Literatura - Proza i poezja - Najgłupsze książki, jakie wpadły wam w ręce
Admete - Czw 24 Mar, 2011 20:33
Niemożliwe, by napisała całą prawdę.
Agn - Czw 24 Mar, 2011 20:41
Dlaczego nie? Nie wszyscy mają taką psychikę jak my i nie wszyscy, jak widać, żyją w takiej rzeczywistości, jak my. Kiedyś na porządku dziennym było przekładanie dziecka przez kolano, jak coś zbroiło. Nie masz czasem ochoty, by wróciły te czasy? Bo ja uważam, że niejednemu smarkaczowi by się przydało.
Ja uważam, że to możliwe, by napisała prawdę, tak jak wyglądała. To, że ja bym nie wytrzymała, nie znaczy, że inna osoba też nie.
asiek - Czw 24 Mar, 2011 21:17
| Agn napisał/a: | | Wręcz przeciwnie - jest silna, silnie związana ze swoją rodziną,. |
Wcale mnie to nie dziwi. Osoby, które znęcają się nad członkami swoich rodzin są z nimi bardzo związane. Przez lata pracy miałam z takimi kontakt.
Dla mnie ta kobieta ma osobowość patologiczną.
Agn - Czw 24 Mar, 2011 21:24
Co jeszcze nie czyni książki głupiej. I będę to powtarzała jak mantrę.
Eeeeej, słuchajcie! Przypomniało mi się a'propo głupich książek. U mnie w pracy są boskie książki! Tomiki poezji za caaaałą złotówkę, autorstwa niejakiego Mieczysława Hałata. Już wiem, jak się zwie mój idol! Zacytować wam kilka? Bo my się tym uraczamy non stop, kwicząc z uciechy - przepraszam, lejąc łzy ze wzruszenia, takie piękne są te wierszydła...
Yvain - Czw 24 Mar, 2011 21:25
| Aragonte napisał/a: | | Są zbyt prawdziwe |
Mi się wydaje, że dopóki żyjesz masz szansę, żeby tak nie było. W nieszczęściu człowiek nie jest przegrany, nawet gdy jest to ciężka choroba to też dopóki żyje jest nadzieja.
Poznałam kiedyś człowieka który miał około 80 lat, profesora uniwersytetu, który nie umiał pogodzić się z przejściem na emeryturę, żona mu zachorowała i zmarła. Dzieci wiadomo odchowane miały swoje życie. Czuł się niezdolny do dalszego życia, jedyną pociechą była mu ukochana kotka żony nazywana Liskiem, która po śmierci żony przelała na pana profesora wszystkie swoje uczucia. Pomału uczył się żyć na nowo, a ciężko zaczynać mając prawie 80 lat. Przypomniał sobie, że żona próbowała go namówić na dłubanie w drewnie, żeby nie myślał i miał niby jakieś zajęcie. Wrócił do tego, przez pamięć o niej. Po jakimś czasie okazało się, że nie dłubie tylko rzeźbi.
Ten człowiek w wieku prawie 80 lat odkrył w sobie nową pasję i talent. Jak dziś go widzę, jak przeczesując ręką siwe włosy, z ogniem w oczach jakby miał 20 lat i z rumieńcem, nieśmiało mówi, że mu się szykuje wystawa w Paryżu.
Aragonte trzymam kciuki, żeby wszystko co złe ci się odwróciło, przepadło i wróciła nadzieja i radość z życia
Nie daj się Agn wieszać, bo ma talent i szkoda baby
Admete - Czw 24 Mar, 2011 21:29
Daj te wiersze Ja chyba powinnam tu wkleić moją pseudoanalizę jednego wierszyła niejakiej panny M
Agn - Czw 24 Mar, 2011 22:11
Admete, tej tam - Misato? Koniecznie!!!
Ołkej, to lecim...
Wierszyk pochodzi z tomiku "Co mi w duszy grało i śpiewało" M. Hałata, rozmiłowanego w słowie "śliczna" we wszystkich możliwych odmianach...
KASJERKA
Tu na tej poczcie
pracowała kasjerka.
młoda, piękna, zgrabna
jak artystka, jak modelka.
