To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - "Przeminęło z wiatrem" - wspólne czytanie i koment

Anonymous - Pią 19 Lis, 2010 11:37

BeeMeR napisał/a:
gdyż według mnie brak oczekiwań nie jest równoznaczny z niemożliwością rozczarowania się i tak.

Scarlett nie była zawiedziona seksem, ona seksu nie lubiła, matka nakreśliła jej to jako przykry obowiązek i tak to postrzegała...
Więc o ile nie będę się stosunkować do tego czy brak oczekiwań i tak może skończyć się zawodem(chociaż skłaniam się raczej do odpowiedzi a contrario) to w jej przypadku tak było. Nie miała oczekiwań, nie szukała fajerwerków, trzęsienia ziemi i nie czuła, że coś ją omija.
BeeMeR napisał/a:
Żal mi bardzo kobiet dawnych czasów - wychowywanych w przekonaniu "zamknij oczy i myśl o ojczyźnie" albo nie wychowywanych pod tym kątem w ogóle, które potem trafiały na takich Franków czy Karoli

Sądzę, że aż tak źle nie było, ot Ashley i Mela. Pan Wilkes nie sprawia wrażenia, że po przejsciu do alkowy zmienia się w lwa... a ich małżeństwo mimo wszystko było szczęśliwe... Może kiedyś były tak mityczne czasy, że seks nie był conditio sine qua non szczęścia małżeńśkiego.

Sofijufka - Pią 19 Lis, 2010 12:43

Ashley lwem może w sypialni nie był, ale mógł być całkiem sprawnym i czułym kochankiem...
Trzykrotka - Pią 19 Lis, 2010 12:50

Ale już pomijając alkowę - oni mówili różnymi językami. Byliby ze sobą bardzo nieszcześliwi. Podejrzewam, że Scarlett szybko zaczęłaby nim pogardzać.
Sofijufka - Pią 19 Lis, 2010 12:51

a że całkiem nikompatybilni byli, to prawda...
Anonymous - Pią 19 Lis, 2010 12:53

W sumie czym Ashley różnił się od Karola? Był bardziej przystojny... bo ideały, zainteresowania mieli te same. Intelignecję też mieli chyba porównywalną, tylko że o Karolu wiemy mniej.


Karol czuły był na pewno a czy sprawny.... wyrbiłby się... może

BeeMeR - Pią 19 Lis, 2010 15:38

ja sobie jednak pozwolę zostać przy swoim zdaniu - kobiety od wiek wieków miały głowy nabite romansami, miłościami itp. i w związku z tym jakieś oczekiwania, że będzie cudownie zawsze miały - i tu właśnie przykładem jest Scarlett, rojąca wizje świetlanej przyszłości z Ashleyem - nie mających się nijak do realiów.

lady_kasiek napisał/a:
Karol czuły był na pewno a czy sprawny.... wyrbiłby się... może
Może - ale mi się nie wydaje. Rhett uchodził za lwa salonowego (i zakulisowego), a cały jeden raz potrafił dogodzić żonie :roll:
Nie wiem czy to ew. skłonność do przemocy, czy alkohol, bo chyba oboje mieli wtedy w czubie pozwolił im na chwilę zapomnieć się i o wzajemnych żalach - jakby nie było i tak spartaczyli możliwość porozumienia się. Ech...

Ashley i Mela zaś porozumienie najwyraźniej osiągnęli i nieważne jak, ważne że oboje byli w tym szczęśliwi. Acz Scarlett wściubia nos w nieswoje sprawy i dowodzi, że Ashley i Mela nie dzielą łoża "bo on taki rycerski" czy coś w tym guście - acz powód był inny.

