Filmy - Kod Leonarda
Anonymous - Sob 20 Maj, 2006 22:33
Agn, kiedy ktos chce nam sprzedac pewna historie pod plaszczykiem prawdy historycznej (a tak ma miejsce w tym przypadku), to raczej logiczne, ze albo mu wierzymy na slowo, albo sprawdzamy ile w tym jest fikcji. A Brown w oficjalnych wywiadach pisze, ze chcial w ten sposob przekazac PRAWDĘ. Jest jedynie jej interpretatorem, ktory pewne fakty uwypukla, a inne - niewygodne - zataja. I tutaj w niczym nie rozni sie od tych przeciwko ktorym wystepuje.
Niewatpliwie bazuje na wynikach badan archeologow i historykow, ale jednoczesnie ukrywa inne.
A poza tym dla mnie jego styl jest nudny. Zmeczylam polowe ksiazki, i dopiero wowczas troche mnie wciagnelo. Juz lepszy byl Świety Graal Świeta krew. To sie czyta w jedna noc i nie mozesz sie oderwac.
Agn - Sob 20 Maj, 2006 22:42
Autor tak gada, bo ma być promocja. Tak jest zawsze. (Przypomina mi się szum wokół Uśpionych, także książki, chociaż dowodami szastano, że czegoś takiego nigdy nie było). On może sobie gadać. Chodzi o książkę. Mnie się podobała, moim zdaniem styl był bardzo dobry (za to męczyłam Imprimatur - historia fascynująca, ale napisana b. ciężkim stylem i trudno się to czytało). To kwestia odczucia.
A to, że żadna ze stron nigdy nie jest bez zarzutu to też nic niezwykłego. Ot po prostu - nie on pierwszy uznał, że z cnotliwym życiem Jezusa coś się nie zgadza. Są teorie. Wziął sobie jedną jako bazę, w książce podaje za fakt. Bez względu na to, czy to się zgadza czy nie należy to traktować jako fikcję.
Myśląc w sposób "podał jakąś bzdurę" żadna książka o teoriach spiskowych nie ma racji bytu. W zasadzie w ogóle żadna książka nie ma racji bytu.
Kiedy czytałam Kod... jedyne co mnie wnerwiało, to fakt, że Brown się powtarza. No i że znowu popełnił bzdurę logiczną (w Kodzie... mamy bankiera wymachującego gnatem, w Aniołach... Langdona sfruwającego z helikoptera na kawałku brezentu). Po prostu przyjęłam tę konwencję.
Admete - Sob 20 Maj, 2006 22:43
Mojej koleżance się Kod... bardzo podobał, mnie nie - kwestia gustu Oczywiście traktowała film jak rozrywkę i film z gatunku sensacji. A co do prawdy - jak mawiał Kosh: "Understanding is three-edged sword. Mine side, your side and truth between.”
Akurat w moim przypadku książka i film wydają się wtórne, ponieważ kiedyś sporo na ten temat czytałam - interesowałam się albigensami i templariuszami, przy okazji trafilam też na te teorie. Wtedy w ogóle nie uznałam je za sensacyjne, a książka "Święty Graal, święta krew" wydała mi sie całkiem sprawnie napisana i wciągnęła mnie. Pamiętam, że w tym samym czasie trafiły w moje ręce dwa egzemplarze starej "Literatury na świecie" - jeden poswięcony katarom, drugi templariuszom. Były świetne, ale niestety byłam młoda i głupia, nie zanotowałam numerów i lat wydania - szkoda, poszukałabym teraz gdzieś w bibliotekach. W jednej z nich opublikowano fragment powieści - o ile pamiętam nosiła tytuł Krew Tuluzy, jakiegoś francuskiego autora. Chyba nigdy jej nie wydano w Polsce. Szkoda, bo zapowiadała się intrygująco.
Anonymous - Nie 21 Maj, 2006 00:22
Z konwencja kodu caly problem polega na tym, ze bazuje na informacjach zawartych w innej ksiazce, ktora podaje je jako fakt. To jest tak, jak jakbym ja napisala powiesc nawiazujaca do koronacji Boleslawa Chorbrego i napisala ze byla w 1000 r poniewaz najnowsze wyniki badan na to wskazuja i podala odnosnik do prof. Mularczyka. Wychodzi na to samo.
Konwencja kodu nie jest fantastyka. Jest nastawiona na przekazanie pewnych faktow, czy raczej interpretacji zrodel i teorii pewnych panow. I w tej konwencji jest bajka ktora sie sili na realnosc.
