To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Jane Eyre (2006) cz. 2

malmik - Sob 03 Lut, 2007 21:33

No co wy - każdy dodatkowy fragment Tobika jest cenny, nawet jak płacze, co jak widzę często mu się zdarza (ostatnio obejrzałam Poirota z trzema świnkami i tam Toby tyż płacze)
Alison - Sob 03 Lut, 2007 21:36

Bo jest musi co wzruszliwy, kochamy takich, ale nie kurde jak oni ryczą a baby sie trzymają twardo, bo to jakos na odwrót niz powinno być, co nie? :wink:
malmik - Sob 03 Lut, 2007 21:36

Alison napisał/a:
"Udokładniłam" co on tam mówi zanim Malmik mnie zacytowała :wink:
Obejrzałam ją jeszcze raz i ta scena w łóżku jest max niewiarygodna, to ona przeżyła wstrząs, a jest jakaś taka spokojna i mówi do niego takim spokojnym głosem, dzięki za uprzejmość, niech Bóg Cie błogosławi, co złego to nie ja, pisz do mnie na Berdyczów, a ten sie maże... Nie, nie, nie. Wolimy oryginał :neutral:


No dobra poddaje się. Zobrzydziłyście mi :lol: :sad: :lol:

malmik - Sob 03 Lut, 2007 21:38

Alison napisał/a:
Bo jest musi co wzruszliwy, kochamy takich, ale nie kurde jak oni ryczą a baby sie trzymają twardo, bo to jakos na odwrót niz powinno być, co nie? :wink:

No powinno to być może - dlatego lubimy naszych Jaśków Thortonków i niemarzących się Rochesterów - ideały nasze kochane (ale nie z tej ziemi)

Caroline - Sob 03 Lut, 2007 23:04

Piękne światło i kolory w tej scenie łóżkowej wyciętej, ale tylko to :)
Caille - Nie 04 Lut, 2007 11:13

Rzeczywiście, nie ma co żałować wyciętych scen, bo nie były zbyt dobre. Choć poruszył mnie fragment, kiedy Rochester dobija się do pokoju i krzyczy: Jane, Jane, to mogli zostawić, bez wcześniejszego łamania ręki.
Alison - Nie 04 Lut, 2007 14:01

Caille napisał/a:
Rzeczywiście, nie ma co żałować wyciętych scen, bo nie były zbyt dobre. Choć poruszył mnie fragment, kiedy Rochester dobija się do pokoju i krzyczy: Jane, Jane, to mogli zostawić, bez wcześniejszego łamania ręki.


Ale ta scena by się wtedy treści nie trzymała, bo przecież Rochester kazał wszystkim wyjść, bo musi iść posiedzieć z żoną, a tu nagle tak namiętnie by gonił Jane i dogonił ją przy jej pokoju? Przyszedł potem jak była już przebrana i gotowa do wyjazdu. Myślę, że ostatecznie dobrze to rozwiązali....

Gosia - Nie 04 Lut, 2007 14:36

Ale jest taka scena w filmie gdy on ją goni po schodach... mnie tez to nie pasowalo w kontekscie tego co wczesniej bylo.
achata - Nie 04 Lut, 2007 19:13

co do ramienia to zdecydowanie dobrze że wycieli- scena jest zbyt brutalna ;)
Alison - Nie 04 Lut, 2007 20:05

Gosia napisał/a:
Ale jest taka scena w filmie gdy on ją goni po schodach... mnie tez to nie pasowalo w kontekscie tego co wczesniej bylo.


Ale to była taka scena w jej wyobraźni, zresztą ta łóżkowa, też miałam wrażenie, że tylko w jej głowie postała, no chyba, że on wieczorkiem, jak juz była spakowana wpadł do niej, na pogaduchy :wink:

