. Wokół campbellowskiego wzorca mitologicznej wyprawy bohatera zbudowanych jest przynajmniej kilka odcinków „Robina z Sherwood”, a przede wszystkim pierwszy „Robin Hood i czarownik”. Campbell pisze: Mitologiczny bohater (...) zostaje zwabiony lub przeniesiony na próg, za którym czeka go przygoda (...) Spotyka tam widmową postać, która strzeże przejścia. W filmie ową postacią jest Herne, na którego Robin natyka się po ucieczce z Nottingham. Przeszedłszy przez próg, wędruje przez świat, który zaludniają nieznane, ale dziwnie znajome siły, z których część ogromnie go przeraża (próby), część zaś udziela mu magicznej pomocy – opisuje dalszą część wyprawy Campbell. W serialu przerażające siły uosabia złowrogi baron de Bellem, a magicznej pomocy udzielają Robinowi leśni kompani – Szkarłatny Will, Mały John czy Nazir. Campbell tak przedstawia kulminacyjny punkt wyprawy: Kiedy bohater osiąga nadir tego mitologicznego koła, poddany zostaje ostatecznej, ciężkiej próbie i otrzymuje za to nagrodę. Zwycięstwo to może zostać przedstawione jako związek seksualny bohatera (...) bądź jego uświęcenie. W istocie rzeczy jest to poszerzenie świadomości, a z tym również istnienia. Ostateczną próbą dla Robina jest konfrontacja z de Bellemem, związek seksualny to oczywiście ślub z Marion, natomiast uświęcenie to ostateczne przyjęcie godności Człowieka w Kapturze. Aby w pełni zrozumieć mitologiczny wymiar tej opowieści należy się bliżej przyjrzeć postaci Herne’a. Pan Drzew należy do panteonu celtyckich bóstw i jest alegorią sił przyrody, ale warto również zwrócić uwagę na ciekawszą, choć mniej oczywistą interpretację postaci Herne’a. W „Mitologii Wysp Brytyjskich” John i Caitlin Matthews piszą: Herne dowodzi Dzikimi Zastępami i wiedzie umarłych w pozaziemskie krainy. Takie odczytanie znakomicie koresponduje z takim obrazem Robina, jaki jest nakreślony w serialu. Jak zauważa przywoływana już Grażyna Stachówna: W telewizyjnej baśni związanie Robina z mitem dało mu status herosa, wybranego do pełnienia specjalnych zadań i skazanego na klęskę, na odejście wraz z magiczną siłą, która z tej kultury wyrosła i wraz z nią zniknęła. Telewizyjny Robin Hood jest młodzieńcem o chmurnej urodzie i melancholijnym usposobieniu, jakby przeczuwał grożącą mu klęskę – syn Herne’a musi przegrać. Rzeczywiście Robin z Locksley ginie (choć czy na pewno? On odszedł – mówi Szkarłatny Will), ale na jego miejsce przychodzi Robert z Huntington, fizycznie odmienny, ale duchowo i mentalnie bardzo podobny. W ten sposób Człowiek w Kapturze stał się symbolem oporu i duchowej walki. Mitem, który jest wciąż przeżywany i opowiadany.

Podobnie jak w przypadku innych produkcji filmowych i telewizyjnych, które awansowały do roli współczesnego mitu, większość odtwórców ról w serialu „Robin z Sherwood” nie zrobiło wielkiej kariery. Wyjątkiem był tu Ray Winstone (Szkarłatny Will), ale i on musiał przeżyć 10 lat aktorskiego czyśćca tułając się po planach tandetnych seriali i filmów klasy C. Reszta przepadła jak kamień (czy też strzała) w wodę. Widzowie nie chcieli oglądać swoich ulubieńców w innych rolach. Michael Praed, Judi Trott czy Nicholas Grace na zawsze pozostali Robinem, Marion czy szeryfem de Renault z zamku Nottingham.

Łukasz Żurek

Admete - Pon 22 Lis, 2010 22:20

Cytat:
Carpenter i reżyser Ian Sharp mieli świadomość konwencji, która ukonstytuowała postać Robin Hooda. Jest to szablon średniowiecznej ballady i romansu rycerskiego. Ale całkowite poddanie się regułom tej stylistyki byłoby uciążliwe, a z kolei ich drastyczne łamanie sprowadziłoby wszystko do taniej zgrywy


I tania zgrywa wyszła BBC ostatnio...

