To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Robin of Sherwood

Anonymous - Pon 05 Paź, 2009 21:55

Zgadza sie - ale rownie dobrze mozna bylo serial zakonczyc, prawda? Nie zaprzeczam, ze Michas byl genialnym Robinem, ale nie uwazam, ze byl niezastapionym :)
Tak mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz - czy na nasze oceny nie wplywa fakt, ze dla Ciebie serial byl przyczyna, a dla mnie skutkiem zainteresowania Celtami? Moze to tez ma wielki wplyw na postrzegani roli aktorow i samego serialu?


P.S. Ja zazwyczaj oddzielam fizycznosc aktora od oceny gry aktorskiej. Jest tylu niezdolnych przystojniakow i tylu utalentowanych brzydali :) Nie mam serca ich dyskryminowac :twisted:

praedzio - Pon 05 Paź, 2009 22:03

AineNiRigani napisał/a:
Zgadza sie - ale rownie dobrze mozna bylo serial zakonczyc, prawda?

Prawda. Ale to niczego nie dowodzi. :P

AineNiRigani napisał/a:
Nie zaprzeczam, ze Michas byl genialnym Robinem, ale nie uwazam, ze byl niezastapionym :)

To Ci akurat wolno. ;)

AineNiRigani napisał/a:
Tak mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz - czy na nasze oceny nie wplywa fakt, ze dla Ciebie serial byl przyczyna, a dla mnie skutkiem zainteresowania Celtami? Moze to tez ma wielki wplyw na postrzegani roli aktorow i samego serialu?


Zważywszy na to, że po raz pierwszy obejrzałam go jako yyyy... 8-latka?... trudno by mi było mówić o innej kolejności. :P Na pewno nasze postrzeganie serialu się różni; na pewno za tym stoi wiele czynników, ale czy to ważne?

W wielu rzeczach jesteśmy jak ogień i woda. :mrgreen:

Anonymous - Pon 05 Paź, 2009 22:16

W wielu? Powiedzialabym w wiekszosci - czy to nie urocze? :P
Dodam, ze fakt czym byl dla kazdej z nas serial wydaje mi sie miec kolosalne znaczenie. Interesowalam sie Celtami odkad pamietam - duzo wczesniej kultura niz muzyka. Legendy celtyckie opowiadal mi tata do poduszki (tak samo jak i mity greckie, legendy arturianskie, no i rzecz jasna historie Robin Hooda), wiec w chwili gdy ogladalam serial nie bylo to dla mnie pierwsze zetkniecie sie z mistycyzmem celtyckim, a raczej skutkiem tego, ze bylo to mi juz znane. Dziecko lubi ogladac to, co juz zna. Nie bylo wiec we mnie odkrywania nowych szlakow, a raczej kontemplacji znanych mi wczesniej sciezek - moze dlatego ani Michael jako Robin ani sam serial nie stanowi dla mnie, niejako swietosci? Pierwsze zetkniecie sie z magia Celtow jest zazwyczaj wielkim przezyciem i kazdy pamieta swoj "pierwszy raz". Dla mnie byla to legenda o Boadiceii Zwycieskiej, krolowej Icenow, ktorej postac na dlugo utkwila mi w glowie (jak dla mnie stanowi maly pierwowzor Xeny :) ) i dlugo byla dla mnie kims nietykalnym niemal.

Deanariell - Pon 05 Paź, 2009 23:12

praedzio napisał/a:
Zastąpiono go, bo Praed nie zostawił producentowi wyboru. I tak później Connery musiał się zmagać z ustawicznym porównywaniem go do Czarnego Robina.

AineNiRigani napisał/a:
Zgadza sie - ale rownie dobrze mozna bylo serial zakonczyc, prawda?

