To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Przeminęło z Wiatrem M Mitchell

Agn - Pon 09 Cze, 2008 10:41

Jak dla mnie podjął decyzję, że czas przerwać ten związek i się odkochać. I dlatego odchodzi. A że jest draniem, to i łatwiej mu było powiedzieć "Frankly my dear I don't give a damn".
Anonymous - Pon 09 Cze, 2008 11:34

Ale z drugiej strony co miał powiedzieć? "Przykro mi" "Sorry Winetu" "Pocieszysz się" każdy zwrot byłby nie na miejscu.
Agn - Pon 09 Cze, 2008 11:41

Och, ja mu wcale nie zarzucam niczego. To zdanie było idealne, to był cały Rhett Butler! Twierdzę tylko, że jemu, cynikowi, łatwiej było powiedzieć coś takiego niż "Sorry, laska, ale ja mam dość, odchodzę, złamałaś mi serce, już za późno, nigdy ci nie wybaczę, a w ogóle idę, bo nie chcę, żebyś widziała, jak płaczę".
Anonymous - Pon 09 Cze, 2008 11:52

i jego mi żal. Nie jest mi żal jej. Gdy przytrafiają jej się różne rzeczy jakoś jej nie żałuje.
Ale Agn to co Ty napisałaś to on w sumie powiedział, nie dosłownie w jednym zdaniu, ale w ciągu całej rozmowy na zakończenie

Trzykrotka - Pon 09 Cze, 2008 12:28

Ach, jedno zdanie, a przeszło do legendy! Genialne, cytowane nieskończoną ilość razy (ostatnio w OSO Farah Khan). Za to jedno zdanie już pani Mitchell poszła do pisarskiego nieba.
To jest w Scarlett własnie niesamowite, że - założę się - ona po tylu wstrząsach, które przyszły jeden za drugim
Spoiler:
śmierć Bonnie, Melanii, uswiadomienie sobie, że zmarnowała wiele lat myśląc, że kocha Ashleya, odejście Rhetta
wstanie, otrzepie się, poprawi sukienkę i zacznie od nowa. Nic jej nie zniszczy i nie złamie.

Anonymous - Pon 09 Cze, 2008 13:24

Film ma troszkę zmienioną treść w tym momencie
w książce
Spoiler:
poronienie, śmierć Bonnie, odejście Meli i ta illuminacja są troszkę oddzielone czasem. tak, ze na Scarlett to nie spada od razu. no i w książce Rhett nie mówi Scarlett niemalże tuż przed odejściem, ze ją kocha i że mogą sobie życie ułożyć

nicol81 - Pon 09 Cze, 2008 20:17

On w książce chyba w ogóle jej tego nie mówi... :?
Anonymous - Pon 09 Cze, 2008 20:28

wspomina jej mimochodem przy innych okazjach, ale nie mówi jej tego w tym momencie co w filmie
Trzykrotka - Pon 09 Cze, 2008 23:09

Dałabym sobie głowę uciąć, że mówi... Nie mam niestety książki pod ręką, żeby sprawdzić.
Drugie nieśmiertelne zdanie z "Przeminęło z wiatrem", motto wielu osób i w gruncie rzeczy mądra zasada to: "pomyślę o tym jutro".

Anonymous - Pon 09 Cze, 2008 23:34

ale zależy czego?
Nie mówi, że kocha, a to, że go to nie obchodzi i owszem

nicol81 - Wto 10 Cze, 2008 12:50

Ja miałam na myśli wyznanie miłości Retta. Wydaje mi się, że on tego nie robi w ksiązce- tylko żartobliwie, np. przy oswiadczynach...
Trzykrotka - Wto 10 Cze, 2008 13:49

On jej powiedział o swojej miłości do niej wyraźnie i wprost, ale dopiero kiedy od niej odchodził. To jest w książce długa i bolesna, pamiętna scena, w której wszystkie jego zamiary, uczucia, pragnienia, jakie nazbierały się przez lata ich znajomości są wyłożone kawa na ławę. Mówi wręcz, że kochał ją tak bardzo, że pewnie sam zabiłby Franka, gdyby ten nie zginął wcześniej, żeby tylko być z nią. Tylko, że wtedy jest już za późno, on już nie kocha, odchodzi, dlatego może wszystko powiedzieć. Wtedy też pada zdanie o miłości, którą Scarlett posługuje się jak batem.
Anonymous - Wto 10 Cze, 2008 14:11

ale mówił jej na drodze do Tary w dniu upadku Atlanty, żartobliwie przy oświadcznych, po pijaku gdy zaniósł ją na góryę w dniu urodzin Ashleya. Ale mistrzostwem wśród wyznań miłosnych jest zakończenie książki
Tamara - Wto 10 Cze, 2008 18:43

Trzykrotka napisał/a:

To jest w Scarlett własnie niesamowite, że - założę się - ona po tylu wstrząsach, które przyszły jeden za drugim wstanie, otrzepie się, poprawi sukienkę i zacznie od nowa. Nic jej nie zniszczy i nie złamie.


