To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?

Alison - Sob 24 Lut, 2007 12:31

Aragonte napisał/a:
Przede wszystkim nie ma co się zajadle czepiać słownictwa, ono się faktycznie mocno zmieniło... Poszukam czegoś na temat Mniszkówny :cool:


Ależ my się nie czepiamy. My się zachwycamy, a ja to sie wprost upajam, bo jestem chorobliwą może, ale fanką mowy kwiecistej. :kwiatek: Cierpię katusze kiedy oglądam w TV jakieś sondy uliczne, "tokszoły" itp., i słyszę jak ludzie kompletnie nie potrafią mówić, nie znają znaczenia często pospolitych słów, a co najgorsze nie umieją zwerbalizować tego co czują. Jak rozmawiam z kimś, bo ten ktoś chce mi coś opowiedzieć o sobie i ciągle mówi: no wiesz, no wiesz, to szlag mnie trafia, bo NIE WIEM! Skąd mam wiedzieć, co kto czuje, kiedy mi tego nie jest w stanie opisać. Pani Helena poszła na maxa i to, co można opisać dwoma zwięzłymi zdaniami opisuje trzydziestoma, mocno rozbudowanymi, ale mnie to właśnie zachwyca, że słowa w niej kipią, kotłują się, przeganiają wzajemnie i zrzucają z siodła, a ona je w tym właśnie tempie wszystkie usiłuje poukładać na stronie, żeby żadnego nie ukrzywdzić. Za to właśnie ją kocham, choć się z niej trochę śmieję, ale polszczyzna to moja miłość ogromna, i jakby mnie tak kto od niej odciął, to bym chyba sczezła :wink:
A u pani Helenki tyle różnych nowinek i "starzynek" już nie używanych, że czuję się z nią jak na polance pełnej poziomek, wśród tych wszystkich kwiecistości słownych :razz:

Aragonte - Sob 24 Lut, 2007 12:35

Alison, coś w tym jest... A sformułowanie o słowach zrzucających sie nawzajem z siodła doprowadziło mnie do próby oplucia kawą monitora :lol: Bossskie! :mrgreen:

Czy Ty przypadkiem sama nie piszesz, Mateczko? :wink:

Alison - Sob 24 Lut, 2007 12:46

:lol: Nie, na szczęście dla rodzaju ludzkiego :cool:
Mam tylko wybujałą wyobraźnię i jak coś czytam, to natychmiast to widzę i zapamiętuję jako obraz, a nawet zapach (prawie jak Grenouille, ale nie mam potrzeby żadnego z tych zapachów ekstrahować kosztem czyjegoś życia :wink: ). Jak czytam Mniszkówną, to nie dosyć, że widzę to o czym czytam, to jeszcze widzę te wszystkie słowa i słóweczka, garnące się, depczące po sobie, galopujące w jej wyobraźni, byle jak najszybciej wydostać się na papier. Jak to Gosia nazwała wcześniej, przepalają ją te wszystkie słowa od środka i ona się ich pozbywa w takim chaosie i zamieszaniu, żeby się od ich nadmiaru uwolnić. Jak tylko pomyślę o jakimś opisie z Trędowatej to właśnie mam takie wyobrażenie: "potok słów, Niagara myśli".
I nic na to nie mogę poradzić :cry:

Marija - Śro 28 Lut, 2007 20:15

:grin:
Witojcie, hej!! Parę dni mnie nie było, ale Stefcię z ordynatem przeczytałam i jestem okrutnie zła na Hoffmana - za jego płytką ekranizację :wsciekla: . Mam strasznie dużo wątków do przeczytania, więc szersze refleksje potem, jak uśpię to całe towarzycho :evil: , co się wkoło kręci i mi podczytuje. "Marija"? A tato to ma inny, wrrrrr.......

Alison - Śro 28 Lut, 2007 22:24

Ja czekam z utęsknieniem na Twoje wrażenia, bo tu jakoś wszyscy olali Trędzię, i ja zostałam sama na środku bagna zachwytów :lol:
Marija - Śro 28 Lut, 2007 22:35

...bo się nie znają, o! Mnie wciągnęło bez reszty!!!! (starsze panie tak mają, hihi?). Po przeczytaniu odczuwam żal do reżysera Hofmana, że tak skopał ekranizację: ta ameba Starostecka to miała być Stefcia cudna? :evil: Co do ordynata, to nie powiem, Teleszyński mniam mniam bwana kubwai i w ogóle, miał facet ten arystokratyczny szyk (łącznie z arystokratyczną stopą :lol: Co jeszcze, tak na szybciutko? Język miejscami jest dość powiedzmy denerwujący, jakieś dziwaczne wyrażenia, ale ogólne to bardzo dobra książka (w swojej kategorii).
Trzykrotka - Śro 28 Lut, 2007 23:17

