Seriale - Robin of Sherwood
Anonymous - Pon 05 Paź, 2009 21:55
Zgadza sie - ale rownie dobrze mozna bylo serial zakonczyc, prawda? Nie zaprzeczam, ze Michas byl genialnym Robinem, ale nie uwazam, ze byl niezastapionym
Tak mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz - czy na nasze oceny nie wplywa fakt, ze dla Ciebie serial byl przyczyna, a dla mnie skutkiem zainteresowania Celtami? Moze to tez ma wielki wplyw na postrzegani roli aktorow i samego serialu?
P.S. Ja zazwyczaj oddzielam fizycznosc aktora od oceny gry aktorskiej. Jest tylu niezdolnych przystojniakow i tylu utalentowanych brzydali Nie mam serca ich dyskryminowac
praedzio - Pon 05 Paź, 2009 22:03
| AineNiRigani napisał/a: | | Zgadza sie - ale rownie dobrze mozna bylo serial zakonczyc, prawda? |
Prawda. Ale to niczego nie dowodzi.
| AineNiRigani napisał/a: | Nie zaprzeczam, ze Michas byl genialnym Robinem, ale nie uwazam, ze byl niezastapionym |
To Ci akurat wolno.
| AineNiRigani napisał/a: | | Tak mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz - czy na nasze oceny nie wplywa fakt, ze dla Ciebie serial byl przyczyna, a dla mnie skutkiem zainteresowania Celtami? Moze to tez ma wielki wplyw na postrzegani roli aktorow i samego serialu? |
Zważywszy na to, że po raz pierwszy obejrzałam go jako yyyy... 8-latka?... trudno by mi było mówić o innej kolejności. Na pewno nasze postrzeganie serialu się różni; na pewno za tym stoi wiele czynników, ale czy to ważne?
W wielu rzeczach jesteśmy jak ogień i woda.
Anonymous - Pon 05 Paź, 2009 22:16
W wielu? Powiedzialabym w wiekszosci - czy to nie urocze?
Dodam, ze fakt czym byl dla kazdej z nas serial wydaje mi sie miec kolosalne znaczenie. Interesowalam sie Celtami odkad pamietam - duzo wczesniej kultura niz muzyka. Legendy celtyckie opowiadal mi tata do poduszki (tak samo jak i mity greckie, legendy arturianskie, no i rzecz jasna historie Robin Hooda), wiec w chwili gdy ogladalam serial nie bylo to dla mnie pierwsze zetkniecie sie z mistycyzmem celtyckim, a raczej skutkiem tego, ze bylo to mi juz znane. Dziecko lubi ogladac to, co juz zna. Nie bylo wiec we mnie odkrywania nowych szlakow, a raczej kontemplacji znanych mi wczesniej sciezek - moze dlatego ani Michael jako Robin ani sam serial nie stanowi dla mnie, niejako swietosci? Pierwsze zetkniecie sie z magia Celtow jest zazwyczaj wielkim przezyciem i kazdy pamieta swoj "pierwszy raz". Dla mnie byla to legenda o Boadiceii Zwycieskiej, krolowej Icenow, ktorej postac na dlugo utkwila mi w glowie (jak dla mnie stanowi maly pierwowzor Xeny ) i dlugo byla dla mnie kims nietykalnym niemal.
Deanariell - Pon 05 Paź, 2009 23:12
| praedzio napisał/a: | | Zastąpiono go, bo Praed nie zostawił producentowi wyboru. I tak później Connery musiał się zmagać z ustawicznym porównywaniem go do Czarnego Robina. |
| AineNiRigani napisał/a: | | Zgadza sie - ale rownie dobrze mozna bylo serial zakonczyc, prawda? |
Dawno tu nie zaglądałam Ale lepiej późno, niż wcale...