Bo jest pozbawiona pewnej części psychiki ( nie powiem mózgu :evil: ) , odpowiedzialnej za rozwój uczuciowy , wrażliwość i zdolność odwzajemniania uczuć . Jej życiem rządzi wielkie , rozdęte JA . Ona po prostu nie czuje , że kogoś krzywdzi , nie ma wyrzutów sumienia . Wiele rzeczy spływa po niej jak woda po gęsi , porozpacza , a potem piórka obeschną i po kłopocie :? (Ja jej nie lubię , bo nie mogę jej darować , jak traktowała Rhetta :bejsbol: , to fakt :-P )

Trzykrotka - Wto 10 Cze, 2008 19:42

Zgadza się, Tamaro. Czegoś jej brakowało, dziś to się nazywa inteligencją emocjonalną. Może umiała błyskawicznie liczyć w myślach, ale nie miała pojęcia, co sie dzieje w sercach najbliższych jej ludzi. Mnie jednak zjednuje do niej jedna sprawa: ta jej zawzięta miłość do ziemi i chęć jej obrony. Sprzedała siebie, żeby tylko Tara była bezpieczna. I tam jeździła lizać rany. W sumie - egoistycznie rzecz biorąc - dobrze jest mieć taką Scarlett w rodzinie. Przejedzie po tobie jak walec, ale w potrzebie nawet zabije Jankesa.
Jak Wam się podoba postać Melanii? Dla mnie to jest kobieta - ideał. W ogóle - jak się zastanowić - wiesza się psy na Mitchell, klasyfikuje jej dzieło życia do literatury kategorii B. A przecież za same kreacje kobiece należy jej się nieśmiertelność: Scarlett, Melania, Ellen nakreślona kilkoma kreskami, Mammy.

nicol81 - Wto 10 Cze, 2008 19:51

Trzykrotka napisał/a:
On jej powiedział o swojej miłości do niej wyraźnie i wprost, ale dopiero kiedy od niej odchodził. To jest w książce długa i bolesna, pamiętna scena, w której wszystkie jego zamiary, uczucia, pragnienia, jakie nazbierały się przez lata ich znajomości są wyłożone kawa na ławę. Mówi wręcz, że kochał ją tak bardzo, że pewnie sam zabiłby Franka, gdyby ten nie zginął wcześniej, żeby tylko być z nią. Tylko, że wtedy jest już za późno, on już nie kocha, odchodzi, dlatego może wszystko powiedzieć. Wtedy też pada zdanie o miłości, którą Scarlett posługuje się jak batem.

Właśnie o to mi chodziło...W książce ona nic nie wiedziała...Myślała, że interesuje się tylko jednym. Że jego zaloty mają jedynie cel zdobycia jej. Czy w takim razie on może robić jej wyrzuty?

nicol81 - Wto 10 Cze, 2008 19:58

Tamara napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:

To jest w Scarlett własnie niesamowite, że - założę się - ona po tylu wstrząsach, które przyszły jeden za drugim wstanie, otrzepie się, poprawi sukienkę i zacznie od nowa. Nic jej nie zniszczy i nie złamie.


Bo jest pozbawiona pewnej części psychiki ( nie powiem mózgu :evil: ) , odpowiedzialnej za rozwój uczuciowy , wrażliwość i zdolność odwzajemniania uczuć . Jej życiem rządzi wielkie , rozdęte JA . Ona po prostu nie czuje , że kogoś krzywdzi , nie ma wyrzutów sumienia . Wiele rzeczy spływa po niej jak woda po gęsi , porozpacza , a potem piórka obeschną i po kłopocie :? (Ja jej nie lubię , bo nie mogę jej darować , jak traktowała Rhetta :bejsbol: , to fakt :-P )

Zgadzam się- moim zdaniem ten brak wrażliwości stał się przyczyną jej klęski. Ta jej zasada "Pomyslę o tym jutro" wyrażała jej brak zdolności do refleksji, zwałszcza auto-. Bo to jutro nigdy nie nadchodziło...

