To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Love Actually

Aragonte - Pon 22 Gru, 2008 00:59

Nie będę oryginalna :wink: Podobnie jak Gosia uwielbiam podstarzałego gwiazdora, doprowadza mnie zawsze do śmiechu, wzruszam się przy wątku Emmy Thompson i biednej Sarah, uśmiecham podczas dwujęzycznych rozmów Colina i Amelii... Caroline, masz rację, smaczków tu jest co niemiara :-D
A tak w ogóle to baaaardzo miło oglądało mi się to w tak doborowym towarzystwie :mrgreen:

Admete - Pon 22 Gru, 2008 08:54

Gwiazdor jest świetny. Jednym z moich ulubionych watków jest też relacja ojczyma i pasierba :-)
Gosia - Pon 22 Gru, 2008 08:57

Ja nawet powiem, że gwiazdor mnie jednocześnie ogromnie bawi a także wzrusza wtedy, gdy przychodzi do tego swojego menedżera, żeby spędzić z nim święta.
damamama - Pon 22 Gru, 2008 11:32

Z przyjemnością zobaczyłam znowu ten film. Jest taki bardzo w klimacie świątecznym.
Caitriona - Pon 22 Gru, 2008 12:54

Niby film mi doskonale znany, a wczoraj podczas wspólengo seansu znowu ogladało mi się go rewelacyjnie. Uwielbiam rozmowy Colina i Aurelii, mimo że się nie rozumieją mówią o tym samym, podstarzały rockman jest po prostu powalający :D :D Hugh szukający sekretarki na najdłuższej ulicy świata, para nieśmiałych statystów czy biedna Emma i jej mąż, który dał się uwieść czarnej jędzy... Jeden z lepszych filmów jakie widziałam
praedzio - Pon 22 Gru, 2008 13:03

"10 minut u Eltona Johna i już jesteś gejem?" :rotfl:
Gosia - Pon 22 Gru, 2008 13:57

Po wczorajszym oglądaniu muszę jednak stwierdzić, że bardzo lubię ten film :-D
praedzio - Pon 22 Gru, 2008 14:00

Ha! :mrgreen:
primavera - Pon 22 Gru, 2008 16:47

Ja natomiast ile razy widzę Hugh Granta tańczącego "Jump" to po prostu spadam z krzesła
Gunia - Pon 22 Gru, 2008 18:48

A ja sobie dziś kupiłam nareszcie pełne DVD na Święta. :wink: To chyba mój ulubiony film ex aequo z "Czekoladą". :-D Uwielbiam wszystkich bohaterów: Jamiego i jego Aurelię, Liama z pasierbem, Karen... Ale najbardziej lubię wątki Sarah i Marka.
Znam ten film na pamięć, a i tak nigdy mi się nie nudzi i zawsze "przeżywam" go na nowo. ;)

annmichelle - Pon 22 Gru, 2008 21:41

Bardzo lubię ten film. :mrgreen:
Oczywiście niedawno zrobiłam sobie powtórkę z rozrywki :wink: i stwierdzam, że za każdym razem odkrywam coś nowego w tym filmie, takie właśnie filmowe smaczki.
Uwielbiam oglądać w oryginale, bez żadnego lektora czy "ugrzecznionego" tłumaczenia.


Niedawno obejrzałam sobie ten film z komentarzami reżysera i części aktorów i muszę stwierdzić, że Hugh Grant swoimi komentarzami zrobił na mnie dość nieprzyjemne wrażenie złośliwego typka. Próbował być dowcipny, ale nie na temat swojej osoby (jak np. komentował Bill Nighy) tylko innych. Grant skomantował czepialsko-złośliwie każdy występ Firtha (czy oni się aż tak nie znoszą? Wiecie coś o tym?), nie było to nawet dowcipne tylko właśnie takie czepialskie, reżyser starał się łagodzić te wypowiedzi.
Acha, i podobał mi się motyw jak zaczęli złośliwie komentować aktora grającego ojca Aurelii (że niby mu nie zapłacili, że niby taki "naturszczyk", itd.), a reżyser przyznał, że rzeczywiście tak dość lekceważąco potraktował tego człowieka, a na drugi dzień okazało się, że ten aktor ma na swoim koncie ponad 400 sztuk teatralnych i jest w Portugalii figurą. Reżyser przyznał, że było mu po prostu wstyd za swoje wcześniejsze zachowanie.