Bardzo ciekawa dyskusja drogie panie Ze swojej strony dodam, że chociaż byłam zła na reżysera za uśmiercenie Czarnego, to z przyjemnością oglądałam później drugą serię z Jason'em - który nawet w serialu musiał się zmagać z porównywaniem go do poprzednika (przecież drużyna nie zaakceptowała nowego tak od "pierwszego wejrzenia", jak pamiętamy byli dość nieufni i sceptycznie nastawieni - zwłaszcza Will Scarlet), myślę jednak, że zasłużenie zdobył w końcu serca fanów. Owszem, był zupełnie inny i to mi się właśnie najbardziej później spodobało, bo naturalnie w pierwszym odcinku tej drugiej serii miałam jeszcze tę głupią nadzieję, że jakimś cudem tamten nie zginął... A tu proszę, pojawiła się nagle "uzurpator" Stopniowo jednak go polubiłam, przekonał mnie - podobnie jak sam pomysł połączenia różnych wersji legendy o Robin Hoodzie - w jednej jest to pochodzący z ludu Robin z Loxley (który w wyniku zdrady umiera), a w innej szlachcic - czyli tutaj Robert z Huntingdon, zupełnie inna historia. Nie wyobrażam sobie teraz z perspektywy czasu, że mogliby zakończyć tak udany projekt na tej pierwszej serii, pomijam, że to było dość pesymistyczne zakończenie... W ten sposób legenda uzyskała pełnię, jakiej nie mają inne filmy o tej tematyce. Zresztą te inne wersje mnie zawsze bawiły lub wręcz śmieszyły - ta wydała mi się od początku autentyczna, jeśli można tak powiedzieć w ogóle o legendzie...
Anonymous - Pon 05 Paź, 2009 23:23
Rielka jak to jest, ze Ty zawsze wyciagasz slowa z moich ust niczym Wlosi makaron z talerza...
Dokladnie to samo mi sie zawsze podobalo - proba konfrontacji legendy z historia (dokladnie za to samo lubie Krola Artura z ksiedzem Owenem)
Deanariell - Pon 05 Paź, 2009 23:55
| AineNiRigani napisał/a: | | Rielka jak to jest, ze Ty zawsze wyciagasz slowa z moich ust niczym Wlosi makaron z talerza... |
Cóż za malownicze porównanie - podoba mi się
Ano tak to jest, że ja tu czytam i stwierdzam, że mamy z sobą wiele wspólnego pod względem niektórych poglądów i zainteresowań... Chociaż tej legendy o Boadiceii chyba nie znam... Można to gdzieś przeczytać w necie? Przyznaję, że od lat zaniedbałam dawne celtyckie i irlandzkie pasje... za dużo fascynujących rzeczy na tym świecie i niestety nie ma czasu, żeby interesować się wszystkim naraz... Jednak to we mnie tkwi i pozostanie Teraz w sumie sprzedałam duszę bez reszty braciom W. (a jednemu szczególnie )...
Aragonte - Pon 05 Paź, 2009 23:58
Riella, Boadicea to nie legenda, tylko historia, kawałek historii Brytanii podczas jej okupowania przez Rzym. I dość smutno się kończy, niestety.
Jeśli Aine nie podrzuci Ci linka, to czegoś poszukam.
Deanariell - Wto 06 Paź, 2009 00:06
| Aragonte napisał/a: | | Riella, Boadicea to nie legenda, tylko historia, kawałek historii Brytanii podczas jej okupowania przez Rzym. I dość smutno się kończy, niestety. |
O, sorrry, ale ja tylko za Aine powtarzałam: "Pierwsze zetkniecie sie z magia Celtow jest zazwyczaj wielkim przezyciem i kazdy pamieta swoj "pierwszy raz". Dla mnie byla to legenda o Boadiceii Zwycieskiej, krolowej Icenow, ktorej postac na dlugo utkwila mi w glowie" - koniec cytatu Jakoś mi umknął ten kawałek historii Brytanii, chociaż jestem pewna, że to imię mi się już kiedyś obiło o szare komórki... Tylko ja mam strasznie krótką pamięć do takich szczegółów... Spoko, jakoś nadrobię zaległości... A że się smutno kończy - tak od początku przeczuwałam, nie jestem zaskoczona...
Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 00:28
Bo Boadicea jak Robin to postacie historyczne, ale na motywach jej zycia naroslo wiele legend. Ja najpierw zetknelam sie z legenda (powiedziana lajcikowo - bylam dzieckiem, a oipowiesc byla dobranocka ), potem zainteresowalam sie historia.
http://free.of.pl/m/mysti...l/boadicea.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Boudika
praedzio - Wto 06 Paź, 2009 06:12
Niektórzy historycy twierdzą, że nigdy nie istniał Robin Hood. Na jego legendę złożyły się opowieści o różnych bohaterach ludowych, m.in. Adamie Bellu. Żeby nie było - powtarzam tu słowa jednej z moich wykładowczyń z czasów radosnego studiowania polonistyki, nie potrafię tego udokumentować.
Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 14:35
Robin to postac taka jak Artur - na wpol legendarna, na wpol historyczna. Stanowi zlepek roznych legend i tak naprawde nie bylo jednego Robina, ani tez jednego lasu Sherwood - i tutaj nie ma co do tego watpliwosci i nigdy nie bylo (szczegolnie, ze spisy ludnosci mowia, ze Robertow Hoodow bylo niczym mrowkow). Wokol roznych osob, z ktorych czesc byla zwyklymi rzezimieszkami (nazwe Robin Hood upatruje sie w zlepku wyrazowym Rob in hood - czyli zakapturzonych rozbojnikach), a czesc rebeliantami wszczynajacymi powstania saksonskie przeciwko wladzy Normanow w Anglii. Z tego zlepka powstala legenda narodowa o bohaterze, z czasem naroslo wokol niej legenda bohatera narodowo-ludowego, ktory rabowal bogatych i pomagal biednym (analogie mamy przy Janosiku, chociaz i on mial z bohaterem tyle wspolnego co ja z baletnica) - ale to jest juz XV-wieczna propaganda szkocka. Robert z Locksley (vel Robert Fitzooth) hrabia Hutington, jest jednym z Robinow o ktorym wiemy co-nieco, a co wazne - chyba jednym z najstarszych poswiadczonych zrodlowo (aczkolwiek rowniez propagandowo). Jest postacia historyczna, mial prywatny zatarg z szeryfem i chcial mu dokopac - stad i wywolal rebelie, na ktorej czele stanal (cos jak nasz Chmielnicki). A ze jednoczesnie byl Krzyzowcem, bral udzial w III krucjacie wraz z najwiekszym historycznym awanturnikiem - Rychem Kurzym Możdzkiem Lwie Serce, to i narosla rowniez legenda o tym, ze Robin byl zwolennikiem Rycha, a przeciwnikiem nielubianego w Anglii Jaśka Bezdomnego (do tej pory nie wiem za co...)
Wlasnie dlatego tak, jak zwrocila na to uwage Rielka, w serialu swietne jest to polaczenie roznych hipotez, roznych legend i roznych osob, a caly wybieg z Bialym i Czarnym Robinem pokazuje, ze nie chodzi o osobe, a o idee.
trifle - Wto 06 Paź, 2009 14:47
Czy mogłabym nieśmiało wyłudzić od kogoś Robina tegoż? Wstyd, bo już łudzę od Gosi coś innego, ale no nie mam skąd wziąć..
praedzio - Wto 06 Paź, 2009 14:51
Mówisz - masz! Pamiętam, że Ci kiedyś obiecywałam (albo Kaśkowi).
Aine, a masz dostęp do jakiś historycznych opracowań mówiących o legendzie Robina? Bym se poczytała chętnie.
Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 16:16
opracowan historycznych jest cholernie malo. Kiedys przy pisaniu magisterki mialam w rekach maszynopisy roznych wykladow Normana Daviesa i tam jeden byl poswiecony Robinowi (czesc zostala wydana bodajze pt. Smok Wawelski nad Tamiza, ale tam juz o ile sie nie myle Robina nie ma). Szukalam czegos innego, a to przeczytalam z ciekawosci - porobilam sobie notatki. I tyle. Natomiast w Wyspach tegoz autora jest fragment dotyczacy relacji sasko-normanskich z XII-XIII w. i archetypow na nich powstalych (Robin, Ivanhoe), ale nie spotkalam sie z praca historyczna na ten temat (ale tez przyznaje uczciwie - nigdy mnie az na tyle nie interesowal, aby szukac glebiej. Co mi sie trafilo gdzies po drodze, to sobie zapisalam, ale to wszystko). Jestem natomiast pewna, ze takowa powstala - znajac dzialanie swiatka historycznego i kostrukcji tematycznej, to jest to temat, ktory pewnie zostal juz przeleciany na wszystkie strony niczym marietanka i wyczerpany do cna przez rodzimych bohaterowi historykow.
