Literatura - Proza i poezja - To czytamy - mole książkowe w akcji ;) Odsłona III
Barbarella - Śro 01 Kwi, 2020 12:08
| Agn napisał/a: | | Nie udalo mi sie jakos wkrecic w Jadowska. Ale jeszcze kiedys sprobuje do niej podejsc (to bedzie podejscie nr 3). Ktora seria bardziej ci sie podoba? Dora Wilk czy Nikita? |
Przyznaję, że ja byłam bardzo sceptyczna na początku. O ile lubię kryminały, to z postaciami nadprzyrodzonymi zawsze mam problem. Ale zaiskrzyło.
Może zacznij od książki Jadowskiej z krótkimi opowieściami kryminalnymi? Przewijają się tam bohaterowie z głównych serii. No bo jak za dwoma podejściami nie dałaś rady, to nie wiem, czy ma sens się katować....
Mnie się podobały obydwie serie. Aczkolwiek Dora Wilk ma więcej części, i przyznam szczerze, trochę mi się już nużyła.
Szamana nie polecam.
Szafran - Śro 01 Kwi, 2020 16:51
Czytam "Dziewczynę z wieży" - ale już bez specjalnej przyjemności. Za mocno to już wpada w koleiny konwencji z bohaterką opuszczającą dom na Wielki Quest. Ale styl nadal ładny, więc pewnie skończę. Ale czy po ostatni tom sięgnę, nie wiem. Chyba mi będzie szkoda kasy.
Agn - Wto 07 Kwi, 2020 14:59
Moja recenzja będzie dłuższa i zdaję sobie sprawę, że mało kto to będzie chciał czytać, ale muszę to i owo z siebie wyrzucić. Będę smęcić długo i rzewnie, bo książkę bardzo przeżywałam i nie chcę po niej napisać tylko "przeczytałam, jest spoko".
Mój piękny syn David Sheff
Jeśli ktoś widział film "Mój piękny syn", to wie o czym to jest - młody chłopak wpada w szpony nałogu, ojciec robi wszystko, żeby swoje dziecko z tego wyciągnąć.
To tak w dużym skrócie. Książka jest o wiele bardziej przejmująca niż film. I niby to jakby zasada - książka lepsza niż film (i kilka wyjątków potwierdzających tę regułę), ale chodzi o coś więcej.
Spróbuję to opowiedzieć w miarę składnie, ale nie gwarantuję, że mi się to uda. W książce jest wszystkiego więcej - więcej bólu, więcej błędów, więcej pomyłek, wielkich katastrof, nadziei, choroby, wścieku, żalu, złamanego serca i bezradności.
I nie jest napisana z jakąś wyjątkową wirtuozerią, jest dosyć prosto napisana, ale kurczę tak strasznie daje do myślenia...
Dobra, bredzę.
Co jest na pewno świetne - zaangażowanie ojca. Pomimo że David idealizuje trochę swojego syna, choć to może być normalne w przypadku rodzica kochającego swoje dziecko, to nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie - tym mocniej bolał upadek Nica. Inteligentny, sympatyczny, dobrze się uczył... dlaczego wziął trawę? Dostał szlaban, obiecał, że tego więcej nie zrobi. Dlaczego zaczął pić alkohol? Skąd się w jego rękach wzięła metamfetamina? Kiedy zaczął wstrzykiwać heroinę?