Ale póki co - świat niewinności i ignorancji, wiodącej młodych z ochotą na wojnę, a nieświadome jeszcze realiów panny na staropanieństwo czy wdowieństwo...

nicol81 - Pią 19 Lis, 2010 21:28

BeeMeR napisał/a:
Cytat:
Czytałam gdzieś, że pani Mitchell miała wstręt do seksu, mimo posiadania mężów
Żal mi bardzo kobiet dawnych czasów - wychowywanych w przekonaniu "zamknij oczy i myśl o ojczyźnie" albo nie wychowywanych pod tym kątem w ogóle, które potem trafiały na takich Franków czy Karoli :mysle:

Myślę, że to nie jest sprawiedliwe w stosunku do Franka i Karola- moim zdaniem, to wina Scarlett, nie ich, że w tej sferze się nie układało. Gdyby to Zuella była z Frankiem, mogłaby dotykać nieba i słyszeć anielskie chóry...
Takie wyjasnianie postaci poprzez grzebanie się w biografii to jet moim zdaniem kontrproduktywne :? Zwłaszcza jak się opiera o alkowę.

A skoro już weekend, to wchodzimy w rozdział 2- czy pobierać się muszą ludzie podobni, aby małzęństwo było szczęśliwe? :mrgreen:

Anonymous - Pią 19 Lis, 2010 21:45

nicol81 napisał/a:
Gdyby to Zuella była z Frankiem, mogłaby dotykać nieba i słyszeć anielskie chóry...

Nie sądzę....
nicol81 napisał/a:
A skoro już weekend, to wchodzimy w rozdział 2- czy pobierać się muszą ludzie podobni, aby małzęństwo było szczęśliwe?

Moim zdaniem tak. Nie mówię o całkowitej identyczności, ale jednak pewna kompatybilność być musi.

nicol81 - Pią 19 Lis, 2010 21:58

Cytat:
Nie sądzę....

A czemu?

lady_kasiek napisał/a:
Nie mówię o całkowitej identyczności, ale jednak pewna kompatybilność być musi.

A gdzie jest granica między kompatybilnością a identycznością?

Sofijufka - Pią 19 Lis, 2010 22:07

dwie wtyczki = identyczność; wtyczka i gniazdko = kompatybilność :mrgreen:
Trzykrotka - Pią 19 Lis, 2010 23:33

Sofijufka napisał/a:
dwie wtyczki = identyczność; wtyczka i gniazdko = kompatybilność :mrgreen:


:oklaski: :oklaski: Piękne!

W kwestii formalnej:
nicol81 napisał/a:

Takie wyjasnianie postaci poprzez grzebanie się w biografii to jet moim zdaniem kontrproduktywne :? Zwłaszcza jak się opiera o alkowę.


Nie grzebanie się. Gdybym chciała się grzebać w biografii Mitchell, pisałabym też o nawiązaniach do realnych osób do postaci książkowych (a były) i źródłach takiego a nie innego podejścia autorki do sprawy abolicji i dobrodziejstw niewolnictwa :roll: . Nie mam zamiaru jednak tego robić. Uważam jednak, że osobliwy - powiedzmy - brak zainteresowania Scarlett sprawami seksu, oziębłość, która wyziera spomiędzy wierszy, nieco dziwna u osoby tak jak ona, pełnej życia i temperamentnej, to li i jedynie kwestia projekcji. Każdy daje to, co ma, a więcej dać nie może; pisarz mimowolnie również przelewa na papier okruchy samego siebie.

Anonymous - Sob 20 Lis, 2010 09:52

nicol81 napisał/a:
A czemu?

Wczoraj napisałam i nie wiedziałam, jak ubrać w słowa moje argumenty... Bo owszem Zuella była bardziej wyemancypowana od Kariny, mniej od Scarllet, a Frank był babą w spodniach, człowiekiem tak uzależnionym od opinii innych, że nawet w alkowie towarzyszyłaby im myśl "co ludzie pomyślą". Nie Frank przy Zuelli byłby tak samo nieporadny jak przy Scarlett, Zuella również wykorzystywałaby seks, zeby dostać to co chce. A jednocześnie będzie zbyt związana konwenansami, żeby domagać się jakowejś namiętnosci, przyjemności. A Frank będzie za bardzo "przyzwoity" żeby jej to dać.
Sofijufka napisał/a:
dwie wtyczki = identyczność; wtyczka i gniazdko = kompatybilność

Genialne!

