Malarstwo i Teatr - Polecam spektakl...
Aragonte - Czw 04 Cze, 2020 13:09
Ja kojarzę też sugestię Boya, czy czasem ta wytęskniona żona Fredry, Zofia Jakjejtambyło, nie była czasem gęś
Podczytywałam dziś "Piekło kobiet" Boya - niestety, przerażająco aktualne
Trzykrotka - Czw 04 Cze, 2020 13:18
Zofija - gęś i synek, który być może przyspieszył małżeństwo rodziców?
Piekło kobiet, Dziewice konsystorskie - pod bardzo wieloma względami Boy brzmi niezwykle współczesnie. Jednak ja nie mam siły na roztrząsanie kwestii społecznych. Wolę literaturę i teatr.
BeeMeR - Czw 04 Cze, 2020 13:24
Tja, synek który przede wszystkim mógł przyspieszyć - albo w ogóle uczynić możliwym ‐ rozwód mamusi
Tamara - Czw 04 Cze, 2020 16:23
| Aragonte napisał/a: | , Zofia Jakjejtambyło, nie była czasem gęś
|
Zofia z Jabłonowskich primo voto Skarbkowa, secundo voto Fredrowa . O rozwód starała się 10 lat .
Datę urodzenia syna podają dwojako - albo 1829 ponad rok po rozwodzie, albo 1826 , czyli 2 lata przed rozwodem, więc raczej nie miał on na rozwód wpływu
BeeMeR - Czw 04 Cze, 2020 16:55
Według Boya mógł mieć na intensyfikację owych starań
Tamara - Czw 04 Cze, 2020 21:33
Ślub Fredrowie wzięli 8 listopada 1828 roku, a Jan Aleksander urodził się 2 września 1829 - więc nie mógł mieć, ewentualnie 2 września 1826 , więc miałby już dwa lata , zatem też jego wpływ był niewielki , skoro ewentualny zdradzony mąż nie rozwiódł się od razu
Tamara - Czw 04 Cze, 2020 22:36
No i doczytałam jak ponoć było - Zofia wydana w wieku 15 lat za 18 lat starszego hrabiego Skarbka , magnata i społecznika , nie mogła się z nim dogadać i po kilku latach małżeństwo uległo separacji a Zofia wróciła do rodzinnego domu . Przeciwko rozwodowi Skarbek nie miał nic, ale rodzina Zofii była temu bardzo przeciwna , tym bardziej była przeciwna jej związkowi z Fredrą , a rodzina Fredry jego związkowi z Zofią . Ponoć nawet był swatany z jakąś rosyjska arystokratką, wysłali go za granicę żeby zapomniał, bezskutecznie , i wreszcie po 10 latach przeprowadzono rozwód . Więc raczej mało prawdopodobne żeby Jan Aleksander pojawił się na świecie w 1826 roku, skoro Zofia przebywała wtedy w rodzicielskim domu, a jej cała rodzina , w tym 4 braci , nie znosiła Fredry
BeeMeR - Czw 04 Cze, 2020 23:24
Nie pisałyśmy o faktach (autentycznych, hyhy ) ale o radosnych spekulacjach Boya w Obrachunkach fredrowskich - Boy gdybał sobie, domniemywał i dośpiewywał - ciekawie, ale nie można tego traktować jak prawdę objawioną a li i jedynie jedną z możliwości (że Fredro i Zofia niewiele mieli do powiedzenia w kwestii swego ślubu, bo rodziny były przeciwne to raczej pewne, a że rozwód był przede wszystkim kwestią pieniędzy, to i rodzinie nie było pilno póki się nie pojawił owoc miłości Zofii - a wtedy przyspieszono starania tj. wyłożono więcej pieniędzy i proces rozwodowy został dokończony)
Tamara - Pią 05 Cze, 2020 12:10
To racja, że o gdybaniach była mowa. Ale rozwód nie był kwestią pieniędzy, bo i Jabłonowscy i Skarbek dysponowali dostatecznymi majątkami, tylko niechęci rodziny Zofii do procederu.
Trzykrotka - Sob 06 Cze, 2020 14:23
Wczoraj wzięłam Pana Geldhaba żeby posłuchać fredrowskiego wiersza w ustach mistrza. Panie Michnikowski
Natomiast reszta już mocno archaiczna. Wysocki, Pieńkowska i Żmijewski, wszyscy jeszcze bardzo młodzi, mówią bardzo dobrze, ale niestety, nadmiernie teatralnie. Jak długo w szkołach teatralnych uczono ł przedniojezykowego? Najwyraźniej długo, bo Wysocki tak właśnie mówi i gra bardzo manierycznie, przesadnie. Podobnie Pieńkowskowska, miota się i jest sztuczna. Widać że ti efekt zamierzony, ale dziś już nie przemawia. Zmijewskiego jeszcze nie zdążyłam ocenić. Dopiero się pokazał - i zrobiłam sobie przerwę.