Była śliczna,
miała buzię cherubina,
oczy niczym błękit nieba, jedwabiste włosy,
jednym słowem cud dziewczyna.
Uśmiechała się uroczo,
grzeczna i uprzejma dla wszystkich była
i tym uśmiechem i spojrzeniem
niejednemu w głowie zawróciła.
Z wdziękiem brała pieniądze za opłaty,
innym ludziom znowu wypłacała,
jakieś formularze i papiery stemplowała.
Szybko, zgrabnie i z uśmiechem pracowała.
I tak co dzień,
i tak w koło
śliczna kasjerka pracowała
i uśmiechała się radośnie i wesoło.
Za tę żmudną, nudną
i niezbyt ciekawą pracę
dostawała marne grosze,
dostawała nędzną płacę.
Ale ona się cieszyła ze swej pracy,
była wesoła i tak radosna,
jak skowronek, który śpiewa, gdzieś pod niebem
jak umajona kwieciem i zielenią śliczna wiosna.
Dziewczyna wolała tu wśród swoich bliskich
i znajomych ludzi być na poczcie kasjerką
niż pokazywać swoje wdzięki gdzieś tam w świecie.
gdzieś na scenie i być artystką lub modelką.
Przysięgam, że wszystkie wiersze są równie natchnione!
Dla tych, których ów wiersz ze swymi cudnymi rymami totalnie zauroczył, mam w zanadrzu kolejny tego typu - Kwiaciarkę.
Alicja - Czw 24 Mar, 2011 22:33
| Agn napisał/a: | | Co jeszcze nie czyni książki głupiej |
Agn, po raz pierwszy w życiu nie zgodzę się z tobą. Uważam, że książka i autorka są wybitnie głupie, a sama matka znęca się nad dziećmi, a nie wychowuje je. Dopiero po latach można sprawdzić jakie szkody wyrządziła w ich psychice. Nie popadajmy w przesadę, że dzieci zachodu są złe jak leci, wszystkie. I że wszystkie należy bić by zmądrzały Nie bicie wychowuje ale dobry przykład, miłość i konsekwencje w wychowaniu. Natomiast metody autorki są zwykłą przemocą, karalną.
| asiek napisał/a: | | Osoby, które znęcają się nad członkami swoich rodzin są z nimi bardzo związane. |
tak i zawsze twierdzą, że robiły to dla ich dobra.
| Agn napisał/a: | | Kiedyś na porządku dziennym było przekładanie dziecka przez kolano, jak coś zbroiło. Nie masz czasem ochoty, by wróciły te czasy? |
ja nie mam ochoty. Zwłaszcza po każdym spotkaniu grupy ds. przemocy w rodzinie. Zespół dziecka malteretowanego to okropna rzecz
"Dzieci, które są ofiarami przemocy fizycznej, przeżywają stany depresyjne i lęki; są egocentryczne, bierne i zależne lub agresywne i nadpobudliwe, ze skłonnościami do autodestrukcji. U dzieci bitych obserwuje się również zaburzenia pamięci, koncentracji uwagi, zaburzenia zachowania i emocjonalne oraz brak poczucia realności.
Lista przedstawionych skutków przemocy fizycznej w rodzinie jest imponująca, a są to przecież "tylko" bezpośrednie następstwa zespołu maltretowanego dziecka. Nawet bowiem gdy dziecko zostanie wyrwane ze świata fizycznego bólu i cierpienia, koszmar się nie kończy. Wiele lat później mogą się odezwać odległe skutki maltretowania w dzieciństwie. Osoby takie nadal mają poczucie winy i niską samoocenę. To jednak jedne z łagodniejszych następstw. Dużo poważniejszymi są alkoholizm, narkomania, zaburzenia nerwicowe"
Agn - Czw 24 Mar, 2011 22:46
Nie mówię o maltretowaniu dziecka, tylko normalnym klapsie. Takim, jaki sama dostawałam. I nie czuję się ani zmaltretowana, ani nieszczęśliwa. A niejednemu gówniarzowi chętnie bym przyłożyła, bo mu się wydaje, że jest nietykalny i wszystko mu wolno. Więc sorry - ty masz pod opieką zmaltretowane dzieci. Ja spotykam rozzuchwalonych nieletnich, których za jakiś czas będę się bała, że mnie w ciemnym zaułku zaszlachtują, bo im wszystko wolno.
