Literatura - Proza i poezja - Najgłupsze książki, jakie wpadły wam w ręce
Marta - Czw 27 Gru, 2007 16:13
Oczywiście, jak każda Była też o jakiejś biednej, niedocenianej córce barona czy kogoś, naiwnie zakochanej bez pamięci i bez wzajemności w brutalu o szorstkiej lecz ujmującej powierzchowności. Ona miała niesamowitego pecha i bardzo często ten jej pech odbijał się na nim - podglądała go kiedyś z jakiegoś drzewa i spadła na niego, łamiąc mu rękę na ten przykład... Nie pamiętam w jaki sposób, ale duży udział miał w tym jej pech - znaleźli się na jakimś statku, no i oczywiście to ona wywołała ten pożar, o którym wspomniałam. Oczywiście na końcu się pobrali, nastąpiła długa na kilka stron scena łóżkowa (oj, jakie ja miałam wypieki przy czytaniu tych opisów... ) i żyli długo i szczęśliwie
Czytałaś?
Sofijufka - Czw 27 Gru, 2007 16:18
| Marta napisał/a: | Oczywiście, jak każda Była też o jakiejś biednej, niedocenianej córce barona czy kogoś, naiwnie zakochanej bez pamięci i bez wzajemności w brutalu o szorstkiej lecz ujmującej powierzchowności. Ona miała niesamowitego pecha i bardzo często ten jej pech odbijał się na nim - podglądała go kiedyś z jakiegoś drzewa i spadła na niego, łamiąc mu rękę na ten przykład... Nie pamiętam w jaki sposób, ale duży udział miał w tym jej pech - znaleźli się na jakimś statku, no i oczywiście to ona wywołała ten pożar, o którym wspomniałam. Oczywiście na końcu się pobrali, nastąpiła długa na kilka stron scena łóżkowa (oj, jakie ja miałam wypieki przy czytaniu tych opisów... ) i żyli długo i szczęśliwie
Czytałaś? |
Ja, ja czytałam! Ale tłumaczenie było do.... hmmm zapomnienia. Lepiej przetłumaczone zostały inne części trylogi: 'Księżniczka' i 'Szmaragd' [to też moje prysznicowe ksiązki]
A! i żeby było weselej: bohaterowie byli małżeństwem od kilku [kilkunastu?] lat - pożeniono dzieci w celach majątkowych, a po ślubie każde poszło w swoją stronę
Aragonte - Czw 27 Gru, 2007 19:23
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Przychodzi mi do głowy saga o ludziach lodu, zdecydowanie... |
A ja się nią w swoim czasie zaczytywałam I nawet mam ją na półce, heh
W sumie to miałam w ręku durniejsze książki, choć listę musiałabym dopiero opracować... za szybko je odkładam, więc tytuły mi uciekły
BeeMeR - Czw 27 Gru, 2007 20:00
Oj, ja też zaczytywałam się w Da Capo parę (naście) lat temu
I też najbardziej lubiłam "historyczne" - Amandę Quick (chyba pisała też jako Jayne Ann Krenz i Jayne Castle ), Jill Barnett i Jude Deveraux - ale w przypadku tej ostatniej tylko te sprzed lat - w czasach obecnych z reguły wychodziło jakieś tandetne badziewie
Teraz już dawno nie czytałam takiego czytadła - może czas sobie odświeżyć jakieś?
A Barbara Cartland to klasyczny przypadek gniotu - który zawsze biegł według ustalonego planu: bajecznie bogaty, znudzony aktualną kochanką markiz/hrabia/książę spotyka biedną, niezmiernie piękną i niezwykle inteligentną oraz wykształconą (ze szczególnym wskazaniem na sztuki antyczne ) pannę o wielkich, błękitnych oczach i twarzy w kształcie serduszka
Zakochują się w tempie ekspresowym, czego dowodem są wypowiedzi nieodmiennie jąkającej się panny w stylu: "pan... jest... taki silny.... i odważny... a ja... taka mała i głupia...." na co on męsko i nonszalancko (czytaj: szowinistycznie) odpowiadał coś w stylu: "Nie zaprzątaj tym sobie swojej ślicznej główki" po czym następował rychły ślub najchętniej ze specjalnym pozwoleniem i nieunikniona natychmiastowa ekstaza oraz niebo.
Czasem miałam wrażenie, że zmieniają się tylko imiona bohaterów.