Alicja - Sob 20 Lis, 2010 21:08

Sofijufka napisał/a:
dwie wtyczki = identyczność; wtyczka i gniazdko = kompatybilność


bardzo dobre :rotfl: ciekawe kto jest wtyczką dla Scarlett?

nicol81 - Sob 20 Lis, 2010 21:29

Eee- czyli ktoś konwencjonalny i przyzwoity nie może mieć dobrze w łóżku? I jak dokonujemy rankingu wyemancypowania sióstr i jak to ma się do seksu?

Trzykrotka napisał/a:
Uważam jednak, że osobliwy - powiedzmy - brak zainteresowania Scarlett sprawami seksu, oziębłość, która wyziera spomiędzy wierszy, nieco dziwna u osoby tak jak ona, pełnej życia i temperamentnej, to li i jedynie kwestia projekcji. Każdy daje to, co ma, a więcej dać nie może; pisarz mimowolnie również przelewa na papier okruchy samego siebie.

Nie widzę nic osobliwego w braku zainteresowania-biorąc pod uwagę wychowanie, kulturę, fakt, że nie kochała mężów, a kochała innego, a także, że większość z nich była niedoświadczona i mało przebojowa- dla mnie osobliwe byłoby, gdyby Scarlett była boginią seksu.
Temperament nie oznacza rozbudzonej seksualności. A pamiętajmy, że mimo pełni życia Scarlett była bardzo wyrachowana.
Ostatnie zdanie jest całkowitą nieprawdą :confused3: - pisarze oczywiście obdarzają swoich bohaterów cechami, których nie mają.
Nie lubię interpretacji opartej na biografii autorów, ale jedno, jak mówimy o udokumentowanych faktach- a włażenie do łóżka wydaje mi się obrzydliwe.

Sofijufka napisał/a:
dwie wtyczki = identyczność; wtyczka i gniazdko = kompatybilność

Dobre- ale to by chyba jednak znaczyło, że teoria Geralda pada. Zresztą on sam się jej nie trzymał.
Kolejny przykład to India i Stuart- wszyscy mieli nadzieję, że ona go utemperuje swoim chłodem-czyli też wtyczka i gniazdko?

Trzykrotka - Nie 21 Lis, 2010 01:00

nicol81 napisał/a:

Ostatnie zdanie jest całkowitą nieprawdą :confused3: - pisarze oczywiście obdarzają swoich bohaterów cechami, których nie mają.

Oczywiście, że tak. Jak inaczej mogliby tworzyć? Wcale nie twierdziłam, że każdy pisarz tworzy bohaterów na swój obraz i podobieństwo. Proszę czytać uważnie. Twierdziłam tylko, że akurat Scarlett jest pod wieloma względami podobna do Mitchell. Ona jest - zwróćcie uwagę - autorką jednej powieści... Po jej śmierci wydano jeszcze jakieś młodzieńcze opowiadania. Jej jedyna powieść jest na tyle potężna (nie mówię, ze wybitna, nie mnie to oceniać), że zapewniła jej nieśmiertelność. W taki sposób pisze się rzeczy płynące z samego ciebie. Między Scarlett a Margaret nie daję znaku równości. Jednak jakoś dziwnie zbliżają się one kształtem do wtyczek...
Przepraszam, czy rozmowa nadal toczy się o pierwszych rozdziałach?

