Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Literatura - Proza i poezja - Ostatnio przeczytane
traveller - Pon 05 Gru, 2011 06:59 Jestem w trakcie "Pasja życia"Irving Stone. Historia życia mojego ulubionego impresjonisty Vincentego van Gogha. On miał życie! niełatwe, niespełnione marzenia o miłości do wdowy która go odrzuciła, wieczne problemy z brakiem pieniędzy i niezrozumienie rodziców co do jego malarskiej pasji.Podobno za życia nie sprzedał ani jednego swojego dzieła.aneby - Pon 05 Gru, 2011 08:53
traveller napisał/a:
"Pasja życia"Irving Stone.
Genialna książka Dzięki niej zainteresowałam się malarstwem Van Gogha.traveller - Pon 05 Gru, 2011 09:11
aneby napisał/a:
traveller napisał/a:
"Pasja życia"Irving Stone.
Genialna książka Dzięki niej zainteresowałam się malarstwem Van Gogha.
U mnie odwrotnie - najpierw malarstwo, w cudownym, fantastycznym muzeum w Amsterdamie gdzie niemalże można dotknąć jego obrazów, a potem książki /polecam też "Listy do brata"/.Eeva - Pon 05 Gru, 2011 10:22
traveller napisał/a:
Jestem w trakcie "Pasja życia"Irving Stone.
Mam to, czeka na półce aż nabiore weny. wiem, ze książka mi się spodoba, ale jakos nie mogę się zabrać.Anonymous - Pon 05 Gru, 2011 12:35 Moje wrażenia z lektury "Emancypacji Mary Bennet"
Cytat:
Nie ma osoby chyba, która nie znałaby Jane Austen „Duma i uprzedzenie” jest legendą literatury, kolejne pokolenia kobiet, dziewcząt zakochują się w panu Darcy`m, śledzą losy jego i Lizzy i pewnie usychają z ciekawości jak ułożyło się bajkowe życie w Pemberley. Ja wprawdzie od pana Darcy`ego zawsze wolałam pułkownika Brandona, ale ekranizacje Dumy i uprzedzenia lubię oglądać i jakieś uczucia wciąż we mnie to wzbudza, tak jak i lektura… Zawsze było mi żal Mary, którą autorka potraktowała bardzo niesprawiedliwie, dziewczyna jest wyśmiewana, nikt jej nie ceni, nie ma szans na szczęście. Jakież było moje zadowolenie gdy usłyszałam o kontynuacji, która ma skupić się właśnie na osobie tej dziwnej siostry Bennet. Jestem uprzedzona jeśli chodzi o kontynuacje, czytałam kilka takich tworów i to nigdy nie było nic dobrego… dlatego rok wytrzymałam bez zakupu tej książki, ale w sobotę już pękłam. W pociągu zaczęłam czytać i wsiąkłam… nie wiem dlaczego bo książka jest fatalna, jako kontynuacja, bądź co bądź bardzo dobrej książki, jest po prostu poniżej krytyki. Nie wiem jak autorka, która napisała tak ładne „Ptaki ciernistych krzewów” mogła stworzyć coś tak oderwanego od realiów.
