Literatura - Proza i poezja - To czytamy - mole książkowe w akcji ;) Odsłona III
Agn - Pon 01 Maj, 2017 17:45
Widzę właśnie. Fajnie rozkłada problem, nie robi go jednostronnie, tylko pokazuje perspektywę kilku postaci. Jestem w stanie tę Sarę trochę zrozumieć, widzę jej historię - jej i Kate, jej miłość do córeczki i ogromną determinację, by ratować jej życie. Dochodzę jednak do wniosku, że ona przedłuża jej cierpienie w nieskończoność. A okropieństwo jej macierzyństwa polega na zlaniu pozostałej dwójki dzieci. Twierdzi, że obie córki kocha jednakowo - to nieprawda. Annę kocha, bo to jej bank organów zastępczych (najwyraźniej), manipuluje nią, nie słucha, nie przejmuje się za bardzo, że Anna ma prawo odmówić pociachania się na plasterki, ma prawo się bać i egoistycznie myśleć: "To moje ciało. Nikt nie ma prawa o nim decydować, tylko ja." Sara mówi innym, że są egoistami, ale to ona jest egocentryczna. A raczej Kateocentryczna i nie uznaje, że inni mogą mieć inny pogląd na tę sprawę. Jakim zdziwieniem były dla niej słowa jej męża, że powinni przestać. A Jessie? Sama Sara przyznaje, że nie pamięta, kiedy zrezygowała z wychowywania syna. Wszystko kręci się wokół Kate, zapominając o potrzebach pozostałych dzieci. Podoba mi się też postać Campbella (i już wiem, że nie obejrzę filmu na podstawie tej książki m.in. dlatego, że w książce to jest młody facet, po 30-tce, a w filmie gra go podstarzały Alec Baldwin), ciekawi mnie, po co mu tak naprawdę Sędzia, bo każdemu udziela innej odpowiedzi w sprawie psa-przewodnika (i każda kolejna coraz bardziej mnie bawi). I sama Anna. To jest dosyć ciekawe. Ona mi nie pasuje jako dziecko, mentalnie jest starsza niż te 13 lat, ale z drugiej strony autorka zachowała w niej tę dziecięcość - nie chcę, by robiono mi krzywdę, nie chcę, by zabierano mi nerkę, a jednocześnie chcę się przytulić do mamy, bo bardzo ją kocham.
Dobrze się ją czyta, bardzo chętnie przeczytam też inne powieści tej autorki. RR, co byś poleciła?
RaczejRozwazna - Pon 01 Maj, 2017 20:23
Czytałam kiedyś bardzo dobrą powieść i do dziś byłam przekonana, że to było J. Picoult, a nie mogę jej teraz namierzyć... Rzecz była o matce wychowującej chorą psychicznie córkę, ogromnie zdolną muzycznie, w której chorobę nie chce uwierzyć ojciec. Motywem przewodnim, pozornie niepowiązanym z głównym tematem, był motyw plamy na super ciuchu oddanym do komisu eksluzywnej odzieży, prowadzonej przez tę matkę. Plama nie daje się wywabić... Świetne to było, ale teraz już nie wiem czyje.
A z powieści autorstwa na pewno Picoult czytałam "Karuzelę uczuć" - z motywem młodzieńczej miłości prowadzącej do tragedii i molestowaniem seksualnym w tle.
A znasz powieści Toma Wolfe'a? też obyczajówki, podobało mi się bardzo "Nazywam się Charlotte Simmons"
Agn - Pon 01 Maj, 2017 21:02
Nie czytałam Wolfe'a, mówisz, że warto? Poszukam w bibliotece.
Dzięki!
Aragonte - Wto 02 Maj, 2017 09:37
| Caitriona napisał/a: | | Ginekolodzy bardzo mi się podobali. Natomiast przez Stulecie detektywów nie przeszłam, ale mam w planach wrócić do tej książki. |
Tez mam planach - zacząć i skończyć, bo na razie to tylko przekartkowałam.
