To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Our Mutual Friend (wg powiesci Charlesa Dickensa)

Gosia - Wto 20 Lis, 2007 19:07

Sofijufka napisał/a:

A jesli chodzi o odtwórcę - to widziałyście go w ostatnim odcinku "Oceanu dusz"? Grał alchemika/czarownika/nieśmiertelnego. Najpierw wyglądał na czarrrny charakter, a potem okazało się, że to rycerz w lśniącej zbroi, ehhh...


Czy mowisz o moim Paulu McGannie? :thud:
Gdzie to mozna obejrzec? :olsnienie:

Sofijufka - Wto 20 Lis, 2007 19:07

Gosia napisał/a:
Czytalam kiedys o jakims romansie Dickensa, ale nie pomyslalam, ze Dickens piszac o Eugene i Lizzie mogl miec na mysli siebie. Bardzo interesujace. Wiekszosc osob ogladajac film dopatruje sie Dickensa w postaci pana Twemlowa.

Ellen była bardzo ważna dla twórczości Dickensa - krytycy uważają, że to dzięki niej bohaterki KD zrobiły się życiowe i krwiste, nie do końca anielskie (albo wcale - jak Estella).

Zreszta wszystkie trzy panny Ternan były fajne! Najstarsza - Maria - pomimo epizodu aktorskiego wyszła bogato za mąż i jak większość wiktoriańskich dam zaległa na kanapie o zaczęła niedomagać. Pewnego dnia wstała, wzięła podręczny bagaż, odeszła od męża i została dziennikarką! Reporterką - taki Kapuściński w krynolinie. Nawet na fronty się pchała.
Średnia - też rzuciła scenę i została guwernantką dzieci brata Willkie-Collinsa (tego od "Kobiety w bieli") i wspólnie zaczęłi myśleć, jak by tu urządzić w życiu Ellen. No i wydali ją za mąż.
Ellen miała jednak trochę pecha życiowego. Jej mąż wykładał w prestiżowej szkole dla chłopców, urodziło im się dwoje dzieci, ale.... Mężulek przeżył załamanie nerwowe i trafił do sanatorium dla nerwowo chorych (podobnie jak ojciec trzech panien).
Na stare lata siostry trzy mieszkały wspólnie w małym domku w Londynie. ..

Sofijufka - Wto 20 Lis, 2007 19:09

Cytat:
Czy mowisz o moim Paulu McGannie? :thud:

Taak! I cały czas na pierwszym planie były te jego piękne dłonie :serduszkate:

Gosia - Wto 20 Lis, 2007 19:19

Juz wiem o czym mowisz :D ale filmu nie widzialam


Sofijufka - Śro 21 Lis, 2007 07:29
Temat postu: Paul na Rheta Butlera!
Doznałam :olsnienie: podczas oglądania OMF. Judzin tak się oparł o kominek i wtedy zobaczyłam w nim... Rheta Butlera!
A przedtem ta scena w salonie, kiedy patrzył z góry na zebrane towarzystwo :serce2:

Alison - Śro 21 Lis, 2007 10:15
Temat postu: Re: Paul na Rheta Butlera!
Sofijufka napisał/a:
Doznałam :olsnienie: podczas oglądania OMF. Judzin tak się oparł o kominek i wtedy zobaczyłam w nim... Rheta Butlera!
A przedtem ta scena w salonie, kiedy patrzył z góry na zebrane towarzystwo :serce2:


Czyli już jesteś nasza :mrgreen: . Mnie Eugene podobał się od samego początku, ale od tego uśmiechu przy kominku to już wpadłam po uszy :serduszkate:

Admete - Śro 21 Lis, 2007 12:24

Nie no sorry ;-) dziewczyny - gdzie Rhett gdzie Eugene... :zalamka: Prawdziwy facet ( znaczy sie Rhett ) i ten lelawy ;-) co to nie wie, o co mu chodzi i co on ma właściwie robić...
Sofijufka - Śro 21 Lis, 2007 12:31

Admete napisał/a:
Nie no sorry ;-) dziewczyny - gdzie Rhett gdzie Eugene... :zalamka: Prawdziwy facet ( znaczy sie Rhett ) i ten lelawy ;-) co to nie wie, o co mu chodzi i co on ma właściwie robić...

Spoko! :zalamka: Ja mówiłam o Paulu! Do roli Rhetta :serduszkate:
A jednak: Judżin z Rhettem mieli dużo wspólnego: obaj nie mieli złudzeń do swego środowiska, znali się na kobietach ale nie docenili SWOICH kobitek, mieli mnóstwo męskiego wdzięku i seksapilu, mówili, co myślą, i mieli w sobie sporo bezwzględności. :serce2:
No i obaj byli dżentelmenami - specyficznymi....