Od zakończenia akcji Dumy i uprzedzenia minęło 20 lat, Jane, Lizzy i Kitty oraz Lydia mają swoich mężów, Kitty wprawdzie owdowiała, ale każda z dziewcząt lepiej, lub gorzej(Lidia) ułożyły sobie życie, tylko Mary w pewien sposób zmuszona została do zajęcia się swoją specyficzną matką. Każdy pamięta panią Bennet, która była irytująca, ale na pewno nie zasłużyła na wszystkie epitety które spadają na jej głowę w tej książce, zwłaszcza po jej śmierci, bo tak zaczyna się ta książka, matka sióstr Bennet umiera i to jest impuls który sprawi że życie Mary się zmieni, Mary która nie jest tak denerwująca, brzydka i odpychająca, oczywiście wszystko się zmieniło, urodą nie ustępuje swojej pięknej siostrze Lizzy jest kobietą błyskotliwą, oczytaną… autorka postąpiła w sposób niedopuszczalny zmieniła każdą postać Austenowskiego pierwowzoru. Jeśli myślicie, ze spotkacie na kartach książki dumnego, ale czarującego Fitzwilliama to się mylicie, jego miejsce zajął bucowaty Fitz, w książce nie występuje pod innym imieniem. Lizzy jest sfrustrowaną mężatką, krzywdzoną przez męża, Jane to rozpłodowa klacz stajni Bingleyów, wiecznie w ciąży i wiecznie zapłakana, Lydia to alkoholiczka i nimfomanka. A Charles Bingley na kartach książki jest gościem, bo bawi w koloniach zabawiając się z kochanką…
Książkę połknęłam, bo czyta się ją lekko, bez przymusu czy uczucia obrzydzenia, a gdy zapomni się, że należy to przystawić do oryginału to lektura jest znośna, chociaż oderwana w moim mniemaniu nie tylko od pierwowzoru, ale także od realiów epoki, autorka dała się poznać jako pisarka która porusza bez skrępowania tematy uważane w danej epoce za tabu, ale moim zdaniem tutaj przesadziła. Akcja książki dzieje się około roku 1815 a bohaterki są tak wyemancypowane, że i sto lat później będzie to jeszcze ekstrawagancja, Austen w grobie się przewraca widząc co zrobiono z jej bohaterami.
Dobrze odpoczywało mi się przy lekturze, nie wymagała ode mnie stałego skupienia na książce, myśli mogły bujać swobodnie i mimo, że wiadomo że będzie jakiś spektakularny happy end aż takiej formy się nie spodziewałam, mimo wszystko nie potrafię powiedzieć co mi się podobało w tej książce aż tak, że nie żałuję ani czasu, ani pieniędzy. Po prostu mimo, że obiektywnie książka jest słaba, czyta się ją dobrze. Przynajmniej ja miałam takie odczucia.
Agn - Pon 05 Gru, 2011 21:29 Wiedziałam, że należy to ominąć szerokim łukiem. Nie, dziękuję, jeśli kontynuować toto ma książkę Jane Austen, to ja stanowczo żądam, by to miało ręce i nogi jako kontynuacja. Bo ja akurat chcę takich bohaterów, jakimi stworzyła ich Jane, a nie kobieta, która najwyraźniej jej książek nie znosi.
*foch*milenaj - Pon 05 Gru, 2011 21:35 Kusiło mnie czasem, by zakupić tę książkę, doświadczenie z kontynuacjami Austen zawsze były złe, więc dałam spokój.
Ja nie potrafię przejść do porządku nad tym, że ktoś zmienia charakter moich ukochanych postaci.
Ja czytam "Oblężenie" Arturo Perez - Reverte.
Wciągajce, intrygujące i ma ponad 600 stron. Anonymous - Wto 06 Gru, 2011 09:43 Ale za to skończone dopiero "Światła września" = Zafona są świetne!!Anonymous - Pon 12 Gru, 2011 11:42 A to moje reflekszje na temat ksiazki p. Walesy
Spoiler:
Na drogę wzięłam książkę Danuty Wałęsy, książkę głośną, mającą być rewolucją, końcem zmowy milczenia wokół rodziny Lecha Wałęsy, człowieka który ma tyleż samo wrogów na śmierć co równie oddanych przyjaciół. Nie chcę się w tej recenzji skupiać na ocenie działalności politycznej Lecha Wałęsy, bo to nie jest głównym tematem tej książki.