Sofijufka - Pon 22 Lis, 2010 22:41

gorszą zgrywa był "Nowe przygody Robin Hooda" [tak to sie chyba nazywały], nawiązujące bardzo do RoS, ale przeradzajace sie w parodię....
http://fdb.pl/film/42193-nowe-przygody-robin-hooda

Aragonte - Pon 22 Lis, 2010 22:41

Praedzio, wielkie dzięki za wklejenie tego artykułu, baaardzo dobry IMHO :kwiatek:
Anonymous - Pon 22 Lis, 2010 22:45

Aragonte napisał/a:
Kaśku, guru?... Ty to wiesz jak mnie rozbawić :lol:


O, ja przepraszam, ale podziela kaskowe zdanie w calej rozciaglosci. My to nawet ostatnio obgadalysmy dosc szczegolowo :)

Aragonte - Pon 22 Lis, 2010 22:46

AineNiRigani napisał/a:
Aragonte napisał/a:
Kaśku, guru?... Ty to wiesz jak mnie rozbawić :lol:


O, ja przepraszam, ale podziela kaskowe zdanie w calej rozciaglosci. My to nawet ostatnio obgadalysmy dosc szczegolowo :)

Eeeeee... Ja chyba lepiej zwieję z tego wątku :paddotylu: :ops1: :ops1: :ops1:

Deanariell - Wto 23 Lis, 2010 03:05

Sofijufka napisał/a:
gorszą zgrywa był "Nowe przygody Robin Hooda" [tak to sie chyba nazywały], nawiązujące bardzo do RoS, ale przeradzajace sie w parodię

No co Ty, Sofi, to był jakiś żart nie serial... :roll: Oglądałam jedynie jakieś mizerne fragmenty, więc nie wiem w jaki sposób nawiązywali do RoS i czy w ogóle. Może gdybym to widziała jako nastolatka, to prędzej byłabym w stanie zaakceptować - dla mnie to było coś jak Herkules i Xena w tamtym czasie (to już częściej byłam skłonna oglądać właśnie tamte dwa, niż tę wersję o Robinie) - czyli jednym słowem: zero prawdziwej magii (choć ta "odpustowa" się pojawiała), zbyt kolorowe i mało realne stroje, taki "american dream" - wszystko ślicznie, pięknie, ładnie, aż do znudzenia...

Tej najnowszej wersji nie byłabym w stanie w ogóle obejrzeć (zerknęłam na jakieś wyrywki na YT)- Rysia zbytnio nie wielbię, choć obiektywnie patrząc przystojny jest i dość utalentowany - sam serial jednak to jak dla mnie zbyt wielka bzdura i za dużo niewybaczalnych improwizacji w temacie lub wręcz herezja jakaś. :confused3: :lol:

Kasiek - obejrzyj RoS tak czy inaczej, nawet poglądowo jedynie - będzie i tak ciekawie. ;) Poczekaj aż dojdziesz do dalszej części z Białym Robinem - tam będziesz miała właśnie Roberta, syna szlachcica. :)

Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 04:00

Deanariell napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
gorszą zgrywa był "Nowe przygody Robin Hooda" [tak to sie chyba nazywały], nawiązujące bardzo do RoS, ale przeradzajace sie w parodię

No co Ty, Sofi, to był jakiś żart nie serial... :roll: to było coś jak Herkules i Xena


A przypadkiem producent nie byln ten sam? Nowozelandczycy przoduja w takich produkcjach i bardzo luznym traktowaniem tematu :twisted:

Anonymous - Wto 23 Lis, 2010 10:10

AineNiRigani napisał/a:
Aragonte napisał/a:
Kaśku, guru?... Ty to wiesz jak mnie rozbawić :lol:


O, ja przepraszam, ale podziela kaskowe zdanie w calej rozciaglosci. My to nawet ostatnio obgadalysmy dosc szczegolowo :)

Zaiste :mrgreen:

Hanula - Śro 24 Lis, 2010 11:22

Praedzio, dzięki za artykuł :)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group