Hoffman zmaścił, kompletnie zmaścił i zmasakrował ordynata i całą Trędowatą. Nawet epoki mu się pomyliły, to NIE było dwudziestolecie międzywojenne, tylko co najmniej o epokę wcześniej.
Poza tym - co tu duzo mówić - do Trędowatej trzeba podchodzić na poważnie. Nie ma co robić oczka do widza, udawać, ze my tu mądrzejsi od pani Mniszek jesteśmy, bo ona tandetę pisała, a my to wiemy.... to trzeba zrobić na serio, szczypatielnie, z rozmachem, w Łańcucie niech będzie, w oranżeriach, rozariach, gondolach i z wszystkimi szykanami. Hit murowany byłby, a najlepiej smakowity serial czteroodcinkowy...
Tylko kto u nas dziś mógłby zagrać Waldemara?
Przecież nie Małaszyński!
Z glosu: młodszy Nowicki, Łukasz. On tym głosem może roztopić lodowiec :serce:

QaHa - Śro 28 Lut, 2007 23:28

Trzykrotka napisał/a:
Tylko kto u nas dziś mógłby zagrać Waldemara?
Przecież nie Małaszyński!
Z glosu: młodszy Nowicki, Łukaszł. On tym głosem może roztopić lodowiec :serce:

Małaszyński zdecydowanie nie! lepszy Żebrowski

Anaru - Śro 28 Lut, 2007 23:30

Trzykrotka napisał/a:
Z glosu: młodszy Nowicki, Łukaszł. On tym głosem może roztopić lodowiec :serce:

Ale z twarzy niewyjsciowy, przynajmniej w odniesieniu do tej roli.... :roll:
Jakos nie przychodzi mi do glowy dobry kandydat - taki, zeby oprócz gosu jeszcze wizualnie pasowal...
Edit: No, Zebrowski znacznie lepszy, a glos tez ma piekny... :D

Marija - Śro 28 Lut, 2007 23:31

Trzykrotka napisał/a:
Tylko kto u nas dziś mógłby zagrać Waldemara? Przecież nie Małaszyński!
Hehe, Borys Szyc oczywiście :rotfl: Albo Zakościelny - jak wszędzie, to wszędzie :twisted: .
Anaru - Śro 28 Lut, 2007 23:33

No tak, ten to ma szlacheckie wejrzenie :mrgreen:
Trzykrotka - Śro 28 Lut, 2007 23:45

O tak, stopę też! Uzdeczka leżalaby na nim jak ulał :rotfl: Łukasz niestety nie ma wdzięku ojca, tylko głos (młody Jan Nowicki byłby akurat :kwiatek: )
Żebrowski ma głos, klasę i urodę, ale nie ma seksapilu. Zmysły nigdy, przenigdy nie wypełzłyby mu na usta. A Waldy musi być bardzo zmysłowy.
Nie mam pomysłu, choć myślę intensywnie.
Mendes był niezły, tylko niski i niepozorny.

Marija - Śro 28 Lut, 2007 23:59

To musiałby być aktor, któremu namiętnie falują nozdrza :roll: , hmmm... Doprawdy, na takie cudo jak ordynat to chyba nikt.... Ale w tej skopanej Hofmanowej wersji Kownacka jako Rita i Fronczewski jako hrabia Trestka - rewelacja! Za to Dymna za ładna i za delikatna na hrabiankę Barską; w opisach Mniszkówny widziałam Horpynę po prostu :? ??:
Trzykrotka - Czw 01 Mar, 2007 00:11

Mnie się Dymna podobała. Barska miała być bardzo piękna, nie samym majątkiem ciągnęła za sobą sznurek wielbicieli. U Hoffmana aż dziw brał, ze ordynatowi nie podoba się taka ognista piękność, woli tę wymalowaną porcelanową lalę Starostecką. Już za zawodzenie przy fortepianie powinno go od niej odrzucać.
W ogóle to u Hoffmana najlepsza była Hrabina Elzonowska w wykonaniu Barańskiej: piękna, wyrafinowana, zepsuta, świetnie ubrana. Całkiem inna od zgrzebnej Barbary Niechcicowej i równie dobra.

Gdyby Szymon Bobrowski był mniej łysy i trochę szczuplejszy, może mógłby być Waldim? Hmmm

Alison - Czw 01 Mar, 2007 08:24

Ojej ruszyło się w trędowatym temacie. Jak miło... :wink:

No tak. Nie masz ordynata w naszych zasobach aktorskich, nie masz...
Szyc mógłby zagrać Klecza najwyżej, albo karykaturę Prątnickiego. Nie trawię gościa.
Same chłoptasie. Postawą to Kot by mi może pasował, ale po tych Franiach i jak zgolił bródkę, która odkryła jego rzeczywistą nieurodę, to mi przeszło. Stefci zreszta też nie widzę. Obstawiam produkcję zahraniczną.