Życie, człowiek jest jak drzewo, metafora znana prawda? Zapuszcza korzenie, puszcza gałązki, zmaga się z silnymi wiatrami, po tą jakże, moim zdaniem oklepaną, metaforę sięga p. Danuta Wałęsa na samym początku swoich wspomnień, uparcie w wielu fragmentach powraca do tego zapuszczania korzeni, aż tak nie sprawdzałam, ale chyba każda opowieść o przeprowadzce Wałęsów kończy się, właśnie przypomnieniem motywu drzewa. Moim zdaniem – zupełnie niepotrzebne, ta książka to nie utwór podzielony na zwrotki i powtarzający się refren… ufam, że czytelnik jest człowiekiem inteligentnym i wystarczy jednokrotne opisanie danego zjawiska, zamiast powtarzać w kółko jedno i to samo, co nic nie wnosi do historii.
Kto nie zna rodziny Wałęsów? Każdy coś słyszał, każdy coś wie, zapewne osoby jeszcze troszkę młodsze ode mnie będą wiedziały to z historii czy z WOSu ja jeszcze pewne wydarzenia pamiętałam, przez mglę, ale pamiętałam, głównie chodzi o prezydenturę Wałęsy, ale jak to się zaczęło nie mam prawa pamiętać, p. Danuta jest rówieśniczką mojej Mamy, którą książka ujęła i zachwyciła. Po prostu. Ja przeczytałam ją piorunem, ale z towarzyszącym mi uczuciem irytacji oraz tłukącym się po pustej czaszce pytaniem, po co te wynurzenia, po co ta, mimo wszystko sporej objętości, opowieść, niewnosząca NIC NOWEGO. Mojej Mamie się podobało, gdyż jak mniemam identyfikowała się z bohaterką, żyła w tych samych czasach, przypominała sobie pewne wydarzenia, czy widziała wypadki na Wybrzeżu w innym świetle. Pani Danuta, moim zdaniem w swej opowieści ma takie trzy główne wątki, pierwszy to działalność polityczna męża, opisuje wszystkie ważniejsze wydarzenia historyczne z boku osoby zaangażowanej w ten historyczny wir, jest osobą, która jest z jednej strony w samym centrum tego huraganu i paradoksalnie jest najbardziej odsunięta, gdyż mąż jej się nie zwierza, nie radzi się jej. To jest drugi nurt, jej wieczna samotność, alienacja, dom, rodzina, gromada!! Dzieci na głowie i jeszcze wielka historia depcąca po piętach i oczywiście jej trud włożony w podtrzymanie rodziny, podkreślanie jak to świetnie sobie radziła, sama, jak kocha trudne wyzwania. Moim zdaniem jest to jedna z wielu niekonsekwencji tej książki, skoro tak dobrze jej samej, to dlaczego w innych miejscach narzeka na samotność. W jednym miejscu, gdy na początku pisze o sobie o swojej rodzinie, swoim wykształceniu podkreśla jak mało znaczy wykształcenie, jak jest to Malo istotne, po to, żeby na sam koniec opisując swoje dzieci z dumą podkreślać co osiągnęły, jakie wykształcenie zdobyły i jak to wspaniale, pięknie i uroczo.