BeeMeR - Pon 22 Gru, 2008 22:22

Aragonte napisał/a:
Nie będę oryginalna :wink: Podobnie jak Gosia uwielbiam podstarzałego gwiazdora, doprowadza mnie zawsze do śmiechu, wzruszam się przy wątku Emmy Thompson i biednej Sarah, uśmiecham podczas dwujęzycznych rozmów Colina i Amelii... Caroline, masz rację, smaczków tu jest co niemiara :-D
Gosia napisał/a:
Gwiazdor mnie jednocześnie ogromnie bawi a także wzrusza wtedy, gdy przychodzi do tego swojego menedżera, żeby spędzić z nim święta.
annmichelle napisał/a:
Uwielbiam oglądać w oryginale, bez żadnego lektora czy "ugrzecznionego" tłumaczenia.
Mogę się pod tym podpisać :serce:
Anaru - Pon 22 Gru, 2008 22:50

Ja też... :serce:
Niekoniecznie pod oglądaniem całkiem w oryginale bez napisów ;) , ale na pewno pod całą resztą i brakiem lektora - piękny film.

Antuś - Pon 22 Gru, 2008 23:49

Caroline napisał/a:
Uwielbiam na przykład takie detale, jak ochroniarz premiera śpiewający zabójczym basem kolędy dla smarkatych albo te wszystkie postacie w restauracji, do której przychodzi Jamie oświadczyć się Aurelii, pan z wąsami :D i inni. Ponoć bardzo wielu "naturszczyków" grało w tym filmie, a sceny z lotniska są autentycznymi, nakręconymi na żywo scenami powitań, uścisków etc.


Bardzo ucieszyła mnie ta informacja, bo zawsze zastanawiałam się, czy sceny na lotnisku są grane czy też prawdziwe i świetnie dowiedzieć się, że to drugie. Muszę się przyznać, że rozczulają mnie za każdym razem
i detale mnie także urzekają, a im częściej oglądam Love actually, tym bardziej zauważam wymowne brzmienie niektórych kwestii, pojedynczych słów, nie potrafię nawet okreslić ile emocji, sprzecznych uczuć jest w wypowiadnym przez Emmę Thomspon ,,home", w scenie na lotnisku, gdy Harry do nich wraca. Urzekają wszystkie dialogi Jamie'go i Auerlii - jej cudowny akcent i ,,for some cases" - takie wymowne... swoją dorga bardzo lubię Lucię Moniz, a ostatnio ogladałam ciekawy wywiad z Piotrem Adamczykiem, który pracował z nią przy jakieś koprodukcji i wydawał się urzeczony :wink:
Jestem po kolejnym oglądaniu, to już taka mała tradycja, co roku wspólnie z przyjaciółkami robimy maraton wraze z dodatkami i komentarzami twórców. Muszę stwierdzić, że Richard Curtis, dla którego każda scena jest ,,absolutnie ulubiona", a sam wydaje się marzycielem i skończonym optymistą (wynika, że gdyby to od niego zależało, wszystkie wątki skończyłyby się szczęśliwie) naprawdę mnie rozczula :wink:
Nie rozumiem, dlaczego ten film za każdym razem tak na mnie działa i jak widzę nie tylko na mnie, czy to jakieś zjawisko socjologiczne? :wink:

Alicja - Wto 23 Gru, 2008 10:39

też co roku oglądam go w drugiej połowie grudnia, to przychodzi samo. Nie jest to coś specjalnego, ale ma w sobie jakiś magnes powodujący, że tak jest przed świętami i już. Pamiętam jak polowałam na niego i kupiłam za horrendalne pieniądze gdy wyszedł i to pierwsze rozczarowanie po obejrzeniu, bo oczekiwałam czego innego i lepszego zwłaszcza. Dopiero później doceniłam ten film. Teraz jest już zupełnie inaczej. On smakuje lepiej po kilkakrotnym obejrzeniu. Jak wino i kobiety - z wiekiem :wink:
Katarynka - Śro 31 Gru, 2008 01:51

