To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 10:24

Sofijufka napisał/a:
Maryann'ku - tłumacz pana Darcyjak najszybciej - ja się popłakałam z pana Benneta [polubiłam go!], a już Bingley w noc poślubną :rotfl:
Za to Darcy :serce:
ady Catherine :bejsbol:
A pułkownik Fitzwilliam :pociesz:
Już autorce daruję: chickens have become agitated by the activity in the house and have universally stopped laying."

Właśnie skończyłam czytać i biorę się do roboty.
Ooooch miałaś rację ! Papa Bennet jest boski ! I Bingley
Co do reszty... :serduszkate:
Tylko nie wiem, czy się całkiem bez nożyczek obejdzie...

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 10:29

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
A kto niby wziąłby później na siebie efekty "zachwytu" uwielbionej protektorki ?

No kto, wiadomo, że Charlotta, żony zawsze płacą za głupotę mężów.

No jasne... :? I to ma być kochający mąż ?
Alison napisał/a:
I how dare you wątpić w łomantyczne serce pastora?! Gdyby nie był łomantyczny myslisz, że mialby tyle serca dla ogrodu i pszczółek? Maryannek! Ty jakis niespostrzegawczy się zrobiłeś!

E, tam romantyczne serce... Do ogrodu to go nieszczęsna małżonka wysłała, żeby mieć choć chwilę oddechu od jego kazań. Jakby był romantyczny, to by się wcześniej bez wzajemności w milady zakochał... :mrgreen:

Alison napisał/a:
A ja mam głupawkę karaibsko-indyjską, bo zaraz wychodzę do dentysty i się okaże, czy dalej dentysta czy chirurg. I w dodatku nie ma mojego pana, tylko jakaś pani go zastępuje, buuuuuuuuuuuuuuu :cry2:

Ojej... :przytul: Nienawidzę dentysty !

Marta - Pią 11 Sty, 2008 10:49

Alison napisał/a:
bo zaraz wychodzę do dentysty i się okaże, czy dalej dentysta czy chirurg

Matulu, jam dziecię Twoje nawet w takich sprawach... Właśnie się w wątku zdrowotnym "chwaliłam" że jestem do chirurga na usunięcie ósemki umówiona i jak mnie strach portkami trzęsie... :shock:

izek - Pią 11 Sty, 2008 11:49

Marija napisał/a:
"Moja droga Charlotto, piszę do Ciebie z trudem, bo artretyzm mnie strasznie łamie i oczy już nie te. Mija już pięć lat, od kiedy mąż mój wypłynął z Portsmouth na okręcie Królewskiej Marynarki, żeby było szybciej, poszukując swej nieszczęsnej siostry...A trzeba Ci przypomnieć, bo może z powodu starości już zapomniałaś, że przez długich dwadzieścia lat nie wiedzieliśmy, w którą stronę się obrócić z poszukiwaniami"


oj Marijko, :rotfl: tak się śmiałam, że aż moje dziecię zdezorientowane patrzyło jak na, nie powiem, waryjatkę cy cóś :rumieniec:

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 11:57

Maryann napisał/a:

Właśnie skończyłam czytać i biorę się do roboty.
Ooooch miałaś rację ! Papa Bennet jest boski ! I Bingley [Co do reszty... :serduszkate:
Tylko nie wiem, czy się całkiem bez nożyczek obejdzie...

Iiii - tam nie ma co wycinać, moim zdaniem: kilka metrów prześcieradła lub metr koszuli?
Spoiler:
A ta Lizzie puk, puk. Nooo chciałabym zobaczyć minę wiadomo-kogo :mrgreen: I to porównywanie, która z panien młodych miała lepiej... I zalecienia pani Bennet w stylu: rób, jak mówię, a nie jak robię

Nie uważasz, że autorka dobrze "złapała" styl JA?

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 11:59

Marta napisał/a:
Alison napisał/a:
bo zaraz wychodzę do dentysty i się okaże, czy dalej dentysta czy chirurg

Matulu, jam dziecię Twoje nawet w takich sprawach... Właśnie się w wątku zdrowotnym "chwaliłam" że jestem do chirurga na usunięcie ósemki umówiona i jak mnie strach portkami trzęsie... :shock:
\
Iiii - to sama przyjemność, jeszcze w wykonaniu chirurga! Jak mi 8. usunęłi to pognałam na egzamin z filizofii i nawet tróję z Kanta [którego nienawidzię :uzi: ] dostałam...