Bardzo nie podobał mi się w tej książce swoisty, moim zdaniem, relatywizm moralny, Pani Danuta mimo, że deklaruje swoją głęboką wiarę, swoje przywiązanie do Ojca Świętego, to jak starała się kierować zasadami wiary, bardzo łatwo zapomina o tym fundamentalnym „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”, Pani Danuta bardzo łatwo, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie, feruje wyroki, Pan Wałęsa mógł kogoś odsuwać od siebie, wtedy na pewno miał powód, gdy dzieje się w drugą stronę, wtedy jest to zdrada, zachowanie gorsze niż postępowanie gen. Jaruzelskiego, podkreślam to albowiem, mimo upływu czasu generał jest synonimem zła i za parę dni będziemy mogli obserwować falę ataków. Pani Danuta, co normalne, lojalność w związku jest oczywiście bardzo ważna, więc normalne, że broni, usprawiedliwia niemalże każde zachowanie męża, ale jest bezlitosna, dla przeciwników politycznych. Co mnie ubodło, osobiście bardzo nie spodobało Mie się takie zachowanie to oskarżanie o coś jakiejś osoby, ferowanie ostrych, w sumie niepopartych namacalnymi dowodami sądów i powiedzcie jak tak potraktowana osoba ma się bronić? Wiele osób przeczyta tą książkę bo jest rozchwytywana i wyrobi sobie opinię, do kogoś przylgnie błoto, zostanie przyczepiona łatka, Pani Danuta twierdzi, że nie zna się na polityce, że nie lubi polityki po co więc tak gorąco miejscami się w nią angażuje? Niepojęte jest to dla mnie. Być może ktoś wyprowadzi mnie z błędu. Mimo wszystko uważam, że człowiek na poziomie w naszym społeczeństwie powinien hołdować starożytnej zasadzie de mortuis nihil nisi bene, czyli o zmarłych, albo dobrze, albo wcale…
Czy poznajemy tajemnice Danuty Wałęsy? Moim zdaniem absolutnie nie, to grzeczniutka książka, nawet jeśli wspomniany będzie prof. Falandysz, ani słowem nie zostanie napomknięto o zjawisku falandyzacji prawa o wyskokach dzieci… o tym nie przeczytacie w tej książce, ale o tym jak trudno jest być dzieckiem prezydenta już tak, wszystko co złe wydarzyło się w rodzinie to przez nieobecność Lecha Wałęsy w domu rodzinnym oraz brzemię nazwiska i urzędu. Nie mam dzieci, więc nie skwituję tego, że według mnie to wygodna wymówka, według mnie tak to wygląda.
Książka nie zdradza tajemnic, czy pokazuje marzenia Danuty Wałęsy, teoretycznie powinna to czynić, tak jest zatytułowana książka z jej wspomnieniami, jednak Pani Danuta sama twierdzi, ze o czymś takim nie marzyła. Nie sugerujcie się tytułem, moim zdaniem powinien on brzmieć „Danuta Wałęsa. Autopanegiryk”.
Danuta Wałęsa miała bez wątpienia ciekawe życie, aczkolwiek do momentu wyjazdu po Pokojowego Nobla prowadziła typowe życie kobiety tamtych czasów. Często opisując wydarzenia zwłaszcza te doniosłe, buduje strasznie sztuczne, napuszone zdania, wiec nie zawsze jest to lektura przyjemna. Dobra jako studium danego okresu naszych czasów… a i to tylko w pewnym względzie, bo Malo dowiemy się o podróżach zagraniczny, Pani Danuta Królową Elżbietę II określi po prostu fajną babką i nic więcej. Wydaje mi się, że materiał na fascynującą historię był genialny, ale zmarnowano ten potencjał zbytnim użalaniem się nad sobą na przemian z wychwalaniem pod niebiosa własnej osoby.
Na sam koniec taka refleksja, że okładka, szata graficzna są bardzo mylące, sugerują, że ta książka jest dziełem wyłącznie p. Wałęsy, a tak nie jest. Nie lubię takiego wprowadzania w błąd czytelnika. O ile lepiej zostało to rozegrane w przypadku książki o p. Czubaszek
migotka - Pon 12 Gru, 2011 15:24 Dorota Wellman bardzo chwaliła tę książkęAnonymous - Pon 12 Gru, 2011 15:25 Moja mama też...milenaj - Pon 12 Gru, 2011 16:41 Moja babcia również, a ja przebrnąć nie mogę.Anonymous - Pon 12 Gru, 2011 16:43 Mi o wiele lepiej czyta się książkę "Gustaw i ja" ktora dostałam na urodziny... śliczna historia pięknej milości.migotka - Pon 12 Gru, 2011 16:48 http://slowemmalowane.blo...nckie-lato.html
Florenckie lato, Judith Lennoxmilenaj - Pon 12 Gru, 2011 16:55
lady_kasiek napisał/a:
Mi o wiele lepiej czyta się książkę "Gustaw i ja" ktora dostałam na urodziny... śliczna historia pięknej milości.
