Aktorzy austenowscy - Colin Firth
Caitriona - Wto 24 Lip, 2007 14:12
Niania jest bardzo sympatycznym filmem I Colin taki ciutkę gapowaty w nim mi się wydaje
Dziennik bardzo lubię i co jakiś czas sobie odświezam, a szczególnie sceny z urodzin Bridget i bójkę
Obejrzałam sobie dziś Czarną Żmiję: Tam i z powrotem. Lubię tę serię, a tu dodatkowo w malusieńkim epizodzie wystepował właśnie Colin; grał Shakespeare'a:
Marija - Wto 24 Lip, 2007 14:20
| Caitriona napisał/a: | Dziennik bardzo lubię i co jakiś czas sobie odświezam, a szczególnie sceny z urodzin Bridget i bójkę | Taaa, bójka wygląda bardzo autentycznie: ja bym też takie zamachy brała, jakby co .
Tylko ta Bridget - o nią się bić?
trifle - Wto 24 Lip, 2007 15:09
| Nimloth napisał/a: | Z tego co pamiętam, Bridget Ci się podobała zanim obejrzałaś "Dumę", więc tym samym zanim naszła Cię typowa podumowa mania na Colina, więc chyba nie możesz zwalić winy na niego . |
No może i nie W książce jakoś nie mogłam zdzierżyć tych jej wszystkich wynurzeń, a tu mi się to fajnie ogląda, śmieszna jest Renee Myślę, że teraz wymieniły się trochę powody, dla których lubię ten film, ale ciągłość lubienia została zachowana
Ulka - Wto 24 Lip, 2007 20:50
| trifle napisał/a: | | Nimloth napisał/a: | Z tego co pamiętam, Bridget Ci się podobała zanim obejrzałaś "Dumę", więc tym samym zanim naszła Cię typowa podumowa mania na Colina, więc chyba nie możesz zwalić winy na niego . |
No może i nie W książce jakoś nie mogłam zdzierżyć tych jej wszystkich wynurzeń, a tu mi się to fajnie ogląda, śmieszna jest Renee Myślę, że teraz wymieniły się trochę powody, dla których lubię ten film, ale ciągłość lubienia została zachowana |
Nie podumowo ale colinowo - Colin sprawił, że Bridget Ci się podobała, tylko nie wiedziałaś czemu
Anonymous - Wto 24 Lip, 2007 20:58
Chyba nie (sorry, Trifle, że za Ciebie odpowiadam ), bo po Bridget Trifle pisała mi, że właściwie nie wie, czemu Mark Darcy budzi takie zachwyty, bo Colin przeciętny jest, wtedy kazałam jej obejrzeć Dumę i Trifle wpadła .
Ulka - Wto 24 Lip, 2007 22:00
a, chyba że tak no to rzeczywiście... - nie o Colina tu chodzi, absolutnie, tylko o Mr Darcyego
trifle - Wto 24 Lip, 2007 22:37
Taka prawda - kocham Colina jako pana Darcy'ego, a w innych rolach to już go najwyżej lubię
Gunia - Sob 28 Lip, 2007 14:41
| Caitriona napisał/a: | | Obejrzałam sobie dziś Czarną Żmiję: Tam i z powrotem. Lubię tę serię, a tu dodatkowo w malusieńkim epizodzie wystepował właśnie Colin; grał Shakespeare'a: |
Uwielbiam "Czarną żmiję". Tego niestety nie widziałam. Muszę poszukać.
kikita - Czw 02 Sie, 2007 23:33
Właśnie o to chodzi.Przez sentyment chyba widzę Colina jako Darcyego i nawet teraz wydaje mi sie przystojny. Na zawsze pozostanie "moim" Darcym.
A chyba wolę aby sie starzał z godnością niż na siłę robil z siebie "młodzika".Zreszta co tu ukrywać też byłam kiedyś zgrabna,młoda,piękna i mądra.