Super jest to pokazane, właśnie dlatego, że ta historia jest jednostronna - wiemy tylko tyle, ile wiedział w danej chwili ojciec. I tak samo jak on dopada nas zaskoczenie - kiedy Nic uzależnił się od narkotyków? Dlaczego zaczął je brać? Były już przypadki z trawką, jeden, drugi, trzeci... rozmowy, przepracowanie, obietnice... A i tak to zaskakuje. Bo rodzica to, tak myślę, zawsze zaskoczy. Nigdy nie będzie wierzył, że to jego dziecko zacznie ćpać. Zacznie kraść. Włamie się do jednego domu, do domu sąsiadów, domu swojej matki (rodzice Nica są rozwiedzeni, każdy założył nową rodzinę). Będzie znikał na całe tygodnie nie dając znaku życia po to tylko, by w końcu zadzwonić i przepitym, przećpanym głosem oznajmić, że wszystko jest ok (a David aż za dobrze wiedział, że nie jest). Strasznie się czyta tę książkę widząc, jak choroba narkotykowa Nica zagarniała całą rodzinę. Całe życie Davida, jego żony i dzieci było podporządkowane w zasadzie samopoczuciu Nica. Piękne, że David się nie poddał, choć jego walka nie należała do łatwych na żadnym z frontów. Nie umiał porozumieć się z synem. Udawało mu się zmuszać go do terapii, ale po nich Nic zawsze wracał do mety. W dodatku miejsca, w których oferowano terapie różnego kalibru nie prezentowały się najlepiej. Płaci się za nie straszne pieniądze, a efektów bardzo mało, terapie prowadzą osoby niekompetentne albo takie, których cała kompetencja polegała na tym, że kiedyś też brali. I jak zdaję sobie sprawę z tego, że David pisał o ośrodkach z końca lat 90-tych i początku 2000-ych, tak jego posłowie do nowego wydania nie napawa optymizmem - to wciąż domek z kart, którym mało kto się interesuje i w ogóle zajmuje.
Ile razy Nic wracał do nałogu, tyle razy mnie ściskało się serce. I ja wiem, że ten chłopak - przepraszam, mężczyzna, w końcu jest w moim wieku, wciąż żyje i obecnie ma się dobrze, tak kiedy czytałam o tym, jak przedawkował, to pomyślałam "rany, to już koniec...". W życiu - to była dopiero połowa drogi. Film hollywoodzko pokazuje zgrabną końcówkę, jak to po przedawkowaniu Nic się ogarnął - przykro mi to wam pisać, ale jeszcze długo się nie ogarnął na tyle, by przyznać sam przed sobą, że nad tym nie panuje i okłamywał sam siebie. Film też pomija wylew Davida - to dopiero był straszny rozdział. David, nie wiedząc ani jak się nazywa, ani który to rok, cały czas usiłował sobie przypomnieć numer telefonu Nica, żeby ktoś do niego zadzwonił i nie mógł sobie przypomnieć za nic w świecie, a zakręcił się na tym punkcie, bredził... Koszmar.
No i książka też pokazuje, że zdrowieje nie tylko narkoman na odtrutce, ale też jego rodzina. Nic siedział na tyłku w kolejnym ośrodku odwykowym, David po latach uczył się, że nie może poświęcić życia na ratowanie Nica. Psycholog mu to świetnie wytłumaczył, bardzo mi się to podobało.
Nie da się pewnych rzeczy zrozumieć - nigdy nie zrozumiem chyba tego pierwszego sięgnięcia po twardy narkotyk. Jestem w stanie zrozumieć sięgnięcie po trawkę, ale żeby sobie coś wstrzyknąć? Wciągnąć "kreskę"? Nie.
Książce mam w sumie jedno do zarzucenia. Nie widać tutaj prawie matki Nica. Przecież wiedziała, że jej syn jest uzależniony. A jednak - szukanie Nica? Ojciec. Szukanie terapii? Ojciec. Opłaty za kolejne ośrodki terapeutyczne? Ojciec. Matka zostaje wspomniana dosłownie kilka razy, że mieli jakieś pieniądze, dzięki czemu było na opłacenie czegośtam.
Świetna książka. Serio, warto przeczytać, szczególnie polecam dla kogoś, kto ma dzieci i dość stereotypowe wyobrażenie o narkomanii. Albo ostatnio zetknął się z tematem przy "Requiem dla snu" - czyli kolejny raz o nałogu od strony uzależnionego. Punkt widzenia rodzica jest niesamowity.