Mam na nią ochotę, ale póki co muszę nabyć jakiś audiobook na jazdy rowerem.Anonymous - Pon 12 Gru, 2011 20:19 Milenaj polecam. Właśnie zamknęłam ksiażkę, otarłam lzy z policzków. Przepiękna książka nie przegadana. Po prostu piękna... tylko pozazdrościć takiego życia...migotka - Śro 14 Gru, 2011 12:51 http://slowemmalowane.blo...ne-aspekty.html
Jakub Petri, Estetyczne aspekty japońskiej przestrzeni miejskiej.milenaj - Czw 15 Gru, 2011 19:43 Czytałyście może cykl o Flavii de Luce? Zastanawiam się nad pierwszym tomem.Anonymous - Czw 15 Gru, 2011 20:10 Niestety tu ja nie pomogę, teraz czytam Szymusia na przemian z orzecznictwem sądów hiszpańskich...Iza_Jesienna - Czw 15 Gru, 2011 21:45
lady_kasiek napisał/a:
Moje wrażenia z lektury "Emancypacji Mary Bennet"
Cytat:
Nie ma osoby chyba, która nie znałaby Jane Austen „Duma i uprzedzenie” jest legendą literatury, kolejne pokolenia kobiet, dziewcząt zakochują się w panu Darcy`m, śledzą losy jego i Lizzy i pewnie usychają z ciekawości jak ułożyło się bajkowe życie w Pemberley. Ja wprawdzie od pana Darcy`ego zawsze wolałam pułkownika Brandona, ale ekranizacje Dumy i uprzedzenia lubię oglądać i jakieś uczucia wciąż we mnie to wzbudza, tak jak i lektura… Zawsze było mi żal Mary, którą autorka potraktowała bardzo niesprawiedliwie, dziewczyna jest wyśmiewana, nikt jej nie ceni, nie ma szans na szczęście. Jakież było moje zadowolenie gdy usłyszałam o kontynuacji, która ma skupić się właśnie na osobie tej dziwnej siostry Bennet. Jestem uprzedzona jeśli chodzi o kontynuacje, czytałam kilka takich tworów i to nigdy nie było nic dobrego… dlatego rok wytrzymałam bez zakupu tej książki, ale w sobotę już pękłam. W pociągu zaczęłam czytać i wsiąkłam… nie wiem dlaczego bo książka jest fatalna, jako kontynuacja, bądź co bądź bardzo dobrej książki, jest po prostu poniżej krytyki. Nie wiem jak autorka, która napisała tak ładne „Ptaki ciernistych krzewów” mogła stworzyć coś tak oderwanego od realiów.
Od zakończenia akcji Dumy i uprzedzenia minęło 20 lat, Jane, Lizzy i Kitty oraz Lydia mają swoich mężów, Kitty wprawdzie owdowiała, ale każda z dziewcząt lepiej, lub gorzej(Lidia) ułożyły sobie życie, tylko Mary w pewien sposób zmuszona została do zajęcia się swoją specyficzną matką. Każdy pamięta panią Bennet, która była irytująca, ale na pewno nie zasłużyła na wszystkie epitety które spadają na jej głowę w tej książce, zwłaszcza po jej śmierci, bo tak zaczyna się ta książka, matka sióstr Bennet umiera i to jest impuls który sprawi że życie Mary się zmieni, Mary która nie jest tak denerwująca, brzydka i odpychająca, oczywiście wszystko się zmieniło, urodą nie ustępuje swojej pięknej siostrze Lizzy jest kobietą błyskotliwą, oczytaną… autorka postąpiła w sposób niedopuszczalny zmieniła każdą postać Austenowskiego pierwowzoru. Jeśli myślicie, ze spotkacie na kartach książki dumnego, ale czarującego Fitzwilliama to się mylicie, jego miejsce zajął bucowaty Fitz, w książce nie występuje pod innym imieniem. Lizzy jest sfrustrowaną mężatką, krzywdzoną przez męża, Jane to rozpłodowa klacz stajni Bingleyów, wiecznie w ciąży i wiecznie zapłakana, Lydia to alkoholiczka i nimfomanka. A Charles Bingley na kartach książki jest gościem, bo bawi w koloniach zabawiając się z kochanką…
Książkę połknęłam, bo czyta się ją lekko, bez przymusu czy uczucia obrzydzenia, a gdy zapomni się, że należy to przystawić do oryginału to lektura jest znośna, chociaż oderwana w moim mniemaniu nie tylko od pierwowzoru, ale także od realiów epoki, autorka dała się poznać jako pisarka która porusza bez skrępowania tematy uważane w danej epoce za tabu, ale moim zdaniem tutaj przesadziła. Akcja książki dzieje się około roku 1815 a bohaterki są tak wyemancypowane, że i sto lat później będzie to jeszcze ekstrawagancja, Austen w grobie się przewraca widząc co zrobiono z jej bohaterami.