Uważam po prostu, że dobrym pomysłem jest znalezienie złotego środka między wychowywaniem zachodnim, a chińskim. Nie każę bić dzieci po rękach, bo za wysoko podnoszą palce przy grze w fortepianie. Ale zauważ, że Amy spędza ze swymi córkami mnóstwo czasu, daje im wykształcenie i dobry start w przyszłość, pilnuje, by się uczyły. I te aspekty mi się podobają. Że ona zawsze ma dla nich czas, że chce, by jej córki były wykształcone, inteligentne i miały dobrą przyszłość. Jasne, sama miałam ochotę walnąć ją w łeb za tę przesadę, ale nie czuję się na tyle wszechwiedząca, by ją oceniać i nazywać głupią tylko dlatego, że mam inne poglądy. Jedne dzieci tego nie wytrzymują (ja bym sobie na pewno palnęła w łeb), inne - wręcz przeciwnie. Córki Amy są twarde, nikt na nie nadmiernie nie chuchał.
| Alicja napisał/a: | | Nie popadajmy w przesadę, że dzieci zachodu są złe jak leci, wszystkie. I że wszystkie należy bić by zmądrzały |
Czego autorka nie napisała. Wyraźnie pisze, że nie twierdzi, że wszystkie dzieci Zachodu są leniwe, źle wychowane, głupie, wpatrzone w tv i nie mają przed sobą przyszłości. Żyje tam w końcu, więc wie, co mówi. Ale swojej skrajnej postawie stawia postawę dokładnie odwrotną - olewacką, gdzie dziecko całe życie spędza przed telewizorem i nic nie robi, tylko ogląda Cartoon Network. A mnie chodzi o zrewidowanie pewnego spojrzenia na wychowanie dzieciarni. I może wdrożenie PEWNYCH ASPEKTÓW, które zastosowała Amy.
Nie uważam, by Amy Chua była głupia, absolutnie się z tym nie zgodzę. Popełniła błąd, jej młodsza córka się zbuntowała i osiągnęła swój cel. I to też jest w książce zawarte. Bo tylko krowa nie zmienia zdania, a Amy zmieniła - musiała przyznać się do porażki. To takie złe, że jednak jest happy end w tej historii?
Alicja - Czw 24 Mar, 2011 22:49
nie uważam by cel uświęcał środki. I tyle
nie jestem również wszechwiedząca, a ocena książki jako głupiej jest moja, subiektywna
Agn - Czw 24 Mar, 2011 22:51
Nie uważam, by Amy Chua była święta, o czym bardzo wyraźnie staram się pisać, ale chyba nie jestem w stanie na tyle się wyklawiaturzyć, by mnie zrozumiano.
Alicja - Czw 24 Mar, 2011 22:58
ależ ja rozumiem o co ci chodzi. Naprawdę, zwłaszcza gdy wchodzę do szkoły na przerwie. Tylko tytuł tematu jest "Najgłupsze książki jakie wpadły wam w ręce" i dla mnie, tylko dla mnie, ta do takich się zalicza.
Dla kogoś innego może być to romans z serii wydawnictwa dajmy na to Bis, dla kogoś harlequin, a dla ta mnie z uwagi na kontrowersyjne treści.
To tak, jak nie zgadzamy się wszyscy w temacie jaki film jest dobry, a jaki do niczego. Nie musimy się zgadzać, możemy jednak wyrażać opinie
Agn - Czw 24 Mar, 2011 23:01
No wiem, tylko mnie czasem bodzie, jak ktoś pisze o książce, że jest jedną z najgłupszych, jakie miał w ręku, a mnie się piekielnie podobała. Tak jakbym... nie wiem, jakbym przez to, że mi się podoba, była jakaś cofnięta czy coś.