Dawno tu nie zaglądałam ;) Ale lepiej późno, niż wcale... :P

Bardzo ciekawa dyskusja drogie panie :) Ze swojej strony dodam, że chociaż byłam zła na reżysera za uśmiercenie Czarnego, to z przyjemnością oglądałam później drugą serię z Jason'em - który nawet w serialu musiał się zmagać z porównywaniem go do poprzednika (przecież drużyna nie zaakceptowała nowego tak od "pierwszego wejrzenia", jak pamiętamy byli dość nieufni i sceptycznie nastawieni - zwłaszcza Will Scarlet), myślę jednak, że zasłużenie zdobył w końcu serca fanów. Owszem, był zupełnie inny i to mi się właśnie najbardziej później spodobało, bo naturalnie w pierwszym odcinku tej drugiej serii miałam jeszcze tę głupią nadzieję, że jakimś cudem tamten nie zginął... :roll: A tu proszę, pojawiła się nagle "uzurpator" :bejsbol: :P Stopniowo jednak go polubiłam, przekonał mnie - podobnie jak sam pomysł połączenia różnych wersji legendy o Robin Hoodzie - w jednej jest to pochodzący z ludu Robin z Loxley (który w wyniku zdrady umiera), a w innej szlachcic - czyli tutaj Robert z Huntingdon, zupełnie inna historia. Nie wyobrażam sobie teraz z perspektywy czasu, że mogliby zakończyć tak udany projekt na tej pierwszej serii, pomijam, że to było dość pesymistyczne zakończenie... :cry2: W ten sposób legenda uzyskała pełnię, jakiej nie mają inne filmy o tej tematyce. Zresztą te inne wersje mnie zawsze bawiły lub wręcz śmieszyły - ta wydała mi się od początku autentyczna, jeśli można tak powiedzieć w ogóle o legendzie... :mrgreen:

Anonymous - Pon 05 Paź, 2009 23:23

Rielka jak to jest, ze Ty zawsze wyciagasz slowa z moich ust niczym Wlosi makaron z talerza...
Dokladnie to samo mi sie zawsze podobalo - proba konfrontacji legendy z historia (dokladnie za to samo lubie Krola Artura z ksiedzem Owenem)

Deanariell - Pon 05 Paź, 2009 23:55

AineNiRigani napisał/a:
Rielka jak to jest, ze Ty zawsze wyciagasz slowa z moich ust niczym Wlosi makaron z talerza...

:rotfl: Cóż za malownicze porównanie - podoba mi się :mrgreen:
Ano tak to jest, że ja tu czytam i stwierdzam, że mamy z sobą wiele wspólnego pod względem niektórych poglądów i zainteresowań... :przytul: :hug_grupowy: Chociaż tej legendy o Boadiceii chyba nie znam... :mysle: Można to gdzieś przeczytać w necie? Przyznaję, że od lat zaniedbałam dawne celtyckie i irlandzkie pasje... za dużo fascynujących rzeczy na tym świecie i niestety nie ma czasu, żeby interesować się wszystkim naraz... :( Jednak to we mnie tkwi i pozostanie ;) Teraz w sumie sprzedałam duszę bez reszty braciom W. (a jednemu szczególnie :P )...

Aragonte - Pon 05 Paź, 2009 23:58

Riella, Boadicea to nie legenda, tylko historia, kawałek historii Brytanii podczas jej okupowania przez Rzym. I dość smutno się kończy, niestety.
Jeśli Aine nie podrzuci Ci linka, to czegoś poszukam.

Deanariell - Wto 06 Paź, 2009 00:06

Aragonte napisał/a:
Riella, Boadicea to nie legenda, tylko historia, kawałek historii Brytanii podczas jej okupowania przez Rzym. I dość smutno się kończy, niestety.

O, sorrry, ale ja tylko za Aine powtarzałam: "Pierwsze zetkniecie sie z magia Celtow jest zazwyczaj wielkim przezyciem i kazdy pamieta swoj "pierwszy raz". Dla mnie byla to legenda o Boadiceii Zwycieskiej, krolowej Icenow, ktorej postac na dlugo utkwila mi w glowie" - koniec cytatu ;) Jakoś mi umknął ten kawałek historii Brytanii, chociaż jestem pewna, że to imię mi się już kiedyś obiło o szare komórki... :mysle: Tylko ja mam strasznie krótką pamięć do takich szczegółów... :P Spoko, jakoś nadrobię zaległości... A że się smutno kończy - tak od początku przeczuwałam, nie jestem zaskoczona... :D

Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 00:28

Bo Boadicea jak Robin to postacie historyczne, ale na motywach jej zycia naroslo wiele legend. Ja najpierw zetknelam sie z legenda (powiedziana lajcikowo - bylam dzieckiem, a oipowiesc byla dobranocka :P ), potem zainteresowalam sie historia.

http://free.of.pl/m/mysti...l/boadicea.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Boudika

praedzio - Wto 06 Paź, 2009 06:12

Niektórzy historycy twierdzą, że nigdy nie istniał Robin Hood. Na jego legendę złożyły się opowieści o różnych bohaterach ludowych, m.in. Adamie Bellu. Żeby nie było - powtarzam tu słowa jednej z moich wykładowczyń z czasów radosnego studiowania polonistyki, nie potrafię tego udokumentować. ;)
Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 14:35