stawrogi - Nie 21 Lis, 2010 01:46

No tak od razu widać jaki temat zdominował rozmowę....
Kto pamięta jak przebiegła pierwsza noc poślubna Scarlett i to, że od razu zaszła ona wówczas w ciążę z mężczyzną, do którego nic nie czuła, nie może winić jej o oziębłość. Jeżeli jeszcze dodamy do tego męża nr 2 i kolejne dziecko .... Wyraźnie pamiętam z dawniejszej lektury tej książki, że Scarlett mówi w pewnym momencie do Retta: małżeństwo jest przyjemne tylko dla mężczyzn- kobiety rodzą w nim jedynie dzieci i mają z tym same kłopoty... I on postanawia jej udowodnić, że jest inaczej i że do tej pory miała nieodpowiednich mężów- dziecko i starca...
Czy jednak jej to udowodnił skoro zaraz po urodzeniu ich pierwszego wspólnego dziecka zamknęła przed nim drzwi sypialni, by, według wersji oficjalnej, nie psuć sobie figury kolejnymi dziećmi????????
Tu odejdę na chwilę od książki i przejdę do ekranizacji: uwielbiam minę Scarlett- wygląda jak kot, który zjadł tłustą mysz, po tej namiętnej nocy z Rettem, kiedy ten pijany w końcu szturmem wdziera się do jej sypialni a raczej gwoli ścisłości wnosi ją tam po schodach....Pytanie tylko: czy dlatego tak wygląda, że jej się podobało, czy dlatego, że uważa, że on się odsłonił i przyznał do tego, że nie może bez niej żyć i ona myśli jak to dla swoich celów wykorzystać?
Szczerze: Retta zawsze mi było żal....Tyle mógł jej ofiarować a ona była taka ślepa- i zawsze mnie rozczulało jak on potem całe to ogromne uczucie przelał na małą Bonnie....

Anonymous - Nie 21 Lis, 2010 08:26

stawrogi napisał/a:
małżeństwo jest przyjemne tylko dla mężczyzn- kobiety rodzą w nim jedynie dzieci i mają z tym same kłopoty...

A czy nie wskazała jej takiego zapatrywania matka?

Anonymous - Nie 21 Lis, 2010 10:49

Drugi rozdział to w większości wewnętrzne przeżycia Scarlett. Pokazują w gruncie rzeczy naiwną dziewuszkę, która rozkochuje pół świata, a sama jest trafiona strzałą amora w momencie gdy się tego nie spodziewa.
Ashley jest inny, nie widziała go baaardzo długo, więc zapewne zmiana ją uderzyła, oczarowała, sądząc z opisu jest przystojny jak mityczny wojownik, jak Odys wracający do Itaki po długiej wędrówce. Czy mozemy się dziwić młodziutkiej dziewczynce, której świat jest idealny jak tylko to możliwe, że to ją oczarował? No nie bardzo.
Później jest rozmowa z ojcem.
I przede wszystkim SCarlett źle udaje obojętność... ślepy zoreintowałby się jaki miała zamira, a jeszcze ktoś tak sprytny jak Gerard... Pan O`Hara nie jest zadowolony z wyboru ukochanej córki. Czyli mimo, że Wilkesowie są szanowani, nie są pożądaną partią, może właśnie z racji tego dziwactwa, tego, że nie są kompatybilni z otoczeniem. Nie podzielają pasji sąsiadów. Sąsiedzi kompletnie nie rozumieją tych ludzi zamkniętych w bibliotekach, zasłuchanych w dźwięk fortepianów... I Gerard jest w stanie zaakceptować każdego chłopca(z dobrej rodziny) na zięcia, ale nie młodego Wilkesa, ale czy naprawdę... czy naprawdę odmówiłby córeczce tego "szczęścia", gdyby Ashley poprosił o jej rękę? Czy to tylko czcze gadanie mające wybić Scarlett z głowy chłopca już zaręczonego, obiecanego innej. Związanego z inną honorem, danym słowem...



Bo może o małżeństwie Gerarda pogadamy sobie przy następnym rozdziale... może w środę? (żeby szybkości jakiejś nabrało czytanie bo będziemy czynić to dzień po końcu świata jeszcze :P )

Tamara - Nie 21 Lis, 2010 16:04

stawrogi napisał/a:
No tak od razu widać jaki temat zdominował rozmowę....
Kto pamięta jak przebiegła pierwsza noc poślubna Scarlett i to, że od razu zaszła ona wówczas w ciążę z mężczyzną, do którego nic nie czuła, nie może winić jej o oziębłość. Jeżeli jeszcze dodamy do tego męża nr 2 i kolejne dziecko ....