Tamara - Wto 10 Cze, 2008 20:10

Trzykrotko , masz rację , tylko jej miłość do ziemi jest naprawdę godna podziwu i szacunku i tu należy się Scarlett sprawiedliwość - umiała jej bronić za wszelką cenę i całkowicie bezinteresownie :oklaski:
Takie kobiety jak Melania chyba w ogóle nie istnieją - może kiedyś były , ale wymarły :wink: najczęściej spotyka sie je w literaturze niestety , przynajmniej ja żadnej nie spotkałam :cry2: a gdyby istniały naprawdę , świat byłby milszy .

Anonymous - Wto 10 Cze, 2008 21:26

On chce od Scarlett tego czego sam nie ma miłości tak wielkiej, że nie boi się odrzucenia, że ona wypowie słowo kocham bez obawy, że on ją wyśmieje, ośmieszy. On sam tego nie potrafił

A Mela najukochańsza postać. Ideał Moja przyjaciółka jest do niej podobna :-D

nicol81 - Czw 12 Cze, 2008 10:55

lady_kasiek napisał/a:
A Mela najukochańsza postać. Ideał Moja przyjaciółka jest do niej podobna

No to masz szczęście...Takie jak Mela to nie tylko w życiu, ale i w ksiązkach rzadko się spotyka :-D
lady_kasiek napisał/a:
On chce od Scarlett tego czego sam nie ma miłości tak wielkiej, że nie boi się odrzucenia, że ona wypowie słowo kocham bez obawy, że on ją wyśmieje, ośmieszy. On sam tego nie potrafił

Właśnie. Chce czegoś, co sam nie dał. I choć go rozumiem, znając Scartlett, to jednak można powiedzieć, że nie zagrał o nią va bank... :mysle:

Anonymous - Czw 12 Cze, 2008 13:33

wiem, że w przypadku przyjaciółki to mam wielkie szczęście.


Rhett sam sobie zaszkodził gdyby nie powitał jej tak złośliwie po owej nocy wszystko byłoby inaczej

Trzykrotka - Czw 12 Cze, 2008 18:12

nicol81 napisał/a:

lady_kasiek napisał/a:
On chce od Scarlett tego czego sam nie ma miłości tak wielkiej, że nie boi się odrzucenia, że ona wypowie słowo kocham bez obawy, że on ją wyśmieje, ośmieszy. On sam tego nie potrafił

Właśnie. Chce czegoś, co sam nie dał. I choć go rozumiem, znając Scartlett, to jednak można powiedzieć, że nie zagrał o nią va bank... :mysle:

dziewczyny, pozwolę sobie nie zgodzić się z wami. Rhett nie dał Scarlett jednego: słów. Znał ja na tyle, że jeżeli kiedykolwiek mówił, że ja kocha to żartem albo przy rozstaniu. Był mądry, wiedział, że ona gardzi albo manipuluje zakochanymi w niej mężczyznami. Ale to nieprawda, że on jej nie dał miłości.
W jakimś poradniku przeczytałam, że jeżeli kobieta prosi swojego mężczyznę "zrób dla mnie coś specjalnego", to oczekuje kwiatów, kolacji przy świecach, romantycznego wyjazdu. A on - biegnie umyć jej samochód. Rhett nie słodził Scarlett, nie schlebiał, nie uprawiał zalotów. Ale to jemu zawdzięczała cale swoje samodzielne życie. C'mon! Gdyby on się nie pojawił w Atlancie, do końca życia byłaby wściekłą na cały świat, spowitą w czerń od czubka głowy po czubki palców, sfrustrowaną wdową. Był jej wsparciem, opoką, jedynym człowiekiem, który znał ją od podszewki i nadal przy niej był. Chyba nikt nie dał jej więcej prawdziwej, stałej miłości, niż on. Tyle, że on w ciągu (ilu?) lat ich małżeństwa zniszczyła ją krok po kroku, dzień po dniu.

Anonymous - Czw 12 Cze, 2008 18:31

Trzykrotko masz rację. Dał jej miłość, ale nie nazwał tego a to jej widocznie było potrzebne nie na początku, ale później. Ot kiedy straciła dziecko. Ona chciała go zawołać, bardzo chciała, ale się po prostu bała, bo był złośliwy, ironiczny
Trzykrotka - Czw 12 Cze, 2008 18:43

To prawda. Wtedy byc może jeszcze dałoby się coś naprawić. Ale w gruncie rzeczy Scarlett sama zapracowała sobie na takie traktowanie.
Anonymous - Czw 12 Cze, 2008 18:52

Wiedział co brał jednak. Bronię jej troszkę wbrew sobie. Ale on Wiedział, że ona kocha innego, wierzył w tą miłość, upór czy co to tam było


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group