To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik

Maryann - Czw 10 Sty, 2008 22:35

nicol81 napisał/a:
A z jakich czynności uczestników miały niby składać się te spotkania?

No z niej i z niego. :wink: I ewentualnie osób postronnych, gdyby spotykali się w miejscach publicznych.

Marija - Czw 10 Sty, 2008 22:51

To jaki ten koń ma być: biały, gniady czy łaciaty? A może by koń kopnął skutecznie...a kogo? to już zapomniałam, kogo miał kopnąć :zalamka: .
Cieszę się, że raczej chwalicie, to bardzo podnosi na duchu (znękanym) :ops1: :kwiatek: . Ciężka praca, że barana w sosie by się zjadło na koniec :rotfl: .

Anonymous - Czw 10 Sty, 2008 22:55

Marija napisał/a:
A może by koń kopnął skutecznie...a kogo? to już zapomniałam, kogo miał kopnąć .

może kopnąć podłego administratora.
to dobry poczatek dla ukarania czarnego typa

Aragonte - Czw 10 Sty, 2008 23:08

[Edit: już wszystko jasne :wink: ]

Kciuki za Waszą wenę, Dziewczyny :-)

Anonymous - Czw 10 Sty, 2008 23:26

nie nie oj. źle zostałam zrozumiana. Nie chodziło mi o naszego admina. :ops1:
Przepraszam za nieprozumienie.

We wcześniejszych postach mowa była, ze mój magister od administracji ma mnie natchnąć. A że gość się naraził....

Przepraszam strasznie za ambaras

Aragonte - Czw 10 Sty, 2008 23:43

Lady_kasiek, już wywaliłam część mego posta :wink:
Dzięki za wyjaśnienie, nie wiedziałam o paskudnym magistrze od administracji :-)

izek - Czw 10 Sty, 2008 23:44

Marija napisał/a:
To jaki ten koń ma być: biały, gniady czy łaciaty? A może by koń kopnął skutecznie...a kogo? to już zapomniałam, kogo miał kopnąć .


A może być izabelowaty? Czy angielskie konie były też takiej maści?
A co do kopania to może Karolcia Bingley jest dobrą amazonką i tak dogryzała naszej piechurce, że ta postanowiła ambitnie nauczyć się jeździć. Przy jednej z lekcji Karolcia była obecna i tak ją rozbawiły popisy Lizzy, że ze śmiechu spadła z konia :roll: Oczywiście nic się jej nie stało...

Anonymous - Czw 10 Sty, 2008 23:47

Aragonte napisał/a:
Lady_kasiek, już wywaliłam część mego posta :wink:
Dzięki za wyjaśnienie, nie wiedziałam o paskudnym magistrze od administracji :-)

Po prostu ręce mi opadły na mój wlasny gjenjusz :frustracja:
ja to nawet jak będe miała lat 80 to myśleć chyba nie będę.


ja wiedziałam, ze z TYM magistrem to same problemy będą :bejsbol:

Przepraszam wszystkich kogo uraziłam :ops2:

Anaru - Pią 11 Sty, 2008 00:29

lady_kasiek napisał/a:
Po prostu ręce mi opadły na mój wlasny gjenjusz :frustracja:
ja to nawet jak będe miała lat 80 to myśleć chyba nie będę.

lady_Kasiek, ja tez dziękuję za wyjaśnienie :przytul:
Kojarzę magistra, ale raczej z pozytywniejszej strony, nie trafiłam na krytykę, więc nie wpadłam na to :wink:

Marija - Pią 11 Sty, 2008 07:52

lady_kasiek napisał/a:
nie nie oj. źle zostałam zrozumiana. Nie chodziło mi o naszego admina. :ops1:
:shock: :rotfl: Z przyczyn oczywistych nie pisałabym o złym adminie, którego kopnął koń. "Kiedy idziesz w bród przez rzekę, nie mów źle o matce krokodyla" :lol: .
Adminie, żaden koń Cię nie kopnie i w ogóle. A to dla Ciebie za trudy i cierpliwość :tort: .

