To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam... II

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 19:14

Sofijufka napisał/a:
A Kasi P. baaardzo mi żal. O włos sama ledwo uniknęła szafotu - lub nawet stosu :thud:

O niej chyba wszyscy dobrze mówią - w każdym razie ja nie spotkałam się z negatywną opinią na jej temat. Dobrze rozumiała się z Marią, wychowywała Elżbietę, a Jane Grey znalazła u niej więcej ciepła niż u własnych rodziców.
Gdyby się nie zakochała...

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 19:18

AineNiRigani napisał/a:
Maryann napisał/a:
No fakt. Bardzo potrzebował. Zwłaszcza, że obie żyjące córki zdegradował do roli bękartów.

A na co mu były te córki potrzebne?

A gdyby Jane nie urodziła dziecka ? Zostałby bez legalnego potomstwa.

AineNiRigani napisał/a:
Katarzyna była przez Henka bardzo wysoko ceniona przez blisko 30 lat małżeństwa, finisz tego związku był okrutny,

Toteż mnie o ten finisz chodzi. Tym bardziej, że właśnie podobno tak bardzo ją cenił.

AineNiRigani napisał/a:
A Anna od samego poczatku bawiła sie zapałkami i ostatecznie się poparzyła. W jej sprawie król pewnie dałby jej jeszcze szanse na kolejne porody, ale za bardzo zalazła za skóre dworzanom, doradcom i całemu dworowi.

I dlatego musiał ją oskarżyć, że spała z własnym bratem ?

Gunia - Wto 01 Sty, 2008 19:49

A ja obejrzałam "Van Helsinga", o ile to oglądaniem można nazwać, bo po dwudziestu minutach zawinęłam się w kocyk i kątem oka spozierałam na ekran od czasu, do czasu.
Film jest totalnie beznadziejny. Składa się zasadniczo z trzech rzeczy - ujęć i krajobrazów zgapionych z LOTRa, pseudo-ambitnych wątków i słomianych dialogów.
Przez cały czas na ekranie widać ciemność, przerywaną przez błyski, pioruny i inne "klimatyczne" spięcia, i tylko od czasu do czasu pojawiają się kobiety w wyzywających strojach. A już dialogi w tym filmie to miód. Rozmowa głównego bohatera z potworem, którego ścigał przez cały film pt. "-Teraz wreszcie zginiesz! - Ale ja chcę żyć! - ... No dobra." przeszła do kanonu naszych tekstów. Nie wiem w ogóle o co chodziło w tym filmie, ale sam wątek szukania przez kilkaset lat brakującej części zaklęcia otwierającego wrota, którą to brakującą częścią było "Otwórzcie się", jest jak dla mnie wystarczająco miarodajne, jeśli chodzi o jakość tego filmu.

Anonymous - Wto 01 Sty, 2008 19:51

Maryann napisał/a:
A gdyby Jane nie urodziła dziecka ? Zostałby bez legalnego potomstwa.


Przypuszczam, ze probowalby dalej - przecież Anne zgubił nie tylko brak zdrowego potomka, ale wredny charakter. Bardzo szybko wszyscy mieli jej dość, z królem włącznie. Zołza była i tyle. Heńkowi było na ręke cały spisek dworski przeciwko Annie - nie wierze, ze o nim nie wiedział, ale z cała pewnoscia była to dla niego okazja.
Ogolnie jane była za głupia i za miła na otwartą wrogość i intrygi,ale od czegóż jest chciwa rodzinka? Przypuszczam jednak, ze kilka ładnych lat by sobie pożyła - do kolejnej ciązy i kolejnych komplikacji połogowych - ona podobno słabiutenkiego zdrowia była, cała ciąże zle znosiła, przypuszczano nawet, ze urodzi martwe dziecko.

Maryann napisał/a:
Toteż mnie o ten finisz chodzi. Tym bardziej, że właśnie podobno tak bardzo ją cenił,
.
Cóz, przypuszczam, ze zmanipulowany samczo przez Anne, heniek po prostu stracił głowe, a potem to juz lawinowo poszło. Nie usprawiedliwiam go w tym jak potraktowal Katarzyne, ale biorac pod uwage, ze pożyła sobie jeszcze dość długo (aczkolwiek w domowym areszcie - na własne rządanie)

Maryann napisał/a:
I dlatego musiał ją oskarżyć, że spała z własnym bratem ?

Mocniejszy chwyt marketingowy. Zreszta tutaj akurat zgadzam sie z Sofijufka na temat spisku antyboleynowego. Nie przypuszczam, zeby Heniek sam to wszystko wymyslil, ale z cała pewnoscia fakt dokonany pobłogosławił. Spiskowcy ciut sie zagalopowali, ale i tak oprócz Boleynów nikt nie nosił po Annie żałoby.