Anonymous - Pią 11 Sty, 2008 12:00

a fe wstydźcie się.
wielebnego pastora wyśmiewać.
Wiarołomne heretyczki :nudelkula1_zolta:

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 12:04

lady_kasiek napisał/a:
a fe wstydźcie się.
wielebnego pastora wyśmiewać.
Wiarołomne heretyczki :nudelkula1_zolta:

:confused3: Toz go nie obrzucamy wyzwiskami ani kamieniami, tylko subtelnie - jak Damom przystoi - obśmiewamy. Odrobinę.

Marta - Pią 11 Sty, 2008 12:21

Sofijufka napisał/a:
Iiii - to sama przyjemność

No nie wiem, czy w moim wypadku, bo to dość skomplikowany przypadek ta akurat ósemka... :rumieniec:

Sofijufka napisał/a:
jak Damom przystoi - obśmiewamy.

Myślę ponadto, że ten sposób Dam jest na tyle subtelny, że wielebny chyba by nawet nie zrozumiał, że to podśmiechuchy są, poczciwiec... :roll: :wink:

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 12:29

No to Marto :pociesz: i :trzyma_kciuki:
Maryann - Pią 11 Sty, 2008 12:58

Sofijufka napisał/a:
Nie uważasz, że autorka dobrze "złapała" styl JA?

Uważam, jak najbardziej. :wink:
Spoiler:
Ja raczej oświecone rady jej wysokości miałam na myśli...

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 13:04

Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Nie uważasz, że autorka dobrze "złapała" styl JA?

Uważam, jak najbardziej. :wink:
Spoiler:
Ja raczej oświecone rady jej wysokości miałam na myśli...
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Alison - Pią 11 Sty, 2008 13:05

Lizzy po złożeniu listu napisanego do siostry, właśnie rozgrzewała laskę laku nad świecą, kiedy usłyszała za plecami energiczne pukanie.
- Tak? Proszę! - zawołała zdziwiona.
Przez uchylone drzwi wsunęła się do środka głowa Darcy'ego. Był ubrany w ciepły surdut, w ręku miał rękawiczki i kapelusz.
- Lizzy, przeszkadzam ci?
- Nie, nie, skąd! - uśmiechnęła się szeroko do męża. - Pisałam do Jane.
- Już za nią tęsknisz? - zapytał, śmiejąc się serdecznie - Może masz ochotę na spacer? Pokazałbym ci moje ulubione miejsca w okolicy.
- To cudownie! - Lizzy zerwała się, niemal natychmiast gotowa wybiec na przechadzkę.
- Zaraz, zaraz - pohamował ją mąż - Dziś mamy słoneczny, ale dość chłodny poranek, więc musisz się ciepło ubrać. Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia z rządcą. Ty się w tym czasie spokojnie przygotuj, a ja zrobię co trzeba, potem wypuszczę Trafalgara, bo bestia stęskniona jest porządnego wybiegu i bedę czekał na ciebie przy stajniach.
- Dobrze! Wspaniale, zaraz będę gotowa.
Darcy uśmiechnął się, po czym nagle spoważniał i zrobił niezadowolona minę, mówiąc gderliwie - Czy ja się mylę, czy moja żona nawet nie raczyła mnie dziś pocałować na dzien dobry?
Lizzy westchnęła znacząco, a potem opanowując z całych sił łobuzerski uśmiech, podeszła do męża, celowo się ociągając i rzekła powoli - Chyba jednak się mylisz, więc twoje obecne oczekiwania świadczą o sporej skłonności do przesady, mój mężu - nagle podskoczyła, zarzuciła mu ręce na szyję, ucałowała w policzek i ze śmiechem uciekła w stronę gotowalni, wyrywając się z jego ramion, usiłujących ją powstrzymać.
- Szelma... - syknął Darcy oddychając głęboko [bardziej pasowałoby, żeby podkręcił sumiastego wąsa, ale on wszak gładkolicy jest] :wink:

No to było tytułem wstępu, a teraz proszę opisać spacer ze psem Trafalgarem po Pemberly'ańskich bezdrożach :wink:

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 14:57

Sofijufka napisał/a:
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

What does it mean, my dear ? Podzielasz moje duszne rozterki, czy nie ? :mrgreen:
Spoiler:
mam poza tym niejakie podejrzenia, że opis okoliczności ceremonii ślubnej może nasze damy o niezłą głupawkę przyprawić...

