Ekranizacje - Dwie nowe ekranizacje "Lalki" (2026)
annmichelle - Wczoraj 19:07
Serialu nie oglądałam, więc się o nim nie wypowiadam, natomiast sporą frajdę mam przy czytaniu opinii "za" i "przeciw". Naprawdę idzie na ostro.
Są też opinie merytoryczne i te najbardziej lubię, ale w większości to jest typowy shitstorm.
Dotychczas znałam coś takiego w ocenach filmów-blockbusterów (najlepszy przykład to "Gwiezdne wojny"), a tu netfliksowy serial wzbudza w nas Polakach takie skrajne emocje.
Aż zaczynam podejrzewać, że to jakaś promocja serialu - czym więcej szumu tym lepiej.
Tamara - Wczoraj 19:27
Nie sądzę, naprawdę może budzić skrajne emocje, ale póki się nie obejrzy, nie da się zająć stanowiska, bo ejst całkowicie zaskakujący. I koniecznie trzeba zapomnieć o powieści, żeby nie być rozczarowaną, że to nie ekranizacja a całkiem odrębny twór.
annmichelle - Wczoraj 19:50
| Tamara napisał/a: | | I koniecznie trzeba zapomnieć o powieści, żeby nie być rozczarowaną, że to nie ekranizacja a całkiem odrębny twór. |
Sorry, ale takich argumentów używają wielbiciele np. DiU 2005, Wiedźmina czy Hobbita.
Nie rozumiem więc dlaczego odstępstwa w DiU 2005 były piętnowane i wyśmiewane, a odstępstwa w "Lalce" (które zdają się jeszcze większe) argumentuje się jako wizję artystyczną, reinterpretację, nowe spojrzenie, ukazanie współczesnych problemów samotności w XIX-stowiecznej scenerii (tak powiedziała aktorka grająca Łęcką).
Dlaczego w DiU było to "beee" a tu jest "cacy"?
Nie potrafię "zapomnieć o powieści" oglądając film/serial noszący jej tytuł.
Nie oczekuję przecież wiernej ekranizacji 1:1, chodzi o wykorzystanie tytułu, które zobowiązuje jeśli nie jest podyktowane czystą komercją lub chęcią wprowadzenia potencjalnego widza w błąd.
Nie będę kruszyć kopii, bo nie o to tu chodzi, "kto ma rację".
Chodzi mi o podstawę: bierzesz tytuł, nazwiska bohaterów, główną oś powieści - ok, masz do tego prawo.
Gdy jednak zmieniasz to wszystko i np. z cnotliwej dziewicy robisz prostytutkę (lub odwrotnie), z czarnego charakteru - anioła, zmeiniasz główne wątki całkowicie je "redefiniując", jak to dziś zgrabnie się nazywa - to rozumiem, że ludzie mogą mieć pytania "ale co to jest?".
Admete - Wczoraj 21:20
| Cytat: | | Doprecyzuję moją wypowiedź: we "Władcy Pierścieni" jakakolwiek niezgodność historyczna nie jest niezgodnością historyczną, bo jest to zmyślony świat. |
Ale jaka zgodność historyczna miałaby być w utworze stanowiącym próbę odtworzenia "mitologii dla Anglii"? Czepiam się wiem, ale jak mnie Prus nie obchodzi, to Tolkien tak. Annamichell powinnaś obejrzeć choć fragment serialu. Widziałam półtora odcinka i coś tam przewinęłam. Dla mnie to nudne, ale jestem wyjątkiem, bo prawie wszystkie filmy i seriale są mniej lub bardziej nudne. Dotarłam do etapu, gdy już wszystko widziałam, co miałam zobaczyć, więcej nie potrzebuję.
annmichelle - Wczoraj 21:45
| Admete napisał/a: | | Cytat: | | Doprecyzuję moją wypowiedź: we "Władcy Pierścieni" jakakolwiek niezgodność historyczna nie jest niezgodnością historyczną, bo jest to zmyślony świat. |
Ale jaka zgodność historyczna miałaby być w utworze stanowiącym próbę odtworzenia "mitologii dla Anglii"? |
No właśnie żadna.
Dlatego bawiły mnie swego czasu dyskusje, dlaczego to we WP używają niewłaściwego miecza lub w "Grze o tron" nie zgadzały się ludziom statki czy rodzaje broni lub strojów.
Nie zgadzały z czym? To wymyślone światy, tak jak Gwiezdne wojny.
Czepianie się w takich filmach "zgodności historycznej" jest dla mnie dziwne, po prostu.
Co do serialu Netflixa to tak jak pisałam - kiedyś pewnie obejrzę, ale nie teraz.
Tamara - Wczoraj 23:18
| annmichelle napisał/a: | | Nie rozumiem więc dlaczego odstępstwa w DiU 2005 były piętnowane i wyśmiewane, a odstępstwa w "Lalce" (które zdają się jeszcze większe) argumentuje się jako wizję artystyczną, reinterpretację, nowe spojrzenie, ukazanie współczesnych problemów samotności w XIX-stowiecznej scenerii (tak powiedziała aktorka grająca Łęcką). |
Dlatego, że DiU miała być ekranizacją , a tutaj jest film na motywach, z zaznaczeniem, że nie jest ekranizacją. DiU miała być przeniesieniem książki na ekran, a serial jest opowieścią osnutą na kanwie kilku wątków z powieści i nie widzę w tym nic złego. Najlepiej będzie jeżeli obejrzysz i wyrobisz sobie własne zdanie.
O zapomnieniu o powieści mówię w kontekście odbioru - żeby nie oczekiwać ekranizacji i nie doszukiwać się odstępstw. Wtedy jest to naprawdę dobry film. Zresztą - bo ja wiem, może to jest kwestia upodobania do specyficznego rodzaju odjechanych filmów, gdzie nic do siebie pozornie nie pasuje, a akcja rozgrywa się nie dość że w krzywym zwierciadle, to jeszcze w zupełnie inny sposób niż mozna by oczekiwać.
|
|
|