To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - SUPERNATURAL: Winchesterowie kontra reszta świata i zaświata

soph - Pon 05 Kwi, 2010 14:32

Jensen ślicznie śpiewa - załączam linka dla zainteresowanych :) .
http://jensen-ackles.info..._medium=twitter

Caitriona - Pon 05 Kwi, 2010 16:09

No po prostu chłopak z gitarą byłby dla mnie parą :D :D Świetnie gra i śpiewa :D Miodzio!
soph - Pon 05 Kwi, 2010 16:54

Tak mi się kołacze po głowie od czasu odcinka z Michaelem "ubranym" w Papę Winchestera... Czy los łowcy nie jest przypadkiem formą realizacji przekleństwa rzuconego na Kaina? To by tłumaczyło, dlaczego nigdy nie są w stanie zaznać spokoju i normalności - i dlaczego taki los stał się udziałem Braci i w pewnym sensie ich dziedzictwem...

SPOILERY!!!!!!!!!!!!!


Czytałam trochę (kogo usiłuję oszukać, więcej niż trochę :ops1: ) wypowiedzi fanów na temat ostatniego odcinka i wszyscy podkreślają jego pesymistyczną wymowę. Dla mnie rozmowa z Joshuą stała się - może paradoksalnie - źródłem nadziei. Bóg interweniuje tylko wtedy, gdy jest to absolutnie niezbędne; skoro nie zamierza tego robić to oznacza, że chłopcy mają szansę posprzątać bałagan sami - a przynajmniej mają wszystkie potrzebne do tego środki. I może Cas nie stracił wiary tylko usłyszał Boga? Jego zniknięcie nie było dla mnie wcale jednoznaczne. Co sądzicie o tej teorii?

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 17:14

Ja jednak uważam, ze Cas stracił wiarę w Boga. Bóg uważa, ze wystarczająco juz się wtrącił i teraz sami mają sobie radzić.
soph - Pon 05 Kwi, 2010 17:28

A co sądzisz o przekleństwie Kaina?
Admete - Pon 05 Kwi, 2010 17:37

Ten pomysł mi się podoba, ale to by się odnosiło tylko do Winchesterów, nie do wszystkich łowców.
soph - Pon 05 Kwi, 2010 18:07

Myślałam o linii Mary, wywodzącej się (chyba) wprost od Kaina.
Deanariell - Pon 05 Kwi, 2010 18:11

soph napisał/a:
Czy los łowcy nie jest przypadkiem formą realizacji przekleństwa rzuconego na Kaina? To by tłumaczyło, dlaczego nigdy nie są w stanie zaznać spokoju i normalności - i dlaczego taki los stał się udziałem Braci i w pewnym sensie ich dziedzictwem...

[-----> "Pan Bóg wiedział co uczynił Kain, więc rzekł do niego: "Nie będziesz uprawiał swej roli. Na twoim polu już nic nie wyrośnie. Staniesz się tułaczem na ziemi." Kain przestraszył się, że gdy opuści swój dom, każdy będzie mógł go zabić, ale Pan Bóg obiecał mu Swoją opiekę w trakcie tułaczki."]
Coś w tym pewnie jest... :mysle: Chociaż póki co nikt w rodzinie Winchesterów nie zabił brata. :P Raczej oddałby za drugiego życie, nawet wielokrotnie... Mimo wszystko taka wizja wisi nad nimi - i anioły, i demony chciałyby, aby bracia zwrócili się przeciwko sobie. :roll:


SPOILERY
Admete napisał/a:
Ja jednak uważam, ze Cas stracił wiarę w Boga. Bóg uważa, ze wystarczająco juz się wtrącił i teraz sami mają sobie radzić.