Ja też uważam, że z każdym kolejnym obejrzeniem tego filmu człowiek czyli widz jest coraz bardziej zachwycony :) :) Też się wzruszam przy wątku z Emmą i Alanem, ale najbardziej podoba mi się taniec Pana Premiera :)
Anonymous - Śro 08 Wrz, 2010 17:02

Jako człowiek absolutnie niekonwencjonalny, załączyłam sobie wreszcie film i siadłam z laptopem(bo Aine w końcu mnie zabije) a ponieważ wczoraj słuchałam gadaniny Hołowni, który poopowiadał też o tym filmie zapragnęło mi się oglądnąc. I uwielbiam ten film, chociaż i smutno mi jest wieloma momentami, szkoda mi Emmy bo Alan jest taki nie-Brandonowaty, tylko daje sie siksie wodzić na sznurku. No i ta biedna sekretarka, i ten chłopaczyna od wiadomości tekstowych w wersji retro. Im się nie udało, mimo, ze święta czas magiczny i cudowny a jednak są osoby które są smutne i sme. Ale cieszę się, że Premierowi się tak fajnie poskłądało, bo Grant jest przecudowny w tej roli.... takie naprawdę wieczny chłopiec...... z tymi oczami.....
No i Colin, szalon Colin ruszający na podbój Ameryki, że nie wspomnę o portugalsko-angielskiej parze.

Ehhhh kocham ten film za ciepło, uśmiech i masę uczuć....

Eeva - Śro 08 Wrz, 2010 21:03

Uwielbiam ten film :-)
Najbardziej chyba lubię scenę, w której Hugh Grant tańczy :-)

Trzykrotka - Śro 08 Wrz, 2010 21:39

A ja, kiedy Colin (Firth) oświadcza się po portugalsku :thud:
Eeva - Śro 08 Wrz, 2010 22:11

Zawsze na tej scenie płaczę :-)
trifle - Śro 08 Wrz, 2010 22:46

A ja uwielbiam scenę - tzn tak emocjonalnie - kiedy Emma/Helen otwiera prezent, widzi płytę i przy Joni Mitchell płacze w sypialni. To jest tak potwornie smutne, a zarazem piękne, że mam dreszcze na samą myśl. Bo tych fajnych momentów jest zdecydowanie za dużo, żeby wybrać jeden. "Oh God, she's in" to jeden, Rowan Atkinson pakujący naszyjnik to dwa, Mark jako kolędnik trzy, Colin próbujący zabawiać Aurelię w samochodzie :lol: Oj, mogłabym tak długo ;)
Admete - Śro 08 Wrz, 2010 22:55

A ja lubię ten moment, gdy dziewczyna grana przez Keirę domyśla się, że Mark jest w niej zakochany. Potem Mark wychodzi i w tle śpiewa Dido:

http://www.youtube.com/wa...feature=related

http://www.youtube.com/wa...feature=related

trifle - Śro 08 Wrz, 2010 23:08

O! To też lubię! Lubię jak on nie może się zdecydować czy wrócić czy jednak iść. Strasznie mi go żal w tamtym momencie.

Ten film pełen takich smaczków jest :)

Admete - Czw 09 Wrz, 2010 07:05

Lubię wątki o nieodwzajemnionej miłości ;)
Anonymous - Czw 09 Wrz, 2010 08:53

trifle napisał/a:
Strasznie mi go żal w tamtym momencie.

Oj mi też i piosenki własnie słucham, strasznie dobrze współgra ze sceną, no i ta walka wewnętrzna na jego twarzy.... smutne to....

Rowan z "pakowaniem" jest przecudowny, zwijałam się ze śmiechu po prostu.
A Emmy było mi żal, najpierw się tak ucieszyła a później... Zonk
cholerni faceci! :wsciekla:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group