BeeMeR - Sob 06 Cze, 2020 14:45
Ja wczoraj obejrzałam Dożywocie 2001 - oj, jestem na nie i kombinuję jak by po tej wersji pojechał Boy
Po pierwsze "braci" tj. Kobuszewskiego z Pokorą zastąpiono tu Szycem z Adamczykiem - to nie miało prawa mi się spodobać, ale to najmniejszy problem, zwłaszcza że ich sceny okrojono. Lichwiarz Łatka (Wojciech Pszoniak) nie jest zły, a nim ten spektakl stoi, ale drugi filar, tj. młody Birbancki (Żmijewski) jest tak źle poprowadzony że aż głowa boli. Nazwisko mówi samo za siebie, to lekkoduch i hulaka, aktualnie po imprezie, ale dlaczego kazano mu 3/4 spektaklu grać na kacu, ze zwiędłą miną i niewyraźną mową to nie wiem. Uch, nic mnie ten panicz nie obchodził, jego kumple nawet mniej. Z panną nie mieli chemii wcale, ona zresztą była tak mdła, że aż nie pamiętam aktorki.
Toż cały dowcip polega na tym, że Łatka czerpiąc "dożywocie" za Birbanckiego trzęsie nad jego niezdrowym trybem życia, ale ten, rano wprawdzie mocno "wczorajszy" szybko wybija klin klinem i jest jak młody bóg, a nasłanego przez Łatkę lekarza zaprasza na ostrygi, niewątpliwie zakrapiane
I tu wrócę do mojego zachwytu rolą Seweryna ze wcześniejszej wersji Ten był najwyżej na rauszu, grał z uśmiechem, werwą, seksem - wypisz wymaluj jak Gucio ze ślubów panieńskich - i chętnie bym go w tej roli zobaczyła.
I po takiej kreacji zobaczyć rozmemłanego, przepitego Żmijewskiego - brr
Zmarnowanie aktora i roli, szkoda. Globisz natomiast w roli lekarza pięknie mówił wierszem - tu jeszcze w formie bardzo dobrej
Trzykrotka - Sob 06 Cze, 2020 16:44
Musze i ja Dożywocie obejrzeć, najchętniej obie wersje dla porównania. Mam wrażenie, że pokolenie Żmijewskiego, choć są z niego świetni aktorzy, już nie umiało grać klasyki tak naturalnie, jak poprzednie, czyli właśnie Seweryn czy Englert. Już Szczepkowska w jakimś felietonie opowiadała, że na studiach nikt tego nie potrafił i ona musiała demonstrować (za co pewnie ją kochali... ) "Joasiu, pokaż kolegom." Ale ona jest z bardzo starej aktorskiej rodziny, miała to we krwi. Już sama nie wiem co lepsze, Wysocki mówiący dziwnie wysokim głosem z tym brzmiącym dziś sztucznie "l" zamiast "ł" czy mamroczący pod nosem Gucio i Albin u Jandy. Co to było za absolutnie okropnie przedstawienie
BeeMeR - Sob 06 Cze, 2020 20:55
Ja mam ogromną słabość do tego dawnego "l" aktorskiego
BeeMeR - Pon 08 Cze, 2020 15:29
Obejrzałam wczoraj Geldhaba - to imho najtrudniejsza w przyswojeniu sztuka Fredry, bo nie mam tam zupełnie komu kibicować - Geldhab to dorobkiewicz, ma szczodrą rękę wyłącznie na pokaz, córka nie lepsza - jak ona okropnie spławia zawadzającego obecnie narzeczonego gdy się trafił inny, utytułowany. Ten narzeczony to jeden przyzwoity człowiek, jego kolega po fachu zniża się do paskudnego szantażu Książę zgniły i równie materialistyczny - oj, trafiłby swój na swego, gdyby nie to, że pannie się absolutnie nie życzy spełnienia marzeń i jedynym słusznym rozwiązaniem jest to, aby mając dwóch narzeczonych (omc) została na lodzie.
Nie po to jednak ogląda się komedie by patrzeć jak się ludzie rozchodzą
Przyznaję, że skupiałam się na wierszu, bo pięknie rymowany i na grze Geldhaba i księcia, bo panna była egzaltowana a były narzeczony mdły.
Trzykrotka - Pon 08 Cze, 2020 15:46
Oj tak, dokładnie moje odczucia. Obejrzałam do połowy, będę kontynuować, ale mam to samo wrażenie: same oślizłe typy, albo trochę sztampowe (eks- narzeczony). Ale mówią pięknie - dokończę.
BeeMeR - Pon 08 Cze, 2020 21:56
Mam za sobą dwa kolejne słuchowiska:
Ciotunia - o starej pannie łaknącej uwagi męskiej, ba! doszukującej się atencji w każdym mężczyźnie w polu widzenia - trochę komedia pomyłek na trzy pary, (nawet jeśli z początku nieco mylili mi się panowie )
Intryga naprędce, czyli nie ma złego bez dobrego - grubymi nićmi szyta intryga by panicz z głową nabitą romansami zechciał sam wybrać wybraną mu przez ojca pannę za żonę
Oba sympatyczne, pięknie czytane, będę słuchać więcej
Trzykrotka - Wto 09 Cze, 2020 06:16
Gdzie słuchasz?