A nawiasem mówiąc Maryś, dotulam Cię do serca, bo widzę że je masz wielkie jak stodoła :przytul: :serce2: :wink:

Trzykrotka - Czw 01 Mar, 2007 09:18

Z tą urodą aktorską to sama wiesz Ali jak jest - nie to ładne co ładne, tylko co się komu podoba. Pamiętam pierwsze reakcje na Mateusza, kiedy miał grać Darcy'ego, sama myślałam, ze szpetniejszego sobie nie mogli wybrać, no i proszę - gremialnie się w nim potem kochałyśmy. Gdyby Szyca uczesać (jak mówi mąż Miłosza :rotfl: ).
No nie, herezja.
Może Przemysław Sadowski, zanim się odchudził i zapuścił długie włosy. On ma ordynacki potencjał, czuję to
http://images.google.pl/i...ficial%26sa%3DN

Alison - Czw 01 Mar, 2007 09:27

Marija napisał/a:
Alison napisał/a:
Szyc mógłby zagrać Klecza najwyżej, albo karykaturę Prątnickiego. Nie trawię gościa.
To żart był ... :wink:


No chyba nie myślałaś, że pomyślałam, że pomyślałaś o Szycu w roli ordynata na poważnie. Ja mu przydzieliłam rolę, bo jakby kręcili, to by Szyca miało nie być? Niepodobna! :wink:

P.S. Powiedz, że płaknęłaś jak ordynat cierpiał, bo jak nie, to tu sama samiutka taka goopia zostanę :cry: :cry:

Trzykrotka - Czw 01 Mar, 2007 12:27

Ja najbardziej wolałam, kiedy cierpiał, ale miał nadzieję, wtedy na przykład, po polowaniu, kiedy snuł się po Głebowiczach, szukał pamiątek, ważył wszystkie za o przeciw, tęsknił i podejmował decyzję.... Mówię wam, Przemysław, Przemysław!
Jest tez taki aktor o przedwojennej urodzie, ale nazwiska nie pamiętam. Wygląda jak amant od Jadzi Smosarskiej.

Alison - Czw 01 Mar, 2007 12:48

Trzykrota! Tylko nie Sadowski!!! Ten co wypadł z Tańca z Gwiazdami jako Elvis?! :shock: Ten co w Magdzie M udawał windsurfera w koralikach i się przy obiedzie oświadczał?

Błagam nie zabijaj mnie albo Cię wydziedziczę. On jest koszmarny, namolny, obleśniak, FUUUUUUJ!!!!!! :obrzydzenie:

A wracając do miłych scen, to wyobrażałam sobie jakby w filmie wyglądała ta, jak Waldi siedział w pokoiku Stefci w Słodkowcach i miętolił jej korale (dla niewtajemniczonych ona była w domu rodziców w tym czasie, żeby mi tu jakichś skojarzeń niepotrzebnych nie było!). Ale by to była wzruszająca scena, byśmy się zachwycały na pewniuśko.
:serduszkate:

Trzykrotka - Czw 01 Mar, 2007 12:51

Ali, Ty mi serca nie rań! Teraz to on jest nie teges, ale kiedy na poczatku grał w Samym życiu takiego typa milczącego i kochającego po grób, to mnie do niego i owszem, :serce2: pikało.
QaHa - Czw 01 Mar, 2007 12:55

ha weszłam na filmweba aby zobaczyć kto to taki ten Sadowski.
Ha i poprostu mnie zamurowalo jak zobaczyłam, że chlopina urodzona jest w Hajnówce, taz on teraz zadnej roli wziąźć nie może on tam walczy o rozpude z obwodnica albo o obwodnicę z rozpudą :mrgreen:

Marija - Czw 01 Mar, 2007 12:59

Trzykrotka napisał/a:
Ja najbardziej wolałam, kiedy cierpiał, ale miał nadzieję, wtedy na przykład, po polowaniu, kiedy snuł się po Głebowiczach
Miał się po czym snuć :shock: , Stefcia to co i rusz tam błądziła na amen. Tak sobie myłam okna i się zastanawiałam nad aktorami, i nic, kicha :? ??: . Może dlatego, że Teleszyński dobry był jako ordynat, oj, dobry.... Zastanówmy się nad Stefcią (blondynką, nie ulizaną brunetką).
Alison - Czw 01 Mar, 2007 14:55

Swoją drogą jak Wera się wiła na szezlongu przed ordynatem, to ja się trochę zeskandalizowałam byłam :wink:
QaHa - Czw 01 Mar, 2007 15:43

Alison ja ci mówię ty sie ciesz ze nikt jeszcze tu Milowicza :obrzydzenie: w roli ordynata obsadzac nie chce bo to jest dopiero KASZANA, Sadowski przy nim to cud miniód ultramaryna :wink:
Marija - Czw 01 Mar, 2007 15:43

No, okropna jakaś ta Wera :? ??: , ale to jeszcze nic. Gorzej, jak ta druga była muza Waldemara, Krystyna jakaśtam, pomyślała sobie "czterdziestka!...." Qrczaczek :oops: .....


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group