Alison - Pią 11 Sty, 2008 08:58

Maryann napisał/a:
Lizzy z Marszałkiem... A pan mąż gdzie ? :roll:


No co mąż... Mąż już jest, ma interesa na głowie, do klubu musi pojechać, swojej brandy sie napić, czy porto, czy co on tam chla, i teraz zacznie się małżeńska nuda. Trzeba jej jakichś rozrywek dostarczyć...
:roll: Miałam na myśli strategiczne konwersacje, o losie Polski na tle dziejów Europy, oszyfiście :wink: Żeby nie było, ze coś sugeruję autorkom... :wink:

Alison - Pią 11 Sty, 2008 09:03

Admin na pewno zrozumiał jak trzeba, bo Kasiek, już o tym swoim Magistrze od administracji, któren miał być zawoalowany i zginięty w postaci podłego administratora pisała juz dwie strony wcześniej, nawet chciałam ją odesłać do Emmy Tennant, bo to u niej jakis administrator się koło Lizzy kręcił.
No a u nasz co? Nie podają dzis do stołu, bankrutamiśmy ostali się, cy co? :mysle:

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 09:05

Alison napisał/a:
Mąż już jest, ma interesa na głowie

No fakt. Przecież porachować musi, wiele go ta matrymonialna okoliczność kosztowała...

Alison napisał/a:
Miałam na myśli strategiczne konwersacje, o losie Polski na tle dziejów Europy, oszyfiście :wink:

Strategiczne konwersacje mówisz ? :mysle: To może Dy by się przydał jako wsparcie ? :wink:

Marija - Pią 11 Sty, 2008 09:09

To jadziem dalej :frustracja: ...