Tu to dopiero żal mi było tłumaczek, że tak marnują talenta - chyba, że za godziwą płacę
RaczejRozwazna - Czw 27 Gru, 2007 20:03
| Aragonte napisał/a: | | RaczejRozwazna napisał/a: | | Przychodzi mi do głowy saga o ludziach lodu, zdecydowanie... |
A ja się nią w swoim czasie zaczytywałam I nawet mam ją na półce, heh
W sumie to miałam w ręku durniejsze książki, choć listę musiałabym dopiero opracować... za szybko je odkładam, więc tytuły mi uciekły |
no właśnie mi też uciekają tytuły... Ale jak zobaczyłam tytuł wątku jakos od razu skojarzyłam tę sagę. może dlatego, że jak po nią sięgnęłam byłam baaardzo poztywnie nastawiona przez różne ochy i achy moich znajomych, no i co?? kompost!
Sofijufka - Czw 27 Gru, 2007 20:08
| BeeMeR napisał/a: | przypadek gniotu - który zawsze biegł według ustalonego planu: bajecznie bogaty, znudzony aktualną kochanką markiz/hrabia/książę spotyka biedną, niezmiernie piękną i niezwykle inteligentną oraz wykształconą (ze szczególnym wskazaniem na sztuki antyczne ) pannę o wielkich, błękitnych oczach i twarzy w kształcie serduszka
Zakochują się w tempie ekspresowym, czego dowodem są wypowiedzi nieodmiennie jąkającej się panny w stylu: "pan... jest... taki silny.... i odważny... a ja... taka mała i głupia...." na co on męsko i nonszalancko (czytaj: szowinistycznie) odpowiadał coś w stylu: "Nie zaprzątaj tym sobie swojej ślicznej główki" po czym następował rychły ślub najchętniej ze specjalnym pozwoleniem i nieunikniona natychmiastowa ekstaza oraz niebo.
Czasem miałam wrażenie, że zmieniają się tylko imiona bohaterów.
Tu to dopiero żal mi było tłumaczek, że tak marnują talenta - chyba, że za godziwą płacę |
Wiesz, dla chleba, panie dla chleba
A co do Cartland, to podejrzewałam, że miała karteczki z wątkami, miejscami i postaciami w zabytkowej wazie, i ulubiona papuga wyciągała ich kilka, potem imć Barbara zastanawiała się, w jakie wydarzenie historyczne to wepchnąć
BeeMeR - Czw 27 Gru, 2007 20:10
| Sofijufka napisał/a: | Wiesz, dla chleba, panie dla chleba | No, to znaczy, że godziwa, bo na godziwe rzeczy
Admete - Czw 27 Gru, 2007 20:32
Z Cartland to ja pamiętam jedną książkę - Srebrna klinga chyba. Był film na podstawie tego, chyba z Hugh Grantem.
http://biblionetka.pl/ks.asp?id=6064
To chyba był ten film
http://www.filmweb.pl/Dam...e,Film,id=10526
Ja nie jestem w stanie czytać takich książek. Nie wyrabiam To już wolę jakąś sensację. Też nie za mądre, ale coś się przynajmniej dzieje Ostatnio jednak czytam tylko to, co naprawdę mi się podoba. Niestety takie podejście powoduje, że większość książek odrzucam po pierwszych 15 stronach
Aragonte - Czw 27 Gru, 2007 21:19
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | RaczejRozwazna napisał/a: | | Przychodzi mi do głowy saga o ludziach lodu, zdecydowanie... |
A ja się nią w swoim czasie zaczytywałam I nawet mam ją na półce, heh
W sumie to miałam w ręku durniejsze książki, choć listę musiałabym dopiero opracować... za szybko je odkładam, więc tytuły mi uciekły |
no właśnie mi też uciekają tytuły... Ale jak zobaczyłam tytuł wątku jakos od razu skojarzyłam tę sagę. może dlatego, że jak po nią sięgnęłam byłam baaardzo poztywnie nastawiona przez różne ochy i achy moich znajomych, no i co?? kompost! |
No nie, Sandemo styl ma fatalny i dialogi do kitu, ale wątki czasem ciekawe (jasne, że w sadze to się powtarza w iluś tam wariantach), mnie kręciła głownie część "magiczna" i odrobina historii (np. taki potop szwedzki z punktu widzenia Szwedów ).
Ale nie mówię, że zachęcam. Ja też nie jestem w stanie, jak Admete, czytać obecnie romansideł
No dobra, żeby nie było, że mam fatalny gust, bo czytałam z przyjemnością Sandemo i Sagę o LL - Cartland nie czytałam nic a nic
RaczejRozwazna - Czw 27 Gru, 2007 21:29
| Aragonte napisał/a: | | RaczejRozwazna napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | RaczejRozwazna napisał/a: | | Przychodzi mi do głowy saga o ludziach lodu, zdecydowanie... |
A ja się nią w swoim czasie zaczytywałam I nawet mam ją na półce, heh
W sumie to miałam w ręku durniejsze książki, choć listę musiałabym dopiero opracować... za szybko je odkładam, więc tytuły mi uciekły |
no właśnie mi też uciekają tytuły... Ale jak zobaczyłam tytuł wątku jakos od razu skojarzyłam tę sagę. może dlatego, że jak po nią sięgnęłam byłam baaardzo poztywnie nastawiona przez różne ochy i achy moich znajomych, no i co?? kompost! |
No nie, Sandemo styl ma fatalny i dialogi do kitu, ale wątki czasem ciekawe (jasne, że w sadze to się powtarza w iluś tam wariantach), mnie kręciła głownie część "magiczna" i odrobina historii (np. taki potop szwedzki z punktu widzenia Szwedów ).
