To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Dom nad jeziorem (Lake House)

Harry_the_Cat - Nie 23 Wrz, 2007 20:53

Matylda napisał/a:
Pewnie , że pięknie by było gdyby sie spotkali


No ale przecież się spotkali... :rumieniec:

Matylda - Nie 23 Wrz, 2007 21:10

Harry_the_Cat napisał/a:

No ale przecież się spotkali... :rumieniec:

Ale w innych okolicznościach . W końcu ślubu nie było :wink:

Harry_the_Cat - Nie 23 Wrz, 2007 21:12

Czy my oglądałyśmy to samo zakończenie? :shock:
Matylda - Nie 23 Wrz, 2007 21:22

Przyznaje się , że być może nie pamietam już szczegółów. Film widziałam dośc dawno i BARDZO mi sie podobał więc może dopóki sobie nie odświeżę pamięci nie powinnam sie wypowiadać
Harry_the_Cat - Nie 23 Wrz, 2007 21:31

No generalnie na końcu spotykają się znów...

ENDING

Anonymous - Nie 23 Wrz, 2007 21:38

teoretycznie zakonczylo sie przed slubem na samym spotkaniu. Ale slub w domysle... (przynajmniej ja jestem o tym przekonana).
Przyznam, ze film bardzo mi sie spodobal. Nie umiem powiedziec wlasciwie dlaczego. moze przez to cieplo, moze przez Sandre i Keanu. A moze dlatego, ze i ja przezylam podobna historie i jakos sentyment i czulosc sie we mnie odzywaja ...
Dosc czesto lubie wracac do tego filmu. I zawsze prezywam emocje zwiazane z ich spotkaniem...

Harry_the_Cat - Pon 24 Wrz, 2007 21:10

Poszłam za ciosem i obejrzałam Il Mare - koreański pierwowzór Domu nad Jeziorem. Film zdecydowanie lepszy, ale trudniej się go ogląda. Bardziej oszczędny w formie, momentami nawet chłodny (wcale nie zachęca, żeby pojechać do Korei ;) ), ale przez to chyba ma większą siłę wyrazu. Niektóre rozwiązania są nieco inne, może to dodatkowo wpływa na to, że jednak ta historia wydaje się prawdziwsza. No i muzyka jest naprawdę wspaniała. Polecam.
Alison - Wto 25 Wrz, 2007 08:44

Coś tu jest na rzeczy z tym Domem nad jeziorem, bo kiedy oglądałam ten film to mi się podobał, jego klimat, główni bohaterowie, ale te wszystkie zabiegi czasowe i zawijasy akcji zmęczyły mnie na tyle, że właściwie nigdy wiecej nie próbowałam obejrzeć go kolejny raz, choć zostawił po sobie miłe wrażenie...
monika29.09 - Wto 25 Wrz, 2007 08:53

Co do Domu .... - cała historia ok, ale bez wchodzenia w szczegóły, bo wtedy robi się nieco "bez sensu" (ups).
Pamiętam, że czułam się nieco dziwnie oglądając sceny, w których bohaterka czekała przy pustej skrzynce na listy i za chwilę przychodziła wiadomość "z przeszłości".
Albo scena z drzewem - nawet romantyczna, ale jakoś pozbawiona racjonalnego wytłumaczenia (już nie wspominając, że w ciągu 2 lat drzewo nie urosłoby aż tyle itd., itd.).
Może nie dotarła do mnie cała urokliwość filmu, nie wiem. Jeśli patrzeć na to, jako na współczesną bajkę - ogląda się nawet nieźle, ale jednak nie poczułam się do końca przekonana.

m.

Harry_the_Cat - Wto 25 Wrz, 2007 19:06

Cieszę się, że nie gadam tak zupełnie sama do siebie ;)

Pomyslałam sobie jeszcze trochę o tych dwóch filmach i właśnie całkowite zlekceważenie kwestii czasu w koncówce Domu oraz pare typowo amerykanskich chwytów sprawia, że przegrywa z Il Mare.

W Il Mare nie ma:
1) spotkania w takim wymiarze i pocałunku w przeszłości bohaterki. Zgadzam się z Gosią, scena motylkowa i bardzo bardzo :serduszkate: :serduszkate: :serduszkate: , ale trochę mało rzeczywista. W Il Mare bohaterowie dwa razy miają sie na stacji i to wystarczy.

2) bohaterka jest uczuciowo związana z innym, ale nie formalnie. Formalnie jest wolna, ale ma bagaż. Myśli o swoim byłym, zstanawia się co by było gdyby sie nie rozstali, aż w końcu prosi bohatera (sorry, ale te imiona mnie przerastają) o pomoc. I to jest naprawdę niesamowita scena, kiedy on czyta ten list. Ona jest jego jedyną prawdziwą miłością, i chce, żeby on jej pomógł zapobiec jej rozstaniu z innym.

No a jeśli chodzi o czas...