Wczoraj skończyłam wreszcie czytaną niepochopnie "Opowieść pasterza" Jamesa Rebanksa - podobała mi się, wydała mi się taka, hmmm... prawdziwa? Czytałam narzekania, że za dużo o owcach - no cóż, a o czym ma być tytułowa "opowieść pasterza" Jest trochę wspomnień narratora-bohatera, troszkę rysu historycznego Krainy Jezior, a przede wszystkim relacja z podzielonych na cztery pory roku prac na farmie, bez upiększania tegoż, ale z wyraźnym akcentem, że tradycyjny sposób gospodarowania, jaki przetrwał właśnie w Krainie Jezior, ma wielką wartość i jest powodem do dumy jako coś, co sięga korzeniami w przeszłość (już nie pamiętam, czy na tysiąc lat wstecz, czy dalej ).
A kiedy czytałam fragmenty o dzieciach bohatera, to przypomniała mi się wymiana zdań pod recenzją kreskówki "Vaiana" i zarzuty jakiegoś rodzica (chyba matki, ale nie jestem pewna), że przez pewien dialog w tym filmie siedmioletnia (!) córeczka została ku swemu szokowi uświadomiona, że chrumkająca świnka i kotlecik na talerzu mają ze sobą wiele wspólnego. No to ja zdecydowanie lepiej rozumiem takie dzieciaki jak córki pana Rebanksa, które pomagają jagniętom przychodzić na świat i doskonale wiedzą, że mięso nie rośnie w folii w supermarketach
Deanariell - Wto 02 Maj, 2017 21:06
| Aragonte napisał/a: | | No to ja zdecydowanie lepiej rozumiem takie dzieciaki jak córki pana Rebanksa, które pomagają jagniętom przychodzić na świat i doskonale wiedzą, że mięso nie rośnie w folii w supermarketach |
Ja moją Młodą staram się przy okazji delikatnie uświadamiać, jak będzie starsza, to sama zdecyduje czy chce jeść mięso, czy nie. Póki co wie, że kiełbaska czy kotleciki z piersi kurczaka były kiedyś w części zwierzątkami - drastycznych szczegółów naturalnie oszczędzam, tym bardziej, że jeszcze nie docieka, ale jak zapyta, to nie będę "ściemniać".
Admete - Śro 03 Maj, 2017 09:20
Zaczęłam czytać Ciemne typki - sekretne życie znaków typograficznych - bardzo to ciekawe.
Aragonte - Śro 03 Maj, 2017 12:23
A ja zaczęłam czytac Zakonnice odchodzą po cichu Marty Abramowicz. Brrrrr.
milenaj - Śro 03 Maj, 2017 12:39
| Aragonte napisał/a: |
A ja zaczęłam czytac Zakonnice odchodzą po cichu Marty Abramowicz. Brrrrr. |
Czytałam o tej książce i też bym chciała ją dorwać.
Caitriona - Śro 03 Maj, 2017 16:45
| Aragonte napisał/a: | | A ja zaczęłam czytac Zakonnice odchodzą po cichu Marty Abramowicz. Brrrrr. |
Czytałam, polecam.
Zaczęłam Monsun przychodzi dwa razy. Podróż szlakiem pieprzu przez Keralę, Oman i Zanzibar Anny Janowskiej. Zapowiada się bardzo dobrze.
Admete - Śro 03 Maj, 2017 19:15
Odświeżyłam sobie fragmenty książki Jane Austen i jej racjonalne romanse. Musze sobie obejrzec powtórkowo obie filmowe wersje Emmy.
Ania Aga - Śro 03 Maj, 2017 19:24
Evżen Bocek "Ostatnia arystokratka", humorystyczna czeska powieść. Potomkowie arystokracji wracają do Czech z USA, do odzyskanego zamku Kostka. Ojciec rodziny obiecał swoim przodkom, że ich prochy pochowa w rodzinnej ziemi. Nazbierało się 12 urn. Przewiezienie ich samolotem kosztuje majątek, drożej niż żywych pasażerów, więc pan Kostka dzwoni do linii lotniczych z pytaniem o zniżkę grupową... A jest jeszcze do przewiezienia kot Caryca! Śmiałam się przy tej książce, łzy płynęły mi z oczu, polecam gorąco!
