Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV
BeeMeR - Czw 26 Sty, 2012 12:37
Książka właśnie mnie zainteresowała - a najchętniej przeczytałabym sobie same wspomnienia służby.
RaczejRozwazna - Czw 26 Sty, 2012 20:51
A mnie książka jakoś nie podeszła. Zaczynała sie świetnie, ale później dramaturgia jakoś siadła. Nie doczytałam do konca.
Agn - Czw 26 Sty, 2012 21:04
Rozważna, a byłabyś skłonna ją wypożyczyć... jakoś?
BeeMeR - Pią 27 Sty, 2012 17:45
Firelight
Niedawna wzmianka przypomniała mi, że film się kurz6y i czeka....
No to się doczekał: guwernantka (Sophie Marceau o kamiennej twarzy, totalnie bez mimiki, bez emocji - pomijając jedną scenę, no góra dwie) decyduje się na krok szczególny, a potem ponosi konsekwencje tego kroku - tęsknotę (w miłość po trzech wspólnych dniach nie wierzę ).
Pomysł oryginalny, ciekawy, sceneria ładna, ale jakoś nie udało mi się wejść w klimat filmu. Może przez w/w grę głównej aktorki, a może też trochę przez nie do końca przemyślane sceny. Czyż od razu musiał się ktoś oświadczać guwernantce? Po co dziewczynka łaziła po zamarzniętej wodzie? Może i miało to zwiększyć dramaturgię, ale nic w sumie z tego wynikło. W sumie tak średnio mi się podobało.
traveller - Pią 27 Sty, 2012 19:00
To mówisz Aine że Hugh ma zgrabne łydki?? Matko, gdzie ja oczy podziałam, że zdążają nie tam gdzie trzeba?
praedzio - Sob 28 Sty, 2012 20:49
Pozostając wciąż pod urokiem niejakiego Martina Freemana zrobiłam coś, co powinnam właściwie zrobić już dawno, ale jakoś zwlekałam do tej pory: obejrzałam Autostopem przez Galaktykę!
Rrrretyyyy... W sumie powinnam się spodziewać, że tam gdzie jest Bill Nighy, tam nie może być normalnie, no ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że książki, na podstawie której nakręcono film, nie czytałam, więc niespecjalnie wiedziałam, z czym się to je. Martin jest po prostu (zwłaszcza w tej scence, gdzie desperacko się zastanawia, czy przejść przez wrota do innego wymiaru, a towarzyszy mu jedynie robot z maniakalną depresją ).
Dla tych, których nie odstręcza brytyjski humor (ale nie chamski!) trącący nieco montypythonowskim absurdem i dla tych, któych nurtuje odwieczne pytanie o sens życia, polecam.
milenaj - Sob 28 Sty, 2012 21:02
O ile mnie pamięć nie myli to robot mówi głosem Alana Rickmana.
Może kiedyś nadrobię.
praedzio - Sob 28 Sty, 2012 21:04
Tak, to Alan Rickman.
Anonymous - Sob 28 Sty, 2012 21:18
| praedzio napisał/a: | Pozostając wciąż pod urokiem niejakiego Martina Freemana zrobiłam coś, co powinnam właściwie zrobić już dawno, ale jakoś zwlekałam do tej pory: obejrzałam Autostopem przez Galaktykę! |
A od kiedy ja mowie, ze to dla kazdego fantasty to film obowiazkowy? Jeden z najlepszych pastiszow jakie widzialam (chociaz moje zdanie sie podobno nie liczy, bo mam podobne na temat Afery na zamku Bartenstein )
No i Martin jest tam naprawde cudny To wlasnie tam zwrocilam uwage na jego ciasteczkowosc (ktora w Sherlocku jedynie potwierdza)
Agn - Sob 28 Sty, 2012 23:26
Praedwardzie, jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, że Sherlock to samo dobro, oto ma niezbite dowody - przez niego przykleiłaś się do Martina i, niech mnie dundel świśnie, obejrzałaś Autostopem przez galaktykę!!! Moja pierwsza myśl: rany, jeszcze tego nie widziałaś? No ale faktycznie są jeszcze tacy ludzie, którzy się wzbraniają.
Uwielbiam ten film, widziałam go z tysiąc razy.
A robot mówi głosem Rickmana. "I talked to the ship... it hates me."
miłosz - Nie 29 Sty, 2012 10:01
oglądnęłam "Służące" - bez bicia sie przyznam, ze ksiązki nie czytałam może jest lepsza, bo film ni mnie ział ni grzębił, ani nowatorski ani przejmujący, mnóstwo juz takich filmów było. I oczywiście współczuje biednym, uciśnionym afroamerykanom. Ale jakoś tak generalnie taka sobie ta historia i taki sobie ten film.
jeszcze oglądnęłam "Spadkobierców", z nominowanym do Oscara Dżordżykiem, może nie jest to arcydzieło, ale oglądało mi sie ten bardzo dobrze. Jest to historia ojca, który musi sie zają dorastającymi córkami, podczas gdy żona leży w stanie śpiączki po wypadku. fIlm przewidywalny, ale Dżordż w roli safandułowatego taty wnosi powiew świeżości. Nietypowa to rola dla naszego amanta Na szczęście nie ma tutaj taniego sentymentalizmu i jakiegoś nadmiernego wyciskiwania łez. Ba nawet zdarza nam się uśmiechnąc. I nie jest śmiech wymuszony.