Ale nie mówię, że zachęcam. Ja też nie jestem w stanie, jak Admete, czytać obecnie romansideł
No dobra, żeby nie było, że mam fatalny gust, bo czytałam z przyjemnością Sandemo i Sagę o LL - Cartland nie czytałam nic a nic |
Zgadzam się, wątki były, zwłaszcza na pocżatku, ale jakos się te wątki szybko urywały.
Loana - Pią 28 Gru, 2007 09:16
| RaczejRozważna napisał/a: | | Zgadzam się, wątki były, zwłaszcza na poczatku, ale jakos się te wątki szybko urywały. |
Nom, tu sie zgodze, im dalej w las tym gorzej . Ostatnie czesci juz mi bokiem wychodzily, do dwudziestej ktorejs mam w domu, potem kilka pojedynczych i nie mam zamiaru kolekcji uzupelniac raczej. Lubie tez Opowiadania Margit Sandemo, kilka bylo calkiem ciekawych.
| Marta napisał/a: | | Była też o jakiejś biednej, niedocenianej córce barona czy kogoś, naiwnie zakochanej bez pamięci i bez wzajemności w brutalu o szorstkiej lecz ujmującej powierzchowności. |
A nie, tej akurat nie czytalam niestety .
| BeeMer napisał/a: | | wykształconą (ze szczególnym wskazaniem na sztuki antyczne |
Zapomnialas o inkarnacji i indyjskich korzeniach duchowych . To jej drugi ulubiony konik "jestesmy sobie przeznaczeni, bo juz sie kiedys spotkalismy, w poprzednim zyciu" ;P.
Praedzio, DZIEKUJE!!! za skarbnice nowych romansow Przynajmniej moge sprawdzic, czy mi sie podobaja, nim kupie
praedzio - Pią 28 Gru, 2007 09:56
Ależ proszę bardzo...
BeeMeR - Pią 28 Gru, 2007 10:18
| Loana napisał/a: | Zapomnialas o inkarnacji i indyjskich korzeniach duchowych . To jej drugi ulubiony konik "jestesmy sobie przeznaczeni, bo juz sie kiedys spotkalismy, w poprzednim zyciu" ;P. | Ależ oczywiście!
No i był też niekiedy ślub po szkocku - jednoroczny - ale z reguły jednak ten na stałe
Sofijufka - Sob 29 Gru, 2007 10:13
Moje Damy!
Wklejam bardzo ciekawą wypowiedź na temat harlekinów - z którą się w znacznym stopniu zgadzam
http://forum.gazeta.pl/fo...5868&a=73763992
Caroline - Sob 29 Gru, 2007 11:34
Zrobił się wątek o romansidełkach
A jeśli chodzi o Adriana Mole'a to ja czytałam go niegdyś z dużą przyjemnością, przynajmniej pierwszą część, która jest moim zdaniem najlepsza. To jest satyra i rzeczywiście prześmiewczo pokazane tło społeczne, lata 80. etc., jest jej wielkim atutem. Sue Townsend ma dość specyficzne poczucie humoru, ale nie nazwałabym go końskim. Wszystko kręci się wokół dorastającego chłopaka, więc owszem jest sporo wtrętów natury erotycznej, ale całości nie wrzuciłabym nigdy do "najgłupszych książek, jakie wpadły wam w ręce".
To ciekawe zresztą, ile książek znajdzie się tutaj i w którymś z wątków pochwalnych
praedzio - Sob 29 Gru, 2007 12:34
Sęk w tym, że zarówno miano "najgłupszej książki" jak i "książki najwspanialszej" jest nadawane BARDZO subiektywnie. Dla jednej osoby ta sama książka może być po prostu świetna, dla drugiej już niekoniecznie. Może rzeczywiście zbyt pochopnie wyraziłam swój sąd o książce Sue Townsend, ale ja się czułam naprawdę niewyraźnie, czytając o perypetiach młodzieńczego Adriana. Satyra to jest, ale momentami zupełnie niezjadliwa. Ale zgodzę się z tobą, jeśli chodzi o tło społeczno-historyczne, tak jak już zresztą pisałam wcześniej.