Robin to postac taka jak Artur - na wpol legendarna, na wpol historyczna. Stanowi zlepek roznych legend i tak naprawde nie bylo jednego Robina, ani tez jednego lasu Sherwood - i tutaj nie ma co do tego watpliwosci i nigdy nie bylo (szczegolnie, ze spisy ludnosci mowia, ze Robertow Hoodow bylo niczym mrowkow). Wokol roznych osob, z ktorych czesc byla zwyklymi rzezimieszkami (nazwe Robin Hood upatruje sie w zlepku wyrazowym Rob in hood - czyli zakapturzonych rozbojnikach), a czesc rebeliantami wszczynajacymi powstania saksonskie przeciwko wladzy Normanow w Anglii. Z tego zlepka powstala legenda narodowa o bohaterze, z czasem naroslo wokol niej legenda bohatera narodowo-ludowego, ktory rabowal bogatych i pomagal biednym (analogie mamy przy Janosiku, chociaz i on mial z bohaterem tyle wspolnego co ja z baletnica) - ale to jest juz XV-wieczna propaganda szkocka. Robert z Locksley (vel Robert Fitzooth) hrabia Hutington, jest jednym z Robinow o ktorym wiemy co-nieco, a co wazne - chyba jednym z najstarszych poswiadczonych zrodlowo (aczkolwiek rowniez propagandowo). Jest postacia historyczna, mial prywatny zatarg z szeryfem i chcial mu dokopac - stad i wywolal rebelie, na ktorej czele stanal (cos jak nasz Chmielnicki). A ze jednoczesnie byl Krzyzowcem, bral udzial w III krucjacie wraz z najwiekszym historycznym awanturnikiem - Rychem Kurzym Możdzkiem Lwie Serce, to i narosla rowniez legenda o tym, ze Robin byl zwolennikiem Rycha, a przeciwnikiem nielubianego w Anglii Jaśka Bezdomnego (do tej pory nie wiem za co...)
Wlasnie dlatego tak, jak zwrocila na to uwage Rielka, w serialu swietne jest to polaczenie roznych hipotez, roznych legend i roznych osob, a caly wybieg z Bialym i Czarnym Robinem pokazuje, ze nie chodzi o osobe, a o idee.

trifle - Wto 06 Paź, 2009 14:47

Czy mogłabym nieśmiało wyłudzić od kogoś Robina tegoż? :rumieniec: Wstyd, bo już łudzę od Gosi coś innego, ale no nie mam skąd wziąć..
praedzio - Wto 06 Paź, 2009 14:51

Mówisz - masz! :D Pamiętam, że Ci kiedyś obiecywałam (albo Kaśkowi). :mysle:

Aine, a masz dostęp do jakiś historycznych opracowań mówiących o legendzie Robina? Bym se poczytała chętnie.

Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 16:16

opracowan historycznych jest cholernie malo. Kiedys przy pisaniu magisterki mialam w rekach maszynopisy roznych wykladow Normana Daviesa i tam jeden byl poswiecony Robinowi (czesc zostala wydana bodajze pt. Smok Wawelski nad Tamiza, ale tam juz o ile sie nie myle Robina nie ma). Szukalam czegos innego, a to przeczytalam z ciekawosci - porobilam sobie notatki. I tyle. Natomiast w Wyspach tegoz autora jest fragment dotyczacy relacji sasko-normanskich z XII-XIII w. i archetypow na nich powstalych (Robin, Ivanhoe), ale nie spotkalam sie z praca historyczna na ten temat (ale tez przyznaje uczciwie - nigdy mnie az na tyle nie interesowal, aby szukac glebiej. Co mi sie trafilo gdzies po drodze, to sobie zapisalam, ale to wszystko). Jestem natomiast pewna, ze takowa powstala - znajac dzialanie swiatka historycznego i kostrukcji tematycznej, to jest to temat, ktory pewnie zostal juz przeleciany na wszystkie strony niczym marietanka i wyczerpany do cna przez rodzimych bohaterowi historykow.
Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 18:27