No ale nieważne. Nie ma co roztrząsać, bo i tak do niczego nie dojdziemy. Czekam na reakcje na tfu!rczość Mieczysława Hałata. Chyba wszyscy w jego temacie zaniemówili. Podejrzewam, że z wrażenia.
Alicja - Czw 24 Mar, 2011 23:04
nie jesteś cofnięta wyrażasz swoją zdecydowaną opinię i to z przytupem
co do Hałata, dawaj tę kwiaciarkę, bo kasjerka jest już przemęczona swoją pracą i młodzieńcem, który patrzy jej na ręce pracowała czyli już nie pracuje . Ciekawe co się z nią stało. Gdy czytam "umajone", to przypomina mi się zaraz pieśń kościelna
Deanariell - Pią 25 Mar, 2011 01:04
| Agn napisał/a: | Ale ona się cieszyła ze swej pracy,
była wesoła i tak radosna,
jak skowronek, który śpiewa, gdzieś pod niebem
jak umajona kwieciem i zielenią śliczna wiosna.
Dziewczyna wolała tu wśród swoich bliskich
i znajomych ludzi być na poczcie kasjerką
niż pokazywać swoje wdzięki gdzieś tam w świecie.
gdzieś na scenie i być artystką lub modelką. |
Wtf?! Kto to wydaje? Masakra. Naturalnie nie odmawiam autorowi prawa do radosnej tfffffu!rczości, ALE LITOŚCI - dlaczego MUSI się nią dzielić z bliźnimi?! Równie dobrze mogłabym z takim samym powodzeniem wydać własny tomik wierszy, ale trzeba wszak z miłosierdziem podchodzić do drugiego człowieka.
| Agn napisał/a: | | Czekam na reakcje na tfu!rczość Mieczysława Hałata. Chyba wszyscy w jego temacie zaniemówili. Podejrzewam, że z wrażenia. |
Dawaj więcej! Jestem akurat w masochistycznym nastroju...
| Alicja napisał/a: | | Gdy czytam "umajone", to przypomina mi się zaraz pieśń kościelna |
Taaaa... Fakt. Góry, doliny zielone...
| Agn napisał/a: | | Nie uważam, by Amy Chua była święta |
Książki nie czytałam, ale mam wrażenie, że Chiny to kraj z innej planety... Zawsze mnie fascynowała bogata kultura tego narodu, ale z drugiej strony, gdy zagłębiałam się w mentalność, zwyczaje, tradycje poprzez filmy, książki, programy dokumentalne itp. itd., to muszę przyznać, że oprócz wielu mądrych przykładów, więcej jednak mnie to wszystko szokowało. Kosmos. Nie tylko w kwestiach obyczajów, ale również np. jedzenia... W Chinach ludziska potrafią jeść takie rzeczy, że nawet fizjologom się nie śniło. Np. jak można zjadać stworzenie, które w danym momencie nadal żyje podczas konsumpcji? Nie wspomnę już o zupie z ludzkich płodów i innych nioe mieszczących się w naszym pojęciu "przysmakach". Dziwni są. A oni analogicznie w podobny sposób postrzegają Zachód.
Calipso - Pią 25 Mar, 2011 06:41
| Agn napisał/a: | | Cytat: | | Zza ostatniego zakrętu schodów wyłoniła się nagle komnata. |
Niespodzianka! To ja! Komnata! |
Ponętna, długowłosa z kocimi ruchami, emanująca seksem.
| Agn napisał/a: | | Chyba wszyscy w jego temacie zaniemówili. |
Sori, chyba już wtedy spałam
| Deanariell napisał/a: | | Masakra. |
Masakła | Deanariell napisał/a: | | mam wrażenie, że Chiny to kraj z innej planety... |
Very true Wierz mi, nie chciałabyś widzieć co jedzą, jak głośno jedzą i że w tym czasie plują dookoła jedzeniem Dziwni ludzie, to za mało powiedziane. Każda grupa to małe państewko w państwie, kierujące się własnymi zasadami jednoczesnie mające gdzieś zasady obowiązujące w naszym kraju
Alicja - Pią 25 Mar, 2011 07:41
| Deanariell napisał/a: | | Nie wspomnę już o zupie z ludzkich płodów |
że co proszę?!!! a myślałam, że na tym świecie już niewiele jest w stanie mnie zadziwić
Agn - Pią 25 Mar, 2011 09:01
Zupa z ludzkich... PRZECIEŻ TO KANIBALIZM!!! A nas się czepiają za kiszone ogórki...