W Il mare ostatnia scena jest zarazem sceną początkową. Ona opuszcza właśnie Il Mare i zostawia list. Ale o ile widzimy to życie, w którym on zginął, to na końcu jest to drugie. Zdążyła go ostrzec i nie doszło do wypadku (a wypadek zdarzył się właśnie wtedy gdy miał jej pomóc w sprawie byłego, więc ostrzezenie oznaczało, że pozwala mu odejść...) i teraz nasi bohaterowie się spotykają. Ale ponieważ wypadku nie było, a my jesteśmy w momencie początku filmu, to ona nie miała szansy przeżyć tej całej historii listów. Spotykają się i ona nie wie, kim on jest. Nie ma problemu czasu, a zakonczenie nie jest tak banalne (chociaz ten pocałunek naprawdę był niezły, Keanu... :serce2: )
Nie ma dwóch kolejnych lat oczekiwania....

W Domu natomiast konieczność zapewnienia widzowi happy endu burzy tą magię zabawy pojęcie czasu i światów równoległych. No bo skoro w scenie końcowej Kate ma świadomość zarówno świata w którym Alex zginął, jak i tego drugiego, to co jest z innymi? Z bratem Alexa? I co sie działo z Alexem przez te kolejne dwa lata... Czekał, jasne, ale to wszystko takie nieco naciągane. Za dużo dziur...

I to powiedziawszy, rozważam powtórkę z Domu ;)

Admete - Wto 25 Wrz, 2007 20:33

Obejrzałabym Il mare...Ciekawy opis i ciekawe refleksje.
Anonymous - Wto 25 Wrz, 2007 20:39

... ja też.
Mnie Dom nad jeziorem zachwycił swoim spokojem, nostalgią i klimatem. Ale wszedzie słysze, że oryginał lepszy.
A przy tym naprawdę bardzo bardzo lubię kino azjatyckie.

Harry_the_Cat - Wto 25 Wrz, 2007 20:42

czesc 1
Alison - Wto 25 Wrz, 2007 20:57

Mój Boże, jak oni ładnie świat fotografują... Przepraszam wszystkich Koreańczyków, bo mnie zaraz na pal wbiją, ale tej sceny z "Pokemonami" to się w ogóle nie daje słuchać... :?
Harry_the_Cat - Śro 26 Wrz, 2007 00:15

Obejrzałam jeszcze raz Dom nad jeziorem. I niestety utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to słaby film z dwiema zalwdwie świetnymi scenami... :?

Ale te dwie sceny to normalnie :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2:

Alison - Śro 26 Wrz, 2007 08:05

Harry_the_Cat napisał/a:
Obejrzałam jeszcze raz Dom nad jeziorem. I niestety utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to słaby film z dwiema zalwdwie świetnymi scenami... :?

Ale te dwie sceny to normalnie :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2:


Niech zgadnę...Czy to jest scena w ogródku i finałowa, w trawach? :roll:

Harry_the_Cat - Śro 26 Wrz, 2007 23:20

Alison napisał/a:
Harry_the_Cat napisał/a:
Obejrzałam jeszcze raz Dom nad jeziorem. I niestety utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to słaby film z dwiema zalwdwie świetnymi scenami... :?

Ale te dwie sceny to normalnie :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2: :serce2:


Niech zgadnę...Czy to jest scena w ogródku i finałowa, w trawach? :roll:


no ba! :mrgreen:

Caitriona - Czw 27 Wrz, 2007 11:39

Bardzo mi się podoba. Ma ten film zupełnie inny klimat, jest wyciszony; ma świetna muzykę i bardzo mi się podobają aktorzy. Sądzę że jest chyba lepszy niż Dom nad jeziorem.
Trzykrotka - Czw 27 Wrz, 2007 12:27

Dziękuję za możliwość zobaczenia Il Mare: na Damy można liczyć :kwiatek: .
Ja nie zaliczałabym Domu do filmów dobrych czy złych, to po prostu chwila wytchnienia, więcej nie należy się spodziewać. To było dla mnie przyjemne wytchnienie, które uleciało z pamięci bardzo szybko.

Harry_the_Cat - Czw 04 Paź, 2007 22:03

Popłakałam się ze śmiechu: Comedy Stage Act

:rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Gosia - Wto 25 Gru, 2007 16:25

Obejrzalam "Il Mare" i mam inne zdanie. O ile koreanska wersja nie jest dla mnie jasna i wlasciwie trudno sie zorientowac, w ktorym czasie obecnie jestesmy (sa przeskoki czasowe), o tyle w "Domu nad jeziorem" wszystko dla mnie bylo jasne i bardziej sie wzruszylam. Oczywiscie "Il Mare" ma swoje zalety, jest bardziej ascetyczny, a jednak... jednak wole wersje z Sandra i Keanu, niewatpliwie szale przechylaja dwie sceny :serduszkate: ale nie tylko te dwie...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group