Teraz już jestem tylko mądra a i to minie z pierwszymi objawami sklerozy. I cóż mi pozostanie?A no"Duma i uprzedzenie"Ot co!
Anonymous - Pią 03 Sie, 2007 13:12
A mnie nie obchodzi, że Colin, jak to mówicie, brzydko się starzeje, ważne, że jest świetnym aktorem. I już .
Anonymous - Pią 03 Sie, 2007 15:07
ale zaczełyśmy od kwestii przystojności, a nie talentu
Anonymous - Pią 03 Sie, 2007 15:57
Ale czy kwestia przystojności wchodzi w drogę, gdy jest talent? . Na mnie osobiście Colin nie robił wrażenia, póki nie zobaczyłam, że naprawdę potrafi świetnie grać. Gdyby grał Darcy'ego jak Macfadyen, to miałabym o nim taką opinię jak o Macfadyenie i to, że jest przystojny dużo by nie dało .
Anonymous - Pią 03 Sie, 2007 18:58
Oczywiscie, że wchodzi w grę. Talent talentem, a przyjemnosc wizualna - przyjemnoscią wizualna.
Ja przez dłuższy czas uważałam Colina za stosunkowo marnego aktora jednej roli - zarył się w Darcy'ego i tak mu zostało na długo. Nawet mi sie nie podobał. Ale oglądałam - ze względu na Was (jeszcze stary sztab z forum Kazika) i bardzo mile mi sie kojarzył.
Nawet w BJ był dla mnie bezbarwny. Dopiero po niani stwierdziłam, że facet bywa uroczy i coś można z niego wyłuskać - tam zdecydowanie mi się podobał.
Ale godzina świni - młody był i poza niemal przystojnością i fragmentem tyłeczka - zbyt wiele nie pokazała
Stąd mój komentarz, że film fajny, a Colin niemal przystojny. Ale utalentowany? Zdecydowanie nie.
Anonymous - Sob 04 Sie, 2007 19:15
To kto wg Ciebie ma talent? (i odrzućmy może od razu aktorów takich jak np Anthony Hopkins, którego talent jest bezsporny jak przypuszczam)
Anonymous - Sob 04 Sie, 2007 21:41
Biorac pod uwage kogos zblizonego wiekiem, ot pierwszy z brzegu - Pierce Brosnan.
Widzialam go w róznych rolach. Jako romantycznego i kochającego Rory'ego O'Maniona, komediowego detektywa Remingtona Steela, szlachetnego Filiasa Fogga (aczkolwiek to była jedna z łatwiejszych ról), czy zparodiowac własną kreację z Bonda (już nie pamiętam tytułu filmu). Nawet w tak mało ambitnym filmie jak pozew o miłość potrafił zagrać arcymistrzowsko. Każda jego rola jest inna. Wnosi niedbały wdziek, nie musi niczego mówić, wystarczy, że uniesie brew, czy sie usmiechnie - przeistacza się w przystojnego łobuziakia, czasem ofermowatego, czasem spryciarza. Jako zarośnięty Taffin również wszystkich przekona. No i Rory
Ogladałam wiele filmów z Colinem (20 tytułów chyba są niezłym źródłem porównania). Niemal wszędzie miał identyczną twarz, mimike i grę. Jedynie inne imiona postaci były rózne.
lizzzi - Pon 06 Sie, 2007 10:49
| AineNiRigani napisał/a: | | Colina lubie, ale aktor z niego raczej marny. |
No, tak zgadzam się z Tobą. Przystojny, ładna buzia. Też go lubię, tzn. lubię na niego popatrzeć i tyle. Po prostu szalenie mi sie podoba jako facet. Aktorem jest dość przeciętnym. Jedno co mu sie udało, to Darcy w "Dumie...