bezpaznokcianka - Wto 06 Lut, 2007 14:39

a ja wczoraj zrobiłam siarę i poleciałam jak ta głupia kupić DVD Jane Eyre. Heh. Szukam po tym sklepie i szukam i już się na siebie wkurzam, że kurde pewnie nie ma jeszcze (choć miało wyjść właśnie w poniedziałek). Szczęśliwie usłyszałam jak jakas druga desperatka zapytała się sprzedawczyni czy JE już jest a jak jest to gdzie!!!
nakierunkowana dziewoja poszła we wskazanym kierunku a ja za nią a co :razz: ale na półce byly tylko puste pudełka.. i to tylko dwa... o szo chodzi? Poszłam do kasy (przede mną tamta desperatka już płacila za swoją JE i rozmawiała ze sprzedawczynią. Ta ostatnia okazała się całkowitą ignorantką która w ogóle o tym nie słyszała!!! spytała sie tylko czy to dobre na co desperatka odparła z zapałem, że TAK i że przecież leciało to niedawno na BBC). Potem do kasy podeszłam ja. Sprzedawczyni powiedziała tylko, że to puste pudełko i skąd wzięłam. No to się naprosukowałam swoim angielskim, ze było tam na ścianie i w ogóle i że tylko dwa egzemplarze. Ale ekspedientka mnie uspokoiła, informując, że jeszcze nie rozpakowali dostawy. Zawołała drugą pracownicę, która nieopodal stała i gadała z koleżanką przy kartonowym pudle.
-Masz tam może Jane Eyre? - spytała się sprzedawczyni.
-Taaak. Mam, właśnie je rozpakowywuję. Trochę cierpliwości...
i potem taki wzrok na mnie...
-Ach... to inna! Myślałam, że to tamta co wcześniej sie mnie pytała.

Poczułam się jak w sklepie z pieczywem ;D

Trzykrotka - Nie 18 Lut, 2007 20:19

Tak z dwadzieścia lat za Wami, ale w końcu obejrzałam.
Fantastyczna ekranizacja! Wydawało mi się, ze po mojej dotychczas ulubionej wersji Hurt-Gainsborough trudno będzie odkryc Amerykę w sprawie Jane Eyre, ale mile się rozczarowalam. To jest właśnie droga do robienia filmów dla wspłczesnego widza: nie sprowadzanie ich do parteru (albo drobiu w domu i biegania po łąkach w nocnych koszulach), tylko dołożenie uczucia, emocji, życia. W zyciu nie widziałam tak pociągającego, zmyslowego, wyrywającego się ze swojej skorupy pana Rochestera ani tak spragnionej normalności, milości (czy w ogóle ludzkiego ciepła) Jane. Toby i Ruth zagrali koncertowo, całośc była rozkoszą dla oczu.

malmik - Nie 18 Lut, 2007 21:16

Trzykrotka napisał/a:
(albo drobiu w domu i biegania po łąkach w nocnych koszulach)

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Trzykrotka napisał/a:
W zyciu nie widziałam tak pociągającego, zmyslowego, wyrywającego się ze swojej skorupy pana Rochestera

No to jesteś w klubie...

Pemberley - Pon 19 Lut, 2007 11:53

Trzykrotka napisał/a:
Tak z dwadzieścia lat za Wami, ale w końcu obejrzałam.
Fantastyczna ekranizacja! Wydawało mi się, ze po mojej dotychczas ulubionej wersji Hurt-Gainsborough trudno będzie odkryc Amerykę w sprawie Jane Eyre, ale mile się rozczarowalam. To jest właśnie droga do robienia filmów dla wspłczesnego widza: nie sprowadzanie ich do parteru (albo drobiu w domu i biegania po łąkach w nocnych koszulach), tylko dołożenie uczucia, emocji, życia. W zyciu nie widziałam tak pociągającego, zmyslowego, wyrywającego się ze swojej skorupy pana Rochestera ani tak spragnionej normalności, milości (czy w ogóle ludzkiego ciepła) Jane. Toby i Ruth zagrali koncertowo, całośc była rozkoszą dla oczu.