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 15:02

Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

What does it mean ? Podzielasz moje duszne rozterki, czy nie ? :mrgreen:

Kiedy te raday są taaaakie cudowne i w stylu epoki :mrgreen:
Od razu mi się przypomniałą sytuacja z jednej Amadny Quick. Tam świeża mężatka zaraz po ceremonii dowiaduje się, żę małżonek poslubił ją dla jej posagu. W dodatku informuje ją o tym eks-ukochana męża, piękna i zawsze nienagannie się zachowująca. I cnotliwa. Na domiar złego radzi, żeby jednak była miła dla małżonka, bo inaczej: pomyśl, jak JEMU będzie trudno wypełnić swój obowiązek w łożu :thud:
A g*****a? Śmiech to zdrowie!!!!

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 15:12


Sofijufka napisał/a:
Kiedy te raday są taaaakie cudowne i w stylu epoki :mrgreen:

No wieeem... :wink:

Gunia - Pią 11 Sty, 2008 15:12

izek napisał/a:
Marija napisał/a:
To jaki ten koń ma być: biały, gniady czy łaciaty? A może by koń kopnął skutecznie...a kogo? to już zapomniałam, kogo miał kopnąć .


A może być izabelowaty? Czy angielskie konie były też takiej maści?
A co do kopania to może Karolcia Bingley jest dobrą amazonką i tak dogryzała naszej piechurce, że ta postanowiła ambitnie nauczyć się jeździć. Przy jednej z lekcji Karolcia była obecna i tak ją rozbawiły popisy Lizzy, że ze śmiechu spadła z konia :roll: Oczywiście nic się jej nie stało...

Jestem za. To zawsze była moja ulubiona maść konia (Ali coś o tym wie ;) ), poza tym jest w sam raz dla damy. :D
Marija napisał/a:
(choć ze zdziwieniem stwierdzam, że im hojniej nimi szafuję, tym więcej jeszcze mogę ich rozdawać – czyż nie jest to oznaka wielkiego, bardzo wielkiego szczęścia??)

O, to jest dobre! :oklaski:
Alison napisał/a:
(...)Temczasem Georgiana, ruszy w przeciwną stronę, z maleńkim płaczącym, zawiniątkiem i przez Krym trafi na Ukrainę, gdzie przygarnie ją piękny niczym Adonis, szalony szlachcic polski, Andrzej Wołkoński. Miłość to będzie po grób, bo on zginie w najbliższym czasowo powstaniu (nie wiem, które by to być mogło, chyba już trzecie śląskie, ale nic to). Nie mam pojęcia co w tym czasie robiłaby Lizzy, pewnie pisała listy do Charlotty, więc Maryś, dawaj, skoro tak leży ci epistolografia :wink:

Na tym etapie normalnie skonałam ze śmiechu. Nie wiem, po jakim rodzaju środków odurzających ma się takie pomysły, ale zazdroszczę. :rotfl: :rotfl: :rotfl:
lady_kasiek napisał/a:
Wiarołomne heretyczki :nudelkula1_zolta:

Dzisiaj u mnie kolęda, to wspomnę o modlitwie za Was. :lol:
Alison napisał/a:
Był ubrany w ciepły surdut, w ręku miał rękawiczki i kapelusz.

A szalik, a szalik? :excited:

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 15:18

Gunia napisał/a:
Alison napisał/a:
Był ubrany w ciepły surdut, w ręku miał rękawiczki i kapelusz.