Też mi się wydaje, że Castiel się jednak podłamał - wiara w interwencję Boga była podstawą jego samozaparcia i dawała mu siłę w pokonywaniu przeciwności, teraz w sumie został z niczym... Dean również traci wiarę w sens wszelkich działań, chociaż naturalnie stara się grać twardziela :roll: - mimo wszystko dotychczasowe doświadczenia uodporniły go nieco na kolejne rozczarowania, o czym świadczył gorzki (jak zwykle zresztą) komentarz: "Kolejny tatuś, zaniedbujący dzieci, z marnymi wymówkami. Przywykłem już do tego." Myślę, że bardziej zdołowała go świadomość faktu, czym było szczęście dla Sam'a - więź z bratem to przecież fundament całego dotychczasowego życia dla Dean'a, a tu proszę... Zawód na całej linii. Powinni mieć wg tych wyobrażeń wspólne niebo, przykro się tak nagle po latach dowiedzieć, że w niebie ukochanego młodszego brata nie ma miejsca na szczęśliwe wspomnienia związane ze starszym, który na dodatek od samego początku skupiał się usilnie na ochronie spójności własnej rodziny. To dopiero musiało naprawdę zaboleć - czego niemym wyrazem była końcówka odcinka. :(

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 18:23

I to o czym pisze Riella będzie chyba podstawą do przyjęcia oferty Michaela. Natomiast Sam zgodzi sie pewnie w nadziei na przegraną Lucyfera...
soph - Pon 05 Kwi, 2010 18:40

Mam nadzieję, że Sam pomoże bratu się pozbierać i do tego nie dojdzie, choć muszę przyznać, że Lucek ubrany w Sama to b. ponętna wizja :-P
Admete - Pon 05 Kwi, 2010 18:48

Kochana - nie chcę Cię straszyć, ale musi do tego dojść. Inaczej cała mitologia serialu weźmie w łeb.
Deanariell - Pon 05 Kwi, 2010 19:09

Admete napisał/a:
Natomiast Sam zgodzi sie pewnie w nadziei na przegraną Lucyfera...

Mam przeczucie, że teraz role mogą się trochę odwrócić - to Sam będzie się starał odbudować i pogłębić relację z bratem. Tym bardziej po ostatniej wizycie w niebie, kiedy chyba wiele rzeczy w końcu do niego dotarło jasno i wyraźnie...

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 19:16

Deanariell napisał/a:
Admete napisał/a:
Natomiast Sam zgodzi sie pewnie w nadziei na przegraną Lucyfera...

Mam przeczucie, że teraz role mogą się trochę odwrócić - to Sam będzie się starał odbudować i pogłębić relację z bratem. Tym bardziej po ostatniej wizycie w niebie, kiedy chyba wiele rzeczy w końcu do niego dotarło jasno i wyraźnie...


W końcu coś dotarło do tego zakutego łba. Sam bardzo długo postępował wyjątkowo egoistycznie.

soph - Pon 05 Kwi, 2010 19:16

[/quote] Kochana - nie chcę Cię straszyć, ale musi do tego dojść. Inaczej cała mitologia serialu weźmie w łeb. [/quote]
Niekoniecznie. Opór, jaki chłopcy stawiają swemu przeznaczeniu (w wersji narzucanej przez anioły i Lucka) podkreśla wyższość człowieczeństwa rozumianego jako wolna wola i właściwie spożytkowana wolność (mimo tak arcyludzkiej skłonności do popełniania błędów) nad ślepym posłuszeństwem. Anioły teoretycznie trzymają się boskiego planu... Wiemy, jak to wygląda w praktyce - prawie wszystkie powtarzają grzech Lucyfera...

A jeśli mitologia została przywołana właśnie po to, by chłopcom udało się przełamać archetypiczny schemat?

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 19:20

Na końcu im się uda przełamać ten schemat, ale myślę, że przyjmą rolę naczyń.
soph - Pon 05 Kwi, 2010 19:47

Admete napisał/a:
Na końcu im się uda przełamać ten schemat, ale myślę, że przyjmą rolę naczyń.