Ostatnio odnowiłam "Dziennik Bridget Jones", bo kupiłam sobie z Galą. Kupiłam właściwie dla niego, ale po obejrzewniu już po raz któryś, dochodzę do wniosku, że Colin jest drewniany, a sceny z pocałunkami w jego wykonaniu to dramat.
soph - Pon 06 Sie, 2007 19:35
| AineNiRigani napisał/a: | Mnie się nawet niespecjalnie jako facet podoba (za wyjątkiem Valmonta. Jenyściewy - na jego widok w tym filmie noremalnie ściągam majtki przez głowę. W ogóle uwazam, ze to jego najlepiej zagrana rola jest). | Też uważam tę jego rolę za niezłą, ale jeśli zestawi się ją z rolą Malcovicha - a takie skojarzenie nasuwa się, niestety, automatycznie - to trudno się zachwycać i filmem, i kreacją. Nie uważam Colina za aktorskiego geniusza, ale przyznaję, że większość filmów z Nim obejrzałam z przyjemnością. Najbliższą memu sercu kreację stworzył jednak w "Dumie i uprzedzeniu". To zresztą chyba moja najulubieńsza ekranizacja książki Jane Austen (albo 1 z dwóch najulubieńszych .
Anonymous - Pon 06 Sie, 2007 23:55
Nie lubię ani Malcovitza, ani tej wersji. Mimo, że wierniejsza. Colin dał Valmontowi filuterność i chłopięcy czar - jako jedynej postaci w swym dorobku. John był oblesny i stary...
Nie przekonała mnie ta ekranizacja...
soph - Wto 07 Sie, 2007 00:39
De gustibus... Fizycznie John mi się również nie podoba, ale w tej roli był porywający. Wierność adaptacji wobec książkowego oryginału (lub jej brak) nie jest dla mnie najważniejszym kryterium oceny, ale zakończenie "Valmonta" było dla mnie w swoim przesadzonym optymizmie nie do przyjęcia. Uwielbiam relację, jaką John buduje z Markizą - oparta na specyficznej wspólnocie egoizmu i cynizmu zagłuszającego skutecznie głód emocjonalny. W "Valmoncie" aktorsko podobała mi się tylko Anette Benning.
Trzykrotka - Wto 07 Sie, 2007 12:09
| lizzzi napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | Colina lubie, ale aktor z niego raczej marny. |
No, tak zgadzam się z Tobą. Przystojny, ładna buzia. Też go lubię, tzn. lubię na niego popatrzeć i tyle. Po prostu szalenie mi sie podoba jako facet. Aktorem jest dość przeciętnym. Jedno co mu sie udało, to Darcy w "Dumie...
|
Będę się bić o aktorski honor Colina (mogę być jego OzU, obrończynią z urzędu , bo kiedyś naprawdę go wielbiłam). To JEST naprawdę bardzo dobry aktor, tylko dość jednostajnie obsadzany. Jego role są pogłębione i wielowarstwowe. Można za nim nie przepadać, ale nie można mu odbierać zdolności! Nie ma czegoś takiego, jak rola, która się "udała" miernemu aktorzynie, nie rola Darcy'ego. Ktoś marny nie wydobędzie z danego niełatwego materiału tego wszystkiego, co wydobył Colin. Teraz to wydaje się oczywiste, ale przed nim każdy Darcy był po prostu sztywniakiem bez odrobiny życia.
A jego Vermeer w Dziewczynie z perłą? A Godzina świni? A ten jego obleśny, leniwy fan Arsenalu w Fever Pitch? Ja uważałam zawsze, ze ma przeciętną urodę, ale aktorski power za to - nieprzeciętny.
