Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik
Marta - Śro 09 Sty, 2008 21:37
Kolejny fragment bardzo apetyczny i słodki... Och, Ali, pięknie...
Co do osobnego wątku dla "letnich" - osobiście nie wydaje mi się on dobrym pomysłem. W końcu nie chodzi nam tu o opisywanie harców i igraszek miłosnych, tylko o całą resztę, w czym nie tylko "letnie" mogą przecież brać czynny udział - na co gorąco liczę
Alison - Śro 09 Sty, 2008 21:57
| Anaru napisał/a: |
Ale o ile pamiętam, to nie zawsze Cię cieszyło odkrycie Twoich zainteresowań przez studentów, nie? |
Moje zainteresowania są niektórym studentom znane, bo jak się chodzi po górach, jeździ pociągami, to się gada o różnych sprawach, nie tylko o naukowych. Niektóre studentki nawet dostają ode mnie filmy do pooglądania i być może tu dotarły. Może nie koniecznie chciałabym żeby wszyscy kojarzyli mnie z radosnymi okrzykami wydawanymi na widok, niektórych niedogolonych facetów , ale jeśli i to by się wydało, to nie sądzę żeby się strasznie zaskoczyli. Jestem tutaj taka jaka jestem na codzień, ci co mnie znają osobiście, mogą to potwierdzić. Nie prowadzę podwójnego życia. W realu nie jestem poważną panią adiunkt, a w internecie rozpasaną, nawiedzoną erotomanką. Jestem jaka jestem i za całe moje zachowanie tutaj, jak i za każde wypowiedziane słowo, biorę pełną odpowiedzialność.
Marija - Śro 09 Sty, 2008 22:52
| Alison napisał/a: | | To jutro kontynuuje Maryśka. Marija jest grzeczna, bo ma małe, GRZECZNE dzieci i na pewno nikogo nie zdeprawuje, więc jutro c.d.n.... | Jestem grzeczna i na szczęście przeczytałam wszystkie posty. Dobra, rano rzucam, co mam .
Ja też proszę na skrzynkę, przecież nie zapisałam nigdzie tych Matkowych fragmentów .
Aragonte - Śro 09 Sty, 2008 23:00
Ali, proszę o dołączenie mnie do listy mailowej, chciałabym dostać wszystkie kawałeczki bez cenzury, mogę?
Anaru - Czw 10 Sty, 2008 07:28
| Alison napisał/a: | | Nie prowadzę podwójnego życia. W realu nie jestem poważną panią adiunkt, a w internecie rozpasaną, nawiedzoną erotomanką. Jestem jaka jestem i za całe moje zachowanie tutaj, jak i za każde wypowiedziane słowo, biorę pełną odpowiedzialność. |
Ale zupełnie nie o to mi chodzi, tak kompletnie nie o to... Wiem, że jesteś dorosła i odpowiadasz za siebie i za to, co robisz. Chodzi mi o to, żeby nie było problemu, że ktoś Cię potem wyszydzi, wyśmieje - i tu właśnie miałam na myśli np. studentów. Ludzie bywają wredni, zwłaszcza jak się publikuje trochę bardziej osobiste czy intymne treści. Jeżeli Ty na swoich możesz polegać i wiesz, że to fajni ludzie na luzie, o podobnych zainteresowaniach i wrażliwości, to ok. Mnie się Twój fanfic naprawdę podobał.
Pozdrawiam
| nicol81 napisał/a: | Ale o to chodzi. Wyrabia się markę i czytelnicy wiedzą, co oczekiwać. Wybierasz sobie treść i wygląd, który odpowiada.
"Księżna" Small była inna, ale zostawiła mi taki niesmak w ustach... |
Masz rację, znając ulubione pozycje i sceny możesz sobie szukać danych książek
A "Księżnę" czytałaś tylko, czy byłaś zmuszona tłumaczyć? Ja tego akurat nie czytałam, więc nie wiem, co tam było innego niż gdzie indziej, ale myślę, że standardowo erotycznie, z przymusem, pewnymi formami niewolnictwa czy uległości i dzikim pożądaniem...?
Marija - Czw 10 Sty, 2008 08:26
Początek już był, ale wrzucam całość
Posiłki w Pemberley...Wszystkie dotychczasowe wyobrażenia Elżbiety, jak też by miały wyglądać te posiłki w nowym domu, kierowały się do wielkiej, wytwornej sali, w której do obsługi stoi pięciu lokajów, a ona jest oddalona od męża i Georgiany o dobre dziesięć stóp. Jakże to było odległe od rodzinnych śniadań czy obiadów w Longbourn, atmosfery ciepła i zwyczajności, która dawała poczucie bezpieczeństwa i bycia we właściwym, skromnym miejscu.