A szalik, a szalik? :excited:

Toż Fletcher owinął go krawatem po same uszy. Po co mu jeszcze szalik ? :mrgreen:

Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 15:19

Szalik mu nie potrzebny, wystarczy krawat [fular] a'la wodospad...
Alison - Pią 11 Sty, 2008 15:20

Gunia napisał/a:
Na tym etapie normalnie skonałam ze śmiechu. Nie wiem, po jakim rodzaju środków odurzających ma się takie pomysły, ale zazdroszczę. :rotfl: :rotfl: :rotfl:


Guniu!!! O co Ty Matkę posądzasz! Ja tylko herbatkę poranną wypiłam! :foch2:
Za to byłam tuz przed wizytą u dentysty. Stres zawsze wywołuje u mnie w głowie przyływ literacko-tffurczy :lol:

Gunia - Pią 11 Sty, 2008 15:21

Maryann napisał/a:
Gunia napisał/a:
Alison napisał/a:
Był ubrany w ciepły surdut, w ręku miał rękawiczki i kapelusz.

A szalik, a szalik? :excited:

Toż Fletcher owinął go krawatem po same uszy. Po co mu jeszcze szalik ? :mrgreen:

No jak to! A "czapka, szalik, rękawiczki"? :opad_szczeny:

Alison - Pią 11 Sty, 2008 15:22

Kobietki, a Wy tu nie spoilerujcie, nie konwersujcie w kąciku, jeno zakładajcie nowy wątek i fruu. A w tym to trzeba porządnie posprzątać, bo juz nie wiadomo o czym on jest. :roll:
A tu ma być NASZ FANFIK!!!

Alison - Pią 11 Sty, 2008 15:23

Gunia napisał/a:
Maryann napisał/a:
Gunia napisał/a:
Alison napisał/a:
Był ubrany w ciepły surdut, w ręku miał rękawiczki i kapelusz.

A szalik, a szalik? :excited:

Toż Fletcher owinął go krawatem po same uszy. Po co mu jeszcze szalik ? :mrgreen:

No jak to! A "czapka, szalik, rękawiczki"? :opad_szczeny:


Guniaszku, jego mama już nie żyła, a Lizzy jeszcze nie ma nawyku dbania o niego :wink:

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 15:29

Alison napisał/a:
Kobietki, a Wy tu nie spoilerujcie, nie konwersujcie w kąciku, jeno zakładajcie nowy wątek i fruu.

Kiedy, proszę Matki, te kowersacje to właśnie w temacie tego nowego wątku... Coby się co do strategicznych szczegółów upewnić. :wink:

Gunia - Pią 11 Sty, 2008 15:30

Alison napisał/a:
Gunia napisał/a:
Na tym etapie normalnie skonałam ze śmiechu. Nie wiem, po jakim rodzaju środków odurzających ma się takie pomysły, ale zazdroszczę. :rotfl: :rotfl: :rotfl:


Guniu!!! O co Ty Matkę posądzasz! Ja tylko herbatkę poranną wypiłam! :foch2:
Za to byłam tuz przed wizytą u dentysty. Stres zawsze wywołuje u mnie w głowie przyływ literacko-tffurczy :lol:

To przeznaczenie, bo najpierw chciałam zapytać jaki rodzaj herbaty, żeby po damowemu było. :lol:
A co to stresu, to coś w tym jest. Pisałam dzisiaj ten sprawdzian z chemii i tak się obkułam, że mi mózg odjęło - najpierw przez kupę czasu bilansowałam spalanie, żeby zauważyć, że mnie włączony intuicyjnie na prawo Murphy'ego alert nie kłamie, bo po zakończeniu pracy stwierdziłam, że mam zły wzór sumaryczny tego estra czy cośtam i całe zadanie jest źle. Potem po rozwiązaniu połowy sprawdzianu moja koleżanka z ławki mnie nieśmiało pyta, dlaczego ja mam te same przykłady co ona i okazało się, że robiłam złą grupę. :frustracja: Takiej histerii to dawno nie przeżyłam.
A w efekcie już pięć minut po sprawie dostałam takiej głupawki, że się od tej pory cały czas dziko śmieję. :lol:
Wniosek: nie kuć na sprawdzian, bo jak się ostatnim razem obkułam z dwudziestolecia międzywojennego, to umiałam najdrobniejsze daty typu "utworzenie międzynarodówki komunistycznej w ZSRR", a pomylił mi się Czarny Czwartek z puczem monachijskim. :frustracja:
P.S. Mógł się Fletcher skapnąć chociaż. :(



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group