Anonymous - Wto 06 Paź, 2009 18:27
Ogladam sobie i ogladam i chyba jednak III seria bardziej mi sie podoba - tutaj nie chodzi tylko o Robina. Zdecyownie odcinaja sie od pierwszych dwoch serii - muzyka jest inna, nawet aranz tytulowej melodii zmieniony, ale i bohaterowie sie zmienili - druzyna jest bardziej zjednoczona, a Robin jest liderem i koordynatorem. Slucha i podejmuje ostateczne decyzje, ale prowadzi dialog z druzyna. Gra solowa zostala zamieniona na gre zespolowa. Przypuszczam, wplyw miala na to pozycja aktorow - Jason wszedl do znajacej sie grupy ludzi i scenarzysta wykorzystal te jego niepewnosc. Dla mnie to stanowi atut. I jakos caloksztalt jest mniej ponury.
Chyba po raz pierwszy ogladam to tak swiadomie
BeeMeR - Wto 13 Paź, 2009 12:06
| praedzio napisał/a: | Pamiętam, że Ci kiedyś obiecywałam (albo Kaśkowi). | albo mnie W każdym razie wiem, że się interesowałam i coraz bardziej mam ochotę obejrzeć, bo z RoS pamiętam głównie Clannad
Okładka Robinowego Clannad ma twarz Praeda ;P
Anonymous - Wto 13 Paź, 2009 12:16
A mnie sie przypomnialo, ze mialam napisac, ze z III serii poki co moim ulubionym odcinkiem jest ten, w ktorym Gisburne lata w szarych majtkach, a Will bez majtek. Jak widac szlachte od plebsu wyroznia rowniez noszenie bielizny
praedzio - Wto 13 Paź, 2009 12:31
Eeee... Krzyż św. Ciricusa? Trzecią serię najsłabiej pamiętam. Coś mi się majaczy, że Will i Much na golasa kąpali się w jeziorku.
Anaru - Wto 13 Paź, 2009 23:54
| AineNiRigani napisał/a: | | z III serii poki co moim ulubionym odcinkiem jest ten, w ktorym Gisburne lata w szarych majtkach, a Will bez majtek. |
| praedzio napisał/a: | Coś mi się majaczy, że Will i Much na golasa kąpali się w jeziorku. |
Pokaż babie serial...
Anonymous - Śro 14 Paź, 2009 01:19
Odcinek sie zgadza - ale nie moment. Will i Much kapali sie razem. Trojkacika z Guyem tam nie bylo Za to duzo pozniej Will juz sie pluska z Gisburnem, przy czym Guyowi sie szybciej znudzilo i wyszedl - w szaroburych majtasach, za to Will chcial go naklonic zeby wrocil i tam juz bylo widac, ze majtasow brak
Ja juz jestem na etapie zwracania uwagi na gesty, mimike i obecnosc/brak majtek.
praedzio - Śro 14 Paź, 2009 05:34
To faktycznie - coś przegapiłam...
Aragonte - Śro 14 Paź, 2009 07:21
A ja kojarzę te gacie i ich brak
A tę scenkę z Muchem i Willem też pamiętam, to było w tym odcinku z rzekomymi trędowatymi.
BeeMeR - Śro 14 Paź, 2009 08:51
| AineNiRigani napisał/a: | | Ja juz jestem na etapie zwracania uwagi na gesty, mimike i obecnosc/brak majtek. | he he, zastanawiam się, czy ja kiedykolwiek nie zwracałam uwagi na powyższe chyba nie
a tak nawiasem, to nie całkiem się zgadzam z tezą Aine
| Cytat: | | To rezyser decyduje jak aktor jest uwieczniany, jakie sceny maja byc montowane, jakie ma byc swiatlo - w przypadku Robina najcudniejsze sa sceny lesne, a to juz stricte praca rezysera i kamerzysty. Dobry aktor nie uratuje filmu przy kiepskim rezyserze (patrz Wiedzmin), ale swietny rezyser uratuje film przy kiepskiej obsadzie (np. Potop). | bo choć owszem, to reżyser ma decydujące zdanie, i potrafi czasem spaprać świetnego aktora/rolę, to nie zrobi z koziej d... fantastycznej postaci nawet najlepszym filmowaniem
Wiele takich filmów widziałam, gdzie zdjęcia, kostiumy i muzyka były świetne, a np. postaci niczym nie przykuły uwagi
Aragonte - Czw 12 Lis, 2009 13:26
Zagadka (głownie dla Praedzio)
Przy okazji którego odcinka powstało to zdjęcie?
http://gfx.filmweb.pl/blog/57742/50052.1.jpg
Notabene bardzo mi się podoba
praedzio - Czw 12 Lis, 2009 13:28
The Prophecy?
|
|
|