List Lizzy do Jane:
Moja najdroższa Jane!
Chociaż widziałyśmy się zaledwie wczoraj, tyle mam Ci do powiedzenia! Jak obie dobrze wiemy, ślub i weselne uroczystości nie dały nam wiele sposobności, aby opowiedzieć o swoim szczęściu, bo że i Ty jesteś szczęśliwa, wiem po Twoich oczach! Nie płoń się, bo TERAZ mogę Ci to powiedzieć NA PEWNO...
Jak pamiętasz, nasza droga i nierozsądna Lidia wspominała, jak podoba jej się stan małżeński, i patrzyła na nas z pewnym wyrazem politowania, dając do zrozumienia, że przez małżeństwo posiadła wiedzę, jaka wówczas nie była jeszcze naszym udziałem. Cóż, dobrze wychowane panny nie powinny wiedzieć zbyt wiele o pewnych sprawach, mimo to nie byłyśmy całkiem nieświadome, z wielkim udziałem naszych dziewcząt pokojowych, że po ślubie kobieta ma do spełnienia takie obowiązki, o jakich wcześniej niewiele miała pojęcia. I różnie mówiono – raz, że są to obowiązki wymagające hartu ducha i poświęcenia dla dobra współmałżonka, a raz, że wcale nieciężka to praca i przynosząca wiele satysfakcji z jej wykonywania.
Nie wiem, co Ty myślisz o tym, co wyżej napisałam, ale myślę, że małżeństwo przynosi zaskakujące doznania. Lidia, mimo jej pustoty, w tym jednak miała rację: że nasz brak prawdziwej wiedzy o małżeństwie, a jej świeżo nabyte doświadczenie w tym względzie, rzeczywiście czyniły ją w jej oczach starszą i godniejszą .
Jeśli byś więc mnie pytała, jaki jest mój mąż i czy czuję się szczęśliwa, to już z wyprzedzeniem Ci napiszę, że nie mogłabyś być szczęśliwszą ode mnie. Jak mogłam kiedykolwiek marzyć, że Wickham zostanie moim mężem!! I że to on jest dla mnie przeznaczony!! O wstydzie!
Otrzymałam też dzisiejszego ranka list od Charlotty, do którego łaskawie dopisał się jej mąż, dołączając do szczerych gratulacji żony swoje wyrazy uszanowania i zadowolenia z zawartego świętego związku małżeńskiego. Pastor nie odważył się jeszcze na oficjalne wyrażenie swojej radości, bo niestety...Lady Katarzyna jak dotąd nie otrząsnęła się z klęski swoich planów. Mąż mój jednak, aczkolwiek wiem, że jest mu przykro, przewiduje, że choćby ciekawość zwycięży w Lady Katarzynie jej opór i gniew z powodu tego, co stało się wbrew jej usiłowaniom.
Charlotta pisze też, że z wielką radością czeka na rozwiązanie, którego spodziewa się za miesiąc! Pastor Collins zaś wspomina o mającej lada tydzień zazielenić się gałązce oliwnej, które to wydarzenie będzie widomym znakiem czuwania Opatrzności nad ich najbardziej stosownie zawartym małżeństwem.
Muszę też jeszcze raz Ci powiedzieć, bo bardzo mnie to ucieszyło, jak podobało mi się wczorajsze zachowanie naszej Mamy, to znaczy jej małomówność i spokój, jaki okazywała. Nie mniej zdziwiony był nasz drogi Ojciec; zresztą on również był mniej niż zwykle ironiczny i chyba bardzo wzruszony...
Dzisiejszy dzień, pierwszy zwykły dzień w nowym domu, zaczął się właśnie tak, jakbym tego pragnęła. Słoneczny, spokojny poranek, ptaki śpiewające za oknem, najmilsze, małe kółko rodzinne przy śniadaniu. Georgiana to najmilsza młoda panna, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma w niej żadnej sztucznej pozy, żadnych sztucznych słów, zarówno jej słowa, jak i spojrzenie oczu (tak podobnych do najdroższych dla mnie oczu jej brata) są szczere i miłe. Jestem pewna, że zostanie moją prawdziwą siostrą, a ja ze swej strony postaram się oddać jej wszystkie najserdeczniejsze uczucia, jakie mi jeszcze zostały (choć ze zdziwieniem stwierdzam, że im hojniej nimi szafuję, tym więcej jeszcze mogę ich rozdawać – czyż nie jest to oznaka wielkiego, bardzo wielkiego szczęścia??).
Na dzisiejszy dzień nie mamy wielkich planów, bo na składanie obowiązkowych wizyt w sąsiedztwie przyjdzie czas za kilka dni. Mąż mój obiecał mi jednak udzielanie pierwszych lekcji jazdy konnej [bez podtekstów! :-P ] i bardzo się na to cieszę.

C.d. o koniu chyba będzie :roll:

Alison - Pią 11 Sty, 2008 09:10

Maryann napisał/a:
Strategiczne konwersacje mówisz ? :mysle: To może Dy by się przydał jako wsparcie ? :wink:


No masz... Dy musowo musi sie otwarciej do Georgiany poprzystawiać. Ułożą se razem parę kazań dla pastora Collinsa, coś tam tego, że San Francisco, że Nowy York to takie dzikusy, że Rhett Buttler porzucił własną żonę i rozpłynął się we mgle... a Polski nie ma na mapie świata :cry2: i co to jest za sprawiedliwość dziejowa? :cry2:
Z takich wspólnych prac ręczno-werbalnych biorą się wielkie uczucia, że się tak wyrażę...

Alison - Pią 11 Sty, 2008 09:16

Charlotta pisze też, że z wielką radością czeka na rozwiązanie, którego spodziewa się za miesiąc!

Pastorze Collins! Congratulations! Jakżeś pan tego dokonał, wysiadując w ogrodzie i u swej szanownej protektorki lady Catherine de Burgh! No, no :cool:

Marija - Pią 11 Sty, 2008 09:20

Może jakiś opisik pobożnych poczynań pastora w tem względzie na PW? :mrgreen: Ale rikitikitak pastora to można chyba i na forum dla przedszkolaków zamieścić, bo przez długie koszule nikt nic nie zauważy :cool: .
Alison - Pią 11 Sty, 2008 09:32

Marija napisał/a:
Może jakiś opisik pobożnych poczynań pastora w tem względzie na PW? :mrgreen: Ale rikitikitak pastora to można chyba i na forum dla przedszkolaków zamieścić, bo przez długie koszule nikt nic nie zauważy :cool: .