Fibula - Śro 03 Maj, 2017 21:08
Jest też druga część, "Arystokratka w ukropie", a Czesi chyba mają już też kolejną. Mnie rozbawiła umiarkowanie, wolę humor angielski (P.G. Wodehouse ), ale oczywiście zapoznam się z kolejnymi przygodami Kostków, gdy się ukażą.
RaczejRozwazna - Śro 03 Maj, 2017 21:43
Wodehouse
milenaj - Śro 03 Maj, 2017 22:28
| RaczejRozwazna napisał/a: |
Wodehouse |
Oj tak.
Aragonte - Czw 04 Maj, 2017 15:34
| Caitriona napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | A ja zaczęłam czytac Zakonnice odchodzą po cichu Marty Abramowicz. Brrrrr. |
Czytałam, polecam. |
Znalazłam jedną mocno krytyczną opinię dotyczącą ujęcia tematu i zawierającą wiele zarzutów merytorycznych - ktoś ma jakąś wiedzę na ten temat?
http://lubimyczytac.pl/ks...#opinia37121190
Admete - Czw 04 Maj, 2017 19:18
Znam te siostrzyczki, które u nas pracują. Muszą się sporo nagimnastykować, żeby całe zgromadzenie utrzymać. Pracuje w szkole, siostry pracują też w polu, sprzątają, dekorują kościół. Nie zazdroszczę. Obecna zakonnica jest starszą osobą, taką troszkę naiwną i zakręcona Ale były też inne. Nawet taka, która przed klasztorem teatrologię w Warszawie najpierw skończyła. Myślę, że jest tak jak opisała to autorka i jednocześnie jest inaczej - jak zawsze. Z mojego punktu widzenia pranie mózgu odchodzi i w zakonach i w seminariach. To trzeba być specyficznym człowiekiem i mieć określone potrzeby, żeby do zakonu wstąpić. Przede wszystkim trzeba rzeczywiście wierzyć, w co się wierzy i do wierzenia podają, bo nie sądzę, by było tam miejsce na wątpliwości. Autorka tego wpisu pewnie wątpliwości nie ma i dobrze jej z tym Tylko pozazdrościć
Caitriona - Czw 04 Maj, 2017 20:07
Moja daleka kuzynka wstąpiła do klasztoru jakieś kilka lat temu, do zakonu bez habitów. Została wysłana na naukę pielęgniarstwa tylko dlatego ze w jej zgromadzeniu przeważają starsze osoby, którym taka opieka jest potrzebna. Wiem też że nigdy u niej nie było mowy o zakonie i powołaniu, pochodziła z rodziny wierzącej chodzącej regularnie co niedziela do kościoła, ale odkąd zaczęły się problemy rodzinne (kłótnie rodziców) siostra z kościoła zaczęła się bardzo interesować kuzynką, zabierać ja na wyjazdy, wysłuchiwała jej żalów itp. Kuzynka miała do wyboru albo kłócących się rodziców i nerwową atmosferę w domu, albo miłą i przyjazną siostrę, która ją zabierała na wypady. I raptem po maturze buchnęło, że P. wstępuje do zakonu. Wszyscy w rodzinie byli w szoku lub co najmniej zdziwieni. Kontakt się urwał z P. zupełnie, ale jej matka mówi że jest ok. Więc na pewno część tej książki, która mówi o werbowaniu zagubionych, o roztaczaniu idealnej wizji, że jak to będzie w zakonie miło, moim zdaniem jest prawdą.
Admete - Czw 04 Maj, 2017 20:40
Tak na pewno jest. Dlatego pewnie ta dziewczyna z wpisu na Lubimy Czytać ma taką idealną wizję zakonu - w końcu jest tylko gościem, który uwielbia zakony Miałam koleżankę na studiach, po studiach ciągle ze sobą korespondowałyśmy. Wstąpiła do zakonu klarysek i zerwała kontakt. Dla mnie to dziwne, że każą im przerwać znajomości, odseparować się od rodziny.