ja tez dopiero dostalam calosc na walentynki i pan Rochester jeszcze sni mi sie po nocach...
i tez uwielbiam ekranizacje z Hurtem.
Sceny w czwartej czesci sa rewelacyjnie uwspolczenione, ale to - jak dotad rzadko- tylko ubogacilo dramatyzm odejscia Jane.
Poplakalam sie na scenie w salonie, kiedy Jane zostaje tak upokorzona przez owe towarzystwo i uswiadamia sobie " niemozliwosc" tej milosci. swietny scenariusz.
jedyne, czego zalowalam, to tej sceny z wolaniem " jane, gdzie jestes".
po tym, jak nawet jak pokazali pana Reedsa w czerwonym pokoju i martwa Helenke, ktora rozmawia z Jane ( troche inaczej, niz ksiazce) myslalam, ze wymiar mistyczny bedzie szczegilnie podkreslany.
Ale wiecej zazalen nie pamietam...

achata - Pon 19 Lut, 2007 18:53

Trzykrotka napisał/a:
i tez uwielbiam ekranizacje z Hurtem.
Sceny w czwartej czesci sa rewelacyjnie uwspolczenione, ale to - jak dotad rzadko- tylko ubogacilo dramatyzm odejscia Jane.
Poplakalam sie na scenie w salonie, kiedy Jane zostaje tak upokorzona przez owe towarzystwo i uswiadamia sobie " niemozliwosc" tej milosci. swietny scenariusz.
jedyne, czego zalowalam, to tej sceny z wolaniem " jane, gdzie jestes".
po tym, jak nawet jak pokazali pana Reedsa w czerwonym pokoju i martwa Helenke, ktora rozmawia z Jane ( troche inaczej, niz ksiazce) myslalam, ze wymiar mistyczny bedzie szczegilnie podkreslany.
Ale wiecej zazalen nie pamietam...

Ale było wołanie "Jane" i w wymiarze mocno-mistycznym. Epizod czwarty jest według mnie jednym z największych plusów tej ekranizacji.
U mnie nadal gra pierwsze skrzypce adaptacja Gainsborough-Hurt, ale etap po ucieczce i pożar Thornfield najlepiej wypadły w tej nowej wersji.
Co nie zmienia faktu, że ten Rochester ciągle się jak dla mnie za bardzo mizdrzy. Przystojny jest- co ma nie być, ale to nie jest mój Rochester i koniec, kropka.

Pemberley - Pon 19 Lut, 2007 18:55

achata napisał/a:

Ale było wołanie "Jane" i w wymiarze mocno-mistycznym. Epizod czwarty jest według mnie jednym z największych plusów tej ekranizacji.

W ksiazce on wola " jane, gdzie jestes" a ona mu odpowiada " ide do ciebie, czekaj" i on to slyszy. W filmie zostalo to skrocone, ze tylko ona slyszy i tylko ona o tym wie. To taki maly smaczek.
Ten Rochester jest bardzo zywotny, duzo energiczniejszy, ale mi to akurat nie przeszkadza.
jedyne co bylo zle zagrane, to w epizodzie drugim, kiedy on (w scenie pozaru) wstaje z lozka, tu moge ci przyznac racje, ze jest bardziej zalotny niz zaspany :rotfl:

Pemberley - Wto 20 Lut, 2007 09:49

malmik napisał/a:
Ja wiem, że historia małej Jane nie stanowi głównego punktu naszego zainteresowania, ale ja mam trochę niedosyt tej szkoły - te fragmenty z obcinaniem włosów czy z głodną Jane trochę pomogłyby zrozumieć doświadczenia Jane i jak wielką odmianą było potem jej życie w Thornfield Hall.

Troche mi tez tego brakowalo. W wycietych scenach byla tylko scena obcinania wlosow, ale bez tej "slawnej " dyskusji o pieknie danym przez Boga i przeczuleniu pana dyrektora na wdzieki dziewczat.. szkoda..
Zafascynowal mnie wybor koloru CZERWONEGO na motyw przewodni filmu - szale, materialy w sklepie, sukienka malej Jane na pustyni, jako ze ksiazka Jane Eyre kojarzyla mi sie dotad z ZIELONYM z powodu krajobrazow, nadziei i wszystkich wydan, ktore trafialy mi w rece. Moj pierwszy egzemplarz z dziecinstwa byly ciemnozielony...