W każdym razie mnie "Spadkobiercy" podobają sie daleko bardziej niż sentymentalne adaptacje prozy Sparksa.
A i w tym filmie doś istotne są Hawaje i sympatyczna folkowa muzyka.
Trzeba sobie jednak powiedzie, że pna dżordż sie nieco posunął [/code]
Yvain - Nie 29 Sty, 2012 10:51
| AineNiRigani napisał/a: | Jeden z najlepszych pastiszow jakie widzialam (chociaz moje zdanie sie podobno nie liczy, bo mam podobne na temat Afery na zamku Bartenstein ) |
U nas oba filmy wchodzą w skład domowej filmoteki, Aferę uwielbia mąż Lubimy wracać do ulubionych filmów.
Wczoraj z przyjemnością obejrzeliśmy powtórnie Kołysankę Machulskiego
Anonymous - Nie 29 Sty, 2012 13:07
Tez mi sie podobala, chociaz ja zjechali krytycy. Ale jesli odbiera sie ten typ humoru jednoplaszczyznowo i doslownie - za cholere nie smieszy.
A ja sie wychowalam na MASHu i13 posterunku
Agn - Nie 29 Sty, 2012 13:46
Byłam na Kołysance w kinie i dobrze się bawiłam. Bardzo fajny pastisz. A krytycy mnie nie obchodzą, to ja mam się dobrze bawić w kinie, a nie oni.
praedzio - Nie 29 Sty, 2012 15:26
Ciąg dalszy Weekendu z Fantastyką. Dziś o poranku obejrzałam sobie "Jestem Numerem Cztery". Może to nie jest ambitne kino, ale sympatycznie mi się oglądało. A i na starych znajomych fajnie popatrzeć. To i plus końcowa piosenka sprawiły, że dzień zaczął mi się naprawdę dobrze.
Civil Twilight - Letters From The Sky
Anonymous - Nie 29 Sty, 2012 16:15
ale Afera chyba Cie troche rozczarowala, prawda?
Te wszystkie filmy to takie pythonowskie. Wszyscy sie ze mnie smiejaja, gdyn mowie, ze Zywot Briana jest czystym paradoksem. Pod plaszczykiem pastiszu kryje sie spora dawka realizmu historycznego Duzo wieksza, niz ktorakolwiek z produkcji biblijnych
Caitriona - Nie 29 Sty, 2012 19:26
| praedzio napisał/a: | | Dziś o poranku obejrzałam sobie "Jestem Numerem Cztery". Może to nie jest ambitne kino, ale sympatycznie mi się oglądało. |
Nie ukrywam, że u mnie powodem obejrzenia był Timothy O. ale całość w sumie mnie wciągnęła i nieźle mi się oglądało.
praedzio - Nie 29 Sty, 2012 19:36
Ja dopiero przy napisach końcowych się kapnęłam, skąd ja znam tę gębę.
Caitriona - Nie 29 Sty, 2012 21:42
| praedzio napisał/a: | | Ja dopiero przy napisach końcowych się kapnęłam, skąd ja znam tę gębę |
Łoj Ty! Toć to główny plus tego filmu
praedzio - Nie 29 Sty, 2012 22:04
Przecież nie przeczę. Tylko miano aktora mi się zapomniało, no.
Caitriona - Nie 29 Sty, 2012 22:05
Aaa, oki
primavera - Pon 30 Sty, 2012 08:55
Doznałam wczoraj prawdziwego szoku ponieważ TVP1 nadała bardzo ładny film w konwencji tych,które damy lubią. Tytuł Smaki Lipca i bardzo fajnie się go oglądało Dodam, że film oparto o powieść H.E. Bates'a.