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 19:57

AineNiRigani napisał/a:
pożyła sobie jeszcze dość długo (aczkolwiek w domowym areszcie - na własne rządanie)

Długo ? Raptem kilka lat.

AineNiRigani napisał/a:
Nie przypuszczam, zeby Heniek sam to wszystko wymyslil, ale z cała pewnoscia fakt dokonany pobłogosławił. Spiskowcy ciut sie zagalopowali, ale i tak oprócz Boleynów nikt nie nosił po Annie żałoby.

Skoro go pobłogosławił, to wziął za niego odpowiedzialność. Najwyraźniej wcale mu to nie przeszkadzało. Zależało mu tylko na tym, żeby się od niej uwaolnić. Metody były obojętne.
Choć spotkałam się z opinią, że później miał żal do Cromwella, który całą tę szpokę zorganizował i dlatego skrócił go o głowę pod preteksetm, że wmanewrował go w małżeństwo z Anną Kliwijską.

Anonymous - Wto 01 Sty, 2008 20:31

Maryann napisał/a:
Skoro go pobłogosławił, to wziął za niego odpowiedzialność. Najwyraźniej wcale mu to nie przeszkadzało. Zależało mu tylko na tym, żeby się od niej uwaolnić. Metody były obojętne.
Choć spotkałam się z opinią, że później miał żal do Cromwella, który całą tę szpokę zorganizował i dlatego skrócił go o głowę pod preteksetm, że wmanewrował go w małżeństwo z Anną Kliwijską.


Ano zależało, jak i wszystkim. Dlatego pisze, ze pewnie gdyby Anna nie była taka wredna, żyłaby jeszcze długo, a w najgorszym razie skonczyła jak Katarzyna.
Co do Cromwella - jego śmierć - to dopiero było okrucieństwo. Nie wiem tylko do końca czyje, czy Henryka, czy Thomasa Howarda, ktory juz od jakiegos czasu planowal podrzucic krolowi do lozka katarzyne.

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 20:38

AineNiRigani napisał/a:
Co do Cromwella - jego śmierć - to dopiero było okrucieństwo. Nie wiem tylko do końca czyje, czy Henryka, czy Thomasa Howarda, ktory juz od jakiegos czasu planowal podrzucic krolowi do lozka katarzyne.

A Henryk był bezwolnym manekinem w rękach swoich dworaków, czy teżam podejmował decyzje ? Podobno był bardzo wykształcony i inteligentny, więc raczej nie powinien się dać wodzić nikomu za nos...

Sofijufka - Wto 01 Sty, 2008 20:46

Maryann napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
Co do Cromwella - jego śmierć - to dopiero było okrucieństwo. Nie wiem tylko do końca czyje, czy Henryka, czy Thomasa Howarda, ktory juz od jakiegos czasu planowal podrzucic krolowi do lozka katarzyne.

A Henryk był bezwolnym manekinem w rękach swoich dworaków, czy teżam podejmował decyzje ? Podobno był bardzo wykształcony i inteligentny, więc raczej nie powinien się dać wodzić nikomu za nos...

Jak nie chciał, to się potrafił sprzeciwić - Cranmera [którego chciano spalić, obronił], i tych co szóstą żonę przyszli też pogonił, sypiąc wyzwiskami, choć sam przecież na to zezwolił. Tyle, że Kasię uprzedzono i udając idiotkę i wysławiając mądrość męża pod niebiosa, zdołała go ułagodzić...

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 20:49

Sofijufka napisał/a:
Kasię uprzedzono i udając idiotkę i wysławiając mądrość męża pod niebiosa, zdołała go ułagodzić...

Kasia mądra i dobra kobieta była. Aż jej szkoda dla tych dwóch kretynów.

Anonymous - Wto 01 Sty, 2008 20:49

Maryanku, w chwili smierci Cromwella przy inteligencji i umiejetnosci targania lwa za wąsy - mozna było już Henrykiem manewrowac (Elzbieta pod koniec zycia rowniez). Przykład z Katarzyną Howard jest tego najlepszym przykładem.
nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 20:51

Gunia napisał/a:
Nie wiem w ogóle o co chodziło w tym filmie, ale sam wątek szukania przez kilkaset lat brakującej części zaklęcia otwierającego wrota, którą to brakującą częścią było "Otwórzcie się", jest jak dla mnie wystarczająco miarodajne, jeśli chodzi o jakość tego filmu.

:shock:
Ja widziałam fajny film dzisiaj "Czasem słońce, czasem deszcz" . Piękny, przedstawia związki rodzinne :serce: Tylko główne bohaterki mnie irytowały :wsciekla:

nicol81 - Wto 01 Sty, 2008 20:51

Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Kasię uprzedzono i udając idiotkę i wysławiając mądrość męża pod niebiosa, zdołała go ułagodzić...