Dobrze odpoczywało mi się przy lekturze, nie wymagała ode mnie stałego skupienia na książce, myśli mogły bujać swobodnie i mimo, że wiadomo że będzie jakiś spektakularny happy end aż takiej formy się nie spodziewałam, mimo wszystko nie potrafię powiedzieć co mi się podobało w tej książce aż tak, że nie żałuję ani czasu, ani pieniędzy. Po prostu mimo, że obiektywnie książka jest słaba, czyta się ją dobrze. Przynajmniej ja miałam takie odczucia.
Czytam czytam i oczki mi rosną po każdym zdaniu...
Jak można tak wszystko dokumentnie spartaczyć? Mogło przecież wyjść całkiem przyjemnie, a przynajmniej znośnie. Mary Bennett rzeczywiście była intrygującą postacią, bardzo zaniedbaną przez Austen i pozostawiającą dość duże pole do popisu. Robienie z niej na siłę pięknej i błyskotliwej, drugiej Lizzy Bennett to zwykłe pójście na łatwiznę. Nie mogę zrozumieć, dlaczego autorka nie napisała po prostu osobnej powieści? Dlaczego musiała te swoje wypociny podczepiać pod Jane Austen?
Po prostu musiałam wylać swoją frustrację Admete - Czw 15 Gru, 2011 21:50 Milenaj i jak dalsze wrażenia z nowej ksiązki Reverte?milenaj - Czw 15 Gru, 2011 22:07 Póki co jestem na 1/3 książki. Wielowątkowa, podejrzewam, że wszystkie zejdą się w finale. Czyta się z przyjemnością. Ciekawe postacie, ciekawa historia, ale naprawdę fajne jest też tło. Kadyks w czsie wojen napoleońskich opisany jest tak, że po prostu ma się miasto przed oczami. Różne warstwy społeczne, różne postawy wobec wojny. Poczucie końca pewnego porządku.
I łącząca wszystko zagadka kryminalna. Jeśli komuś podobały się poprzednie ksiązki Reverte, to też powinna przypaść do gustu.Admete - Czw 15 Gru, 2011 22:11 Myślę, że kupię, ale dopiero w styczniu. Przed świętami nie ma kasy na prezenty dla samego siebie milenaj - Czw 15 Gru, 2011 22:13 Ja kupiłam zaraz po wyjściu, korzystając z tego, że akurat miałam pieniądze.
Reverte kupuję w ciemno. Nie zapałałam tylko jakoś sympatią do Alatriste, co mnie trochę zdziwiło, bo Dumasa lubię.Fibula - Pią 16 Gru, 2011 00:01
milenaj napisał/a:
Reverte kupuję w ciemno. Nie zapałałam tylko jakoś sympatią do Alatriste, co mnie trochę zdziwiło, bo Dumasa lubię.
To ja mam odwrotnie: czytałam kilka jego powieści, ale tylko Alatriste polubiłam, choć przyznaję, że jest specyficzny.