Pozwolę sobie na koniec machnąć wam cytat, który znakomicie oddaje to, co dzieje się w książce.
| Cytat: | Błagam, Boże, uzdrów Nica.
To moje prośby zwrócone do jakiejś siły wyższej, czymkolwiek jest, o której oni - na niezliczonych terapiach i niezliczonych mityngach - mówią, że gdzieś tam jest i słucha. Powtarzam w myślach te słowa, czasami nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że je wypowiadam: Błagam, Boże, uzdrów Nica.
Modlę się nawet wtedy, gdy wobec wiadomości z gazet moja modlitwa wydaje się zupełnie bez znaczenia pod względem skali i całkowicie egoistyczna.Wobec wiadomości o niszczycielskich huraganach i powodziach, samobójczych zamachach i katastrofach, wobec tsunami, terroryzmu, raka i wojny - niekończącej się, brutalnej wojny - wobec chorób i głodu, trzęsień ziemi, a wszędzie tam jest jakieś uzależnienie i dzisiaj niebiosa muszą być przeciążone hałasem tych wszystkich modlitw.
A tu jeszcze jedna.
Błagam, Boże, uzdrów Nica. Błagam, Boże, uzdrów Nica. |
Warto wspomnieć, że rodzina Sheffów jest niewierząca. I David tu nie modli się może do jakiegoś Boga, tylko z bezsilności prosi chyba już cały wszechświat, żeby Nic wreszcie przestał brać. Naprawdę czuje się w tej książce, że David już nie wie, co dalej robić, a mimo to wstaje każdego dnia z łóżka i szuka informacji, szpera za ośrodkami, szuka swojego syna... i w ten sposób czeka tygodniami na jakieś wieści, a każdy dzwonek telefonu może oznaczać, ze Nic nie żyje. Zdaje sobie sprawę, jakie paskudne błędy popełnił, ale pewnych rzeczy nie można już naprawić.
Oprócz historii Nica i Davida książka jest też kopalnią wiedzy o samych narkotykach, skąd się wzięły, jak się je zwalcza (w Stanach), jakie terapie się oferuje, jak wygląda detoksykacja.
O rany, moje biedne serce...
To pewnie dlatego po takiej lekturze już się wzięłam za "Na głodzie", czyli historię od strony Nica. Bo chciałam sobie po "Moim pięknym synu" odpocząć.
Jestem taka logiczna, że hej.
Tamara - Wto 07 Kwi, 2020 20:45
| Agn napisał/a: | | Książce mam w sumie jedno do zarzucenia. Nie widać tutaj prawie matki Nica. |
Nie traktowałabym tego jako zarzut wobec książki, tylko jak samo życie . Bardzo często jest tak, że jeden rodzic ma wszystko gdzieś, łącznie z dzieckiem. I wcale nierzadko jest to matka .
Admete - Wto 07 Kwi, 2020 20:56
Wolę lżejsze tematy Zaczęłam Stracharza, o którym rozmawiałyśmy w sobotę. Na razie mam pozytywne wrażenia, choć nie lubię narracji w 1 osobie.
Agn - Wto 07 Kwi, 2020 21:08
| Tamara napisał/a: | | Nie traktowałabym tego jako zarzut wobec książki, tylko jak samo życie . Bardzo często jest tak, że jeden rodzic ma wszystko gdzieś, łącznie z dzieckiem. I wcale nierzadko jest to matka . |
W tym rzecz, że ta matka nie jest matką, która ma wyrąbane na syna. Z tych małych wzmianek o niej widać, że też się bała o swoje dziecko, bo w którymś momencie David i Vicki (matka Nika) nawet dzwonią do siebie regularnie i on jej mówi, jak postępować przy kontaktach z Nikiem (który akurat wtedy był permanentnie na haju), wspólnie podejmowali decyzje, tylko David rzadko o niej wspomina, tak jakby ona istniała tylko wtedy, kiedy rozmawiał z nią przed telefon. Może po prostu skupił się na swojej historii i tyle.
