To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Our Mutual Friend (wg powiesci Charlesa Dickensa)

Admete - Nie 08 Lip, 2007 12:33

Ja tam wolę silnego, zdecydowanego faceta - choćby i podstępnego ( trzeba mieć jaja, żeby tak zrobić jak John ;-) ) od takiego arystokratycznego "może bym nawet coś zrobił, ale mi się tak nuuudzi i jestem taki słaaaby". Biedna Lizzzy całe życie będzie go motywować do działania, chronić przed złym światem, przyjmować na siebie wszystkie ciosy od złego losu, a Eugene będzie jej wieczorem mruczał do uszka, że od jutra na pewno zacznie coś robić ;-)
Monika - Nie 08 Lip, 2007 12:34

A nie ma sprawy, wacikiem przetrzeć mogę, ale i tak zdania nie zmienię :wink: Proszę mnie tu nie namawiać :confused3: A, i spoilerów nie zapodawać, bo ja od tego czekania na ostatni odcinek wyglądam tak :excited: A John może nie powala wyglądem (Eugene zresztą też nie), ale jeśli chodzi o zachowanie i tajemniczość to w moich oczach jest rozgrzeszony, robił to co musiał. A za te spojrzenia i nocną przechadzkę po ogrodzie i za te monologi w drugim odcinku to go uwielbiam :serce2:
Alison - Nie 08 Lip, 2007 12:34

Gosia napisał/a:

Nie chcę tak radykalnie mowic o Johnie jak Ali,


Tak, bo to Ali jest tu od prostozmostyzmu :-P

Gosia napisał/a:
Niczego nie planowal, a John zaplanowal wszystko na chlodno.
Nie ma co gloryfikowac Eugena, bo ma swoje wady, ale nie da sie ukryc, ze dla mnie on wlasnie ma urok, ktorego brakuje Johnowi. w historii Johna i Belli, to Bella jest ciekawsza postacia niz ten urzednik ;) John.


Gosia jest moja siostra sisters, która myśli jak ja, choć to delikatniej wyraża, ale też jak ja mogę się delikatnie wyrażać, skoro permanentnie walczę z żywiołami i tropię niedźwiedzie w Bieszczadach :-D

Admete - Nie 08 Lip, 2007 12:36

Zależy co kto lubi - jak ktoś lubi rozmemłaną gapowatość i cielęce spojrzenia uczniaka z gimnazjum to prosze bardzo - droga wolna ;-) Ja tam wolę faceta, co to ma plan i wprowadza go w życie bez zbędnego gadania ;-)
Gosia - Nie 08 Lip, 2007 12:38

Jak to nie Eugene nie powala wygladem? Te loczki rozkoszne, ten usmiech, te zmarszczki na czole, gdy cos mowi i sie usmiecha, ten pocalunek w dlon z tym glebokim spojrzeniem, ten glos seksowny, ten pocalunek na łące taki delikatny i jednoczesnie taki silny ... :thud:
Ja tam jestem oczarowana... :D


Alison - Nie 08 Lip, 2007 12:40

Admete napisał/a:
Zależy co kto lubi - jak ktoś lubi rozmemłaną gapowatość i cielęce spojrzenia uczniaka z gimnazjum to prosze bardzo - droga wolna ;-) Ja tam wolę faceta, co to ma plan i wprowadza go w życie bez zbędnego gadania ;-)


No to powodzenia z takimi facetami od planów, o których będziesz się dowiadywała od znajomych, bo ci sam zapomni powiedzieć, co zaplanował. A wygląd uczniaka z gimnazjum to jakoś mi dziwnie do ryżawego Jasia pasuje...