Dlaczego tak sądzisz? Zauważyłaś jakieś wskazówki itp.? Ciekawi mnie Twoja opinia :-) .

praedzio - Pon 05 Kwi, 2010 20:54

Admete napisał/a:
Deanariell napisał/a:
Admete napisał/a:
Natomiast Sam zgodzi sie pewnie w nadziei na przegraną Lucyfera...

Mam przeczucie, że teraz role mogą się trochę odwrócić - to Sam będzie się starał odbudować i pogłębić relację z bratem. Tym bardziej po ostatniej wizycie w niebie, kiedy chyba wiele rzeczy w końcu do niego dotarło jasno i wyraźnie...


W końcu coś dotarło do tego zakutego łba. Sam bardzo długo postępował wyjątkowo egoistycznie.


Wbrew pozorom Dean również. Inaczej nie byłoby takiego pogłębiającego się rozdźwięku między nimi.

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 21:08

A na czym ten egoizm Deana polegał? Zawsze myślał o innych, nie o sobie. Praedzio ja nie atakuję Sama. Stwierdzam tylko fakty. Chodzi mi o to, że starszy brat zawsze najpierw dbał o rodzinę - ojca, brata, na końcu o siebie. Czy za egoizm uznamy przywiązanie do tej rodziny? Sam teraz tak naprawde dorósł, spostrzegł pewne rzeczy i bardzo mi się podbało jego zachowanie na końcu. On teraz naprawdę jest silny, zobaczysz, że razem z bratem na koncu się zgrają.

Cytat:
Admete napisał/a:
Na końcu im się uda przełamać ten schemat, ale myślę, że przyjmą rolę naczyń.

Dlaczego tak sądzisz? Zauważyłaś jakieś wskazówki itp.? Ciekawi mnie Twoja opinia .


Soph - Dean jest już bardzo zmęczony, straszliwie. Nie ma oparcia w nikim. Zawiódł się na ojcu, na bracie ( wiem, że niesprawiedliwie osądza Sama, ale ma do tego prawo ). Na końcu zawiódł go sam Bóg, a Dean nie jest człowiekiem, który łatwo zawierza. To Sam był tym, który się modli, nie Dean. Ostatnia rozmowa z Pamelą, myśl o tym, że w niebie - choć to nie jest prawdziwe miejsce, prawdziwe w sensie, że życie tak naprawdę jest na ziemi - można zyskać jakieś ukojenie. Byc może Dean uzna, że nie ma już wyjścia, że nie jest w stanie nic zrobić i przyjmie ofertę Michaela. Natomiast Sam - paradoksalnie on będzie silniejszy. To co Dean stracił, młodszy brat zyskał - świadomość siły płynącej z więzów rodzinnych. I na końcu może to jakiś gest Sama, jego wola pozwolą Deanowi odzyskać wiarę i uratować wszystko. Obaj muszą dojść do wniosku jednocześnie, że razem stanowią siłę. Sam może też wierzyć, że nie będzie mieć wyjścia, ale skłaniam sie do myśli, że nie przyjmnie Lucyfera w gniewie na brata i to go uratuje.

praedzio - Pon 05 Kwi, 2010 21:25

Admete napisał/a:
A na czym ten egoizm Deana polegał? Zawsze myślał o innych, nie o sobie. Praedzio ja nie atakuję Sama. Stwierdzam tylko fakty. Chodzi mi o to, że starszy brat zawsze najpierw dbał o rodzinę - ojca, brata, na końcu o siebie.


Ja też niespecjalnie bronię Sama. Chodzi mi o to, że bracia mają zupełnie różne podejście do niektórych spraw. Dean tak naprawdę tęsknił za rodziną, bo rodzina była dla niego wszystkim. Bez rodziny był w rozsypce. Dlatego robił wszystko, żeby ją utrzymać w kupie, nie licząc się ze zdaniem innych jej członków. To też pewnego rodzaju egoizm. Tylko z tej "szlachetniejszej" półki.