Kasia mądra i dobra kobieta była. Aż jej szkoda dla tych dwóch kretynów.

A jaki drugi?

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 20:52

Jej ukochany Tomcio Seymour. Czyli mąż numer 4.
Maryann - Wto 01 Sty, 2008 20:55

AineNiRigani napisał/a:
Maryanku, w chwili smierci Cromwella przy inteligencji i umiejetnosci targania lwa za wąsy - mozna było już Henrykiem manewrowac (Elzbieta pod koniec zycia rowniez). Przykład z Katarzyną Howard jest tego najlepszym przykładem.

Jak napisała Sofijufka, jak chciał to nawet wtedy potrafił - Katarzyna Parr była po Kasi Howard.

Sofijufka - Wto 01 Sty, 2008 21:17

Maryann napisał/a:
Jej ukochany Tomcio Seymour. Czyli mąż numer 4.

Chyba przystojny był:
http://www.tudorplace.com...BSudeley)03.jpg

Maryann - Wto 01 Sty, 2008 21:18

Podobno bardzo. Ale na tym chyba kończą się jego zalety... :?
Sofijufka - Wto 01 Sty, 2008 21:22

Maryann napisał/a:
Podobno bardzo. Ale na tym chyba kończą się jego zalety... :?

Kiedy to trochę taki Dołochow był :mrgreen:

Anonymous - Wto 01 Sty, 2008 22:00

Maryann napisał/a:
Jak napisała Sofijufka, jak chciał to nawet wtedy potrafił - Katarzyna Parr była po Kasi Howard.


Katarzyna Parr tez zostala wmanewrowana, tym razem przez Seymourów. Poczatkowo król zwrócił uwage na nią przez jej madrość i inteligencje, ale Edward Seymour stwierdził, ze skoro król i tak pożyje zaldwie kilka lat. A wdowa po królu Henryku VIII Tudorze brzmi lepiej niż wdowa po lordzie Latimerze.

Alison - Śro 02 Sty, 2008 08:25

Sofijufka napisał/a:
Alison, w rzeczywistości Mary była ładniejsza [w sensie konwencjonalnym] od Anny.
tu masz Mary
http://commons.wikimedia....Mary_Boleyn.jpg
a tu Annę
http://media.cardplayer.c...ne_boleyn-1.jpg
Anna miała tylko więcej wdzięku, seksapilu i sprytu [nie zgodziła się pójść do łózka z Henrykiem, przynajmniej nie od razu...]


:lol: Na tych portretach to mnie akurat Anna podoba się bardziej, ale to rzecz subiektywna. Chyba jednak nie o urodę mi chodziło, zapamiętałam, że czymś się różniły, ale chodziło o... skłonność do rozpusty (w "Życiu prywatnym angielskich władców" wyczytałam).
"Nieco wcześniej te dwie młode damy wysłano do Francji, by jako dwórki królowej nauczyły się zwyczajów panujących na tamtejszym dworze, słynącym skądinąd jako miejsce rozpusty. [...] Maria, jak się wkrótce okazało, ochoczo wkroczyła na drogę rozpusty. Stała się tak rozwiązła, że król Franciszek I, opisywany jako "wiecznie otoczony kobietami" mówił o niej hackney - co oznaczało po prostu dziwkę. Jeden z włoskich obserwatorów nazywa ją nawet una grandissima ribald et infame sopre tutte, czyli "najwspanialszą rozpustnicą, okrytą większą niesławą niźli wszystkie inne". - w filmie Maria zachowuje się jak mniszka :wink:
I jeszcze cytat:
"Co ciekawsze, Anna wcale nie grzeszyla urodą. Według weneckiego dyplomaty, niczym się nie wyróżniała - "była średniej postury, śniadej cery, miała długą szyję, szerokie usta i niezbyt bujne piersi". A co do jej seksapilu, powiedział: "nie dostrzegam w niej nic prócz królewskiego apetytu i jej czarnych oczu". To wszakże wystarczało, by podbić serce Henryka i przykuc uwagę całego dworu. Wkrótce damy zaczęły naśladować jej styl. Niezwykle modne stały się długie rękawy, które Anna nosiła jedynie po to, by ukryć szczątkowy szósty palec, a także wyszywany stojący kolnierz, który z kolei służył zatuszowaniu pokaźnej brodawki (myszki) na szyi."

Maryann - Śro 02 Sty, 2008 08:27

Alison napisał/a:
"Co ciekawsze, Anna wcale nie grzeszyla urodą. Według weneckiego dyplomaty, niczym się nie wyróżniała - "była średniej postury, śniadej cery, miała długą szyję, szerokie usta i niezbyt bujne piersi".