Sofijufka - Wto 01 Sty, 2008 12:38
Powiedzcie, a skąd się wzięła "Mary Sue"? Bo co znaczy, to wyczuwam
Agn - Wto 01 Sty, 2008 13:49
To może ja wkroczę od razu z wyjaśnieniem, bo faktycznie zrobił się temat romansowy. Nie wszystkie romanse są złe, głupie, beznadziejnie napisane. Są romanse, przy których wypieków można dostać z emocji. Nie ukrywam jednak, że właśnie w tych książkach (szczególnie współczesnych) najwięcej można znaleźć głupot. Niejaki Oscar Wilde powiedział kiedyś, że nie ma książek złych, są tylko źle napisane. Może i racja, ale czasem mam względem tej maksymy poważne wątpliwości.
Sofi, tutaj jest link do artykułu w wikipedii, może to ci coś wyjaśni: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mary_Sue
Nie ma tam co prawda wyjaśnienia, czemu tego typu bohaterka zwie się Mary Sue, ale jest jakiś link do dyskusji, może tam coś się wyjaśni.
Sofijufka - Wto 01 Sty, 2008 14:12
Dzięki, Agn, Zaraz zajrzę!
fanturia - Wto 01 Sty, 2008 14:49
| Aragonte napisał/a: | | RaczejRozwazna napisał/a: | | Przychodzi mi do głowy saga o ludziach lodu, zdecydowanie... |
A ja się nią w swoim czasie zaczytywałam I nawet mam ją na półce, heh |
Ja też. I miałam komplet + saga o czarnoksiężniku. Z przyczyn finansowych poszły na Allegro.
A durnych książek po prostu nie kończę i szybko o nich zapominam. Więc tytułów i autorów brak. Może jednak Cartland , ale nastolatki różne głupie pomysły maja a biblioteka obficie zaopatrzona była .
nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 18:09
| Agn napisał/a: | Są romanse, przy których wypieków można dostać z emocji. Nie ukrywam jednak, że właśnie w tych książkach (szczególnie współczesnych) najwięcej można znaleźć głupot.
|
Ja bym się nie zgodziła. Wiele jest istotnie idiotycznych, ale nie są gorsze niż np. książki Dana Browna którego nie wiedzieć czemu, nie można wymieniać tutaj... Mimo ich beznadziejnej fabuły, postaci Mary Sue i ogromnej ilości błędów. Barbara Cartland przynajmniej przygotowuje siędo tego, o czym pisze.
"Mary Sue" to akronim od "Meets and romances you, saves universe, expires".
Admete - Wto 01 Sty, 2008 18:21
Jak wiadomo tego typu lekturowe doświadczenia sa bardzo osobiste. Ja akurat nie doczytałam żadnej ksiazki Browna, ale to tylko moje prywatne oczucie. Wielu osobom sie podobało, tak jak mnie podoba się mnóstwo rzeczy dziwacznych dla innych I dobrze.
nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 18:40
No, ja akurat przepadam za Barbarą Cartland, choć nie udaję, że to najlepiej napisane ksiązki. Ani że niektóre motywy się nie nigdy powtarzają
Co do glupich romansów historycznych, to bohaterką jednego z najgłupszych była Amerykanka Irlandzkiego pochodzenia, która z przyczyn patriotycznych zrobiła sobie tatuaż- zieloną koniczynkę. Cała rodzina popłynęła do Anglii, ona tam wylądowała w tawernie i w łóżku z głównym bohaterem. Po czym on źle o niej myślał. Kiedy już mu przeszło, ona zaczęła źle o nim myśleć, bo odkryła, że ma irlandzkie posiadłości. Na szczęście wyjaśniło się, że posiadłości podarował mu brat bez jego zgody i wiedzy, i młoda para mogła szczęśliwie osiąść w małej irlandzkiej chatce (jej rodzina zamieszkałą w dworze). Tytułu i autora nie pamiętam.
Agn - Wto 01 Sty, 2008 18:43
Hmm, wiesz co, Nicol? Masz rację. To bzdura. Idę wyedytować pierwszego posta, wrzuć Dana Browna, co mi tam - pośmiejemy się.
A co do romansów - no, jak dotąd współczesne romanse doprowadzały mnie do spazmów ze śmiechu. Chociaż nie pamiętam, być może przeczytałam coś współczesnego i romantycznego, a było dobre. Ja mam diabelnie słabą pamięć.
| nicol81 napisał/a: | | Tytułu i autora nie pamiętam. |
Szkoda! Brzmiało cudownie bezmyślnie.
nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 19:44
No jak już można Dana Browna, to ja reportuję "Kod Leonarda da Vinci" i "Cyfrową twierdzę". Więcej Brownów już nie zmęczyłam. W "Kodzie" są oczywiście rozliczne błędy z dziedzin różnych. Natomiast warsztatowo jest chyba jednak o oczko lepszy od "Cyfrowej twierdzy". Susan i David to para uosabiająca podręcznikowych Mary Sue.
|
|
|