Ania Aga - Czw 04 Maj, 2017 21:10
Osobiście jestem zdania, że jak ktoś zasmakował liturgii godzin w klasztorze kontemplacyjnym, to godziny w zakonie czynnym wydają się takie ubogie i pozbawione magii... z tą magią trochę przesadziła, magia i katolicyzm... Znam dwie siostry, które wystąpiły, bardzo ciężko było im odnaleźć się w życiu "cywilnym".
milenaj - Pią 05 Maj, 2017 12:46
Ja zawsze mam w głowie jednak różne wizję zakonu i np księży... Bo o ile zakon nie wiem ale to jakieś cechy zgromadzenia, to jednak bycie księdzem np niektórzy traktują tylko jako zawód. Wygodny w dodatku. Nie zrozumcie mnie źle, w każdym znajdzie się wielu z autentycznym powołaniem.
Ale ja mam zawsze w głowie naszego księdza poprzedniego, który praktycznie oficjalnie miał dwójkę dzieci. Marzył że pi nim będzie jakiś następca z naszej parafii. Za jego czasów, chodzenie po kolędzie kończyło się u nas. Babcia zawsze szykowałam obiad i jednego roku temat księdza z parafii wypłynął. Mój brat wtedy służył do mszy, zresztą do tej pory przy rodzinnych pogrzebach go ksiądz prosi, bo nie zawsze ma kto poza kościelnym. No i ten stary ksiądz że on by widział mojego brata na swoim miejscu. Tara nie wytrzymał i żartem stwierdził że w sumie tak, ale on za bardzo lubi dziewczyny.... A ksiądz bez chwili zastanowienia, z marszu a to to nic nie szkodzi. I jedzie dalej. No dla nas to zabawne było, a dla niektórych to zawód po prostu.
Jak pracowałam w pizzeri kiedyś to często dzwonili kleryków, którzy zamawiał jedzenie, ale potem nie podawali nr telefonu bo im nie wolno było mieć... Jak oni później odbierali to jedzenie to już nie wiem...
Agn - Sob 06 Maj, 2017 07:27
Czy jeśli zastanawiam się, co bym wzięła ze sobą w kosmos i wiem, że na moim pendrivie byłyby dramy, to jest ze mną źle?
Czytam Marsjanina A. Weira i świetnie się bawię przy lekturze. Tam było właśnie, że każdy członek załogi musiał wziąć sobie na penie jakąś rozrywkę - co chciał. Jeden z członków wziął seriale - bohater je potem fajnie komentował.
Bardzo polecam książkę.
Deanariell - Nie 07 Maj, 2017 16:31
| Admete napisał/a: | | Miałam koleżankę na studiach, po studiach ciągle ze sobą korespondowałyśmy. Wstąpiła do zakonu klarysek i zerwała kontakt. Dla mnie to dziwne, że każą im przerwać znajomości, odseparować się od rodziny. |
Mnie to przypomina trochę działanie sekty - dokładnie na tej samej zasadzie: wstępujesz i musisz się odciąć zupełnie od wcześniejszego życia. Ja się do zakonu zdecydowanie nie nadaję, do sekty też - no, chyba żeby to był zakon pod wezwaniem nieświętego Dean'a Winchester'a. Acklesism is still my religion (jak widać w profilowych podpisach).
Admete - Czw 11 Maj, 2017 20:50
Zaczęłam lekturę książki Witolda Szablowskiego "Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia." Tym razem o tych Ukraińcach, którzy zachowali przyzwoitość i ratowali Polaków.