Mam nadzieję, że nie do mnie pijesz. Ja się tu już publicznie przysięgłam nie zaglądać ludziom do sypialni. Amen.
Ja zacznę spiskować z Dy'em. Z Darcy'ego wyjdzie kanalia, co własnej siostry nie będzie chciał oddać szpiegowi Jego Królewskiej Mości, ona będzie umierała z miłości, on ją w nocy rzuci na koń i pojadą do Hunsford. Tam pastor Collins z ludzkiej życzliwości udzieli im tajemnego ślubu, bo nie bedzie mógł przeżyć, żeby nie przyłożyć świętoszkowatej ręki do kolejnego skandalu w tej rodzinie. Para wyjedzie do USA, na statku rozegrają sie jakieś sceny mrożące krew w żyłach. Dy zginie (wyrzucą go rannego do morza, ale przeżyje, bo morze wyrzuci go na Karaibach), a zrozpaczona Georgiana da sie pocieszyć ślicznemu kapitanowi, któren zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, kiedy ujrzał ją pomykającą zgrabnie po trapie, gdy mąż uwielbiony podtrzymywał ją jeno za paluszki. Kapitan z rozpaczy pił całą noc i z tego picia rozpacznego, zmylił kurs i zaczęli płynąć w stronę Indii Zachodnich, a tam, proszę koleżeństwa, to ja się już nie zapuszczam, bo to nie moje klimaty i w ogóle ziemia dla mnie zakazana :wink:

Marija - Pią 11 Sty, 2008 09:35

Czyli będzie powieść awanturnicza? :mysle: Nie wiem, czy się dołożę, bo wolę siedzieć w Pemberley albo i listy pisać. Jakoś mi pasuje taki epistolograficzny tryb :roll: .
A nikt więcej nic nie dopisze? Tylko ja mam się przy Matki boku wygłupiać? :ops1:

A co jest dla Ciebie zakazanego na Karaibach? Podpadłaś fanom Boba Marleya? :mrgreen:

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 09:42

Alison napisał/a:
pojadą do Hunsford. Tam pastor Collins z ludzkiej życzliwości udzieli im tajemnego ślubu, bo nie bedzie mógł przeżyć, żeby nie przyłożyć świętoszkowatej ręki do kolejnego skandalu w tej rodzinie.

:mysle: Pewna jesteś, że rzeczywiście by im pomógł ? Że przyłożyłby rękę do związku siostrzenicy swojej umiłowanej patronki z takim osobnikiem ? Wszak milady uważała, że Dy nie jest godny pojawiać się w porządnym towarzystwie i plami pamięć swojego czcigodnego rodzica. :wink:

Marta - Pią 11 Sty, 2008 09:54

Marija, a co Ty taka niepewna własnej tffurczości jesteś i głową w ścianę walisz, jak Ci takie piękne ciasteczka wychodzą? Bardzo miłe śniadanko, dziękuję pięknie. :przytul:
Ja bym jeszcze chciała Matule poprosić o przesłanie fragmentów "od lat 18", bo bardzo chętnie wrócę do nich jeszcze kiedyś... :ops1:

Alison - Pią 11 Sty, 2008 10:10

Marta napisał/a:
Ja bym jeszcze chciała Matule poprosić o przesłanie fragmentów "od lat 18", bo bardzo chętnie wrócę do nich jeszcze kiedyś... :ops1:


:mysle: Kiedyś, to znaczy kiedy... bo bym kciała wiedzieć, w jakich okolicznościach czytuje się pornografię dla dzieci :wink:

Maryannek, pastor Collins jest padalec, a z drugiej strony jego romantyczne serce nie odmówiłoby posługi chrześciańskiej, jakby go ukochana siostrzenica, jego uwielbionej protektorki ładnie poprosiła. Chyba w to nie wątpisz :wink:

Maryś, ja na Karaibach mogę z Bobem poszaleć :banan_Bablu: . Mnie do Indii nie wolno... w końcu biała kobieta jestem, to czego mam tam szukać :?
Ale za to Georgiana kochając męża dogłębnie, odrzuci kapitana definitywnie, po przybiciu do Indii, przygarną ją Jezuici i tak jej mózg wypiorą, że ona stworzy podwaliny pod przyszłe zgromadzenie Matki Teresy z Kalkuty, ale nic z tego nie wyjdzie, bo okaże się, że jest w ciąży. Temczasem Darcy, rwąc włosy z głowy, wyśle na poszukiwania Fletchera, któren z trupą aktorską dotrze na Karaiby, założy zespół muzyczny i na jakimś koncercie natknie sie na nieprzytomnego z rozpaczy Dy'a, którego onegdaj wyrzuciło morze. Połączą siły i ruszą na poszukiwania Georgiany. Temczasem Georgiana, ruszy w przeciwną stronę, z maleńkim płaczącym, zawiniątkiem i przez Krym trafi na Ukrainę, gdzie przygarnie ją piękny niczym Adonis, szalony szlachcic polski, Andrzej Wołkoński. Miłość to będzie po grób, bo on zginie w najbliższym czasowo powstaniu (nie wiem, które by to być mogło, chyba już trzecie śląskie, ale nic to). Nie mam pojęcia co w tym czasie robiłaby Lizzy, pewnie pisała listy do Charlotty, więc Maryś, dawaj, skoro tak leży ci epistolografia :wink:

Marija - Pią 11 Sty, 2008 10:16

:rotfl:
"Moja droga Charlotto, piszę do Ciebie z trudem, bo artretyzm mnie strasznie łamie i oczy już nie te. Mija już pięć lat, od kiedy mąż mój wypłynął z Portsmouth na okręcie Królewskiej Marynarki, żeby było szybciej, poszukując swej nieszczęsnej siostry...A trzeba Ci przypomnieć, bo może z powodu starości już zapomniałaś, że przez długich dwadzieścia lat nie wiedzieliśmy, w którą stronę się obrócić z poszukiwaniami" :mrgreen:

Maryann - Pią 11 Sty, 2008 10:17

Alison napisał/a:
Maryannek, pastor Collins jest padalec, a z drugiej strony jego romantyczne serce nie odmówiłoby posługi chrześciańskiej, jakby go ukochana siostrzenica, jego uwielbionej protektorki ładnie poprosiła. Chyba w to nie wątpisz :wink:

Romantyczne serce pastora Collinsa... Hmmm... :mysle: Jakoś nie bardzo dostrzegam oznaki...
A kto niby wziąłby później na siebie efekty "zachwytu" uwielbionej protektorki ?

Alison - Pią 11 Sty, 2008 10:23

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Maryannek, pastor Collins jest padalec, a z drugiej strony jego romantyczne serce nie odmówiłoby posługi chrześciańskiej, jakby go ukochana siostrzenica, jego uwielbionej protektorki ładnie poprosiła. Chyba w to nie wątpisz :wink:

Romantyczne serce pastora Collinsa... Hmmm... :mysle: Jakoś nie bardzo dostrzegam oznaki...
A kto niby wziąłby później na siebie efekty "zachwytu" uwielbionej protektorki ?


No kto, wiadomo, że Charlotta, żony zawsze płacą za głupotę mężów.
I how dare you wątpić w łomantyczne serce pastora?! Gdyby nie był łomantyczny myslisz, że mialby tyle serca dla ogrodu i pszczółek? Maryannek! Ty jakis niespostrzegawczy się zrobiłeś!
A ja mam głupawkę karaibsko-indyjską, bo zaraz wychodzę do dentysty i się okaże, czy dalej dentysta czy chirurg. I w dodatku nie ma mojego pana, tylko jakaś pani go zastępuje, buuuuuuuuuuuuuuu :cry2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group