Gosia - Śro 21 Lis, 2007 21:48

No Sofijufka, jestes faktycznie nasza ! :mrgreen:
Jego spojrzenie i usmiech przy kominku dziala obezwladniająco, no i ten glos! :serduszkate:



Jedno z TYCH spojrzen :serce2:

Narya - Czw 22 Lis, 2007 09:50

Dla mnie ten aktor zawsze będzie Bushem z Hornblowera - to oczywiście komplement :mrgreen: Bez munduru coś mi dziwnie wygląda :wink:
Sofijufka - Czw 22 Lis, 2007 10:22
Temat postu: kariera Judżina
Toczyła się wyżej dyskusja, co będzie z Eugenem dalej. Stoczy się, czy Lizzie weźmie go w karby. Oto co wymyśliłam:

- Wiesz, Mortimerze – Eugene podał przyjacielowi kieliszek porto – gdyby Niebiosa nie zapomniały wyposażyć Mego Szanownego Ojca w organ zwany sercem, podejrzewałbym, że podkochuje się w Lizzie.
- A z czego to wnosisz? – Mortimer zapalił cygaro.
- Pamiętasz, że wydziedziczył mnie po raz kolejny, kiedy dowiedział się, że to ja pisuję pod pseudonimem te popularne opowieści o najmłodszym synu księcia Leastwich, który rozwiązuje zagadki zbrodni, popełnionych w londyńskim towarzystwie? I że zawsze opieram się na prawdziwych wydarzeniach? Wystarczyło jednak kilka słów Lizzie, by MSO przywrócił mnie na łono rodziny.
- Ciekawe, jak tego dokonała?
- Och, przypomniała mu, że Julien Saint Marais to nazwisko francuskie i że zawsze umieszczam akcję we Francji. Nikt przecież nie uwierzy, że angielskie wyższe sfery mogłyby być do tego stopnia zepsute! Dorzuciła jeszcze, że powszechnie wiadomo, iż powieściami tymi pasjonuje się sam książę Walii,
- Hmmm – Mortimer strzepnął popiół z cygara do kominka. – Sądzisz, że na to przebaczenie nie wpłynęły solidne dochody z tego pisarstwa?
- Nawet jeśli tak było, to MSO nigdy się do tego nie przyzna.

I co powiecie na takie rozwiązanie? :rumieniec:

Caitriona - Czw 22 Lis, 2007 10:59

Narya napisał/a:
Dla mnie ten aktor zawsze będzie Bushem z Hornblowera - to oczywiście komplement :mrgreen:

Narya, u mnie jest tak samo - jak widzę Paula to od razu mam przed oczami morze, statkii mundury marynarskie ;)

Gosia - Czw 22 Lis, 2007 11:57

Sofijufka - miesci sie dokladnie w stylu rozmow tych dwoch dżentelmenów :D
Narya - Czw 22 Lis, 2007 15:52

Caitriona napisał/a:
Narya napisał/a:
Dla mnie ten aktor zawsze będzie Bushem z Hornblowera - to oczywiście komplement :mrgreen:

Narya, u mnie jest tak samo - jak widzę Paula to od razu mam przed oczami morze, statkii mundury marynarskie ;)

Oj tak. Statki, mundury i... Horatia :serduszkate: A żeby nie było oftopa - stojącego obok Paula-Busha :mrgreen:

Gosia - Czw 22 Lis, 2007 19:48

Chyba odwrotnie :roll: Lieutenant Bush jest najprzystojniejszy :lol:
Caitriona - Czw 22 Lis, 2007 22:30

Dokładnie Narya!!! :-D I masz Gosieńka rację - jest najprzystojnieszy, zaraz po Horatio :mrgreen: Ale za to świetnie śpiewa!
Narya - Pią 23 Lis, 2007 09:44

Caitriona napisał/a:
Dokładnie Narya!!! I masz Gosieńka rację - jest najprzystojnieszy, zaraz po Horatio

Ależ my sie rozumiemy :mrgreen:
Caitriona napisał/a:
Ale za to świetnie śpiewa!

:co_stracilam: Gdzie? Kiedy?

Caitriona - Pią 23 Lis, 2007 10:57

Ha! Paul świetnie śpiewa, naprawdę. Na tej stronce: http://www.bernardjtaylor.../Madosongs.html są piosenki z musicali Taylora i kilka piosenek śpiewa właśnie Paul ;) Można posłuchać ' IF I COULD WRITE A SONNET' i ' MADNESS'.
Gosia - Pią 23 Lis, 2007 18:34