To macie i drugi wierszyk.
Jest wyjątkowo piękny...
KWIACIARKA
W centrum Wrocławia na starym rynku, stoi piękny ratusz,
który ogólny podziw i zachwyt budzi.
Obok niego mamy Plac Solny, gdzie kwiaciarki sprzedają kwiaty,
stąd pełno tam zawsze kupujących ludzi.
W jednym z kiosków na tym placu
kwiaciarką jest młoda dziewczyna.
Jest tak piękna i tak urocza,
że swym wyglądem prześliczną różę przypomina.
Ze swoją wielką urodą.
wdziękiem i niezwykłym czarem
była cudownym i niepowtarzalnym
wysokiego nieba darem.
Oczy miała niczym gwiazdy,
usta śliczne i jak maliny czerwone,
do słodkich pocałunków
wprost stworzone.
Z wielkim wdziękiem i gracją,
swoje kwiaty sprzedawała.
Była grzeczna, była miła
i zawsze się uśmiechała.
Moim spojrzeniem całowałem jej usta
i roiło mi się, i marzyło,
że ona mnie kocha, a serce moje na myśl o tym
mocno i szybko mi biło.
Ale ona nie tylko mnie
uroczym uśmiechem darzyła,
ale wszystkich kupujących u niej kwiaty,
i o mnie nie śniła i nie marzyła.
Prześliczna kwiaciarko,
dziewczyno urocza,
dlaczego zakochałem się w Twoim uśmiechu
i w Twoich pięknych czarnych oczach?
A Ty na mnie tak patrzysz,
jakbyś mnie pierwszy raz ujrzała,
chociaż u Ciebie codziennie, od wielu dni kwiaty kupuję?
Dziewczyno, dlaczego mnie urzekłaś, dlaczegoś mnie oczarowała?
Była taka pani, która wykupywała wszystkie tomiki tej poŁezji, bo mówiła, że wiersze są bardzo fajne i rozdaje je wśród znajomych.
Alicja - Pią 25 Mar, 2011 10:08
trzeba przyzanać, że autor ma talent do wyszukiwania pięknych i ślicznych dziewcząt ciekawe która będzie następna? konduktorka?
Deanariell - Pią 25 Mar, 2011 11:58
| Agn napisał/a: | Moim spojrzeniem całowałem jej usta
i roiło mi się, i marzyło,
że ona mnie kocha, a serce moje na myśl o tym
mocno i szybko mi biło. |
Autor jest nastolatkiem? Bo to mniej więcej ta poetyka i styl...
| Agn napisał/a: | A Ty na mnie tak patrzysz,
jakbyś mnie pierwszy raz ujrzała,
chociaż u Ciebie codziennie, od wielu dni kwiaty kupuję?
Dziewczyno, dlaczego mnie urzekłaś, dlaczegoś mnie oczarowała? |
Myliłam się... tego się nie da czytać! Rymy częstochowskie pomieszane z wierszem wolnym... Koszmar. Nadal jestem w szoku kto to wydaje... Kumpel mu na powielaczu kserował?
A jakieś inne tematy podejmuje w tych wierszach, czy tylko "całuje spojrzeniem" wszystkie piękne i urocze dziewoje - o powabnych paniach w księgarni nic nie ma?