Tamara - Wto 07 Kwi, 2020 21:10
To możliwe, albo ona była bierną uczestniczka, robiła tylko to ,co i kiedy jej David kazał . Takie też są .
Agn - Wto 07 Kwi, 2020 21:14
Może. Zobaczę co będzie w książce, którą napisał Nic, bo może być więcej.
Też fakt, że David nie wszystko musiał wiedzieć, ostatecznie sam Nic podejrzewam też do dziś nie wie, gdzie konkretnie kiedy był, kiedy ćpał. Ale może coś tam będzie o matce.
Tamara - Wto 07 Kwi, 2020 21:33
No właśnie, bo to jest tylko jedna strona medalu .
Agn - Wto 07 Kwi, 2020 23:10
Dlatego pisałam - to zarzut wobec książki (póki co).
Admete - Pon 13 Kwi, 2020 10:09
Przeczytałam kolejny kryminał Ann Cleeves - Mgliste powietrze. To jeden z tych, w których występuje Jimmy Perez. Lubię jej kryminały i klimat Shetlandów.
Agn - Pon 13 Kwi, 2020 11:24
Serio, powinnam sprobowac tych kryminalow. Lubie czasem dobry kryninal, a ostatnio chyba nie mialam w reku zadnej kryminalnej historii.
annmichelle - Pon 13 Kwi, 2020 11:31
W zeszłym miesiącu przeczytałam za jednym zamachem 6 części dostępnych w Polsce.
Nie będzie dużym spoilerem, że spokojnie mogą je czytać osoby, które oglądały serial, bo prawie we wszystkich zmieniona jest osoba mordercy, a w przypadku 2 czy 3 książki i film łączą właściwie tylko nazwiska bohaterów i główny wątek, bo cała reszta jest pozmieniana.
Najmniej podobała mi się chyba "Błękit błyskawicy" i "Martwa woda", a reszta jest dużo lepsza.
Dobre kryminały, acz nie rewelacyjne, trochę w stylu Camilli Laeckberg i Petera Maya.
Admete - Pon 13 Kwi, 2020 11:43
Próbowałam Lackberg i Maya, ale mi się nie podobały.
Agn - Pon 13 Kwi, 2020 11:48
May ci sie tez nie podobal? A ja bylam jakos dziwnie pewna, ze tak. Cos mi sie zatem pomerdalo.
Annmichelle, serialu tez nie widzialam. Wiem, to az dziwne, skoro w Szkocji zostawilam serce.
Admete - Pon 13 Kwi, 2020 11:59
Czekaj Lackberg próbowałam i nie bardzo. Nudziłam się, bohaterka mi nie podeszła. Poza takimi islandzkimi i wczesnym Mankellem nie czytam kryminałów skandynawskich. Jakoś nie mój klimat. Maya jednak nie czytałam, pomyliłam go z kimś innym. Ale tak po fragmencie na Legimi, to raczej mi się nie spodoba. Najbardziej lubię po prostu zagadkę bez udziwnień. Bohater ma być narzędziem do rozwiązania tej zagadki, a nie kimś szczególnym.
EDIT: na Legimi nie mają tej trylogii kryminalnej Maya, to nie przeczytam na próbę.
annmichelle - Pon 13 Kwi, 2020 18:15
Chodzi mi o klimat : trylogia Maya i seria szetlandzka są wg mnie bardzo podobne, choć gdybym miała się określić to Maya raczej mroczniejsza.
W porównaniu z Laecberg nie chodziło mi o jej wątki obyczajowe z główną bohaterką (marne niestety), ale raczej o mroczne zagadki w małej zamkniętej społeczności. Też moim zdaniem jest tu mroczniej niż u Cleeves.