Och, ten glos Paula :serduszkate:
achata - Czw 29 Lis, 2007 11:32

Ha! Wreszcie obejrzałam. Pierwszy odcinek puściłam sobie jakoś w sierpniu, obejrzałam i nie ciagnęło mnie żeby wracać. Wczoraj w chwili wolnego czasu stwierdziłam, że trzeba podgonić zaległości filmowe i jak obejrzałam drugi to już stracona- musiałam wiedzieć co stało się z Lizzy, jak doszłam do końca trzeciego to nie mogłam nie puścić czwartego, no bo jak tu pójść spać nie wiedząć czy Eugene przeżył. I tak do 23.00 poszło 4,5 h seansu. O matko! :thud:
No w szoku jestem, ze Dickens taki happy end sobie obmyślił. Ja nie miałam cierpliwości do Davida Copperfielda i nic tego pisarza nie czytałam. Myślałam, że on jakieś smutne i ponure życiowe historie pisał a tu taka miła sielanka na koniec. Nie żebym narzekała: fajnie było pooglądać trochę szczęśliwych ludzi w miłej scenerii. Może mnie trochę jedynie irytowała Jenny i Sloppy. Jakoś tak na siłę już ich połączyli, żeby było trzy do pary. On był dla niej trochę za młody.
Eugena lubię, ale bez szaleństwa, po prostu rozumiem go i lubię. Najbardziej za tą rozmowę z owieczkami na łące :) Nie sądzę, żeby on chciał Lizzy skrzywdzić, po prostu żyć bez niej nie mógł, a że bał się mezaliansu? W koncu bez pieniędzy tatusia nie miał chyba za co żyć. Trochę taki Willoughby, tylko miał więcej szczęścia i przełamał się.
Para Bella + John jest moją ulubioną. Muszę jednak przyznac, że te końcowe rozwiązanie sprawy spadku wydało mi się już lekko przekombinowane. Czy u Dickensa to naprawdę tak wyglądało? No i cieszę się, że już w drugim odcinku wyjaśnili kim naprawdę jest John, bo ja bym się za Chiny nie domyśliła. Podejrzewałam go, że miał cos wspólnego ze śmiercią młodego Harmona i było mi żal bo go polubiłam.
Aha, nauczyciel/przyszły Brandon ma super głos. Niski i zmysłowy. Że potrafił być taki odpychający w tym filmie, to chyba znaczy, że jest dobrym aktorem. Oby potrafił się w równym stopniu podobać w R&R jak mi się tu nie podobał...

Gosia - Czw 29 Lis, 2007 17:52

achata napisał/a:
jak obejrzałam drugi to już stracona- musiałam wiedzieć co stało się z Lizzy, jak doszłam do końca trzeciego to nie mogłam nie puścić czwartego, no bo jak tu pójść spać nie wiedząć czy Eugene przeżył. I tak do 23.00 poszło 4,5 h seansu. O matko!

Ja pamietam ze tez nie moglam nie doogladac do konca. I tez sie martwilam o Eugena :(
Cytat:
Eugena lubię, ale bez szaleństwa,

To w sumie tak jak ja ;)
Ciesze sie ze ten film konczy sie dobrze, bo smutno by bylo jakby bylo inaczej.
Gdyby Eugene jednak ... to by bylo okropne! :confused3:

Gitka - Czw 29 Lis, 2007 18:26

achata napisał/a:

Aha, nauczyciel/przyszły Brandon ma super głos. Niski i zmysłowy. Że potrafił być taki odpychający w tym filmie, to chyba znaczy, że jest dobrym aktorem. Oby potrafił się w równym stopniu podobać w R&R jak mi się tu nie podobał...


O to, to, to :banan: :wink:
Tak samo myślę, ba nawet jestem pewna, że jest świetnym aktorem :-D

achata - Czw 29 Lis, 2007 22:23

Gosia napisał/a:
Ciesze sie ze ten film konczy sie dobrze, bo smutno by bylo jakby bylo inaczej.
Gdyby Eugene jednak ... to by bylo okropne! :confused3:

Ja myślę, że nie mógłby, jeśli chodzi ci o Lizzie. Któraś z was pisała, ze zamierzał ją uwiesc, to czemu tego nie zrobił jak miał okazję? On po prostu nie wiedział czego chce a nie potrafił się z nią rozstać.
Gitko, całusy i buziaki z udostępnienie filmu :kwiatki_wyciaga:

Sofijufka - Pią 30 Lis, 2007 09:25

achata napisał/a:
Gosia napisał/a:
Ciesze sie ze ten film konczy sie dobrze, bo smutno by bylo jakby bylo inaczej.
Gdyby Eugene jednak ... to by bylo okropne! :confused3:

Ja myślę, że nie mógłby, jeśli chodzi ci o Lizzie. Któraś z was pisała, ze zamierzał ją uwiesc, to czemu tego nie zrobił jak miał okazję? On po prostu nie wiedział czego chce a nie potrafił się z nią rozstać.
Gitko, całusy i buziaki z udostępnienie filmu :kwiatki_wyciaga:

Z tym uwiedzeniem na chwilę lepsza strona jego natury zwyciężyła.
W książce jest, że zanim Bradley go zaatakował, Eugene postanowił jednak wrócić nazajutrz do Lizzie i dołożyc starań, aby zaakceptowała "los gorszy od śmierci" :cry2:

Gosia - Pią 30 Lis, 2007 18:18

Uwiezc Lizzie moglby, ja zreszta nie uwazalabym tego za okropne, bo scena moglaby byc calkiem ładna :lol:
Piszac wczesniej o czyms okropnym mialam na mysli atak na łące, scene nad jeziorem i jej zakonczenie - dobrze ze takie a nie inne. Mogl przeciez zginac!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group