Geldhab skonczony, do końca ładnie w sferze słowa mówionego. Kiedy panna Flora (Małgorzata Pieńkowska) stanęła en face, od razu było widać, z jakie epoki jest spektakl, po fryzurze z trwałą i makijażu. Taką utrefiona grzywkę nosiła w ogólniaku moja przyjaciółka, której mama była fryzjerką; jej mąż do dziś się z tej grzywy śmieje.
BeeMeR - Wto 09 Cze, 2020 21:55
Fredro - Przypadki miłosne czyli opowieści naszej prababuni
Pouczająca anegdotka jak to nadmierna przebiegłość może prowadzić do nieporozumień i działać na szkodę "przebiegłego"
Teraz - a tu z kolei "Leon Chwiejski" zastanawia się bądź ile którą z dwóch nadobnych panien wybrać - aż się prosi by mu obie świśnięto sprzed nosa
BeeMeR - Śro 10 Cze, 2020 00:07
Fredro - Wielki czlowiek do malych interesow 1975 - okropnie mnie znudził
Trzykrotka - Śro 10 Cze, 2020 10:26
To jeszcze przede mną. Co cię znudziło? Kiepsko zrobione czy sztuka sama w sobie?
BeeMeR - Śro 10 Cze, 2020 11:36
Bronisław Pawlik w roli tytułowej...
Ja nie rozumiem czemu on swego czasu grał absolutnie we wszystkim. Takie mam przynajmniej wrażenie
Całość realizacji też nie zachwyca, choć pomysł przyswajam - na tapecie jest człowiek, który ma milion pomysłów na minutę i żadnego nie finalizuje, wprowadzając tylko zamieszanie w życie tych, którzy mu zawierzą.
Trzykrotka - Śro 10 Cze, 2020 12:44
Ostatnio Jenialkiewicza grał Jan Nowicki - ciekawam jego interpretacji, bo choć oglądałam tamten spektakl, to niewiele pamiętam. Pewnie też nie był wybitny.
BeeMeR - Śro 10 Cze, 2020 21:53
Beatus qui tenet, powiedział pan Benet - pan Benet jest rymowany i mnie olśniło, że Wielki człowiek do małych interesów jest prozą i jak w Geldhabie można było cieszyć się choć rymem i rytmem polszczyzny kiedy treść i postaci nie zachwycały, tak w przypadku prozy nie ma tych dodatkowych punktów - i to się też dołożyło do braku zachwytu.
Pan Benet jest sympatyczną jednoaktówką o młodych narzeczonych, ich nieporozumieniu i komplikacjach.
Dwie blizny - to też proza, ale treść i barwne osoby same się bronią, dobrze się słucha w dwóch wydaniach (Opowieści naszej prababki też zawierają tą historyjkę acz nieco okrojoną), w tym anegdotkę o miłosnych zachodach Figlarskiego do Cnotliwskiej
Trzykrotka - Czw 11 Cze, 2020 08:45
Zerknęłam wczoraj na starszą Zrzedność i przekorę, ten spektakl z Michnikowskim, który wygląda żywcem jak własny Geldhab - i z Pawlikiem. Wiedziałam też że ten moment nastąpi - pojawiła się młoda Szczepkowska i to id razu w parze z Konarowskim, z którym była parą także w życiu i całkiem ładna chemia z tego wyszła. Przy czym widać wyraźnie przy wspólnych scenach, że ona świetnie radzi sobie z rytmem i rymem, on niekoniecznie.
Dziś pewnie dokończę.
BeeMeR - Czw 11 Cze, 2020 10:04
Ja wczoraj obejrzałam stareńką wersję "Pana Damazego" Józefa Blizińskiego, wspominaną w anegdocie w obrachunkach fredrowskich:
„Kiedyś, przed laty, wyszedłszy z przedstawienia Pana Damazego, zapytałem Blizińskiego: »Panie Józefie, niech mi pan powie, czy między Sewerynem a Mańką było coś, czy nie?« Bliziński popatrzył na mnie i rzekł: »Pan mnie pierwszy o to pyta. Ja sam mocno się nad tym zastanawiałem po napisaniu sztuki. Myślałem, że któraś aktorka grająca rolę Mańki mi to wyjaśni. Niech pan sobie wyobrazi, żadna klempa nie umiała mi odpowiedzieć«”…
Oj, było, było, tylko do jakiego stopnia ten romans się rozwinął to już zostawiono wyobraźni widzów - i niewątpliwie pole do domysłów a może i świntuszenia jest.
Sztuka sama w sobie ani bardzo dobra ani zła, ot, do obejrzenia bez przykrości. Może byłam zbyt zmęczona wczoraj by ją docenić
|
|
|