Gunia - Pią 23 Lut, 2007 19:07

Jestem w stanie gorączki emocjonalniej, po prostu genialne! Jak obejrzę ostatni odcinek i "wytrzeźwieję" napiszę coś więcej. :thud:
Gunia - Pią 23 Lut, 2007 22:36

Obejrzałam do końca. Zakochałam się. Na amen. To było piękne.
Po kolei.
Po pierwszej scenie pierwszego odcinka nie byłam pewna, czy włożyłam dobry film do odtwarzacza, ale potem okazało się, że jednak dobry. :)
Tę dziewczynkę, która grała małą Jane po prostu uwielbiam. Byłam szczerze zaskoczona, że tak dobrze poradziła sobie z rolą.
Aktorka grająca Jane przypominała mi momentami kaczuchę, ale grała świetnie. W scenach, gdzie strała się ukryć (przynajmniej teoretycznie ;) ), co czuje do Rochestera, tak mi było jej żal, że nie mogłam napisów rozczytać, bo mi z oczu potoki łez leciały.
Tobik... Ach Tobik. GŁOSY facet nie ma, całować nie potrafi, ale Rochester z niego genialny. Po prostu genialny.
W sumie mam tylko dwa zasadnicze zestrzeżenia: portret na końcu wyszedł landynkowo, a drugie to źle zrobiony piorun (po oświadczynach), który zalatuje science fiction.
A teraz biorę się do czytania onu wątków o "JE", a potem może sobie coś nie coś powtórzę.

Alison - Pią 23 Lut, 2007 22:47

Gunia napisał/a:
Ach Tobik. GŁOSY facet nie ma, całować nie potrafi, ale Rochester z niego genialny.


:shock: :shock: :shock: Gunia! Bo ja Cię do Domu Dziecka oddam!!! Co to znaczy głosu nie ma?! Co to znaczy nie umie całować?! A Ty tak w ogóle to skąd jesteś taka specjalistka w tych sprawach? CO???!!!!! Juz mi sie tu spowiadaj na ten tychmiast!
Ja zaraz zawału przez was dzieci dostanę. Z :cry: awału...

Gunia - Pią 23 Lut, 2007 22:51

Cóż to za bulwers. Ja wyciągam wnioski na bazie porównań. Np. z Ryśkiem.
Same powiedzcie, czy można porównać pocałunek ze sceny peronowej z tymi z JE? Ten pierwszy to klasa sama w sobie.
Co zaś się tyczy GŁOSU, uważam tylko, że ma fajny głos, ale nie kwalifikuje się do grupy od pietruszki.

Alison - Pią 23 Lut, 2007 22:58

Gunia napisał/a:
Cóż to za bulwers. Ja wyciągam wnioski na bazie porównań. Np. z Ryśkiem.
Same powiedzcie, czy można porównać pocałunek ze sceny peronowej z tymi z JE? Ten pierwszy to klasa sama w sobie.
Co zaś się tyczy GŁOSU, uważam tylko, że ma fajny głos, ale nie kwalifikuje się do grupy od pietruszki.


Po pierwsze peronówek jest jak wzorzec z Sevre i niech tak zostanie. A po Tobiku proszę nie jeździć, bo prawda jest taka, że całuje i akustycznie jest OK. Rysiek to insza inszość, a Tobik insza. Ty sie albo JE w calości zachwycasz, albo idź ząbki umyć, paciorek i spać!

Gunia - Pią 23 Lut, 2007 23:13

A czy ja się nie zachwycam? Zachwycam jak trzeba. Mówię przecież, że Rochester z niego genialny. Jeśli spojrzeć na to z drugiej strony, to Tobik jest facetem z krwi i kości i dzięki temu idealnie nadaje się na Rochestera.
Gunia - Sob 24 Lut, 2007 21:11

Obejrzałam znowu pierwszy oscinek i jedno mnie zastanawia: czy naprawdę by im się chciało w tej szkole ciągle przestawiać meble? Bo jedna sala to i jadalnia, i sypialnia, i aula.
No i dlaczego Jane pisze na tej tablicy "Novembre"?
Jeśli była juz o tym mowa, to przepraszam, ale trzynastu najnowszych stron jeszcze nie przeczytałam.

Harry_the_Cat - Sob 24 Lut, 2007 21:12

Nie było, Guniu ;)

Może to po francusku?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group