Co do Cleeves to, hm, wiele rozwiązań jest za bardzo wg mnie wydumanych i naciąganych: owszem prawie zawsze jest zaskoczenie, ale wiarygodność na poziomie zerowym.
Jako kryminał - tak! Jako kryminał "to mogło się naprawdę wydarzyć" - nie.
Nie chcę spoilerować , ale czytałam je w marcu "jeden po drugim", więc mam porównanie, a i wrażenia raczej świeże.
Na pewno kupię ostatnie dwie części, gdy wyjdą, żeby mieć całość, ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś do nich wrócę.
Admete - Pon 13 Kwi, 2020 18:27
Nigdy nie czytam kryminałów dla prawdopodobieństwa wydarzeń, wręcz przeciwnie - czytam je dlatego, że się zazwyczaj nie wydarzają Zawsze są też jednorazowe, jak już wiem, kto zabił, to nie mam po co wracać. Serial znam, nie przeszkadza mi to, dla mnie to dwie różne rzeczy, sam bohater jest inny. Czekam na kolejna serię. Verę tez oglądam i czytuje czasem książki, jeśli akurat na nie trafię. Przeczytałabym serię Maya, ale jak wspomniałam, na Legimi jej nie ma, biblioteki zamknięte.
Agn - Pon 13 Kwi, 2020 18:27
Z czystej ciekawości spytam - nie żal ci złotówek i miejsca na książki, do których nie wrócisz? Pytam naprawdę z ciekawości, nie ze złośliwości. Każdy robi użytek ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy taki, jaki uważa za słuszny.
BeeMeR - Pon 13 Kwi, 2020 18:29
Książki z biblioteki albo na czytniku nie zajmują dużo miejsca
Admete - Pon 13 Kwi, 2020 18:31
Annamichelle kupuje Ja już dawno nie kupuję beletrystyki. Tylko rzeczy, które mogą mi się do czegoś przydać.
Agn - Pon 13 Kwi, 2020 18:56
| BeeMeR napisał/a: | | Książki z biblioteki albo na czytniku nie zajmują dużo miejsca |
W sumie racja. Nie pomyślałam o tym. Głupia ja.
Admete - Pon 13 Kwi, 2020 18:59
Czytnik i wypożyczalnia Legimi Plus czasem biblioteka, ale od czasu wykupienia Legimi już rzadko pożyczam. Nie chce mi się chodzić po całym mieście, tak jak dawniej.
trifle - Pon 13 Kwi, 2020 19:52
A legimi to wypożyczalnia? W jakim sensie?
annmichelle - Pon 13 Kwi, 2020 21:33
| Agn napisał/a: | Z czystej ciekawości spytam - nie żal ci złotówek i miejsca na książki, do których nie wrócisz? Pytam naprawdę z ciekawości, nie ze złośliwości. Każdy robi użytek ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy taki, jaki uważa za słuszny. |
Kupuję, bo nie mieszkam w Polsce, więc nie mam bibliotek.
Mam sporo książek jako e-booki, ale wolę wersję papierową.
Nie "kradnę" książek na gryzoniach, a jak mam się przekonać, czy książka mi się spodoba dopóki jej nie przeczytam?
Mam sporo zainteresowań, a książki po prostu lubię i mam ich pewnie ponad 2000.
Nie wydaję na kosmetyczkę, sztuczne paznokcie, rzęsy, włosy - tak jak napisałaś - każdy wydaje pieniądze na co chce, dopóki nie dzieje się z tego powodu nikomu krzywda.
A co do Cleeves to kupię dwie ostatnie jak wyjdą, bo nie uważam ich za katastrofę i jako kryminał mogę polecać. Krzywda książkom i mnie się nie dzieje, że stoją na półce. Miejsce mam, na pewno przeczyta je też kilka osób, którym je pożyczę lub domownicy.
|
|
|