Giteczko wybacz, wiesz, jak Cię kocham :roll:

Gosia napisał/a:
Jak to nie Eugene nie powala wygladem? ten usmiech,


Uśmiech przy kominku to nie powala, ale zwala z nóg. Trwale! :wink:

Gosia - Nie 08 Lip, 2007 12:47




Nie da sie ukryc, ze gdyby tę postac zagral kto inny, nie mialaby dla nas tyle uroku.
Ten urok zawdziecza Eugene Paulowi (i bylo tak zanim dowiedzialysmy sie jak Paul pieknie spiewa :D )
To on stworzyl tak pociagającego Eugena.

Monika - Nie 08 Lip, 2007 12:51

Ojej, no właśnie, a ja wręcz przeciwnie, dla mnie w tym uśmiechu jest coś nieszczerego, chytrego, jakby się zmuszał do niego, no wybaczcie, ale nie odpowiadam za swoje odczucia :roll: :wink:
Gosia - Nie 08 Lip, 2007 12:53

No nie! To autentyczna radosc, przeciez to widac, Eugene sie szczerze ucieszyl, ze Lizzie sie zgodzila.
Paul sie w ogole bardzo fajnie smieje i usmiecha.
No tu to przesadzilas Moniczko! :-P

Admete - Nie 08 Lip, 2007 12:58

A żebyś wiedziała, że wolę ;-) - Taki Eugene to nawet uwieść Lizzy nie potrafił, mimo że właściwie chciał. Poza tym jestem przekonana, że John już niczego nie będzie przed Bellą ukrywał. Robił to dlatego, że musiał chronić swoje życie i chciał sprawdzić jej uczucia. Nie zrobił tego dla zabawy. Potem wyznał jej prawdę. Nie sądzę, że będzie należał do ludzi, którzy za dużo mówią, ale zawsze już będzie uczciwy wobec bliskich. Bo ich szczerze kocha, nie mam co do jego uczuć wątpliwości i do czystości motywów także nie. W końcu miał złe doświadczenia - zaufał niewłaściwej osobie, to uczyniło go tak zamkniętym. Natomiast Eugene zaczął wszystko od zabawy, od znudzenia. Nie przeczę, że pokochał Lizzy, ale ja nie umiem szanować ludzi którzy nie potrafią działać, nie mają celu do którego zmierzają. Podziwiam natomiast silne charaktery, nawet z wadami ;-) Dla mnie Eugene jest za miękki. Wiem jednak, że sporo kobiet ma tak rozwinięte matczyne uczucia, że przenosi je tak jak Lizzy na dorosłych mężczyzn. Tak się opiekowała bratem, poświęcała dla ojca, potem towarzyszyła tej lalkarce - ona musi mieć koło siebie jakieś szczeniaczki do pocieszania ;-) . Sens jej istnienia zamyka się w kochaniu i służeniu innym ( w dobrym tego słowa znaczeniu ). Dlatego Eugene będzie dla niej dobrym mężem, bo pozwoli jej się zrealizować jako kochance - opiekunce. natomiast Bella musiała się dowiedzieć, nauczyć wręcz - nawet w bolesny sposób - co jest w życiu ważne i czego naprawdę chce. Dlatego był jej potrzebny John - zdecydowany poddać jej próbie. Bo to była próba. Bella wyszła z niej zwycięsko i wiem ;-) , że John nie będzie już potrzebował innych dowodów jej uczuć. Jak pisałam wcześniej - to nie jest człowiek słów, tylko czynów. Właściwa kobieta ( a myślę, że Bella jest taką ) sprawi, że będzie szcześliwy. :-) Nic na to nie poradze, że wolę Johnów tego świata, bo nie mam jak Lizzy aż takich cech opiekuńczych. Wolę, żeby się mna ktos opiekował ;-)
Sorry za taki elaborat, nie mogłam sie powstrzymać :cheerleader2:

Monika - Nie 08 Lip, 2007 13:04

Ależ właśnie tak! Drętwo :zalamka: Kiedy pierwszy raz widziałam tą scenę, naprawdę próbowałam się w tym uśmiechu dopatrzeć jakiejś spontaniczności, ale nic, zupełnie nic. A próbowałam, naprawdę :mysle: Ale żeby tak zupełnie nie wypaść z Waszych łask to powiem, że Eugene z trzeciego odcinka, z ostatnich scen to jest naprawdę przefajny i przesłodki :kwiatki_wyciaga:
Gosia - Nie 08 Lip, 2007 13:14