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 21:28

Moim zdaniem to nie egoizm, tylko uczucie. Taki typ człowieka. Jak mówię, teraz to sam cos zyskał. Podoba mi się, że naprawdę dojrzał. Dean natomaist się wypalił. Szkoda mi obu braci. Z drugiej zaś strony, dlatego też tak lubię Spn ;) :-P
praedzio - Pon 05 Kwi, 2010 21:37

Cytat:
Moim zdaniem to nie egoizm, tylko uczucie.


Uczucia też mogą być egoistyczne. Popytaj nadopiekuńczych matek. ;)

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 22:13

praedzio napisał/a:
Cytat:
Moim zdaniem to nie egoizm, tylko uczucie.


Uczucia też mogą być egoistyczne. Popytaj nadopiekuńczych matek. ;)


Ja w tym egoizmu nie widzę. Został tak ukształtowany przez ojca. Oczywiście miał odpowiednie cechy, ale nie dano mu wyboru. Egoizm byłby wtedy, gdyby miał jakikolwiek wybór. Powiedziano mu - "bądź stróżem brata swego". I stał się nim, do końca, do ostatecznego poświęcenia. Nic dziwnego, że definiował siebie samego poprzez rodzinę, ale to nie była jego świadoma decyzja. Natomiast teraz Sam ma okazję takiej świadomej decyzji dokonać i mam nadzieję, że stanie na wyskokości zadania.

praedzio - Pon 05 Kwi, 2010 22:37

Nie dano mu wyboru, ale też i on tego wyboru nie chciał. Teraz może twierdzić inaczej, bo jest mądrzejszy o tych kilka(naście) zgonów ( ;) ); wtedy innej ścieżki nie widział i nie chciał widzieć. To są te właśnie niuanse i odcienie szarości, które każda z nas może interpretować inaczej, bogata o swoje własne doświadczenia.

Sęk w tym, że żaden z Winchesterów nie był nigdy altruistą, przynajmniej nie w 100 procentach. John chciał zemsty, Dean chciał mieć namiastkę normalności, a Sam niezależność. I cała zabawa polegała na tym (i polega nadal), że wszyscy Ci Winchesterowie zdawali sobie z tego sprawę i nawzajem się akceptowali, bo więcej ich łączy niż dzieli. No i wszyscy serca mają po właściwej stronie. Ja tak to widzę.

Admete - Pon 05 Kwi, 2010 22:42

Cytat:
Nie dano mu wyboru, ale też i on tego wyboru nie chciał


Dlaczego nie chciał? Nie widzę uzasadnienia takiego twierdzenia. Dean to w gruncie rzeczy dość nieskomplikowany gość. Gdyby mógł prowadzić zwykłe życie, to ono naprawdę byłoby zwykłe. Inaczej Sam - to on zawsze był od intelektu, na pewno dużo by osiagnął, ale to dean byłby strażnikiem rodzinnych więzi. Powiedziałabym, że Dean to głównie uczucia, Sam to intelekt.

Cytat:
Sam niezależność


U sama niezależnośc to normalność. I gdyby miał zwykłą rodzinę, to nie miałby powodu uciekać.

praedzio - Pon 05 Kwi, 2010 22:52

Admete napisał/a:

Dlaczego nie chciał? Nie widzę uzasadnienia takiego twierdzenia.


Nie jestem specjalistką od Deana ( ;) ), ale uważam, że ktoś, kto rozpaczliwie niemal trzyma się rodziny, nie chce np. nie opiekować się bratem, bo to oznaczałoby rozbicie rodziny, czyli jego opoki. I bardziej chodzi mi tu o okazanie nieposłuszeństwa ojcu, niż przywiązaniu do brata, która to więź narastała dopiero z czasem (w końcu Dean opiekował się Samem od swych szczenięcych lat).



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group