To jest tak jakby porownac Rycerza Krola Artura z Seanem Connerym do najnowszego Krola Artura z Clivem Owenem. Jedna jest bajka i z gory wiadomo na co sie nastawiac, druga jest poszukiwaniem i przekazaniem faktow historycznych w pewnej konkretnej interpretacji.
miłosz - Nie 21 Maj, 2006 09:32
[quote="Agn"]Nie wiem, czy usiłujesz mi udowodnić, że się nie znam albo jestem głupia, że się dobrze bawiłam. Nieważne. Kwestia jest taka, że mnie się film całkiem podobał. Zaakceptowałam Toma Hanksa jako Langdona, pomimo moich uprzedzeń co do obsadzenia go w tej roli. A Jean Reno miał niezłą rolę - facet który podąża za jakąś ideą i nagle się okazuje, że został potraktowany jak zabawka.
I nawet nie zamordowałam sąsiadki, która co większa akcja pokrzykiwała "O Jezu, o Jezu".
PS Sylas MA być obrzydliwy, więc Paul B. był tu na miejscu. Moja "słabość" nie znaczy, że miękną mi kolana. Po prostu go zaczynam b. lubić.[/quote]
Ależ skąd - przepraszam jeśli Cie uraziłam
Pomijam fakt że się dobrze nie bawiłam - ale dla mnie to taki typowy film z cyklu "nuda, nuda, nuda, nic się nie dzieje".
I powiem wam, ze na naszym seansie kilka osób wyszło
Agn - Nie 21 Maj, 2006 10:57
Aine, to tylko dowodzi mojej teorii, że kler faktycznie może mieć pełne portki* strachu
Miłosz, wyszło? Ja żałuję, że rzeczona sąsiadka się nie wyniosła. Ale wysiedziała twardo do końca, niech ją...
Sala była pełniutka. A jedna parka siedząca obok mnie, przestała mlaskać i skupiła się na filmie.
(* tudzież sutanny
migotka - Nie 21 Maj, 2006 11:08
Anonymous - Nie 21 Maj, 2006 11:11
| Cytat: | Aine, to tylko dowodzi mojej teorii, że kler faktycznie może mieć pełne portki* strachu |
No własnie maja, ale to nie jest rozmowa na to forum ;D
Agn - Nie 21 Maj, 2006 11:18
Nie jest. W ogóle to nie jest temat, nad którym można podebatować, a przynajmniej nie ze mną, bo ja się b. szybko zaczynam śmiać i nic z tego nie wychodzi
Anonymous - Nie 21 Maj, 2006 11:45
Czuje, ze to forum nie ma takiego charakteru
Tutaj mamy miło i sympatycznie rozmawiac i dyskutowac, bez swiatopogladu i religii.
Zgodzicie sie ze mna dziewczyny?
migotka - Nie 21 Maj, 2006 11:49
| AineNiRigani napisał/a: | Czuje, ze to forum nie ma takiego charakteru
Tutaj mamy miło i sympatycznie rozmawiac i dyskutowac, bez swiatopogladu i religii.
Zgodzicie sie ze mna dziewczyny? |
ja się zgadzam, jak zauważyłaś "ugryzłam sie nawet w język"
Matylda - Nie 21 Maj, 2006 12:05
A ja z wyboru nie pójdę na ten film
Bo boję sie takiej twórczości gdzie wszystko jest na sprzedaż
Tzn nie wiem czy sie boje może to złe określenie ale odbiorca nie zawsze jest człowiekiem mądrym, wyciagajacym wnioski, majacym dystans
Wystarczy sie rozejrzeć w sali kinowej i popatrzeć na twarze
Agn - Nie 21 Maj, 2006 12:16
Aine, nie ma. I oby tak zostało. Jeszcze na forum u Ka.................... erm, pana, którego imię niech zostanie zapomniane, ktoś mi zwrócił uwagę, bym zmieniła sygnę, bo chce odpocząć od polityki chociaż na tym forum. Nie pamiętam kto to był, w sygnie miałam dowcip, ale w sumie racja. Z dysput politycznych czy religijnych nigdy nic dobrego nie wynikło, co najwyżej wojny No chyba, że nie na poważnie
Anonymous - Nie 21 Maj, 2006 12:36
| Cytat: | ja się zgadzam, jak zauważyłaś "ugryzłam sie nawet w język" |
Zauwazylam i sie bardzo ucieszylam.
U Kazika to wlasnie mi sie najbardziej podobalo. Ze pilnowal aby nie bylo kontrowersyjnych tematow
OId tego mamy zycie
miłosz - Nie 21 Maj, 2006 15:51
Jaki Migotka ma awatarek - smaczny
Anonymous - Nie 21 Maj, 2006 18:28
Mniam !!!
Agn - Nie 21 Maj, 2006 18:58
| miłosz napisał/a: | Jaki Migotka ma awatarek - smaczny |
Drink up me 'arties yoho i muszkieter 8)
GosiaJ - Wto 23 Maj, 2006 22:08
To jeszcze ja na temat "Kodu Da Vinci"...