Trzykrotka - Wto 07 Sie, 2007 12:09
| lizzzi napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | Colina lubie, ale aktor z niego raczej marny. |
No, tak zgadzam się z Tobą. Przystojny, ładna buzia. Też go lubię, tzn. lubię na niego popatrzeć i tyle. Po prostu szalenie mi sie podoba jako facet. Aktorem jest dość przeciętnym. Jedno co mu sie udało, to Darcy w "Dumie...
|
Będę się bić o aktorski honor Colina (mogę być jego OzU, obrończynią z urzędu , bo kiedyś naprawdę go wielbiłam). To JEST naprawdę bardzo dobry aktor, tylko dość jednostajnie obsadzany. Jego role są pogłębione i wielowarstwowe. Można za nim nie przepadać, ale nie można mu odbierać zdolności! Nie ma czegoś takiego, jak rola, która się "udała" miernemu aktorzynie, nie rola Darcy'ego. Ktoś marny nie wydobędzie z danego niełatwego materiału tego wszystkiego, co wydobył Colin. Teraz to wydaje się oczywiste, ale przed nim każdy Darcy był po prostu sztywniakiem bez odrobiny życia.
A jego Vermeer w Dziewczynie z perłą? A Godzina świni? A ten jego obleśny, leniwy fan Arsenalu w Fever Pitch? Ja uważałam zawsze, ze ma przeciętną urodę, ale aktorski power za to - nieprzeciętny.
kikita - Wto 07 Sie, 2007 15:26
Ostatnio odnowiłam "Dziennik Bridget Jones", bo kupiłam sobie z Galą. Kupiłam właściwie dla niego, ale po obejrzewniu już po raz któryś, dochodzę do wniosku, że Colin jest drewniany, a sceny z pocałunkami w jego wykonaniu to dramat.[/quote]
W takim razie chcę zakosztować tego"dramatu".Colin jako mężczyzna jest świetny i mówcie sobie co chcecie.Owszem czas dał mu sie we znaki,ale i tak jest kochany .Nie jest przesłodzonym lalusiem tkniętym skalpelem chirurga.Jest naturalny i o to chodzi.
Chirurgia robi cuda i co z tego.Owszem policzki gładziutkie,oczko bez zmarszczek mimicznych a w domu siedzi taki przed telewizorem i leczy lumbago.Sam wizaż to nie wszystko.Trzeba mieć naturalny styl i wdzięk a tego Colinowi nikt nie odbierze.
Trzykrotko-jestem z Tobą.
soph - Wto 07 Sie, 2007 15:58
[/quote] To JEST naprawdę bardzo dobry aktor, tylko dość jednostajnie obsadzany. Jego role są pogłębione i wielowarstwowe. Można za nim nie przepadać, ale nie można mu odbierać zdolności! Nie ma czegoś takiego, jak rola, która się "udała" miernemu aktorzynie, nie rola Darcy'ego. Ktoś marny nie wydobędzie z danego niełatwego materiału tego wszystkiego, co wydobył Colin. Teraz to wydaje się oczywiste, ale przed nim każdy Darcy był po prostu sztywniakiem bez odrobiny życia.[/quote]
Z tym muszę się zgodzić - uwielbiam wersję serialową m.in. za jego fenomenalną rolę. Nie odmawiam Mu talentu, przy "Valmoncie" zawinił głównie reżyser i scenarzysta w jednej osobie .
lizzzi - Wto 07 Sie, 2007 18:40
| kikita napisał/a: | | Ostatnio odnowiłam "Dziennik Bridget Jones", bo kupiłam sobie z Galą. Kupiłam właściwie dla niego, ale po obejrzewniu już po raz któryś, dochodzę do wniosku, że Colin jest drewniany, a sceny z pocałunkami w jego wykonaniu to dramat. |
[quote="kikita"W takim razie chcę zakosztować tego"dramatu".[/quote]
Tego "dramatu" może jedynie naprawdę zakosztować jego żona. Dla innych kobiet raczej jest nie osiągalny
Trzykrotka - Wto 07 Sie, 2007 18:52
E tam, Colin do takich niezłomnych i wiernych mężów nie należał do czasu, więc kto wie? Kto wie? Ja nie mam nic do scen pocałunkowych w jego wykonaniu. Uważam, ze ta z BJ części pierwszej była całkiem gorąca i estetyczna na dodatek
|
|
|