Ogladam sobie i ogladam i chyba jednak III seria bardziej mi sie podoba - tutaj nie chodzi tylko o Robina. Zdecyownie odcinaja sie od pierwszych dwoch serii - muzyka jest inna, nawet aranz tytulowej melodii zmieniony, ale i bohaterowie sie zmienili - druzyna jest bardziej zjednoczona, a Robin jest liderem i koordynatorem. Slucha i podejmuje ostateczne decyzje, ale prowadzi dialog z druzyna. Gra solowa zostala zamieniona na gre zespolowa. Przypuszczam, wplyw miala na to pozycja aktorow - Jason wszedl do znajacej sie grupy ludzi i scenarzysta wykorzystal te jego niepewnosc. Dla mnie to stanowi atut. I jakos caloksztalt jest mniej ponury.
Chyba po raz pierwszy ogladam to tak swiadomie :)

BeeMeR - Wto 13 Paź, 2009 12:06

praedzio napisał/a:
Pamiętam, że Ci kiedyś obiecywałam (albo Kaśkowi). :mysle:
albo mnie ;) W każdym razie wiem, że się interesowałam i coraz bardziej mam ochotę obejrzeć, bo z RoS pamiętam głównie Clannad :P
Okładka Robinowego Clannad ma twarz Praeda ;P

Anonymous - Wto 13 Paź, 2009 12:16

A mnie sie przypomnialo, ze mialam napisac, ze z III serii poki co moim ulubionym odcinkiem jest ten, w ktorym Gisburne lata w szarych majtkach, a Will bez majtek. Jak widac szlachte od plebsu wyroznia rowniez noszenie bielizny :banan:
praedzio - Wto 13 Paź, 2009 12:31

Eeee... Krzyż św. Ciricusa? Trzecią serię najsłabiej pamiętam. Coś mi się majaczy, że Will i Much na golasa kąpali się w jeziorku. :lol:
Anaru - Wto 13 Paź, 2009 23:54

AineNiRigani napisał/a:
z III serii poki co moim ulubionym odcinkiem jest ten, w ktorym Gisburne lata w szarych majtkach, a Will bez majtek.

praedzio napisał/a:
Coś mi się majaczy, że Will i Much na golasa kąpali się w jeziorku. :lol:

Pokaż babie serial... :rotfl:

Anonymous - Śro 14 Paź, 2009 01:19

Odcinek sie zgadza - ale nie moment. Will i Much kapali sie razem. Trojkacika z Guyem tam nie bylo :P Za to duzo pozniej Will juz sie pluska z Gisburnem, przy czym Guyowi sie szybciej znudzilo i wyszedl - w szaroburych majtasach, za to Will chcial go naklonic zeby wrocil i tam juz bylo widac, ze majtasow brak :P

Ja juz jestem na etapie zwracania uwagi na gesty, mimike i obecnosc/brak majtek.

praedzio - Śro 14 Paź, 2009 05:34

To faktycznie - coś przegapiłam... :mysle: :wink:
Aragonte - Śro 14 Paź, 2009 07:21

A ja kojarzę te gacie i ich brak :wink:
A tę scenkę z Muchem i Willem też pamiętam, to było w tym odcinku z rzekomymi trędowatymi.

BeeMeR - Śro 14 Paź, 2009 08:51

AineNiRigani napisał/a:
Ja juz jestem na etapie zwracania uwagi na gesty, mimike i obecnosc/brak majtek.
he he, zastanawiam się, czy ja kiedykolwiek nie zwracałam uwagi na powyższe :P chyba nie :mrgreen:

a tak nawiasem, to nie całkiem się zgadzam z tezą Aine
Cytat:
To rezyser decyduje jak aktor jest uwieczniany, jakie sceny maja byc montowane, jakie ma byc swiatlo - w przypadku Robina najcudniejsze sa sceny lesne, a to juz stricte praca rezysera i kamerzysty. Dobry aktor nie uratuje filmu przy kiepskim rezyserze (patrz Wiedzmin), ale swietny rezyser uratuje film przy kiepskiej obsadzie (np. Potop).
bo choć owszem, to reżyser ma decydujące zdanie, i potrafi czasem spaprać świetnego aktora/rolę, to nie zrobi z koziej d... fantastycznej postaci nawet najlepszym filmowaniem :roll:
Wiele takich filmów widziałam, gdzie zdjęcia, kostiumy i muzyka były świetne, a np. postaci niczym nie przykuły uwagi :roll:

Aragonte - Czw 12 Lis, 2009 13:26

Zagadka (głownie dla Praedzio) :mrgreen:
Przy okazji którego odcinka powstało to zdjęcie?
http://gfx.filmweb.pl/blog/57742/50052.1.jpg
Notabene bardzo mi się podoba :lol:

praedzio - Czw 12 Lis, 2009 13:28

The Prophecy?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group