Eeva - Pon 30 Sty, 2012 09:25
A ja obejrzałam wczoraj Friends with benefits z Justinem Timberlejkiem i Milą Kunis, którą kocham od czasu gdy zobaczylam ja w Różowych Latach '70 :-)
Justin przeprowadza się z LA do NY namówiony przez rektuterkę Milę. Trochę tam się spotykają i zostają przyjaciółmi. W pewnym momencie postanawiają być takimi "friends with benefits" czyli przyjaźnić się i seksić bez zadnych tam emocjonalnych zobowiązań. Oczywiście po jakimś czasie zaczynaja się uczuciowe kłopoty
Komedia generalnie przyjemna, może nie jest to jakiś super wybitny film do kilkukrotnego obejrzenia, ale do jednorazowego jak najbardziej Uśmiałam sie mocno na niektórych scenach. Do tego Emma Stone jako była dziewczyna Justina
BeeMeR - Pon 30 Sty, 2012 14:38
Ja się z obejrzenia Służących cieszę bo pokazały mi sprawę rasizmu w USA m/w w połowie XXw, której dotychczas w całym swoim życiu nie poświęciłam ani pół minuty
A że sam film jest tendencyjny - cóż, na pewno nie przeszkodzi mu to w otrzymaniu fury różnych nagród
A ja miałam ochotę na coś bardzo głupiego, najlepiej katastroficznego w dwojakim znaczeniu tego słowa - (a że takie filmy chodzą parami to trafiły się dwa pod rząd ) i
Atak meteorytów idealnie spełnił swoje zadanie.
Wybrańcem losu a bardziej może fatum okazuje się San Francisco, na który spada tytułowy deszcz meteorytów, kilka razy, w postaci wielce zbliżonej do gradu - jednego taki meteoryt trafia w głowę i umiera, drugiego w ramię i ściska ranę do końca filmu oraz pozwala się innym opatrywać, taszczyć pod drzwi szpitala tylko po to by stamtąd uciec licho wie po co na jakiś biurowiec z którego znowuż trzeba go ratować zanim tenże budynek spektakularnie runie (na tyle, na ile spektakularne potrafią być makiety ). Widz śledzi losy pozostałych kilku bohaterów: ojciec pułkownik ewakuuje miasto (jeżdżąc po niemal pustym na motorze oraz pokazując nam się na tle zwykłego korka ulicznego międzyczasie ratuje ciężarną z samochodu-który-oberwał-meteorytem-i-zaraz-wybuchnie, ratuje gościa z w/w wieżowca, poszukuje swoich nastoletnich dzieci itp., a wraz z żoną - profesor astronomii czy jakoś tak - ratuje planetę odkrywając spisek stojący za kolejnymi opadami meteorytów wciąż na to samo biedne miasto, mimo iż urocza symulacja pokazała, że winny oberwać jeszcze jakieś inne amerykańskie miasta.
Otóż: jeszcze jest para dziennikarzy znajdująca się zawsze tam gdzie trzeba by nakręcić doskonały materiał, nawet z ręki w trakcie ucieczki
Film ten już w czasie pierwszej półgodziny trzykrotnie przekroczył dawkę głupoty rozwiązań fabularnych przewidzianą przeze mnie na cały film, więc oczywiście nie polecam, no chyba że w ramach odstresowania: ja zaliczyłam kilka niezłych głupawek, zanim zaczęłam przewijać
Agn - Pon 30 Sty, 2012 18:47
A co ja ostatnio oglądałam? Zach i Miri kręcą porno - komedyja z podpowiedzią na biznes. W razie, gdyby komuś kiedyś brakowało na czynsz, a dzieliłby chałupę z atrakcyjnym współlokatorem/współlokatorką, oto przepis na szybkie i skuteczne zdobycie kasy - nakręcić film dla dorosłych. I przy okazji zakochać się w swoim partnerze.
Komedia z gatunku nieobliczalnych, na której mimo woli człek w którymś momencie zaczyna chichotać, nawet jeśli niektóre dowcipy są ciężkostrawne. Ale mimo wszystko miło było choć raz popatrzeć, jak atrakcyjna blondynka zakochuje się ze wzajemnością w swoim koledze, który nawet nie stał obok amanta.
I właśnie skończyłam Niebezpieczną metodę. Film dla koneserów, bo nie każdemu się spodoba. Jest powolny, prawie nie ma akcji, za to dużo dialogów i wymieniania listów. Ale ciekawy. Mamy historię Carla Gustava Junga (Michael Fla-cośtam, nie mogę spamiętać nazwiska, ale na pewno go kojarzycie) i jego przyjaźni/konfliktu z Zygmuntem Freudem (w tej roli Viggo Mortensen z nieodłącznym cygarem w zębach), plus romans i kształcenie pacjentki z masochistycznymi skłonnościami, Sabiny (Keira Knightly). Jeśli kogoś interesuje historia psychoanalizy i skąd się biorą różne dziwne sprawy w naszym życiu, to polecam. Ja lubię i oglądałam z zainteresowaniem.
Choć Keira Knightly zdecydowanie nie powinna pokazywać biustu i chudych ramion. Całkiem lubię tę aktorkę, ale jej chudość mnie przeraża.
Obawiam się, że po tym filmie będę wypatrywać biografii któregoś z ojców psychoanalizy. Świat Książki ma chyba teraz wznowić "Pasje utajone" I. Stone'a. Wprawdzie ta biografia (Freuda) jest zbeletryzowana, ale jak się nie ma, co się lubi...
|
|
|