Książkę wcześniej czytałam, z ciekawości, bo wiele o niej mówiono, to było kilka miesięcy temu. Do czasu zobaczenia filmu już prawie jej nie pamiętałam - taki bzdet, który łatwo połknąć i łatwo wypada. Pewne wątki przypomniałam sobie podczas oglądania.
Moja opinia? Jeśli ktoś wcześniej nie czytał książki ani nic nie słyszał o "Kodzie...", film może zrobić na nim niejakie wrażenie, chociażby dlatego, że śledzi się, co też jeszcze pisarz, a potem scenarzysta wymyślili. Gdy czytało się książkę, nie ma już tego efektu zaskoczenia, a film jest do bólu nudny. Bohaterowie biegają z jednego miejsca w drugie, scenariusz mnoży kolejne bzdurne zagadki i jeszcze bzdurniejsze odpowiedzi. Aktorzy nie mają szans na stworzenie jakichkolwiek ról, bo, jak już wspomniałam, ciągle biegają. Poza tym - grają, jakby każdy w innej bajce - Ian McKellen bawi się rolą, Tom Hanks jest śmiertelnie poważny, Audrey Tautou też. Podobał mi się Jean Reno, bo on mi się zawsze podoba, nawet jak nic nie ma do grania. Podobał mi się też Paul Bettany jako psychopatyczny mnich, ciekawa postać. I niezłe ciało jak na umartwiającego się mnicha. Wspaniałe były zdjęcia w pustych galeriach Luwru w nocnej scenerii, zdjęcia w Paryżu (szkoda, że tak mało) i muzyka. Podobało mi się też ostatnie, "rycerskie" ujęcie Hanksa. Poza tym - nie warto.
Gunia - Wto 23 Maj, 2006 22:17
A ja nie lubię "Kodu" i już. Jak Brown chce, to niech mnie uważa za jakąś zaściankową fanatyczkę, ale przeczytałam tę książkę i na film iść nie mam zamiaru.
Aga85 - Śro 24 Maj, 2006 17:14
Przeczytałam "Kod..." jakies pół roku temu i nie będę ukywac, że mi się podobał. Na film również chętnie pójdę, choc po tych wszystkich niepochlebnych recenzjach, sama nie wiem czego sie tak naprawde spodziewac...
Maryann - Śro 24 Maj, 2006 17:43
| GosiaJ napisał/a: | To jeszcze ja na temat "Kodu Da Vinci"...
Książkę wcześniej czytałam, z ciekawości, bo wiele o niej mówiono, to było kilka miesięcy temu. Do czasu zobaczenia filmu już prawie jej nie pamiętałam - taki bzdet, który łatwo połknąć i łatwo wypada. |
Ponoć Salman Rushdie powiedział o tej książce, że jest tak zła, że inne przy niej wydają się arcydziełami.
GosiaJ - Śro 24 Maj, 2006 18:02
| Maryann napisał/a: |
Ponoć Salman Rushdie powiedział o tej książce, że jest tak zła, że inne przy niej wydają się arcydziełami. |
Też to gdzieś czytałam Jestem gotowa przyznać mu sporo racji.
Agn - Śro 24 Maj, 2006 19:20
Ten Salman Rushdie nie czytał:
Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną D. Masłowskiej
Doing it (autora nie pomnę, a nie chce mi się sprawdzać)
Aga, moje wrażenia są pozytywne - sprawnie zrobiony film sensacyjny z ciekawą zagadką. I o dziwo - zrobiony przez Rona Howarda (ten pan ma u mnie poważną krechę i go nienawidzę). Najlepiej wyrobić sobie własne zdanie. Jeśli boisz się, że wywalisz pieniądze w błoto, to poczekaj na divxa.
Narya - Pią 26 Maj, 2006 23:39
Po wysłuchaniu Waszych opinii na temat "Kodu.." postanowiłam pójść i sama się przekonać co toto jest warte - w ramach relaksu po egzaminie. I muszę przyznać, że film nie jest aż tak zły. Akcja toczy się wartko, a Hanks sprawdził się jako profesor. Amelia jest śliczna i słodka - upiększa film, choć może nie gra idealnie. Poza tym można obejrzeć przepiękne miejsca - Luwr, zameczki i te wszystkie kościoły. Uważam, że film warto zobaczyć. Nic szczegolnego nie wnosi, ale można się na nim nieco się rozerwać :grin:
miłosz - Sob 27 Maj, 2006 11:21
| Narya napisał/a: | | Nic szczegolnego nie wnosi, ale można się na nim nieco się rozerwać :grin: |
mozna sobie ewentualnie dopomóc granatem w celu lepszego rozerwania
Ale z agn sie zgodzę - zapewne Rusdi nie czytał Masłowskiej
|
|
|