Kiedy została poproszona przez pokojówkę, która cichutko wchodząc do jej pokoju, oznajmiła, że pan Darcy i panna Darcy oczekują na nią w pokoju śniadaniowym, z drżeniem serca wstała od biurka, na którym został zaczęty list do Jane.
Idąc po schodach, zastanawiała się, czy podoła obowiązkom bogatej właścicielki Pemberley, wielkiej damy, którą – chcąc nie chcąc – właśnie się stawała. Ciemny rumieniec zalał policzki Elżbiety, kiedy wspomniała ubiegłą noc. „Czego się boję?”, pomyślała, „czy ON nie jest tym jedynym, dla którego zniosę wszystkie drobne i większe trudności, upokorzenia nawet?”.
Uspokajając bijące serce, ujęła klamkę drzwi do pokoju śniadaniowego. Na jej widok, oczy Darcy’ego zabłysły niczym gorące, czarne błyskawice [hehe, Mniszkówna].
Stanęła niezdecydowanie na progu. Georgiana patrzyła na nią z uśmiechem na ustach i w oczach, jakby chciała nieśmiało powiedzieć „Usiądź z nami, nasza najdroższa Lizzy! Nareszcie jesteś tu z nami!”. Jej brat, z widocznym dla wszystkich wyrazem wielkiego szczęścia i wzruszenia na twarzy, szybko podszedł do żony i podając jej ramię, powiedział:
- Dzień dobry, moja droga. Nie chciałem cię za szybko budzić, po wczorajszych przeżyciach.
Na te słowa Elżbieta znów lekko się zapłoniła, ale opanowując zmieszanie, odpowiedziała z uśmiechem:
- Wczorajszy dzień był doprawdy niezwykły – niecodziennie zostaje się żoną pana na Pemberley! Dzień dobry, Georgiano!
Mąż tylko się uśmiechnął na te słowa, lekko przysłaniając powiekami oczy, które znowu zabłysły, jakby na wspomnienie wczorajszych wydarzeń, a zwłaszcza ich uwieńczenia. Lekko uścisnął dłoń Elżbiety i podprowadził ją do przeznaczonego dla niej miejsca. Wszelkie obawy Elżbiety, że przez wielkopański stół panów na Pemberley ciężko będzie jej widzieć swoją nową, a tak upragnioną rodzinę, nie sprawdziły się. Pokój śniadaniowy, położony od wschodniej strony domu, był o tej porze dnia zachwycająco rozjaśniony padającymi przez jasne, muślinowe firanki promieniami słońca. Lekkie meble, obite bladozielonym jedwabiem z delikatnym wzorem przedstawiającym pączki różyczek, dość niewielki jak na jej wyobrażenia stół, przykryty białym obrusem, delikatna porcelanowa zastawa, nie przytłaczająca biesiadnika natłokiem złoceń i malunków [bez ręcznie malowanych wrąbków], małe, ale idealnie dobrane towarzystwo przy stole – wszystko to sprawiło, że w serce Elżbiety, wraz ze słonecznym blaskiem panującym w pomieszczeniu, wlała się wielka radość i otucha.
W czasie ich rozmowy Georgiana nie spuszczała z nich rozradowanych oczu. Widziała ich spojrzenia, szczególny wyraz oczu, widziała taką twarz swojego brata, jakiej nie pamiętała od lat – a może nawet nigdy nie widziała. Zawsze był poważny, pełen dystansu, a czasem nawet lekkiej wzgardy, gdy towarzystwo nie spełniało jego wysokich oczekiwań. Jednak kiedy tego ranka przez chwilę siedzieli sami przy stole, cała jego postawa wyrażała ledwo hamowane zniecierpliwienie; wprost czuło się, że tak naprawdę chciałby uchybić zasadom dobrego wychowania i pobiec po Lizzy, pozostawiając Georgianę samą. Poprzedniego, niezwykłego dnia, Georgiana nie miała zbyt wiele czasu, aby obserwować brata w „najszczęśliwszym dniu jego życia”, jak jej szepnął, kiedy po wyjściu z kościoła składała młodej parze życzenia. Podczas przyjęcia musiała pełnić rolę gospodyni, z wielką, zwykłą dla niej nieśmiałością, ale i ogromnym a naturalnym wdziękiem, stale uważając, aby nikogo nie urazić czy nie pominąć w rozmowach. Czasem była nieco bliżej Fitzwilliama, a wtedy nie musiała nawet pytać, czy jest szczęśliwy, bo szczęście miał w oczach, ustach i całej postaci.