Deanariell - Pią 25 Mar, 2011 12:40
| Alicja napisał/a: | że co proszę?!!! a myślałam, że na tym świecie już niewiele jest w stanie mnie zadziwić |
Widocznie się jakoś uchowałaś przed tym newsem, na Twoje szczęście - a niedobra Riella tę kruchą równowagę zniszczyła. Też mi się to w głowie nie może pomieścić, ale w większości chyba państw azjatyckich, a szczególnie w Chinach, funkcjonuje pogląd, że wszystko da się zjeść (nawet dzioby kacze ) - mięso, to mięso. Płody ludzkie mają dla nich ponoć właściwości zdrowotne, taaaaaa...
http://wiadomosci.dzienni...e-z-plodow.html
Dałam bez zdjęć, tu pod linkiem jest sam tekst, ale osoby o mocnych nerwach znajdą tam sznurek do fotek... brrrrrrr... Ktoś już to zresztą kiedyś wklejał w wątku z ciekawostkami - nie wiem czy przypadkiem nie Anaru, bo też się wtedy mocno zszokowała, nie dziwię się.
Trzeba jednak sprawiedliwie zauważyć, że nie wszyscy Azjaci mają ochotę na jedzenie takich potraw - myślę, że znaczna część ludzi (bez względu na narodowość) naturalnie odrzuca perspektywę spożywania martwych dzieci...
Deanariell - Pią 25 Mar, 2011 12:50
| Agn napisał/a: | Zupa z ludzkich... PRZECIEŻ TO KANIBALIZM!!! A nas się czepiają za kiszone ogórki... |
Ja nie wiem czy to w ogóle jest odczuwane tam jako kanibalizm - w końcu nie zabijają w tym celu żywych ludzi - gdyby się ktoś bardzo uparł, to mógłby to nazwać utylizacją... Poza tym... W Chinach codziennie dzieją się takie (szczerze przerażające Europejczyka) rzeczy urągające jawnie prawom człowieka, że martwe płody mało kogo tam raczej wzruszą. I to w sumie głównie mężczyźni są konsumentami, bo myślę, że nawet chińska matka byłaby poruszona podobną praktyką... Nie chciałabym, żeby ktoś zjadł moje dziecko, nawet jeśli zmarłoby w wyniku zbyt wczesnego porodu. Oglądałam te fotki z procesu przygotowania zupy i dla mnie są bardziej niż wstrząsające.
Admete - Pią 25 Mar, 2011 13:09
Ja się jeszcze odniosę do tej chińskiej książki - rozumiem dyscyplinę, ale tam chyba nie ma dyscypliny tylko hodowla. Nie wyobrażam sobie, że ktos mógłby tak wychowywac moje bratanice. Jakoś sa grzeczne i mądre, a nikt ich nie terroryzuje. I mam pytanie czy ta autorka wychowała faktycznie geniuszy?
A teraz analiza wiersza. Wycięłam pseudonim autorki, bo tak naprawdę nie chodzi o jakąkolwiek krytykę. To w zasadzie jest parodia napuszonego, literackiego stylu, który jest wykorzystywany do analizy wierszy. W gruncie rzeczy śmieję się sama z siebie
Przedstawiam państwu próbkę twórczości utalentowanej młodej osoby, która być może zostanie godną spadkobierczynią wybitnych polskich poetów. Mam na myśli znaną i docenianą w szerokich kręgach literackich jako XXX. Autorka ta istniała dotychczas w świadomości czytelników za sprawą niezwykle misternie skonstruowanych opowiadań, w których głębia psychologicznego rysunku postaci łączyła się z subtelnym nowatorskim stylem. Jeśli miałabym krótko określić ów styl to na pewno użyłabym określeń takich jak – mroczny, przejmujący, nasycony uczuciami, splątany w sposób wręcz mistrzowski. Właśnie słowo „mroczny” wydaje się być słowem kluczem, wytrychem, który otwiera dla nas niezgłębiona skarbnicę twórczości XXX. Mogę chyba pozwolić sobie w tym miejscu na wyrażenie poglądu, że owa „mroczność” jest zapewne odbiciem ciemnej, mrocznej właśnie, natury XXX. Jednak po zetknięciu się z twórczością poetycką tej znakomitej pisarki dochodzę do wniosku, iż natura jej dzieł jest – podobnie jak jej wewnętrzna jaźń – ambiwalentna. Obok mroku mamy tam również jasność. A jeśli nawet nie jasność wyrażoną dosłownie, to na pewno pragnienie tej jasności, pragnienie uchwycenia ulotnej radości. Oto próbka możliwości twórczych XXX.