Qurcze, w koncu nie rozmawiamy o ludziach z zycia, tylko z literatury.
Pewnie ze w zyciu wole, zeby facet byl energiczny, ale z drugiej strony chce zeby byl wobec mnie uczciwy, a jak widac John by to wszystko dalej ukrywal, gdyby nie spotkanie z Mortimerem.
Oczywiscie Eugene potrzebowal ciosu w glowke, zeby sie rozpatrzec w swoich prawdziwych uczuciach i co jest w zyciu wazne, przeciez na poczatku nie zamierzal poslubic Lizzie. Byc moze by bylo tak, ze Eugene nazajutrz uwiodlby Lizzie, miala do niego slabosc, wiec byloby to mozliwe i wcale jej bym sie nie dziwila :mrgreen:
I sprawilby to swoim osobistym urokiem, troche nieswiadomie, poddajac sie chwili, choc przeciez ją szanowal, co zresztą powiedzial.
Ale nie mogl zdobyc sie na to zeby ją poslubic.
To zycie nauczylo go, ze nie warto ogladac sie na to co powie towarzystwo, bo co innego jest istotne. Takie zakrety zyciowe przewartosciowuja cale myslenie.
Nie da sie jednak ukryc, ze nalezeli do roznych sfer, podczas gdy miedzy Bella i Johnem takiej znaczacej roznicy spolecznej nie bylo. Eugene byl wyksztalconym dzentelmenem, prawnikiem, obracal sie w swiecie, Lizzie byla prostą dziewczyną, ktorej ojciec zyl z niezbyt milego procederu ( a ona mu w tych wyprawach towarzyszyla), mieszkali biednie, a jeszcze w dodatku jej ojciec byl podejrzewany o zabojstwo. To wszystko trzeba miec przed oczami, to sie dzialo wtedy, a nie teraz. Ta roznica statusu spolecznego nas obecnie nie szokuje, wtedy byla prawie nie do przeskoczenia.
Lizzie miala jednak tak wielkie zalety, ktore Eugene dostrzegal, ze byla o wiele wiecej warta od wszystkich kobiet, z ktorymi sie stykal w "towarzystwie". Nie podziwial jej tylko dla urody, ale dostrzegal jej dobroc i uczciwosc. I za to mu chwała.
W tym watku niebagatelna role gra tez postac Jenny, o ktorej juz mowilysmy, ktora choc nie miala powodu, poczula do Eugena sympatie, i cieszyla sie szczesciem ich dwojga, moze bardziej ze wzgledu na Lizzie, ale jednak lubila tez Eugena.
Ech, moge o tym mowic godzinami ... :roll:

W kazdym razie John mnie ani troche nie pociaga i nic na to nie poradze...
Podczas gdy Eugene (Paul) .... :ops1:

Admete - Nie 08 Lip, 2007 13:22

Alez ja cały czas wszystko rozważam na gruncie literatury, ja zwyczajnie nie rozdzielam w odbiorze jednego od drugiego. Podoba mi się zwykle to, co podoba mi się naprawdę ;-) I prawie nigdy nie mam słabości dla aktorów, tylko dla postaci ;-) Jak mówię literacki Eugene wzbudza uczucia nieco opiekuncze zarówno w Lizzy jak i w niektórych czytelniczkach ;-) Ja jestem jakoś mało opiekuńcza ;-)
Alison - Nie 08 Lip, 2007 13:31