Tamara - Nie 14 Maj, 2017 19:05
| ita napisał/a: | | Anaru napisał/a: | | BeeMeR napisał/a: | | Ale to chyba nie jest ta sama, która się krzyżem świętym zasłaniała przed małżonkiem w noc poślubną i rankiem została odesłana do rodziny? |
A to nie było wspomniane tez gdzieś u Samozwaniec? |
Było, było. Ja pierwszy raz czytałam o tej historii małżeńskiej w Marii i Magdalenie. O ile pamiętam, to Madzia pisała, że pisarz wystraszył panienkę w czasie nocy poślubnej
Niekoniecznie trzeba wierzyć we wszystko co napisała Madzia, ale akurat tą historię potwierdzają inne źródła. No i dzięki temu mamy w powieści piękne portreciki żony i teściowej (Lineta Castelli i pani Broniczowa). |
Że pozwolę sobie odgrzebać - Madzia pisała że przestraszył lub co gorsza nie przestraszył , więc zwiała do matki , Wachowicz pisze, że sam ją do matki odesłał i nie od razu po nocy poślubnej tylko po dwóch tygodniach bodaj , i w ogóle panna była całkowicie bezwolna , urobiona przez matkę i jakaś dziwna , a ta co się krzyżem zasłaniała, to pisała o niej Samozwańcowa w Marii i Magdalenie przy okazji wspomnień o wychowaniu dziewcząt - to była jakaś krakowska panienka, kompletnie nieuświadomiona , i mąż ją odesłał do rodziców następnego dnia po ślubie jak mu się krzyżem zasłoniła .
Tamara - Nie 14 Maj, 2017 19:41
| Aragonte napisał/a: | | Caitriona napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | A ja zaczęłam czytac Zakonnice odchodzą po cichu Marty Abramowicz. Brrrrr. |
Czytałam, polecam. |
Znalazłam jedną mocno krytyczną opinię dotyczącą ujęcia tematu i zawierającą wiele zarzutów merytorycznych - ktoś ma jakąś wiedzę na ten temat?
http://lubimyczytac.pl/ks...#opinia37121190 |
Myślę, że bardzo dużo zależy od reguły zakonu i konkretnej przełożonej w konkretnym domu zakonnym . Rozmawiałam kiedyś z kobietą mającą zakonnicę w rodzinie - mówiła, że jeżeli nie jest się wykształconą albo bogatą , jest się popychlem od najgorszej roboty bez szansy na inny los . Pani entuzjastce recenzującej książę trzeba by też przypomnieć historię spsychociałych zakonnic elżbietanek sprzed paru lat - w Kazimierzu ? nie pamiętam , oraz siostrę Bernadettę bodaj , odsiadująca wyrok za znęcanie się i molestowanie podopiecznych w domu dziecka prowadzonym przez zakonnice, gdzie była przełożoną .
Z drugiej strony pamiętam oddział chirurgii , na którym leżała moja Mama , gdzie oddziałowa była właśnie siostra - wszystko chodziło jak w zegarku , w życiu lepszej opieki nie widziałam .
Z trzeciej strony pamiętam, co mi opowiadała dziewczyna - pacjentka, umieszczona w szkole z internatem prowadzonej przez zakonnice - reżim, terror, zero pomocy medycznej na terenie internatu , kiedyś ponoć jacyś rodzice wezwali policję, zaalarmowani telefonem od córki - policja nie została wpuszczona .
Pani entuzjastka zna zakony ze stanowiska osoby świeckiej , mogącej zawsze opuścić miejsce, w którym przebywa , i założę się o wszystko, że nie wie, co się naprawdę w klasztorach dzieje , bo tego nie wie nikt, poza przebywającymi tam zakonnicami .
Jedno jest pewne - dowolne zgromadzenie osób jednej płci przebywające w odosobnieniu , w pewnym momencie zacznie wykazywać jakieś cechy patologiczne , bo tak działa ludzka osobowość , a nasilenie tych cech będzie tym większe, im większe będzie odosobnienie . Z matką Teresą z Kalkuty każdy chciałby mieć do czynienia , ale ona żyła wyłącznie wśród ludzi . Jeżeli idzie o zakony klauzurowe , gdzie są wyznaczone pojedyncze zakonnice do kontaktów ze światem - nikt nie ma zielonego pojęcia co się tam dzieje
Wg mnie opinia pani entuzjastki jest opinią wybitnie jednostronną .
A wielkie wymieranie już zamówione nie mam pojęcia kiedy to przeczytam, bo aktualnie mam zaczęte :
-Koreańskie tradycje kulinarne
-Dersu Uzałę Arseniewa
-Warieńkę Olessównę i in.opowiadana Gorkiego
-Na rogu świata i nieskończoności Romana Lotha
a w kolejce czekają następne rzeczy
|
|
|