Gdy więc wreszcie otworzyły się drzwi i stanęła w nich Lizzy, Georgianie niemal udzieliło się to cudowne napięcie, jakie było pomiędzy tymi dwojgiem.
Darcy pomógł żonie wygodnie usiąść, sam również zajął miejsce i skinął na Fletchera. Wkrótce mogli rozkoszować się świeżą, pachnącą kawą, ciepłymi bułeczkami, morelową konfiturą i świeżo upieczonym baranem w sosie miętowym (nie mogłam się powstrzymać ..).
Alison - Czw 10 Sty, 2008 08:30
| Anaru napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Nie prowadzę podwójnego życia. W realu nie jestem poważną panią adiunkt, a w internecie rozpasaną, nawiedzoną erotomanką. Jestem jaka jestem i za całe moje zachowanie tutaj, jak i za każde wypowiedziane słowo, biorę pełną odpowiedzialność. |
Ale zupełnie nie o to mi chodzi, tak kompletnie nie o to... Wiem, że jesteś dorosła i odpowiadasz za siebie i za to, co robisz. Chodzi mi o to, żeby nie było problemu, że ktoś Cię potem wyszydzi, wyśmieje - i tu właśnie miałam na myśli np. studentów. Ludzie bywają wredni, zwłaszcza jak się publikuje trochę bardziej osobiste czy intymne treści. |
Przepuszczam przez zajęcia setki studentów, nie jestem w stanie ręczyć za każdego i na pewno nie każdy mnie lubi. Ale gdyby ktoś chciał coś takiego wykorzystać przeciwko mnie, sam sobie wystawi świadectwo. Jak to mawiała moja Babcia: "Dorożkarz nie jest w stanie mnie obrazić."
Marychna a gdzie śniadanie? Ja tu czekam, na śniadanie w Pemberely!
Marija - Czw 10 Sty, 2008 08:36
| Alison napisał/a: | Marychna a gdzie śniadanie? Ja tu czekam, na śniadanie w Pemberely! | Śniadanie w ostatnim zdaniu, przecież nie będą się obżerać, jak ogólnie się migdalą (baran mało?)
Alison - Czw 10 Sty, 2008 08:38
A to podstępny Maryś, wciął się w rozmowę o podłych ludziach!
przykryty białym obrusem, delikatna porcelanowa zastawa, nie przytłaczająca biesiadnika natłokiem złoceń i malunków [bez ręcznie malowanych wrąbków], Podwójnych, rzecz jasna!
Jakże miło rozpoczęty dzień! Wprawdzie baran dla mnie trochę za ciężkostrawny na śniadanie , ale reszta w nawyższym stopniu pyszna!
A teraz będę jak Nicol...czy Fletcher, będąc osobistym lokajem, mógł podawać do wspólnego stołu?
Maryann - Czw 10 Sty, 2008 08:39
Baran w miętowym sosie... A gdzie jajecznica na bekonie ?
Alison - Czw 10 Sty, 2008 08:40
| Maryann napisał/a: | Baran w miętowym sosie... A gdzie jajecznica na bekonie ? |
Maryannku, to są nowocześni ludzie, a nie jakieś tam typische aristocraten!
Marija - Czw 10 Sty, 2008 08:41
Baran w miętowym sosie tak mi się narzucił, że nie miałam siły się bronić . Musieli go zjeść na śniadanie .
Kaziuta - Czw 10 Sty, 2008 08:49
| Marija napisał/a: | | tak naprawdę chciałby uchybić zasadom dobrego wychowania i pobiec po Lizzy, |
Naprawdę nie wypadało ? Ech, ta etykieta, ile trzeba siły charakteru wykazać.
Marijo, jestem pod wrażeniem. Czapki z głów talent nam sie objawił.
Maryann - Czw 10 Sty, 2008 08:50
| Alison napisał/a: | Maryannku, to są nowocześni ludzie, a nie jakieś tam typische aristocraten! |
To jajka na bekonie typische aristocraten jadają ? No to siem poczułam jak najprawdziwsza angielska milady - jakem tam była w poprzednie wakacje, to we wszystkich hotelach na śniadanie karmili tym całą arystokratyczną turystyczną hołotę...