Ojeju, co się tak poważnie zrobiło? Co to sobie poszaleć nie można, żeby od razu człowiekowi nie uświadamiano, że się w niewłaściwym facecie zakochał? Mną się nie trzeba opiekować, ja sobie ze wszystkim sama radzę. Mnie trzeba ładnie kochać, resztę sobie sama załatwię :wink:
A jak już jest o życiu, to takie próbowanie czy się nadaję, i trzymanie mnie na dystans, jakby coś sie okazało nie tak, to mi przypomina testy dla psów myśliwskich. Sęk ju wery macz, miłość to nie jest inwestycja na giełdzie, to jest uczucie, w które się wchodzi z głową i butami, albo lepiej sobie w ogóle głowy nie zawracać. A gdyby Bella się okazała interesowna, to co? Uczucie by rozsądnie zgasło? To ja czniam takie uczucie...
Z Eugenem było jak z panem Darcy'm, poczuł namiętność ale nie bardzo wiedział co z nią zrobić, i czy może sobie na nia pozwolić. Musiał dopiero dostać obuchem w łeb, tak jak Darcy musiał zostać odrzuconym w dość brutalny i jednoznaczny sposób, żeby uświadomic sobie na czym mu naprawdę zależy, na ukochanej kobiecie, czy na dobrych stosunkach z towarzystwem. Są mężczyźni, których trzeba "kopnąć prądem", żeby dowiedzieli się, że te łaskotki w brzuchu to miłość, a nie niestrawność na czyjś widok. Nie umiałabym wybaczyć gdybym sie dowiedziała, że byłam sprawdzana czy jestem godna, i że mój mąż ma na imię Walerian, a cały czas mi mowił, że Fryderyk. Jeśli facet potrafi żyć z jakąś tajemnicą, potrafi też zdradzić. Nie mam co do tego wątpliwości.

Gosia - Nie 08 Lip, 2007 13:56

Jestem w pierwszej fazie zauroczenia Paulem McGannem :serduszkate: i jeszcze w dodatku Ali podziela moja fascynacje, wiec nie jestem osamotniona :taniec:

Nie wiem. Moze pozniej nastapi faza wyciszenia, a moze glebokiej trwalej milosci ;)
W zaleznosci od tego, ile jeszcze filmow z nim obejrze i czy bedzie mi sie w nich podobal.
Poki co "OMF" i "Horatio" oraz spiew samego Paula sprawily, ze moge spiewac: Love, love, love! :serduszkate:
Co prawda kochana Caroline (ktora jest współwinna mojego obecnego szalenstwa ;) ) przygotowala mi jakies antidotum :kwiatek: , ale nie sadze by sie okazalo skuteczne :mrgreen:

Admete - Nie 08 Lip, 2007 14:18

Każdy ma swój punkt widzenia - jedna osoba ceni to, druga coś innego ;-) Ja za Eugena literackiego czy prawdziwego podziękuję - więcej dla was zostanie. Dobrze, że można się podzielić ;-) A Eugene zawsze może się znudzić - zdradzić pewnie nie zdradzi, ma na to równie mało ikry jak i na resztę ;-)
Gosia - Nie 08 Lip, 2007 15:36

Chcialam powiedziec, ze jestem wlasnie po lekturze calego tego watku, i na przemian to smialam sie, to wzruszalam naszymi wspolnymi odczuciami, i tym jak sie zmienialy moje uczucia w miare ogladania kolejnych odcinkow i w miare uplywu czasu :D
Eugene podobal mi sie wlasciwie od poczatku, ale moja milosc wzrastala, az objela rowniez grajacego go Paula McGanna.
Ciekawa jestem ile wielbicielek on zyskal dzieki tej roli ;)
Z pewnoscia dwie na naszym forum :mrgreen:
Obawiam sie ze ani Monika po obejrzeniu ostatniego odcinka nie zmieni swoje zdania (bo Eugene jest najslodszy w odcinku trzecim), ani Harry nie zachwyci sie ta postacia.
Mowi sie trudno i kocha sie.... Eugena (Paula) dalej... :D

A co do "Under the Greenwood Tree" to jestem go ciekawa bo gra tam Keeley czyli Lizzie Hexam.