Gdzieś nad morzem kolorowych pąków przeleciał motyl niebieski,
Zatrzepotał delikatnymi skrzydełkami, sypiąc na mój nos kwiatowe pyłki.
Już w pierwszych dwóch wersach tego krótkiego, acz wymownego utworu widzimy, że wyobraźnia autorki nie kroczy utartymi szlakami, lecz szuka nowych sposobów wyrażania głębokich emocji. Cóż może oznaczać ów niebieski motyl? Zapewne chłód uczuciowy podmiotu lirycznego, który jednak dąży do tego by zostać ogrzanym w ogniu słonecznym. Świadczą o tym następne wersy:
Na niebie świeciło złote słońce, a z nim bawiły się ptaki.
Niebo jak wiadomo także jest niebieskie, a więc ten niebieski motyl zlewa się ( podkreślenie moje ) z niebem i stanowi jedność z naturą wszechrzeczy. Nie dość tego – na niebieskim niebie, z którym transcendentalnie połączył się nasz niebieski motyl, będący uosobieniem duszy, psyche ( która niewątpliwie nosi również jakiś odcień błękitu ) podmiotu lirycznego, pojawia się złote słońce. Cóż za oryginalna, odkrywcza myśl! Za każdym razem poraża mnie wręcz złocisty blask owego słońca. Czymże jest więc ta kula złocista, złota obręcz słoneczna? Otóż jest to dopełnienie psyche niebieskiego motyla, druga połówka jabłka ( jak wiadomo jabłko czerpie swe soki życiowe ze słońca, karmi się nim zarówno w realnym jak i symbolicznym znaczeniu tego słowa ), yin i yang, pełnia. Zabawa ptaków jawi się w tym kontekście jako radość ze spotkania. Dalej czytamy:
Byłeś tam i Ty - otulony płaszczem wspomnień.
Pojawia się niespodziewanie ktoś trzeci – tajemniczy Ty...Wielu badaczy i interpretatorów próbowało rozszyfrować tożsamość tego intrygującego kogoś. Istnieją pewne przesłanki, by szukać odpowiedzi w powikłanym i pełnym mrocznych namiętności życiu samej pisarki. Uważam jednak, ze należy porzucić te poszukiwania interpretacyjne i skupić się na samym tekście. Nadal pozostaje więc tajemnica, ten „otulony płaszczem wspomnień”. Wydaje mi się, że owo „otulenie” symbolizuje ukryte, pragnienia podmiotu mówiącego w wierszu. Jak się okazuje te pragnienia burzą dotychczasową idyllę motyla, błękitu, złocistego słońca ( i jabłka w domyśle ).
Szczęście...
Otorzyłam oczy i nagle wszystko znikło, gdzieś rozpłynął się bajeczny motyl,
niebo przykryły szare chmury, a serce posmutniało.
Muszę przyznać, że zakończenie tego wiersza zawsze przyprawia mnie o łzy wzruszenia. Takich emocji nie spotyka się często we współczesnej poezji skupionej na jałowych dociekaniach sensu istnienia i pustce uczuciowej. Kończy się szczęście, radość, ekstatyczne połączenie psyche niebieskiego motyla, nieba, słońca jabłka ( w domyśle ). Wszystko pokrywa szarość. Nić porozumienia pękła. Pozostaje samotność, dojmująca, mroczna, chłodna. Rozpacz głęboka i przerażająca. Okazuje się, takie porozumienie dusz nie jest możliwe w „realnym świecie” - - możliwe jest tylko w świecie platońskich ideałów. Pozostaje więc smutek i łza spadająca na zapisane kartki...
Dlaczego nie ma cię w realnym świecie?
Tym dramatycznym pytaniem kończy się wiersz obiecującej poetki XXX.
Deanariell - Pią 25 Mar, 2011 13:50
| Admete napisał/a: | | Tym dramatycznym pytaniem kończy się wiersz obiecującej poetki XXX. |
Urocze.
Alicja - Pią 25 Mar, 2011 19:02
mrrrrroczne niebieskie motylki i kolorowe pyłki
|
|
|