Alison - Czw 10 Sty, 2008 08:52
| Kaziuta napisał/a: | | Marija napisał/a: | | tak naprawdę chciałby uchybić zasadom dobrego wychowania i pobiec po Lizzy, |
Naprawdę nie wypadało ? |
To co nie wypadało, Kaziutko, to juz było, a teraz musi być wszystko comme il faut
Alison - Czw 10 Sty, 2008 08:54
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | Maryannku, to są nowocześni ludzie, a nie jakieś tam typische aristocraten! |
To jajka na bekonie typische aristocraten jadają ? No to siem poczułam jak najprawdziwsza angielska milady Obrazek - jakem tam była w poprzednie wakacje, to we wszystkich hotelach na śniadanie karmili tym całą arystokratyczną turystyczną hołotę... |
Nacisk miał leżeć nie na aristocraten, ale na typische Wszak nie mogłam dać im innego rzeczownika
Marija - Czw 10 Sty, 2008 08:56
Jutro dostaną jajka, jak już nie można ich uniknąć. Resztki barana pójdą do służbówki.
Czuję, że się wrobiłam jak ubogi Sienkiewicz jakiś - powieść w odcinkach . Muszę sobie przypomnieć zasady pisania wypracowań, bo zasady pisania sprawozdań opisowych tu na nic .
Ale jutro nicol81?
Maryann - Czw 10 Sty, 2008 08:59
| Alison napisał/a: | Nacisk miał leżeć nie na aristocraten, ale na typische |
No to ja jestem taki sam "typische", jak nasz głóny bohater. Ale baraniny z miętowym sosem jeść mi nie każcie, pliiissss...
Alison - Czw 10 Sty, 2008 08:59
| Marija napisał/a: | | Jutro dostaną jajka, jak już nie można ich uniknąć. Resztki barana pójdą do służbówki. |
Byle nie w proszku, bo ponoć na wyspach innych nie podają Paznokcianka się skarżyła...
Alison - Czw 10 Sty, 2008 09:00
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | Nacisk miał leżeć nie na aristocraten, ale na typische |
No to ja jestem taki sam "typische", jak nasz głóny bohater. Ale baraniny z miętowym sosem jeść mi nie każcie, pliiissss... |
Ty jesteś Typische, boś jako gość została potraktowana Typische żarciem, żeby się poczuć jak Typische English woman. Rozumisz?
Maryann - Czw 10 Sty, 2008 09:02
| Marija napisał/a: | | Resztki barana pójdą do służbówki. |
To chyba niezła wyżerka w tej służbówce będzie...
Alison - Czw 10 Sty, 2008 09:02
| Marija napisał/a: | | Ale jutro nicol81? |
A planowała coś napisać? A Ty co? Wyeksplatowałaś się na to śniadanie? Może jakieś konwersacje stołowe, wizyta w oranżerii zwanej Edenem, teraz Lizzy bedzie musiała obrywać suche liście orchideom
Marija - Czw 10 Sty, 2008 09:03
To jest straszne trudne pisać o realiach sprzed dwustu lat. Zawsze doceniałam pracę pisarzy, którzy właściwe pisanie np. powieści historycznej poprzedzali kilkuletnimi studiami nad drobiazgowym studiowaniem opisywanej epoki, ze szczególnym uwzględnieniem życia codziennego. Np. co im dać do roboty po śniadaniu? Noremalnie to by sobie kompa zapuścili albo telewizor, a tak? Na konną przejażdżkę, a może raczej po obiedzie? Wizyty przedpołudniowe, ale może przyjmowanie dzierżawców, rządców, a pani powinna szyć koszule dla ubogich? No?
Marija - Czw 10 Sty, 2008 09:05
| Alison napisał/a: | | Marija napisał/a: | | Ale jutro nicol81? |
A planowała coś napisać? A Ty co? Wyeksplatowałaś się na to śniadanie? Może jakieś konwersacje stołowe, wizyta w oranżerii zwanej Edenem, teraz Lizzy bedzie musiała obrywać suche liście orchideom | Mam następny fragment, to na jutro jeszcze starczy . W końcu piszę to na żywca niemal .
Maryann - Czw 10 Sty, 2008 09:07
| Alison napisał/a: | Ty jesteś Typische, boś jako gość została potraktowana Typische żarciem, żeby się poczuć jak Typische English woman. Rozumisz? |
Rozumiu, choć pojąć nie mogu, jak one mogą jeść takie (za przeproszeniem) świństwo...
|
|
|