Anna nie była pięknością w rozumieniu XVI-wiecznych kanonów urody. Dziś miałaby znacznie większe powodzenie.

Alison - Śro 02 Sty, 2008 09:27

A ja wczoraj obejrzałam to "Czasem słońce, czasem deszcz" - moje drugie podejście. Myślałam, ze dotrę do źródła tego powszechnego uwielbienia i coś zrozumiem w tej sprawie, ale przyznam, że rozumiem jeszcze mniej niż mi sie wydawało po obejrzeniu kiedyś kawałka... Trduno, widać to kompletnie nie moja bajka.
praedzio - Śro 02 Sty, 2008 09:34

Alison napisał/a:
A ja wczoraj obejrzałam to "Czasem słońce, czasem deszcz" - moje drugie podejście.

Co do tego filmu i ja próbowałam (pierwsze podejście).... No, niestety, nie zmogłam. Nie powiem, że pasjami uwielbiam filmy muzyczne, aczkolwiek jak mi się trafi dobry, gdzie muzyka i taniec uzupełniają się z akcją, to oglądam z zachwytem. Tutaj wszystko mnie rozpraszało, przeszkadzało mi nawet to, że w jednej, zdawać by się mogło, scenie aktor/aktorka występuje w różnych kostiumach. Taniec? Ładny. Teksty poszczególnych pieśni? Super! ALE ZA DUŻO TEGO! :cry2: Już sama nie wiedziałam, czy prawdziwe jest to, co w akcji nieśpiewanej, czy to, co w śpiewanej... Chyba nie lubię takich szatkowań. :cry2:
*odchodzi ze zwieszoną głową*

Marija - Śro 02 Sty, 2008 09:37

Z naszego punktu filmowego widzenia, to faktycznie są bajki, kolorowe, roztańczone i długaaaaaaaaachne :mrgreen: . Eeee, ja tam lubię zerknąć, czuję się wtedy jak na innej planecie :roll: .
Sofijufka - Śro 02 Sty, 2008 09:51

Apropo kolorów - nie wiecie, czy można gdzieś upolowac Zefirellego: Romea i Julię oraz Don Giovanniego?
Są tak fotografowane, że nie moge oderwać oczu, ile razy je oglądam. No i ta Wenecja w Giovannim, kostiumy, Kiri te Kanawa jako Elwira {ach, jak ona pruje przez trawnik na początku i śpiewa niczym rozgniewany anioł :slina: ]...
I ta scena, kiedy wszyscy skrzywdzeni przez Giovanniego zdejmują maski, i z lodowatą uprzejmością okazują swoją pogardę {Don Ottavio?! Si, seniore; a potem 'traditore, traditore :cry2: ]

Alison - Śro 02 Sty, 2008 09:56

praedzio napisał/a:
Alison napisał/a:
A ja wczoraj obejrzałam to "Czasem słońce, czasem deszcz" - moje drugie podejście.

Co do tego filmu i ja próbowałam (pierwsze podejście).... No, niestety, nie zmogłam.


Ja przy pierwszym podejściu wysiadłam po jakichś 15 minutach. Teraz uczciwie chciałam obejrzeć, ale tym razem błogosławiłam reklamy, w trakcie wyszłam z psem na spacer i po powrocie nie miałam wrażenia, żeby mi coś szczególnego umknęło z akcji.
Tańce, kostiumy OK, piękne i jest na czym oko zawiesić, ale kiedy ogląda się w jednym filmie po raz piąty niemal identyczną choreografię, to miałam wrżenie, że to jakiś dzień świstaka... Nie chodzi mi o scenariusz, bo niech sobie jest baśniowy, ale poziom gry aktorskiej to jakaś epoka kina niemego :shock: . Mam oczy w jednym z "mokrzejszych" miejsc na ziemi, a tu, w tych wzruszających scenach, po prostu gryzłam wargi ze śmiechu. Główny amant w tych wdziankach a'la Johnny Holiday utrwalał we mnie głęboki szok co trzeba mieć w sobie, żeby z taką urodą i talentem, oszołomić takie tabuny kobiet na całym świecie. Dla mnie to niepojęte, bo już ten jego "odchudzony brat" to obiektywnie całkiem przystojny facet, nawet ojciec (gdyby tej czarnej treski na czole nie nosił) byłby OK. Z wszystkich amantów najbardziej podobała mi sie i tak Kajol, choć mimika jej twarzy jest jakaś nadekspresyjna, no ale przyjmijmy, że to taka konwencja. Nie mniej jednak, gdyby ktos chciał mnie zamordować, to może mi kazać obejrzeć to po raz drugi bez reklam :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group