Ten temat zawsze wypływa :mrgreen:
Do posiadania dzieci namiętność nie jest absolutnie potrzebna , potrzebna jest wyłącznie owulacja we właściwym momencie :roll: Jakby nie było , dzieci równie jak z namiętnych związków , rodzą się na skutek zwykłego gwałtu . A że miała trzech mężów i z nimi trójkę dzieci to jest raczej skutek braku wiedzy o własnej płodności i środków antykoncepcyjnych , normalny w owym czasie . I tak dobrze , że miała TYLKO trójkę :roll:

nicol81 - Nie 21 Lis, 2010 17:30

stawrogi napisał/a:
Przepraszam, czy rozmowa nadal toczy się o pierwszych rozdziałach?

Teoretycznie- ale trudno czasem zapomnieć, że wie się, co dalej.

Trzykrotka napisał/a:
Twierdziłam tylko, że akurat Scarlett jest pod wieloma względami podobna do Mitchell.

Napisałaś: "każdy".
A czy jest tak podobna?

lady_kasiek napisał/a:
Czy mozemy się dziwić młodziutkiej dziewczynce, której świat jest idealny jak tylko to możliwe, że to ją oczarował? No nie bardzo.

Nie bardzo-zwłaszcza, że z Ashleyem jej nie szło tak łatwo jak z innymi, co ją tez motywowało.

nicol81 - Nie 21 Lis, 2010 19:25

lady_kasiek napisał/a:
Czyli mimo, że Wilkesowie są szanowani, nie są pożądaną partią, może właśnie z racji tego dziwactwa, tego, że nie są kompatybilni z otoczeniem.

Ale przecież wszyscy popierali związek Indii i Stuarta, a byli rownie różni. Czy to przez płeć- kobieta może być spokojniejszą w związku, ale facetowi nie uchodzi? Czy rzeczywiście Gerald wymyśla z tym podobieństwem, aby ulżyć rozczarowaniu Scarlett?

lady_kasiek napisał/a:
czy naprawdę odmówiłby córeczce tego "szczęścia", gdyby Ashley poprosił o jej rękę? Czy to tylko czcze gadanie mające wybić Scarlett z głowy chłopca już zaręczonego, obiecanego innej. Związanego z inną honorem, danym słowem...

On nawet nie mówi, że odmówiłby, tylko, że niby niechętnie...
A w sumie jak to było z tym honorem? Rodzinne oczekiwania były, ale czy Ashley mógłby się wywinąć przed tymi zaręczynami, jakby mu zależało?
Spoiler:
Jak się wywinął Karolek przed Honey?

Tydzień wcześniej Ashley chciał coś powiedzieć Scarlett-może o zaręczynach? A jeśli tak, to dlatego, że wiedział, co do niego czuje, a może ona ma rację, że odwajemnia te uczucia?

Sofijufka - Nie 21 Lis, 2010 19:29

czy Karolek był z Honey zaręczony? Bo nie pamietam? Czy tylko wszyscy sądzili, ze ku temu zmierza? No i ten wybuch wojny - w normalnym czasie to by nie przeszło?
nicol81 - Nie 21 Lis, 2010 19:37

Karolek jeszcze nie był- oczywiście po zaręczynach to nie było bata... Miałam na mysli, czy Ashley mógłby się nie zaręczyć z Melanią...

Wnerwia mnie Gerarld wpychający Scarlett innych kandydatów- nie, by to jej zuroczenie było specjalnie mądre, ale trochę empatii...

Anonymous - Nie 21 Lis, 2010 19:47

nicol81 napisał/a:
Ale przecież wszyscy popierali związek Indii i Stuarta, a byli rownie różni. Czy to przez płeć- kobieta może być spokojniejszą w związku, ale facetowi nie uchodzi?

India była damą, Ona by potrafiła poprowadzić Stuarta, tak jak Ellen rządziła Gerardem i Tarą.
Natomiast Gerard znał Ashley, wiedział że nim się nie da sterować...

nicol81 - Nie 21 Lis, 2010 21:00

A Gerald niby wiedział, że nim sterują? :wink:
Mnie też bardziej niż niepodobieństwo Scarlett i Ashleya niepokoi jej przekonanie, że go zmieni- w tej fazie związku powinna się zachwycać jak on kopie stół... :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group