Wiecie, ze sobie wlasnie uswiadomilam, jaka jest duza roznica wieku miedzy Eugenem i Lizzie?
Keeley urodzila sie w 1977 r., a Paul w 1959!
A przeciez tej roznicy wieku wlasciwie nie widac!
Keeley grajac w OMF miala 21 lat, a Paul mial prawie 40! :thud:
Obejrzalam sobie jeszcze raz ten klip "Gravity"
http://www.youtube.com/watch?v=fcTdHZaQAmQ
I po prostu powiem Wam: Kocham ten film za wątek Lizzie i Eugena! I kocham ten klip :serce2:

Alison - Nie 08 Lip, 2007 16:40

No pięknie, pięknie... Już dawno nie widziałam filmu i miło było znowu popatrzeć.
Jak tak zobaczyłam Eugena w fotelu z cygarem, to pomyślałam sobie, ze on w tym fotelu miał znacznie głębsze życie wewnętrzne i więcej filozoficznych przemyśleń, niż niejaki urzędas, co to papierki przekładał i liczydłami strzelał.
Jak tak sobie cały film przypomniałam, to muszę przyznać, że Jaśko też budził moją sympatię przez cały film, ale w ostatnim odcinku niestety ją stracił :?
A odkąd usłyszałam śpiewajacego Paula/Eugena, to już się nad niczym nie bedę zastanawiać, tylko będę parować serduszkami.

O tak - :serduszkate:

EDIT: Acha, no i chwała Bogu, że Paweł jest w odpowiedniej grupie wiekowej, bo by mi było trochę przykrawo :wink:

Gosia - Nie 08 Lip, 2007 16:46

Prawda? Na szczescie jest od nas starszy . Zawsze gustowalam w dojrzalych facetach :mrgreen:
My Ali, bylysmy juz prawie gotowe (ja w dodatku po "Horatio Hornblowerze" i odgrywanej tam przez Paula postaci lieutenanta Busha szczegolnie), ale glos Paula w tych piosenkach nas ostatecznie uwiodl i dobrze! :-D
Bo czyz on nie jest uroczy i przystojny?




Alison - Nie 08 Lip, 2007 18:58

No jest, jest... Sprawdziłam, ja na niego pierwszego zwróciłam uwagę w tym filmie! Nazwałam go "znudzony gentelman z cygarem", że taki jest intrygujący. Mam oko i ucho nie da się ukryć :wink:
A pamiętasz, jak powyżej, gdzieś tam na początku wątku pisałaś, że w innych rolach to on Ci się nic a nic nie widzi? :mrgreen:
Ja to porucznika Busha to znam tylko tyle co z tego klipu, ale i tak, jak krzyczy "ognia!" przy armacie, to mdleję permanentnie, więc co mi więcej trzeba? :wink:
Tłumaczyłam dzis fanfika, a Pawełek mi śpiewał. Matko, jakby mi tak prywatnie do ucha zaśpiewał, rzucam wszystko, pracę, dom (no, psa bym wzięła, bo syn to już sobie beze mnie poradzi) i idę za nim w ciemno, boso na pustynię! Byle tylko śpiewal, bo jakby przestał, to biorę stopa i wracam, bo by mi tu wszystkie kwiatki powiędły! :wink:

Gosia - Nie 08 Lip, 2007 21:17

Hehe, no wlasnie jak czytalam ten watek to mnie to co wtedy napisalam o Paulu ubawilo, ale chyba tam dodalam slowo: "chyba" nie widzi, wiec jednak pewnosci nie mialam. ;)
Zreszta on mnie niewolil po troszeczku, az calkiem zniewolil :mrgreen:
Samym glosem by mnie zniewolil, ja na jego glos od razu zwrocilam uwage, to wazny atut u faceta ;) A jak mruczy cos lub szepcze, to juz w ogole.... :thud:
Ma pare takich wejsc w Horatiu... szkoda, ze to nie film milosny ;)
Ali, nie wiem czy podobaja Ci sie takie filmy "okretowo-morskie", ale jesli chcesz sobie popatrzec na lieutenanta Wiliama Busha w akcji, to ja sluze :mrgreen:

P.S. Obejrzalam wlasnie Drzewko i gdzies musze sie wywnetrznic, tylko w innym watku chyba, choc o Keeley warto powiedziec i tutaj. W OMF bardziej mi sie ona podoba, niz w drzewku, wlosy ma tu ladniejsze, w Drzewku jakas za chuda jest ;) i w ogole jak moze zdradzac Eugena :-P
Wrzuce tylko jeden skrinek, na ktorym wyglada naprawde pieknie:

Gosia - Nie 08 Lip, 2007 21:55

Super Ali, no to sobie Paula poogladasz do woli, bo gra w czterech odcinkach "Hornblowera", choc ja najbardziej go chyba lubie w "Retribution" :D

Harry, nie namawiam, ale mysle ze film by Ci sie spodobal, znajdziesz w nim cos dla siebie, sa prawnicy ;) , dwie historie milosne, jest humor. Jest co prawda sporo Dickensowskich ciemnych klimatow, ale rekompensuje to reszta.
Dla mnie ze wzgledu na watek Eugena i Lizzie to jeden z ulubionych filmow...

Ufff, wlasnie Paul mi spiewa do uszka, jak slodko... :serduszkate:



Am I not handsome
Am I not charming too?
For her to fall in love with me
Is not hard to do


Wszystko to prawda, czyz nie? :wink:

Niech spiewa i spiewa ...dla mnie....a ja bede sluchac, i sluchac, i sluchac.... :love_shower:
I wish that I could be a poet,
and write with perfect symetry,
if only I could find the words that would denote,
exactly what she means to me.

I wish the muse would stimulate me,
and help me to create the finest poetry,
If only I could only find the perfect simile,
to tell the world how she is fair as fair could be

Żeby to było o mnie ... :paddotylu:

Gitka - Pon 09 Lip, 2007 17:49

Ale się tu działo :shock:
Temat jednego aktora :mrgreen:
Teraz dopiero zdążyłam wszystko przeczytać, ale się uśmiałam...
A ostatnio Caroline mi pisała, że cieszy się iż ten temat tak fajnie się rozwija.
Tak sobie pomyślałam, czy to ona nie sprowokowała tych nowych kilku stron? :mrgreen:
Gosi się nie dziwię, bo zauroczona okrutnie, ja muszę się przynać też słucham sobie Paula i wydrukowałam tłumaczenie piosenek Alison :thud:
Facet coś w sobie ma niewąpliwie, chociaż jako Eugene niezbyt mi odpowiada...

Wszyscy przecież wiedzą, że kocham się w Johnie i wcale nie muszę go bronić jak sugeruje Pem :wink: Mam inną strategię:
Kupię mi dobry szampon do włosów, żeby mu grzywka ładnie się układała i powieszę sobie na łańcuszku i będzie Ci on mój tylko mój :serce2: Nie dam go na wzgardzenie!
A tak na poważnie, uważam że bardzo dobry z niego aktor, widziałam go jeszcze w paru innych świetnych rolach i nie potrzenuje mojej obrony.
Co nie znaczy, że bardzo mi serce biło gdy czytałam jak dziewczyny pięknie o nim pisały :serduszkate:

Admete - Pon 09 Lip, 2007 17:56

Gitko tak zupełnie Ci go nie oddam, podzielimy się zgodnie ;-)
Gosia - Pon 09 Lip, 2007 18:05

No tak, sama Carolcia sie przyczynila do rozwoju tematu i tych plomiennych dyskusji Eugene-John, bo ja ostatnio tu niewiele tresci intelektualnej wnosilam :mrgreen:
Ale za to jaka interesujaca ta tresc nieintelektualna ... :serduszkate:




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group